Czego w Trójce nie powiedziałam?

Joanna Jaskółka
5 marca 2014

Udostępnij wpis

Nie byłabym sobą, gdybym nie skomentowała  w kilku słowach wczorajszej audycji. Oczywiście, że nie zdążyłam powiedzieć wszystkiego i bądź co bądź należy się kilka słów dopełnienia. Tak. Dopełnienia, nie sprostowania, o które ktoś już zdążył mnie poprosić.

Audycji słuchaliśmy w wąskim gronie rodzinnym z wykazaniem należnego szacunku tak ważnemu wynalazkowi, jakim jest radio, oraz z zachowaniem wszelkich standardów savoir-vivre*:

Kilka godzin przed audycją zakupiłam odpowiednie pożywienie - kawałek ciasta, dwie rurki z kremem i pół kilo bezików, z czego ostatnie zniknęły w ilości sztuk dwóch w ustach mojego dziecka, które dojrzało łakocie i w obecności zgromadzonej rodziny zażądało koniecznie "muszelek". Resztę bezików pożarłam wieczorem, dzięki czemu w wyniku bólu brzucha pół nocy rzucałam się na łóżku, irytując chłopa, który bliski był wygonienia mnie z pościeli i porzucenia brutalnie na wieki.

Ale poważniej - pierwszą informacją od znajomego, jeszcze podczas audycji, była "znów narzekasz". No cóż, to prawda, narzekam. Narzekanie to jednak ma swój głębszy cel i jest poważnie uzasadnione. Przede wszystkim - bez zwrócenia uwagi na pewne problemy, te problemy dalej będą istnieć. Szalenie mnie denerwuje, kiedy spotykam jakąś matkę na Mazurach i ona mi opowiada "tego nie ma, to nie wyszło, tamto się zepsuło". Ja się wtedy pytam, czemu o tym kogoś nie poinformuje, nie zwróci uwagi. A ona na to: "Po co? Przecież nikt z tym nic nie zrobi!".

No właśnie. A może ten ktoś nic z tym nie zrobi, bo zwyczajnie nie wie o tym, że dany sposób, rozwiązanie jest zwyczajnie do kitu? Skąd ma wiedzieć, skoro nikomu się nie chce poinformować? Szczerze wierzę, że da się poprawić sytuację matek na Mazurach, a jeszcze szczerzej, że da się to zrobić bez większej ingerencji w przyrodę. Idąc dalej, jeśli nie można tego zrobić natychmiast, może zmieni się przynajmniej spojrzenie takiej Sylwii Chutnik, którą, jako autorkę, bardzo lubię, ale która w wywiadzie mówi tak:

"Słyszałem też głosy, że odbiorcami serialu są ludzie dobrze sytuowani, z miast, z klasy średniej i wyższej – bo mają kablówkę i czas na nią. Ale akurat oni i one niewiele wyniosą z obejrzenia Teen Mom, bo to nie ich problem.
To jest właśnie patrzenie z góry. Telewizja kablowa jest masowa, nawet na wsi. A na stronach internetowych Teen Mom można obejrzeć za darmo. W takich opiniach wyczuwam pogardę – my zrozumiemy, ale ci, co powinni, to nie obejrzą i nie zrozumieją. Nieprawdą jest, że programy o problemach danych grup społecznych powinny oglądać tylko osoby reprezentujące te grupy. Powinniśmy nauczyć patrzeć się na innych."

Możecie dać Krytyce Politycznej znać, że się do nich odwołuję i kliknąć TUTAJ. Podkreśliłam totalny absurd, który wyszedł z ust pani Sylwii. Absurd, który razi mnie tym bardziej, im częściej widzę domy na Mazurach, w których nie ma doprowadzonej bieżącej wody. Absurd, który boli mnie bardzo, kiedy płacę za internet radiowy 80 zł miesięcznie, a i tak transfer jest na tyle mały, a zasięg tak słaby, że obejrzenie "Teen Mom" czy nawet wiadomości online jest cały czas w sferze marzeń. Nie mogę, niestety, spojrzeć się na innych. Niższa klasa nie ma na to szans. Mi przeszkadzają orły i rezerwat, im nie pozwalają zwyczajnie środki. I wydaje mi się, że jeśli nie będziemy o tym mówić, w naszym kraju dalej będzie panowało powszechne przekonanie, wyrażane z odpowiednią pewnością w wywiadach, że wszyscy mamy równy dostęp do internetu. Nie mamy.

Kolejnym powodem mojego "narzekania" jest to, że jesteście niereformowalni! Tak! Kiedy tylko napiszę o jasnej stronie życia na wsi, podzielę się zdjęciami, napiszę o przyrodzie, zaraz dostaję kilka maili od czytelniczek, które tak, jak ja, chciałyby zaraz spakować manatki i wynieść się na wieś. W głuszę. Najlepiej moją. No drodzy... w większości przypadków nie jestem w stanie ani pomóc, ani nawet odpowiedzieć, bo jest dokładnie tak, jak mówiłam podczas rozmowy - ja miałam alternatywę, miałam dom, miałam, gdzie się wynieść, a co więcej: byłam mniej więcej świadoma tego, na co się porywam [przecież  tu się wychowałam].

A i tak bez zaskoczeń się nie obyło. Bo uczęszczanie do szkoły, spotkania ze znajomymi, wszystkie dodatkowe zajęcia wcześniej całkowicie wypełniały mi czas, a potem, już z dzieckiem, okazało się, że na własne życzenie zamykam się na ponad rok w czterech ścianach. Bo małe miasteczka rzadko są uprzejme dla młodych matek. I tyle. Muszę raz na jakiś czas nakreślić ciemne strony również dlatego - żebyście byli świadomi, że ta wiejska sielanka w dużym stopniu jest wykreowana przez media, książki, prasę. Nie ma na każdym rogu świeżych malin [cholerne jelenie], rzadko kto już hoduje kury [pazerne orły], krowy na łące są coraz częściej atrakcją dla dzieci nie tylko miastowych, ale ostatnio również dzikich psów i wilków, a palenie w piecu, to nie urocze chwile przy kominku, tylko walka z dymem, sadzą i popiołem, z której czasami wychodzisz niczym kloszard ze świeżo spenetrowanego kontenera na śmieci.

Całym tym moim narzekaniem [raz na jakiś czas, nie przesadzajcie!] chcę tylko dać jasny komunikat: co chciałbyś poświęcić, żeby mieszkać w takich okolicznościach przyrody, jak ja? Co mógłbyś poświęcić? Brak prądu i internetu? Konieczność palenia w piecu? Brak chodnika? Brak drogi? Brak żłobka i konieczność zrezygnowania z pracy na przynajmniej trzy lata? Brak kibla w mieście? Brak sklepu? 

Bardzo nie chcę zrobić komuś krzywdy. Nie chcę wmawiać wam, że mieszkanie w lesie to czysta sielanka, urocze chwile wprost z kart "Pana Tadeusza". Nie chcę ponosić odpowiedzialności za czyjeś rozczarowanie, jeśli okaże się, że życie na wsi jest kompletnie różne od tego w mieście. Dlatego czasem narzekam. Dla tych, co im w głowach kiełkuje taki pomysł i piszą mi prośby, żebym pomogła wszystko zostawić i wyjechać w głuszę. Dla tych, co im się wydaje, że wieś sielska anielska i nie ma na niej żadnych patologii. Dla tych, co myślą, że w środku lasu istnieje kanalizacja miejska [!]. Niech wam ten pomysł wyjazdu kiełkuje, ale dobrze go podlewajcie głosem zdrowego rozsądku i porządnej refleksji.

Na pytanie pani Joanny, czego mi najbardziej brakuje, odpowiedziałam: kina. To była pierwsza myśl, jaka mi do głowy przyszła, a która była jednocześnie swoistą metonimią tego, że najbardziej brakuje mi telewizyjnej wolności. Określam nią to, na co mogłam sobie pozwolić w Warszawie - możliwość obejrzenia większości ulubionych serialów lub filmów w każdej praktycznie chwili na Vod czy jakimkolwiek innym telewizyjnym Playerze. Bez dostosowywania się do sztywnych ram narzuconych przez program telewizyjny, do którego dostosowanie w dalszym ciągu kojarzy mi się z wyjątkowym uzależnieniem i budzi wyraźny bunt. Plus taki, że przestałam praktycznie oglądać telewizję. Minus - nie jestem na bieżąco, nie wiem, o czym rozmawiają moi znajomi, nie kumam aluzji, nie czytam serialowych recenzji, jestem w pewnym sensie wykluczona.

A kiedy już zalaliście się łzami nad moim strasznym losem i otworzyliście swoje konta bankowe, żeby wpłacić mi zapomogę, uspokajam: nie lękajcie się! Przecież, gdyby mi to życie tak bardzo nie pasowało, pewnikiem bym się przeprowadziła tam, gdzie wszystkie niedogodności wynagrodziłby pierwszy lepszy chodnik czy nowo otwarta sieciówka, prawda? Kiedy kończę pisać ten tekst, dochodzi szósta rano. Żurawie zaczynają swoje poranne nawoływania, a koty powoli znoszą już pod drzwi polne myszy. Kosmyk wygląda właśnie przez okno i mówi "dzień dobry" wszystkim drzewom, a ja zaraz wyjdę na taras, spojrzę na jezioro i stwierdzę, że jestem dokładnie tu, gdzie powinnam być. 

Bardzo bym chciała, żebyście i wy mieli tak samo tę pewność. Przemyślcie to, bo ten tekst wieńczy moją krucjatę na jakiś czas. Przeleciałam z tą gadką przez praktycznie wszystkie media [do telewizji się nie wybieram, bo wyjątkowo jestem niewyględna], zrobiłam tyle, ile mogłam.Teraz nadchodzi wiosna, wszystko budzi się do życia, nie ma więc miejsca na narzekanie - jutro wybieram się z aparatem na łowy!
Pytaliście się, czy naszej rozmowy z Matką Polką Feministką będzie można posłuchać. Owszem: TUTAJ. Kiedy tylko zobaczę wrzucony materiał, natychmiast pozbędę się "najpewniej" :).
*No dobra, wiem, że wiecie, że nie dałabym rady
 tak szybko wywołać zdjęcia u fotografa, 
a to zdjęcie wzięłam z Flickra. A tytułowe STĄD.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

17 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - budyń jaglany ze smażonymi jabłkami i z cynamonem

    Kiedy Almette #zostańwdomu z przyjemnością dowiedziało się, że wspólne gotowanie z dziećmi to dla mnie codzienność i sposób na aktywne i pożywne zajęcie chłopaków, zaprosiło mnie do akcji #zostańwdomu z przyjemnością. David Gaboriaud łączy się ze mną online i proponuje łatwy i smaczny przepis, który mogę łatwo zrobić z dziećmi i który jest […]

10 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - babka piaskowa prosta tak, że dzieci ci pomogą ją zrobić.

Mamoooo, daj coś słodkieeeego! - czy tylko ja słyszę to zawodzenie? A kiedy ciężko wyjść z domu do sklepu, trzeba ruszyć głową i wymyślić coś pysznego, co jednocześnie zajęłoby dzieci na tyle, żeby nie usłyszeć za chwilę kolejnego powszechnego zwrotu: - Mamoooo, nudzi mi się! Dzięki Davidowi Gaboriaud mam na to sposób!  

3 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością - tartaletki na cieście francuskim, które przygotowały moje dzieci

Gotowanie z jednym dzieckiem u boku praktykuję od lat, ale od kiedy starszak nie chodzi do szkoły i całymi dniami przesiaduje w domu, wyłączając w to przerwy na lekcje online, jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch małych mężczyzn w kuchni. Nie licząc Chłopa, ale to duży facet. I ustaliliśmy, że jak on gotuje, to ja mu się […]

26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

22 marca 2020
Dlaczego soda i ocet nie są najlepszym połączeniem podczas sprzątania?

W ciągu ostatnich trzech lat bardzo mocno wkręciłam się w naturalny ogród, ale wcześniej już zainteresowałam się ekologicznym sprzątaniem - soda i ocet to produkty, na których bazowałam. I pamiętam tę chwilę, kiedy dowiedziałam się, jak bardzo ekologiczne sprzątanie może być nieekologiczne. Gdybym nosiła kapcie, to by mi spadły. Mimo tylu lat chemii w szkole, […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official