Czy naprawdę widzę w ciemności i nie oślepia mnie światło aut? [miesiąc w soczewkach Zeiss]

Joanna Jaskółka
28 listopada 2019

Udostępnij wpis

Kiedy zaczęłam prowadzić auto, nie stresowało mnie samo prowadzenie czy przepisy lub dostosowanie się do prędkości, ale w zasadzie... wyłącznie inni kierowcy. Nawet jeśli nie chcieli mnie denerwować, to denerwowali. I to ostro. Tak ostro, że Chłop załamywał ręce, kiedy na widok nadjeżdżającego na światłach z naprzeciwka samochodu zwalniałam dramatycznie do trzydziestu - zdecydowanie gorzej reagowałam na oślepienie przez światła niż on.

 

Wpis powstał we współpracy z Zeiss Vision Care

 

No cóż, kłopoty ze wzrokiem miałam od zawsze, a nie pomogła dziwna wada, w której jedno oko nie chce w ogóle współpracować, oporne jakieś. To między innymi ze względu na wzrok prawo jazdy zrobiłam późno, a jak już zrobiłam - wiedziałam, że muszę jeździć i jeździć, bo jak nie będę jeździć, to się odzwyczaję i jeździć w ogóle przestanę.

 

I kiedy już przejechałam te kilka tysięcy kilometrów [Chłop podpowiada, że kilkanaście] i poczułam się pewnie za kierownicą, to wciąż czułam nerw, kiedy jakiś samochód z naprzeciwka świecił mi halogenami w oczy. I wtedy odezwała się firma ZEISS.

 

"Hej, Ąsiu, widzimy, że masz problemy ze wzrokiem i że dużo jeździsz - może chciałabyś przetestować nasze soczewki, które ułatwiają widzenie w nocy i chronią oczy przed światłami samochodów?"

 

Pomyślałam sobie - yhy, jasne. Nie ma takich okularów. No sorry, ale nie.

 

Ale standardowo - musiałam sprawdzić. Zabrałam więc dzieci i pojechałam do optometrysty, żeby dopasował mi odpowiednie Soczewki DriveSafe ZEISS.

 

 

 

Dobieranie okularów u optometrysty  wiąże się z tym, że twoje oczy są dosłownie prześwietlone z każdej strony, a moc szkieł dobrana jest tak, że jesteś w stanie w okularach widzieć idealnie. Szkła ZEISS dodatkowo są dopasowywane do twojej twarzy/wzroku przez odpowiednią aplikację - żeby "widzenie" było jak najlepsze, a szkła jeszcze lepiej służyły.

 

Kiedy odebrałam moje okulary, od razu ruszyłam w pierwszą jazdę. Byłam ciekawa, czy faktycznie nowe szkła wpłyną na wszystkie "nerwy" jakie odczuwałam na drodze, czyli:

 

  • oślepiające światło halogenów i świateł, które oślepiało mnie tak, że naprawdę mocno zwalniałam, bo totalnie nic nie widziałam.
  • widoczność o zmierzchu - w porze, w której najczęściej jadę z dziećmi na terapie lub wracam z niej.
  • widoczność, gdy wyjeżdżam z lasu na pole i oślepiało mnie światło słońca - to też koszmarnie niekomfortowe, bo pod słońce również nie widzę praktycznie nic.
  • mam dużą różnicę wady między jednym okiem a drugim i szybkie zmiany kierunku patrzenia [z drogi na deskę rozdzielczą] również było kłopotliwe. Ciężko mi było złapać szybko ostrość na deskę, żeby sprawdzić prędkość czy co tam w ogóle się dzieje. Potrzebowałam na to dłuższej chwili.
  • uczucie rozjeżdżania się pasów na jezdni, gdy długo ale to bardzo długo jedziesz ekspresówką.

 

 

I po miesiącu testów muszę powiedzieć, że nie pamiętam momentu, w którym przestałam zwalniać przed nadjeżdżającym z przeciwka samochodem z silnymi światłami. Zwalniać do żółwiego tempa, oczywiście. W czasie noszenia okularów dwukrotnie jeździliśmy do Warszawy, dwukrotnie do Olsztyna, a codziennie odbywałam moją stałą trasę: szkoła-dom, szkoła-terapia/zajęcia-dom, szkoła-lekarz-dom-szkoła-terapia/zajęcia. Tygodniowo, jak mam luźniejszy tydzień, robię jakieś 400 kilometrów. Czyli średnio.

 

Któregoś wieczora zadzwonił Chłop, czy już wracamy do domu i ja mu powiedziałam, że w taką pogodę to za pół godziny będę. I jadąc, zorientowałam się, że jadę płynnie, bez zwalniania i że będę wcześniej niż te pół godziny. Światło przestało mnie aż tak razić i okulary dopasowały się do mnie tak naturalnie, że nawet nie zauważyłam jakiejś wielkiej różnicy - po prostu komfort jazdy poprawił mi się znacznie w momencie założenia nowych okularów, ale efekt zauważyłam i doceniłam i oduczyłam się nawyku zwalniania dopiero po jakimś czasie.

 

Zdecydowanie za to i od pierwszego momentu zauważyłam komfort przy zmianie perspektywy droga-deska rozdzielcza. Od razu zobaczyłam, że nie mam z tym problemu i z mojej piersi wydarło się wielkie uf. Podobnie miałam z tymi rozjeżdżającymi się pasami - czekałam na moment, w którym zazwyczaj moje zmęczone oczy przestają pracować zgodnie z założeniem i droga mi ucieka: nie nadszedł. Fakt, że nie robiłam jeszcze tak długiej trasy, jak w maju na Kaszuby, ale jadąc na Kaszuby już po godzinie musiałam mieć się na baczności, a teraz dwie godziny jazdy to żaden problem i  o wiele łatwiejsza wycieczka.

 

 

Podsumowując - cieszę się, że ZEISS wziął pod lupę kierowców aut i to, że do bezpiecznej jazdy nie potrzeba tylko sprawnego samochodu, ale też odpowiednich okularów i dobrego widzenia. W ogóle cieszę się, że z każdym rokiem możliwości soczewek są tak udoskonalane, żeby łatwiej było w okularach funkcjonować. Pamiętam moje pierwsze okulary, kiedy miałam osiem czy dziewięć lat - dobrane idealnie do wady każdego oka, co powodowało, że między jednym okiem a drugim była różnica kilku dioptrii, co dla małego dziecka powodowało tylko to, że wpadało na latarnię oraz miało bardzo silne bóle głowy. Serio. Wszyscy na mnie psioczyli, że nie chcę nosić okularów, a nikt wtedy nie myślał o tym, jak dopasować soczewki do wady trochę innej niż przeciętna. Potem szarpałam się z astygmatyzmem - bo ciężko było dobrać soczewkę do dość ciężkiego przypadku.

 

A oko to zabawny narząd. Niby nie widzi, ale kombinuje jak może i jeśli nauczy się kombinować w złych soczewkach lub bez nich, to nie da żadnego sygnału, że coś jest nie tak. Ja bez okularów, a z dużą wadą funkcjonowałam całą podstawówkę - tak uparcie nie dając sobie wcisnąć soczewek, które nie pasowały do wady. A oczy, dopasowując się do zastanych warunków, wspierały mnie w tym bardzo. Dlatego też miałam jedynki za "przepisywanie" od koleżanki, choć przepisywałam wyłącznie pytania, nie widząc ich na tablicy ; ) Moje pierwsze słowa, kiedy wreszcie dopasowano mi dobrze okulary były: O matko, mamo zabierz mnie do dermatologa, jak ja wyglądam! [takie były słodkie plusy niedowidzenia].

 

Moje pierwsze słowa po założeniu soczewek DriveSafe ZEISS były proste: Ej, widzę normalnie. Optometrysta sprawdzał na kilka sposobów, czy na pewno dobrze - kazał mi patrzeć w dal i na podłogę, martwił się, bo teoretycznie nie powinnam tak szybko przyjąć ciężaru nowych soczewek i słusznie. Idealnie dobrane szkła do wady dały o sobie znać dopiero przy częstszych ruchach głowy, kiedy wróciłam do auta i odwracałam się do chłopców. Oczy zakumały wtedy, że widzą lepiej i trochę się zaczęły buntować, ale następnego dnia już się przyzwyczaiły.

 

 

Soczewki DriveSafe ZEISS gwarantują lepsze widzenie nocą, o zmierzchu i podczas deszczu [sprawdziłam i tak jest], polepszenia widzenia, gdy z naprzeciwka jedzie samochód z silnymi reflektorami [sprawdziłam i tak jest], komfortowe widzenie drogi, deski rozdzielczej i lusterek bocznych [tak, zauważyłam to praktycznie od razu, gdy w okularach wsiadłam do auta jako kierowca]. Z moich obserwacji dodam jeszcze, że soczewki mają zabawną fioletową powłokę - nie wiem, czy to jej zasługa, czy nie, ale zdecydowanie mniej się brudzą niż zwykłe okulary. Poprzednie czyściłam co chwilę i strasznie mnie to irytowało. Soczewki DriveSafe ZEISS, ku mojemu zaskoczeniu, nie wymagają aż tak wielu zabiegów. Uderzyło mnie to dziś rano, gdy wsiadłam do auta, odpaliłam i przypomniałam sobie, że nie wzięłam ściereczki do czyszczenia. Nie chciało mi się wracać do domu i zerknęłam pod światło, jak bardzo usyfiłam szkła - okazało się, że prawie w ogóle i spokojnie mogę jechać, nie muszę wracać do domu.

 

 

No i tak oto jestem - w nowych okularach. Lubię je. Ciężko się było mi się przyzwyczaić do widoku mojej twarzy bez dużej osłony, no ale ponad 10 lat chodziłam w silnych, zabudowanych okularach - ileż można? Czas się przyzwyczaić do zmiany.

 

 

 

rbt

 

 

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

22 marca 2020
Dlaczego soda i ocet nie są najlepszym połączeniem podczas sprzątania?

W ciągu ostatnich trzech lat bardzo mocno wkręciłam się w naturalny ogród, ale wcześniej już zainteresowałam się ekologicznym sprzątaniem - soda i ocet to produkty, na których bazowałam. I pamiętam tę chwilę, kiedy dowiedziałam się, jak bardzo ekologiczne sprzątanie może być nieekologiczne. Gdybym nosiła kapcie, to by mi spadły. Mimo tylu lat chemii w szkole, […]

18 marca 2020
Bardzo przepraszam, ale edukacja domowa nie ma nic wspólnego z nauką zdalną, jaką serwuje nam szkoła

Ach, uleję sobie, bo dawno sobie nie ulewałam. Co mi tam. Bo ileż można czytać, że cała Polska jest w edukacji domowej. Nie jest. I jeśli myślisz, że wypełnianie po kolei zadań zadanych przez nauczycieli na ocenę to edukacja domowa, to wstań i się otrząśnij. Tak to, niestety, nie wygląda.    

16 marca 2020
Jak się ratować, żeby nie zwariować z dzieckiem w domu [spis DARMOWYCH platform, kanałów i wydarzeń online w czasie pandemii]

Ostatnio pokazałam na stories platformę do nauki, z której korzystał starszak [platforma jest dla nas obowiązkowa w ramach nauki online w szkole] i dostałam wysyp próśb i pytań, żebym pokazała, z czego uczy się starszak. I co mamy jeszcze w zanadrzu. Przeszperałam mój planer czasu, gdzie wypisałam sobie wszystko, z czego zamierzamy korzystać i myślę, […]

10 marca 2020
Kiedy dziecko traci to, co kocha najbardziej, a ty nie wiesz, jak mu pomóc

Żałoba kojarzy nam się  zazwyczaj ze śmiercią kogoś bliskiego i jest naturalnym stanem pojawiającym się po doświadczeniu straty. Żałoba dziecka podsuwa nam wyobrażenie pokrzywdzonej przez los sieroty, które utraciło mamę lub tatę. Od razu wyzwalają się w nas pokłady współczucia i bardzo dobrze to świadczy o stanie naszej empatii. Sytuacja utraty rodzica z powodu śmierci […]

5 marca 2020
Osiem rzeczy, którymi osiągniesz o wiele więcej niż zwykłą, pospolitą karą

Kara - słowo klucz współczesnego wychowania. Często stosowana zamiennie ze słowem "konsekwencje", które są niczym innym, lecz właśnie karą, tylko przyjaźniej nazwaną. Od lat unikam kar  i dopiero od jakiegoś czasu spotykam się z coraz większym zrozumieniem w tym temacie, jednak wciąż czuję zgrzyt, kiedy czytam, że ktoś nie stosuje kar na dziecku tylko konsekwencje. […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official