Nie styrana matka-polka - jak ogarnąć chałupę, żeby nie zdychać ze zmęczenia w święta?

Joanna Jaskółka
2 grudnia 2019

Udostępnij wpis

Nie obchodzę świąt. Ale lubię, kurde, bardzo lubię, kiedy wreszcie nadchodzi wolne i ja mogę się się rozkoszować czystym i ogarniętym mieszkaniem. To nawet nie chodzi o święta, bo podobny tryb sprzątania mam na wiosnę. I w wakacje też jeszcze porządkuję - zdarza mi się. Niemniej zimowe porządki to zazwyczaj świąteczne porządki, tak też je nazywam, nie będę się wyłamywać. Bo wolne, to dla mnie święto.

 

Wpis powstał w ramach współpracy z Panią Swojego Czasu

 

Ale na litość - nie będę się zadręczać i szorować kibli po nocach. Mam swój osobisty patent na sprzątanie, a żeby nie być taką niezorientowaną potwierdziłam u moich Wiejskich Matek, czy ten patent ma sens, a one podpowiedziały mi jeszcze dwa dodatkowe punkty. Sama zobacz, jak to u mnie wygląda:

 

 

1. Mam czas na sprzątanie

 

A konkretnie - mało czasu. W ciągu dnia jestem w stanie wyszperać 20-30 minut dziennie na dokładniejsze ogarnięcie czegoś. I zazwyczaj robię to z dzieckiem. Ten minus staje się moim atutem. Bo 20-30 minut to dużo. Przez 20 minut wyczyszczę jedno okno. Przez 20 minut umyję kafelki albo prysznic. Odgruzuję kredens. Posprzątam dwie albo trzy półki z książkami. Taki też wybrałam system. Rozpisałam sobie dokładną listę - co musimy zrobić. Podzieliłam ją na części i rozpisałam na kolejne dni. Każdego dnia, poświęcając 20-30 minut, aż ogarniemy cały dom na błysk i pod koniec grudnia będziemy tylko wypoczywać.

 

Tak mi przykro, że nie umiem ładnie pisać i tylko rodzina mnie rozczytuje, ale się starałam! [czemu poszłam na polonistykę, skoro powinnam być lekarzem?]

Misję "Odgruzowanie chałupy" rozpisałam sobie w suchościeralnym kalendarzu Pani Swojego Czasu. Ogólnym kalendarzu, dla całej rodziny. Bo sama sprzątać nie będę. Do kalendarza mam specjalne mazaki i płyn, żeby można było używać go wielokrotnie i jeśli mogę podpowiedzieć coś, co pomoże dzieciom wypełniać zadania, to na pewno pomoże ustalenie: jak zrobisz, będziesz mógł zetrzeć. Bo obaj uwielbiają ścierać : )

 

Uwielbiam to, że młodszy lubi prace domowe. Specjalizuje się w myciu kaloryferów, kafelków, ściany i dolnych szafek w kuchni. Uwielbia podlewać kwiaty i robi to całkiem zgrabnie, tylko co drugi raz muszę po nim wycierać, a dodatkowo on i tylko on karmi nasze koty i daje im pić.

 

2. Zaprzęgam rodzinę, bo ona też mieszka w moim domu

 

Jeśli kiedyś rozejdę się z Chłopem, wystawię mu świadectwo: sprząta. I to sprząta lepiej ode mnie. Dokładniej. Bo ja jestem wicher. To on w domu składa ubrania i segreguje w szafach. Ogarnia zlew i zmywarkę i zdecydowanie lepiej i dokładniej odkurza niż ja. Bo ja to tylko po podłodze, a on odsunie kanapę, szafkę, ogarnie lampy i ściągnie pajęczyny spod sufitu. No ok - ja też mogłabym to zrobić, ale umówiliśmy się, że on to robi lepiej i nie będę się z tym kłócić ; )

 

 

Rzeczy, które robi codziennie, nie jest może dużo [bo chcąc nie chcąc, Chłop pracuje 50 kilometrów od domu], ale to, co robi, pozwala mi spokojnie pracować w ciągu dnia w tych chwilach, kiedy dziecko zajmuje się sobą albo jest z babcią i nie przejmować się, że zamiast pisać, muszę zmyć naczynia czy napalić w piecu albo odkurzyć. Chociaż ja lubię odkurzać. Ale on robi to lepiej, już ustaliliśmy.

 

 

W Planerze Pełnym Czasu rozpisałam poglądowo nasze zadania dotyczące zimowych porządków. I tak zalecam każdemu, kto chce codziennie zrobić drobną część porządków. Wypisz wszystkie rzeczy, które chcesz ogarnąć. Lub powinnaś ogarnąć, jeśli chcesz się dobrze czuć w swoim domu. Zrób listę. I jak na nią spojrzysz będziesz wiedziała, komu, co przydzielić. Swego czasu robiłam też listy na ten wzór:

 

 

I to było spoko, dopóki nie ustaliło się ostatecznie to, że Chłop ogarnia codziennie takie i takie rzeczy, a ja codziennie inne [moim konikiem jest czyszczenie łazienki, bo mogę się w niej zamknąć i słuchać książki podczas sprzątania bez zakłóceń]. Teraz po prostu mamy ustalone. Domowe porządki usprawniło też pozbycie się dywanów i firan. Oraz wyeliminowanie durnostojek.

 

Chłop codziennie pali w piecu, ewentualnie przygotowuje wszystko tak, żebym ja łatwo i szybko rozpaliła, ogarnia zlew i zmywarkę, czasami  [coraz częściej] gotowanie i składa ubrania po suszeniu. Ja zajmuję się łazienką, kuwetami kotów, planowaniem jedzenia i dopilnowuję, żeby Chłop miał suche pranie do złożenia. Odkurzaniem i myciem podłogi dzielimy się "jak wypadnie" w weekend, czyli kto zostanie w domu i będzie mógł to zrobić, a kto idzie z dziećmi na spacer. Podobnie z częścią kuchenną - okapem, piekarnikiem - jak wypadnie. Czyli rzadko.

 

Chłopcy z kolei nie mają żadnych obowiązków takich przypisanych, że jak czegoś tam nie zrobią to mogiła. Ale zawsze na gruntowne porządki mobilizuję ich do tego, co robić potrafią i zachęcam do pomocy [szybciej skończymy, szybciej się pobawimy]. A bez obowiązków robią dużo. Młodszy świetnie potrafi pomóc wyczyścić płytki wodą z octem, starszy lubi szorować fugi sodą, obaj lubią karmić zwierzęta [w sumie starszak traktuje karmienie królików jako obowiązek, ale nie trzeba mu o tym w ogóle przypominać]. Młodszy lubi pomagać przy odkurzaniu i przy kwiatach. Ich pomoc jest naprawdę... pomocna. I jeśli - tak jak planuję - na zadania przeznaczam 20-30 minut, to spokojnie mi przy każdym pomogą i będzie to pomoc efektywna.

 

 

3. Sprzątam jedną rzecz dziennie codziennie

 

Kiedy pokazywałam w jednym z wpisów mój Planer Pełen Czasu, był tam taki obrazek. Każdego dnia, oprócz codziennego ogarnięcia umywalki i zebrania gratów po domu, robię coś. "Plastik" nie oznacza tylko wyniesienia plastiku do worków itp. W szafce, w której stoi kosz na plastik, stoi też kosz na ogólne i na kompostowe. Plastik po prostu zajmuje w tej szafce najwięcej miejsca [niestety], a że my mało produkujemy śmieci, tak też hasło "plastik" oznacza wyczyszczenie dokładnie całej szafki, w której stoi plastik, włączając w to kosze i szafkę, oczywiście [zajmuje mi to 10 minut].  Albo kuwety - sprzątam je codziennie, ale raz na tydzień je dokładnie myję i sprzątam wokół nich i pod nimi. A że stoją pod lustrem i przy wejściu - czyszczę też lustro, strzepuję wycieraczkę, przecieram ścianę i same drzwi. Tym sposobem w 10 minut mam ogarnięte plus minus wejście, a kiedy ja to robię, młodszy porządkuje i układa buty. Nie zawsze porządnie, zazwyczaj po swojemu, ale nie kłócę się z jego wizją.

 

A jak ostatecznie nie sprzątniesz wszystkiego na błysk to co? Ktoś ci zabroni świętować? Zapewniam - nie.

 

 

 

4. Wynajmuję panią do sprzątania

 

Ja akurat nie mam takiej możliwości, ale jakbym miałam - czemu nie? Ktoś by przyszedł, umył dokładnie okna, drzwi, doczyścił łazienkę, przetarł szafki, może nawet za mnie poprasował? Wynajęcie pani czasem się bardziej opłaca, jeśli uważasz, że mimo 30 minut dziennie, nie zdążysz się ogarnąć.

 

 

5. Wyjeżdżam i niech się dzieje, co chce

 

Gdyby nie to, że nie mamy z kim zostawić zwierząt [a koszty hotelu dla wszystkich zwierzaków wyniosłyby więcej niż grudniowe wakacje] pewnie bym się zdecydowała. Bo czemu nie? Święta w świątecznej atmosferze można spędzić poza domem. Można też nie spędzać świąt w ogóle. I nie sprzątać, jeśli nie masz ochoty. Mój sposób z planowaniem przecież możesz wykorzystać kiedy chcesz, nie czuj się zmuszona do świątecznego/końcoworocznego porządku. Ja to robię dla siebie. A robię tak - bo mi wygodnie. Więc nie musisz być styraną matką polką. Po prostu żyj, tak jak lubisz. W porządku. Czy w bałaganie. Każdemu tak, jak się podoba.

 

A jeśli masz swój inny magiczny sposób na sprzątanie - opisz mi go koniecznie!

 

 


PS.  Ten wpis publikuję już po tym, jak wysłałam siostrze prezent, więc tylko podpowiem, jeśli zastanawiasz się nad prezentem dla siebie czy bliskiej osoby. Ja siostrze dałam, co prawda w prezencie urodzinowym, nie świątecznym, ale dałam to:

Mini Planer Czasu, długopis z piórkiem, Lista zakupów, Karteczki Pełne Czasu.

 

A że planery od Pani Swojego czasu są zawsze pięknie zapakowane, to siostra dostała taki piękny prezent:

 

Wpis powstał w ramach współpracy z Panią Swojego Czasu

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official