Mój dwulatek nie mówi, ale uparcie nie przyjmuję skierowań na badania od tych wybitnych specjalistów-logopedów

Joanna Jaskółka
7 listopada 2017

Udostępnij wpis

Rzecz się tyczy niepozornego moim zdaniem, wrzuconego spontanicznie i napisanego dość szybko statusu z Facebooka, w którym to statusie opisałam niezwykle mało elokwentną oraz wulgarną rozmowę z moim dzieckiem. Rozmowa jak rozmowa, status jak status, ale wyszła tam na jaw rzecz, której w sumie nie ukrywałam nigdy, ale z racji szerokiego  zasięgu tego jednego posta [przekaz trafił do jakichś dwustu tysięcy osób] ta wiadomość dotarła do wielu: otóż mój dwulatek nie mówi. A raczej mówi mało. I niezbyt poprawnie.

 

 

 

I co z tego? No nic. Pierwszy syn zaczął mówić dość szybko i dość poprawnie. Miał chyba półtora roku i specjalnie przejrzałam archiwa bloga ze znalezieniem jego dialogów, bo naprawdę wymiatał: znał mnóstwo słów, tworzył zdania i ku mojemu zdziwieniu dość rzadko je przekręcał, ta mania włączyła mu się dopiero jakiś rok temu, kiedy poznał uroki słowotwórstwa i zaczął sam tworzyć dziwne, niezrozumiałe nazwy. Idąc tym tropem, młodszemu synowi mogłam postawić wysoką poprzeczkę, wszak brat w jego wieku potrafił mnie zaskoczyć takim tekstem:

 

Sylwester. Zabawa trwa. Kosmyk biegnie do pokoju gości i wraca stamtąd z plasterkiem sera w łapce.

 
– Mamo, mam ser! Lubię ser! Ludzie mają ser.

– My też mamy ser, Kosmyku. Mogłeś wziąć z naszej lodówki – odpowiada, zdumiona namiętnością synka do nabiału, matka.
 
– Nie, ludzie mają dobry ser. Ja lubię ser ludzi!
 
I to był tekst dziecka, które za miesiąc po tym dialogu kończyło dwa latka. Ostro, nie? Ale z racji tego, że nie lubię porównywać swoich dzieci, młodszy zaczął z białą kartą. Na szczęście nie mam dobrej pamięci do dat ani ważnych wydarzeń. Żeby sobie coś przypomnieć, zaglądam do notatek, na fejsa, bloga, pytam znajomych, ale nie mam na to ciśnienia. Dopiero na potrzeby tego tekstu zajrzałam do starszych tekstów, żeby zdumieć się, że przepaść w mowie między starszym a młodszym jest... ogromna. Młodszy wypada bladziutko przy starszym bracie. Ale wiesz, co? To dobrze. To bardzo dobrze. Już pomijam to, że nie muszą, nie powinni i za wszelką cenę nie chciałabym, żeby między sobą rywalizowali w jakimkolwiek aspekcie, a już szczególnie o moją miłość i a k c e p t a c j ę*. Są jacy i są i z całym szacunkiem dla starszaka, myślę, że jego  wybitność w mowie młodszy u z u p e ł n i** kilkoma innymi cennymi zdolnościami, na przykład aktorskimi.
* oraz ** akceptacja i uzupełnienie. Myślę, a nawet mam dowody, że tak jest, że człowiek w całym swoim życiu potrzebuje najbardziej akceptacji w budowaniu swojego poczucia własnej wartości. Jeśli wciąż słyszy, że ktoś tam jest lepszy, zdolniejszy, jest mistrzem, że to i tamto robi źle, tamtego nie umie, tamto mu nie wychodzi itp., jeśli ciągle jest poprawiany, strofowany, krytykowany, to nawet zapewnienie "i tak cię kocham" brzmi sucho i wcale nie pomaga w zaakceptowaniu siebie. Jeśli myślę o wychowaniu moich dzieci, to myślę o tym, że to są dwie różne osoby, z różnymi zdolnościami, wcale nie zarezerwowanymi tylko dla jednego. Ludzie są po to, żeby się uzupełniać i wtedy dopiero są w stanie działać wspólnie i akceptując siebie, akceptować innych.
 

Bardzo ciężko z dzieckiem, które nie mówi... jest zachować powagę 

Swoją drogą, dopiero przy drugim dziecku odkrywam uroki prawdziwego dziecięcego, rozkosznego, słowotwórstwa, tych wszystkich "niam niamów", "jałów", "hałów", "hujów", "kukajek", "ja siamów", Strażaków Chamów i Bobów Budowniczych [których starszy syn olewał]. Dziecko, które zaczyna szybciej mówić, ten etap przechodzi ekspresowo, ciężko to zapamiętać. A tego gadania jest na dodatek tyle, że w sumie zapamiętać wszystko jest niemożliwością.
 
Ale do rzeczy.
 

- Huja! - zakrzyczał uszczęśliwiony dwulatek.

Dodałam ten status [skopiowałam go i jest dostępny na blogu tu] i z bananem na twarzy czytałam o potyczkach językowych innych maluchów, upewniając się, zresztą, że to nie moje dziecko jest patologiczne, a po prostu język trudny i sprawia tyle kłopotów, dążąc nieświadomie do bezeceństwa :D. Ale w pewnym momencie do głosu doszli chyba nieznający ani bloga, ani nas, po prostu ktosie i pojawiły się komentarze mniej więcej w takim tonie:
 
"Ja, na twoim miejscu, to bym poszła do logopedy".
"Nie wiem, ile twoje dziecko ma lat [w tekście było, o dziecku w jakim wieku mówimy], ale migiem do logopedy, to trzeba leczyć!
"Szybko do logopedy, dziecko nie powinno tak mówić!"
"Ja to bym pędem leciała do lekarza z czymś takim"
 
Pojawiły się też komentarze totalnie wyśmiewające:
 
"Z dwulatkiem do logopedy? Oszalałaś!"
"No pewnie, dzieciaka od najmłodszych lat po lekarzach ciągać"
 
I jakkolwiek nie podobają mi się komentarza na zasadzie "napiszę jej tak, żeby wiedziała, co ja bym zrobiła, a jak nie weźmie ze mnie przykładu, to okaże się debilką" lub próby zdiagnozowania mojego dziecka na podstawie jednego tekstu, tak samo zaniepokoiła mnie z drugiej strony próba wyśmiania faktu chodzenia do logopedy z małym dzieckiem. To jak najbardziej ma sens, zainteresowanych odsyłam do tekstów mojej koleżanki, logopedy z wykształcenia: "Rozwój mowy w drugim roku życia" oraz "Logopeda radzi"  oraz bardzo ważny "Mowa dziecka w pierwszym roku życia"
 

Do logopedy z małym dzieckiem?

Tak, z dwulatkiem można chodzić do logopedy, nawet z mniejszym dzieckiem, jeśli jest coś, co cię niepokoi. Ale można też nie chodzić, jeśli uważasz, że wszystko jest w normie, nic cię nie martwi i przede wszystkim widzisz postępy, bo dziecko uważnie obserwujesz. A nie jesteś w stanie zobaczyć postępów, jeśli oceniasz coś po jednym tekście dziecka lub po krótkiej chwili obserwowania go. Naprawdę.
Niechże zresztą zacytuję Wiolę Wołoszyn, autorkę linkowanych wyżej tekstów:

Jeżeli martwicie się o rozwój mowy Waszych dzieci i zastanawiacie się, czy czas już zgłosić się do logopedy, podrzucam Wam tabelkę przedstawiającą rozwój dziecka w obszarze mowy, opracowaną przez prof. Waltera Strassmeiera [tabelka w tekście tutaj]. Po lewej stronie znajdują się miesiące życia dziecka, w czasie których dana umiejętność powinna zostać opanowana. Jeżeli Wasz maluch odbiega od tych norm, jako logopeda pozwalam Wam dać dziecku 2 miesiące na to, aby nadgoniło jakąś umiejętność. Nie dłużej.

Bardzo polecam wejście w teksty Wioli i poczytanie o rozwoju mowy dziecka, również tutaj. I dzięki Wioli zupełnie się nie przejmowałam tym, że mój syn mało mówi. Nic a nic. Bo mimo że zaczął mówić późno, to wciąż był w normach. Jasne, nie wymawiał niektórych słów w powszechnym mniemaniu prawidłowo, częściej wolał pokazać coś niż powiedzieć, tworzył swoje własne wyrazy i konstrukcje zdaniowe, ale wciąż robił to, co dwulatki powinny robić mniej więcej w danym okresie, wciąż poszerzał słownictwo i... taki po prostu był i jest.  Kiedy mówiłam mu, że za oknem stoi kot, to on powtarzał, że "jał toi" i obydwoje mieliśmy rację i oboje byliśmy w kompletnych normach wiekowych.

 

Normalnie, jak wszyscy.

I specjalnie czekałam z tym tekstem kilka tygodni, żeby tylko potwierdzić, że mam rację. Adasio nadal używa swoich dziwnych konstrukcji słownych, pewnie wylądujemy u logopedy za jakiś czas [a może nie?], ale jego język wzbogaca się z każdym tygodniem. Co tydzień dochodzi od trzech do pięciu nowych słów, zaczynają się pojawiać zdania i to całe straszenie mnie chorobami, przyszłymi problemami logopedycznymi [starszak świetnie wspomina pracę nad jego "r" -  pozdrawiamy naszą panią z przedszkola!], a najlepsze - straszenie mnie autyzmem było naprawdę niepotrzebne. Dziecko z autyzmem nie reaguje, ma swój świat, nie nawiązuje specjalnie kontaktu i jeszcze kilka innych poważnych rzeczy się z tym wiąże. A mój syn jest wesołym, żywym, kontaktowym, chłopcem, którego jedyną przywarą w rozumieniu ludzkim jest to... że nie chce mówić "normalnie", jak wszyscy. A w czasie pisania tego statusu nie miał nawet dwóch i pół roku [wiecie, ile czasu zajęło mi policzenie tych miesięcy? :D].   W każdym razie jeszcze nie musiał mówić normalnie.

Wierzę w to, że czasem zwrócenie uwagi na jakiś problem może bardzo pomóc, ale wydaje mi się, że zbyt często robimy z siebie wszystkowiedzących lekarzy i straszymy matki na wyrost. Choć też jest zwrócenie uwagi i Zwrócenie Uwagi. Inaczej brzmi "nie martwisz się, że dwulatek nie mówi", na które mogę odpowiedzieć "Nie, bo... " [i wyliczyć, dlaczego się nie martwię, że jeszcze jest czas na rozwój mowy itp., rozwiewając  przy tym wątpliwości]. A inaczej "Pędem do logopedy!" lub "Jeszcze się tym zajęłaś? Ja bym już była u lekarza!" [w domyśle: jestem dobrą matką, dlatego tak bym zrobiła, a ty jesteś ta zła].

Kiedy twój dwulatek nie mówi... nie przyjmuję skierowań od tych lekarzy

Nie przejmuję się takimi tekstami. Obserwuję swoje dziecko, pilnuję tabelki, rozmawiam z nim, reaguję na te jego twory, podejmuję rozmowę, czytam, opowiadam, a do logopedy pójdę  wtedy, kiedy naprawdę nie zobaczę ani postępów, ani żadnej poprawy. Za skierowania od domorosłych logopedek, które nawet mojego dziecka nie znają ani nawet nie wiedzą, ile ma lat, serdecznie podziękuję.

 

 

 

A mój syn totalnie się rozgadał. W 26 miesiącu życia [policzylam!]. W górnej granicy tabelki.

 

I fajnie.

 

 

 

 

 

Dla chcących poczytać dwulatkowi polecam świetną książkę Wioli "Jano i Wito w trawie". Jej debiut. Książeczka jest cudowna, obaj chłopcy ją lubią, ma mnóstwo onomatopei i Kosmyk uwielbia ją czytać bratu. Żeby rozwiać wątpliwości i dodać smaczku - to z przyjściem do nas tej książeczki i po jej wielokrotnych lekturach, Adasio zaczął jeszcze więcej gadać. 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
14 marca 2019
Jestem z zadupia i na przeddupie się nie wybieram.

Wstaję i od razu robię kawę. Żeby wypić w ciszy przed dziećmi. Młodszy jeszcze się przekręca sennie na łóżku, starszy pochrapuje u siebie. Piję kawę i wyglądam przez okno, czy lis znowu dobierał się do śmieci i rozniósł je na pół podwórka. Dzisiaj nie. Dzisiaj wystraszyły go jelenie. O czym świadczy kupsko zostawione tuż przed […]

10 marca 2019
Czas raz a dobrze skończyć z laktoterroryzmem, który panuje w naszym kraju!

Nadszedł ten czas i pewnie nie jedna zdziwi się, że o tym mówię. Pierwszego syna nie udało mi się karmić piersią, ale z drugim poszło lepiej - karmiłam trzy lata ponad i niestety nie udało mi się karmić do osiemnastki, gdyż dziecko samo zakończyło tę przygodę. Ale jako matka, która była po jednej i po […]

7 marca 2019
Z tymi słowami nawet na krok nie zbliżaj się do ciężarnej [nawet jak już urodzi]

Ciąża to czas specyficzny. Wiem, bo byłam. Ponad 18 miesięcy łącznie, bo pierwsze dziecko trochę przenosiłam. I mimo że półtora roku obchodzenia się ze sobą jak z jajkiem to długo, ów stan nie wyszedł mi tak bardzo uszami, jak niektóre teksty, które podczas niego słyszałam. Pewnych rzeczy po prostu ciężarna nie może zdzierżyć i zaraz wam […]

5 marca 2019
Zachowanie ginekologa, które nigdy nie powinno mieć miejsca [i co z takim fantem zrobić]

Takich maili dostałam kilka w ostatnim czasie i przyznaję, że doprowadzają mnie do rozpaczy. Bo dużo się mówi o badaniach profilaktycznych, nagłaśniana jest konieczność regularnych badań, kobiety coraz częściej je wykonują i wiedzą o tym, jak wczesne wykrycie choroby jest istotne w jej leczeniu. A kiedy wchodzą do lekarza i siadają już w tym arcy […]

3 marca 2019
Dlaczego rodzice nastolatków straszą matki małych dzieci, jak to później będzie gorzej?

Pamiętam, że kiedyś bardzo mnie to denerwowało. Kiedy po nieprzespanej nocy i trzech godzinach histerii starszego syna, obitym podczas nich moim i jego nosie [on o podłogę, ja oberwałam nogą] pisałam cokolwiek o zmęczeniu, wpadały wszystkowiedzące matki nastolatków i z pełną fałszywego uśmiechu empatią pocieszały mnie, jak to później będzie gorzej. Jak to potem starsze […]

19 lutego 2019
Po czym kobieta poznaje, że jest w ciąży? Wszystkie ściemy, które ci wciskają i w które nie powinnaś wierzyć.

Rozmawiam z wami, mailuję, koresponduję, wreszcie - zdarza się, że spotykam. I zawsze tak się dziwnie składa, że większość z was ma dzieci albo... mieć je zamierza. Temat ciąży i tego, jak się w niej czułyśmy, wraca więc jak bumerang i dodatkowo jesteśmy bombardowani tymi objawami na każdym forum i w każdej kobiecej gazetce. Ale […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official