Dziecko powinno mieć coś, co jest jego, tylko jego i nie musi się tym z nikim dzielić

Joanna Jaskółka
14 lipca 2016

Udostępnij wpis

 

Pomysł na ten post wpadł mi do głowy po dyskusji pod tekstem o tym, jak reagować, kiedy dziecko bije. Czytelniczka miała problem ze swoimi dziećmi, pisała, że kłócą się o zabawki, a starszy syn mimo tego, że ona mu tłumaczy i stawia do kąta, w dalszym ciągu wścieka się, że brat zabiera mu jego rzeczy. Czytelniczka zdawała się być smutna i rozczarowana. A ja się jej wcale nie dziwię, wpadła w błędne koło. I co gorsza, prędko z niego nie wyjdzie, jeśli nie zrozumie, że każdy człowiek będzie się buntował przeciwko okradaniu go z jego własności.

 

Tak, dzieci mają swoją własność. Oczywiście, że czasem przyjmuje to taką formę:

 

~

8e06a8acded3b42849b4faddd3b5b643_z_tekstem

 

Ale nic w tym dziwnego, pojęcie "dzielenia się" zaczynają pojmować dopiero 4-5 latki i zwróć uwagę na słowo "zaczynają", a nie rozumieją. Przez pierwsze cztery, pięć lat własność dziecko pojmuje różnie. Bardziej na zasadzie "jeśli coś mi zabierzesz, to już nigdy nie będę tego miał" i trudno przekonać malucha, że będzie inaczej. Wymaganie od niego, żeby oddał swoją zabawkę niewiele się różni od gwałtu, dziecko odbiera to jako atak na swoje terytorium, bo nie wierzy, że jak odda zabawkę, to ona kiedyś do niego wróci. Ja wiem, że pewnie go do tego przekonujesz i zapewniasz, że na chwilę, ale co zrobić, skoro dziecko nie wie jeszcze, co to chwila, widzi za to, że ktoś inny zabiera jego ukochaną [w danym momencie] rzecz.

DZIECI MUSZĄ SIĘ DZIELIĆ?

Ktoś mi pisał, że przecież to normalne, że dzieci muszą się dzielić, umiejętność dzielenia się jest bardzo przydatna [jakbyśmy sami chętnie oddawali obcym osobom lub nawet rodzinie wszystkie rzeczy, których ci zapragną, acha!], więc możecie nie zwracać uwagi na uczucia dzieci! A kij z nimi! Tyle słyszę, że bez kar i nagród wychowam dziecko na egoistę, które z bejsbolem w dłoni będzie wybijać szyby okolicznych sklepów, że mogę raz na jakiś czas również posnuć takie wizje do kompletnie odwrotnego stylu wychowania i powiem wprost:

 

Ucząc dziecko, że powinno oddawać swoje rzeczy, nawet nie ucząc, a każąc mu, pokazujesz mu pięknie ten model zachowania w stosunku do siebie. Dziwisz się, że dziecko stoi nad tobą i wykrzykuje, że masz mu to natychmiast dać, bo ono chce i już, bez dyskusji? Dasz mu za to pewnie karę, ale przecież pokazujesz mu, że takie zachowanie jest normalne. Pierwszy lepszy człowiek może wyprosić u drugiego każdą rzecz. Dziecko powinno bez szemrania oddawać wszystko, co zdawałoby się jest jego i za żadne skarby nie powinno tego bronić, bo przecież pójdzie do kąta. Pewnie jak za 10 lat odwiedzą wasz dom złodzieje, to pomoże im telewizor wynosić, bo będzie się kary bało i "trzeba się dzielić".

BŁĘDNE KOŁO

Tak na serio, naprawdę dziwi cię, że gdy wymagasz od dziecka by oddało swoją rzecz,  ono potem głośno domaga się byś oddała mu swoją lub ją bez pytania zabiera? Przecież to jest błędne koło, gdzie reguły gry są proste. Ty karzesz dziecko, że broni przed bratem swojej rzeczy, potem zabierasz mu tę rzecz i oddajesz bratu, potem dziecko zabiera ci coś twojego [być może niszczy]. Robi to, bo widzi, że tak można, przecież ty też mu zabierasz! Ale też zapewne dostaje za to karę, bo ty mówisz, że jednak nie można. Szaleństwo! Dorosły by osiwiał, a dziecko może tylko dusić w sobie złość.

Ale wróćmy do spokojniejszego toku rozumowania. Moje dziecko nie musi się dzielić. Nie musi, ale lubi to robić. Dlaczego? Bo nigdy go do tego nie zmuszałam. Mało tego, bardzo starałam się, żeby miał swoje i tylko swoje rzeczy, których brat ruszyć nie może, bo to są rzeczy starszego i tylko jego. Wcale nie musi się nimi dzielić. Może, ale nie musi.

 

Myślę sobie o dzieciach czytelniczki. Starałam się jej wytłumaczyć spokojnie, że powinna zagospodarować starszemu trochę strefy "tylko jego". Że powinna uszanować jego prawo do niedzielenia się z bratem. Bo dziecko ma takie prawo, ma też prawo do uszanowania jego woli. Wcale się nie dziwię, że bójki, o jakich pisała czytelniczka, są zażarte. Młodsze walczy, bo wie, że może wygrać, starsze walczy, bo wie, że jest skazane na siebie i matka mu nie pomoże, jeszcze każe oddać zabawkę. On zapewne wie, że pójdzie do kąta. Ale ma to w nosie. Tak jak żołnierze na wojnie walczą dopóki jest szansa, że najeźdźca nie zabierze ich ziemi. Wiedzą, że umrą, ale walczą. W pewnym sensie zdaje mi się to piękne i tragiczne zarazem.

DLACZEGO NIE MUSZĘ ODDAWAĆ SWOICH RZECZY?

Tak jak nie muszę oddawać koleżance swojej szczotki do włosów czy samochodu. Nie muszę oddawać jej każdego ubrania, które jej się spodoba. Mogę to zrobić, ale nie muszę. I nie chcę, bo to, kurde, moje ubranie. Nie muszę też oddawać dziecku moich rzeczy, a dziecko nie musi oddawać mi swoich. Ze swoimi może zrobić, co chce. Może je nawet wszystkie popsuć, to jego rzeczy, najwyżej nie będzie miał [a zabawek nie kupujemy często]. A jeśli nie chcesz, żeby psuł zabawki, wolisz, żeby stały i pięknie błyszczały, budząc podziw znajomych, to postaw sprawę jasno, powiedz dziecku, że te zabawki kupiłaś sobie i możesz mu czasem pożyczyć, ale są twoje i dziecko nie może ich dotykać. Trochę złośliwie to napisałam, ale warto czasem nazwać rzeczy po imieniu.

 

Kosmyk ma swoje rzeczy, upewniam go w przekonaniu, że to są jego zabawki i może z nimi zrobić, co chce. To taki jego pewnik, stała rzecz, której nikt mu nie zabierze.  Tłumaczę Adaśkowi, choć słowa te są skierowane do Kosmyka, że niestety, słodziaku, ale to jest zabawka brata. Jego rzecz. Może spytamy się, czy brat mógłby dać ci inną do zabawy? Kosmyk, widząc, że nie zamierzam go okradać, czując się bezpiecznie ze swoimi skarbem, którego wcale nie musi nikomu oddawać,  zazwyczaj chętnie wybiera jakąś inną zabawkę czy klocki, które podaje Adaśkowi. Adasiek z kolei ma je w nosie, ale i tak, widząc brata, cieszy się z jego uwagi.

 

NIEUPRZEJMY BACHOR, CO SIĘ NIE CHCE DZIELIĆ

Powiecie, że wychowam dziecko nie umiejące się dzielić, nieuprzejmego bachora. To se mówcie. Ja wiem, że Kosmyk papuguje moje zachowanie. Z takim samym szacunkiem, z jakim ja odnoszę się do jego prywatnej strefy, on stara się odnosić do mojej i brata. Pyta się mnie, czy może jakąś moją rzecz [ja wiem, że mogę mu odpowiedzieć "Nie, kochanie, bo nie chcę, żebyś jej ruszał" i nie ma histerii, bo on do mnie może powiedzieć to samo], pyta się Daśka, czy może jego klocki na chwilę i choć Adaś nie odpowiada, cieszę, że poznaje od maleńkości ten model zachowania. Coraz częściej pyta się innych, czy może coś od nich zobaczyć, dotknąć. Bardzo mnie to cieszy, bo walczę ze sobą, żeby mu nie przypominać publicznie, on sam się tego nauczy z czasem. Bo ja sama pokazuję, że czasem warto sprawić komuś przyjemność i podarować komuś coś swojego.
A dziś? A dziś Kosmyk dostał od mojej czytelniczki pyszne ciasteczka z syropem klonowym. Całą paczkę! Babcia chciała dogadać, żeby Kosmyk się ciastkami podzielił, ale Kosmyka już nie było - z całym opakowaniem pobiegł do dzieci i każdego poczęstował. Zadbał też, by malutkie zęby brata poznały smak cukru. A co tam.  Wieczorem zaś Kosmyk znalazł jakieś zakamuflowane zabawki-pierdółki. Spytał się, co to. Odpowiedziałam, że jakieś dary losu, może je wziąć. A on sam z siebie rozdzielił je pomiędzy siebie a brata, trafnie celując, że pluszaki bardziej dla Dasia, a zabawki z mniejszymi elementami - dla siebie.To moje biedne, skąpe dziecko, którego nigdy nie uczyłam się dzielić...

Zajrzyjcie do Matai - tam niezły tekst z naukowymi badaniami odnośnie dzielenia się, rewelacyjnie się czyta. Bo chcesz tego, czy nie, dziecko powinno mieć coś, co jest jego, tylko jego i nie musi się z tym wszystkim dzielić. Tak samo, jak ty. I każdy człowiek na świecie.

 

Buziaki 🙂

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

10 października 2019
Jak w przyszłym roku założyć ogród, żeby nie spartaczyć wszystkiego i cieszyć się plonami?

Relacjonuję czasami moje ogrodnicze wpadki i wypadki, radość z obornika, przygody z korzeniem i euforię z samodzielnie zrobionych donic i z racji tego też dostaję pytania - jak zacząć, od czego, czy jest sens teraz, czy może później? A co jeśli mi nie wyjdzie, a co jeśli jest za późno, za wcześnie lub wręcz czas […]

20 września 2019
Osiem strasznych rzeczy, które spotkają twoje dziecko w lesie

Zazwyczaj na spacery wychodzę bez telefonu. Ale tym razem wzięłam i bezmyślnie nagrywałam instastory. Nagrywałam, pokazując, jak chłopaki biegają po lesie. Starszy wspinał się na drzewo, młodszy buszował pod drzewem, badając norę po jakimś zwierzu. Nagle zapikał mi telefon z wiadomością. Mechanicznie zerknęłam, co kto pisze i wtedy stało się to. To, co się dzieje […]

15 września 2019
Czy rodzicielstwo bliskości to bezstresowe wychowanie? 9 mitów o RB, w które wciąż wierzą ludzie

Oj, mam się ja z tym bezstresowym wychowaniem, mam się bardzo... źle. I źle reaguję na te słowa, działają na mnie jak płachta. Sam fakt, czy bezstresowe wychowanie istnieje, poruszałam już kiedyś, ale oprócz bezstresowego wychowania istnieje mnóstwo tez, które wprowadzają w błąd i nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.       Spis treści […]

12 września 2019
Drogie restauracje, miejcie jaja i zdecydujcie, czy chcecie przyjmować dzieci, czy nie

Ostatnio modne jest wśród restauracji, wrzucanie zdjęć z widokiem stolików po rodzinnym posiłku. Nie tylko stolików - ale też kącików zabaw, gdzieś tam mignęła mi również toaleta. Wrzucenie takiego zdjęcia ma prosty cel - głównie zasięg, bo wkurwianie się na rodziców z dziećmi również jest modne. Madka i Tateł to już przecież niemalże archetyp wszystkiego, […]

9 września 2019
Podatek od grzeczności - coś, co każdy rodzic kiedyś będzie musiał zapłacić

Kosztuje cię więcej niż ten dochodowy, wymaga więcej skupienia niż zeznanie podatkowe, trwa dłużej niż załatwienie sprawy w Zusie i każdy rodzic prędzej czy później, będzie musiał zapłacić - podatek od grzeczności.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official