Dziecko w szambie

Joanna Jaskółka
29 lutego 2016

Udostępnij wpis

Poczułam mocny skurcz i coś jakby we mnie pękło w środku. Miałam wrażenie, że sikam, ale jasne spodnie zabarwiły mi się na czerwono.

 

- Mamo, co się stało? - spytało moje dziecko.

 

 

Mam na kolanie twojego braciszka lub siostrzyczkę, pomyślałam, ale na głos powiedziałam, że nic takiego. Idź się pobawić, mamusia zaraz do ciebie przyjdzie.

 

Tylko sprzątnę po twoim rodzeństwie.

 

- Poroniłam - powiedziałam siostrze, a ona spuściła wzrok.
- Nie wiem, co ci powiedzieć. - usłyszałam.
- Ja nie wiem, co chcę usłyszeć.

 

 

Bo nie wiedziałam. Mamy wpojone od dziecka reguły zachowania w przypadku ślubów, pogrzebów, narodzin dzieci - mamy się cieszyć, płakać lub śmiać. Co z dzieckiem, które nie zdążyło porządnie umrzeć, bo nie miało szansy nawet przyjść na świat? Jak się zachować? Co powiedzieć?

 

 

Alka swoje pochowała. Powiedziała, że najgorzej było przyjmować od lekarki słoik z pływającym w środku mikroskopijnym dzieckiem. Potem już jakoś poszło. Ksiądz, pogrzeb. Ciągle przed oczami ma ten słoik. Dziecko jak ogórek konserwowy.

 

 

Ja nie pomyślałam, żeby wyławiać to, co wyleciało z moich majtek. Spuściłam wodę. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ono pływa teraz w szambie. Chciałam płakać, ale zamiast moich łez, poleciały łzy dziecka, które domagało się obiadu. Już 15. Trzeba wstawić ziemniaki.

 

 

Z Moniką spotkałam się przypadkiem. Ona po trzech. Trzeci przyjęła spokojnie. Zadzwoniła do swojego lekarza, a potem zaparzyła sobie herbatę.

- Wiesz, ja się cieszę, że przynajmniej sobie zdawałam sprawę, że ronię. Wiesz, ile kobiet nawet nie wie, że to nie był okres?

 

 

W sumie. To przecież tylko gęściejsza krew.

 

 

- Jak się czujesz? - pyta matka.

 

 

A jak mam się czuć. Straciłam coś, czego nie miałam okazji poznać. Co powiedzieć kobiecie, która poroniła? Długo patrzę się w lustro. Dopiero dziecko mnie wybudza z transu.

 

 

- Mamo?

 

 

Och. To już ranek. Trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziny, że zrobię lub powiem coś, co pasuje do sytuacji. Nic nie pasuje do tej sytuacji, a przede wszystkim oni, ale przecież wiem, co robię. Staram się nie zauważać, że oni nie wiedzą, gdzie oczy podziać.

 

 

Idę siku. Spuszczam wodę. Przez moment mam ochotę włożyć głowę do odpływu i drzeć się do nienarodzonego, że zaraz do niego przyjdę. Ale idę do kuchni. Dziś jajecznica. Nie jestem taka jak Ewka. Ona rozpaczała. Tłukła głową w ścianę. Pamiętam, że powiedziałam jej, że mi przykro. Warknęła, że ma mi być przykro gdzie indziej. Była wściekła. Zrozpaczona. A ja nie wiedziałam, czym się martwi bardziej - tym, że zawiedziony jej facet zrobi wreszcie dziecko innej, czy autentycznie z miłości do czegoś, czego ja nie mogłam pojąć. Do dzisiaj.

 

 

- Wiesz to było straszne. Ja miałam wyrzuty sumienia, że to moja wina, rodzina miała wyrzuty sumienia, że o mnie nie dbali, ja cierpiałam, ale nie wiedziałam, co mi pomoże, oni cierpieli, bo ja cierpiałam i nie wiedzieli, jak mi pomóc. Pieprzone kółko poronnej adoracji.
Fakt. Święty spokój. Na dwa, trzy dni. Żeby przemyśleć, ułożyć sobie w głowie. Bez dziecka, bez męża. A tak to budzę się w nocy i zastanawiam, czy rano przyjedzie szambiarka i zabierze moje dziecko gdzieś do oczyszczalni. Od trzech dni się nie myję. Im mniej wody zużyję, tym później mi go zabierze.

 

- Co powiedzieć kobiecie po poronieniu? - zastanawia się Monika - Na pewno nie "następnym razem może bardziej się postarasz", jak mi powiedziała teściowa. W ogóle to przy moim pierwszym przypadku, co zdanie, to wpadka. Nie chciałam współczucia, nie chciałam zapewnień, że będzie dobrze. Chciałam się pogrążyć w żałobie, chociaż na kilka dni, przepłakać swoje, a nie być na siłę wyciągana za nogi i stawiana do życia. Bo przecież nic się nie stało. Następnym razem się uda. A następnym razem i kolejnym miałam to już w nosie. O trzecim to tylko mąż wie i ty. Co ja się będę uzewnętrzniać. To moje cierpienie i tylko ja je rozumiem.

 

Kurde, wszędzie dzieci, wszędzie niemowlaki. Nowe kocyki, wózki, zabawki, walka o karmienie piersią. Chciałabym mieć taką blokadę, jak na reklamy, ale wyłącznie na twarze niemowlaków i noworodków. Ciekawe, jaką mój miałby twarz. Ciekawe czy... jeszcze żył, jak go spuszczałam z wodą. Dlaczego go nie zebrałam do kupy tylko wyrzuciłam w gówno? Brak refleksu? Panika? Dziś też się nie umyję. Wydzieram się na dziecko, że nie zakręciło wody w kranie.

 

 

- Trzeba żyć - mówią jednym głosem dziewczyny - musisz się wziąć w garść i żyć. Wiesz, w ustach tych, co nie tego nie przeszli brzmi to jak jałowa gadka, ale my wiemy, co mówimy. Niczego nie zmienisz, czasu nie zawrócisz. Możesz jedynie mieć w pamięci, tylko tam, i żyć. Bo masz dla kogo.

 

 

W ich ustach te proste słowa brzmią normalnie. Nie są wymuszone współczuciem czy chęcią uspokojenia własnego sumienia. One wiedzą, że ja wiem, że świat się nie skończył, tylko jeszcze muszę dać sobie szansę się z tym pogodzić.

 

 

Wracam do domu.

 

 

Zamawiam szambiarkę.

 

 

Spuszczam wodę.

 

 

Dzwonię do lekarza, umówić się na kolejną wizytę.

 

 

Dla pewności spuszczam wodę jeszcze raz.

 

 

Dopiero wtedy zaczynam płakać.

 

 

Tekst powstał 11 czerwca 2014 roku na promilu osobistych doświadczeń, a przede wszystkim na podstawie rozmów z czytelniczkami [imiona zmienione], które pisały do mnie o braku społecznej akceptacji poronienia i problemach związanych z życiem "po". Serdecznie dziękuję, kochane, za zwierzenia i życzę idealnego porodu wkrótce [tak, wszystkim się udało!]. Zapraszam też TUTAJ.

Wyjątkowo pozwalam na całkowicie anonimowe komentarze.

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

W tym roku biorę udział w konkursie na Blog Roku. Żeby wziąć udział w eliminacjach [wyboru będzie dokonywać Dorota Wellman] muszę dostać się do pierwszej 10, a od soboty piastuję honorowo zaszczytne, choć nie dające mi żadnych szans, 11 miejsce. Być może od finałowej 10 dzieli mnie zaledwie kilkanaście waszych głosów. 

 

Bardzo bym chciała poznać panią Dorotę, więc bardzo, ale to bardzo potrzebuję Twojej pomocy. Żeby pomóc mi dostać się do finału, musisz wysłać SMS o treści F11671 pod numer 7124. Koszt SMS to 1,23 zł z VAT, a cały dochód zbierany jest dla Fundacji Dziecięca Fantazja.

 

Czy złotówka to dużo? Tego dowiemy się jutro - ponieważ konkurs kończy się 1 marca w południe. Twoja pomoc będzie nieoceniona!

 

 

 

Tu niżej, macie inne teksty, które mogą wam się spodobać:

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 kwietnia 2019
Czego potrzeba, żeby wspaniała matka wychowała wspaniałe dziecko?

Kiedyś to było normalne, że dziećmi nie zajmowała się tylko matka. Byli dziadkowie, ciocie, sąsiadki i inne dzieci, które lepiej lub gorzej kształtowały młodego człowieka, a cała odpowiedzialność nie skupiała się na jednej, no dobra, w lepszych przypadkach na dwóch osobach. W ostatni weekend poczułam, jak bardzo jest to potrzebne. Jak bardzo potrzebna jest wioska […]

2 kwietnia 2019
17 rzeczy, które możesz teraz zrobić, żeby wzmocnić odporność dziecka na zimę [jesienią będzie za późno]

  Aż napiszę o tym wpis. Napiszę, bo we wrześniu znowu będzie społeczne pobudzenie, szukanie magicznych sposobów, diet, specyfików oraz dwie tony zamartwiania.  A tak naprawdę przejmować się tym trzeba teraz, kiedy zima jest daleko. Teraz jest najlepszy czas, żeby wzmocnić odporność twojego dziecka i  jeśli zabierzesz się za to na jesieni, może być już […]

28 marca 2019
Gdybym była na miejscu tej kobiety, którą codziennie widuję...

Codziennie ja obserwuję. Z fascynacją i lękiem. Patrzę, jak się ubiera, co kupuje, jak zajmuje się dziećmi. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Ona wszystko robi źle i kiedy to widzę, czuję zażenowanie pomieszane z satysfakcją, że ja robię lepiej. Ja nie popełniam tych błędów. A ona tak.  

25 marca 2019
Wszystkie rzeczy, których możesz nauczyć dziecko zamiast literek, żeby miało lepszy start w życiu

To jest wpis techniczny. Czyli zapewne zobaczysz go pod każdym komentarzem na mojej grupie, w którym ktoś zadaje pytanie, jak nauczyć swoje dziecko czytać. Ciężko mi raz po razie powtarzać, co o tym myślę, więc napisze teraz porządnie. Jest mnóstwo rzeczy, których możesz nauczyć swoje dziecko, zamiast nauki literek.  

14 marca 2019
Jestem z zadupia i na przeddupie się nie wybieram.

Wstaję i od razu robię kawę. Żeby wypić w ciszy przed dziećmi. Młodszy jeszcze się przekręca sennie na łóżku, starszy pochrapuje u siebie. Piję kawę i wyglądam przez okno, czy lis znowu dobierał się do śmieci i rozniósł je na pół podwórka. Dzisiaj nie. Dzisiaj wystraszyły go jelenie. O czym świadczy kupsko zostawione tuż przed […]

10 marca 2019
Czas raz a dobrze skończyć z laktoterroryzmem, który panuje w naszym kraju!

Nadszedł ten czas i pewnie nie jedna zdziwi się, że o tym mówię. Pierwszego syna nie udało mi się karmić piersią, ale z drugim poszło lepiej - karmiłam trzy lata ponad i niestety nie udało mi się karmić do osiemnastki, gdyż dziecko samo zakończyło tę przygodę. Ale jako matka, która była po jednej i po […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official