Grzanki w jajku i mleku, czyli jak wykorzystać resztki chleba?

Joanna Jaskółka
28 września 2014

Udostępnij wpis

Na instagramie króluje moje śniadanie [ach, pożywne zdrowe], a blog w swoje władanie zagarnie na chwilę szybka przegryzka. A wszystko to za sprawą czytelniczki, która, zgłębiając wcześniejsze posty, zadała mi wprost pytanie: Skoro kupujesz na zapas, to pewnie masz też zawsze sporo pieczywa, co więc robisz z tak zwanymi wczorajszymi bułkami lub chlebem, gdy są już za suche do zjedzenia?


Tak, przeważnie zapas pieczywa w domu mamy spory, są to zarówno zwykłe bułki, bułki z ziarnami, bułki ciemne, jak i różne rodzaje chlebów. Część, tuż po przywiezieniu do domu, mrozimy [rozmrożone pieczywo jest niemal tak samo świeże jak to prosto z piekarni], a część czeka w koszu na zjedzenie. Jeśli się nie doczeka, mamy kilka opcji:

- czerstwe bułki kładziemy na grzejniku, suszymy na kamień i zamieniamy w bułkę tartą.

- czerstwy chleb wędruje dla królików

- bułki i chleb, które jeszcze nie zeschły na kamień, przemieniamy w przepyszną przegryzkę.

I to właśnie dziś  o niej słów kilka.

W ogóle, jakiś czas temu dowiedziałam się, że poniższa przegryzka nie jest powszechnie znana. Plotka głosi nawet, że właściwa jest ona wyłącznie na mazurskich terenach, ale nie chce mi się w to wierzyć. Tym bardziej że sama potrawa, którą pospolicie nazywamy grzankami w jajku, ma swoją oficjalną nazwę: tosty francuskie. Jeśli o mnie chodzi, mimo że między jedną a drugą nazwą nie ma większej różnicy, wolę robić polską wersję:

Grzanki w jajku i mleku

Teoretycznie robi się je z trochę zeschniętego pieczywa. Mam wrażenie, że taka była idea ich powstania - pozbycie się chleba, który już jest za twardy na standardowe kanapki. Ale na przykład mój syn tak polubił te grzanki, że jestem czasem zmuszona zmarnować na nie całkiem świeże bułki [skandal ;)]. W każdym razie, jeśli nie wiecie, co zrobić  z nie pierwszej świeżości chlebem, zróbcie z niego grzanki. Za jednym zamachem zdobędziecie kolację dla rodziny i medal za gospodarność 🙂

Będzie wam potrzebny;

- chleb [niekoniecznie świeży] - dwa jajka
- 1/4 szklanki mleka
- sól/pieprz/przyprawy [dowolnie]

Jajka wbijamy do miseczki i mieszamy tak, żeby białko połączyło się z żółtkiem. Dodajemy mleko i przyprawy i znów mieszamy. Do miseczki wkładamy przekrojoną na pół kromkę chleba [jeśli nie jest pierwszej świeżości, szybko zmięknie pod wpływem mikstury]  i chwilę tak trzymamy, żeby porządnie namokła, potem taki chlebek wrzucamy na patelnię, na której wcześniej już roztopiło się masło [podgrzał olej]. Grzanki smażymy błyskawicznie - na dobrze rozgrzanej patelni wystarczy kilkanaście sekund, żeby porządnie się zarumieniły. Proces powtarzamy dopóki nie skończy nam się jajko albo chleb 😉

Gotowe grzanki możemy podawać z keczupem, serkiem, a nawet dżemem albo Nutellą. Kosmykowi najlepiej smakują takie zwyczajne - bez niczego. Mój syn to jeszcze taki malutki dzidziuś - praktycznie nie zna tego wspaniałego smaku keczupu 😉 Myślicie, że dużo traci?

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    23 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Woman In Heels
    8 lat temu

    Robię dokładnie tak samo! Uwielbiam, zarówno na słodko jak i na słono : ) Mój mąż i moje dzieci również : )

    JJJ
    JJJ
    8 lat temu

    Po prostu chleb w jajku, chyba pierwsza "potrawa", którą nauczyłam się robić. Wersja "tost francuski" jest typowo na słodko z esencją waniliową do mieszaniny jajeczno-mlecznej i cukrem pudrem na wierzchu po usmażeniu.

    KathrinVonHexe
    8 lat temu

    My również takie robimy, tylko bez mleka. Mówimy na takie pieczywo po prostu 'chleb w jajku' i doprawiamy Delikatem do mięs. Mniam.

    Anonymous
    Anonymous
    8 lat temu

    U nas ta potrawa to "chlebojaje" - tylko z chleba 🙂

    Dominika Ł.
    8 lat temu

    Na Śląsku tego nie kojarzę (a przynajmniej moja rodzina tego nie robiła), ale u Przyjaciółki na Mazurach jest dość często 🙂

    Anonymous
    Anonymous
    Reply to  Dominika Ł.
    8 lat temu

    A my właśnie na Śląsku to robimy! robiła ich moja babcia nazywając to army ritter ale mleko przed tem słodziła po upieczeniu sypała cynamonem pycha.

    Marta Skrzypiec
    8 lat temu

    U nas znane i stosowane od wielu lat! Pychhhaaa...

    Anna Pacek
    8 lat temu

    O Matko, kocham te grzanki! Czasem,kiedy męża nie było w domu,robiłam je sobie na obiad:-)

    Anna Pacek
    8 lat temu

    O Matko, kocham te grzanki! Czasem,kiedy męża nie było w domu,robiłam je sobie na obiad:-)

    Aga s
    8 lat temu

    A ja ze slaska i znamy i lubimy ale nazwy to chyba nie ma

    Siostry z przypadku przyjaciółki z wyboru
    Reply to  Aga s
    8 lat temu

    Również pochodzimy ze Śląska,aczkolwiek ja tego nie znałam dopóki mój facet mi tego nie zrobił ;)<br />Smaczna i szybka kolacja 😀

    Szajbnięta_Matka
    8 lat temu

    Też często robię takie grzanki .. uwielbiam je 🙂

    olala
    8 lat temu

    Zależy czy domowego keczupu czy kupionego w sklepie.<br />Tego domowego-och może żałować! Chociaż i tak najlepszy &quot;chleb maczany w jajku&quot; jest z plastrami pomidora po prostu 🙂

    Anonymous
    Anonymous
    8 lat temu

    etam 🙂 wszyscy to znamy 😛 no przynajmniej Polska centralna. pozdrawiam.

    Renata Budziłek
    8 lat temu

    Smak dzieciństwa... pochodzę z Mazur, ale tu gdzie mieszkam-Kurpie też jest znany chlebek w jajku. A keczup? Moim zdaniem im mniej chemii tym lepiej. Moje maluchy wolą pomidorki, najlepiej prosto z krzaczka:)

    jej cały świat
    8 lat temu

    Toż to przepis z mojego dzieciństwa! Pamiętam jak tata robił mi takie grzanki na podwieczorek - jedliśmy posypane cukrem.

    Anonymous
    Anonymous
    8 lat temu

    to francuski &quot;pain perdu&quot; 🙂 tylko w wersji na slodko znam

    Wiktoria Miazga
    8 lat temu

    U mnie w rodzinnym domu (mała mieścinka na Dolnym Śląsku) były to po prostu &quot;chlebki&quot; 🙂 Mama była w nich mistrzem, a ja myślałam, że jemy to z bratem jako jedyni! Bardzo się zdziwiłam, kiedy się okazało, że to tosty francuskie i prawie każdy mój znajomy je zna 😉 Do dziś jadam z ukochanym sosem- majonezoketchupem 🙂

    Kinga Wojciechowska
    8 lat temu

    Małopolska też zna 🙂

    Anonymous
    Anonymous
    8 lat temu

    Jestem z Warmii, więc po sąsiedzku. Chleb w jajku, pychota. Robię często, bez mleka, za to z solą i majerankiem. Taka wersja jest, moim zdaniem, najlepsza. Często jemy z rodziną chlebek z ketchupem, dżemem, roztopionym serem (w momencie smażenia na patelni) lub pomidorem 🙂 pozdrawiam.

    Anna Błach
    Anna Błach
    5 lat temu

    Ech, a ja, na Śląsku, myślałam, że to sama wymyśliłam 😛 😉

    Klara Piotrowska
    Klara Piotrowska
    5 lat temu

    Ja pierwszy raz robiłam z kolezanka ze śląska. Potem kilka razy robiłam w domu i teraz jak mi przypomniałaś zrobiłam sobie na kolacje, tylko porcje z jednego jajka. Pycha. Tak jak Twoj synek - jem bez niczego. Za ketchupem nie przepadam.

    Marcin Kopacz
    Marcin Kopacz
    4 lat temu

    Odnośnie ketchupu, to ja bym polecał jednak nie przedstawiać tego produktu dziecku. Żeby moja niunia jadła ładnie wszystko, dawalem jej troszkę ketchupu. Plan zadziałał, 3 latka potrafila zjeść wszytko bez marudzenia - od kanapki z wedlina cebula i sałata, po jajecznicę z dodatkiem czosnku, boczku i pieczarek. Aktualnie ma 5 lat i właściwie chyba tylko zupy mlecznej i jogurtu nie je z ketchupem, ale oczywiście pytała czy może spróbować 🙂

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official