Idź już wreszcie spać!

Joanna Jaskółka
2 grudnia 2013

Udostępnij wpis

Był spokojny grudniowy wieczór, śnieg jeszcze nie padał, ale wszystkie drzewa skuliły się w oczekiwaniu na pierwsze lodowate sople, a dzikie zwierzątka podchodziły coraz bliżej domu...

Mama synka bardzo usilnie starała się ukołysać do snu swojego jedynaka. Opowiadała mu historie, wymyślała kojące piosenki o kolorowych brumach, usiłowała nucić kołysanki... ale nic z tego! Synek nie myślał zasnąć i coraz bardziej brykał... Do sprawy wziął się Tatuś. Opowiadał synkowi historie, wymyślał kojące piosenki o brumach, usiłował nucić kołysanki... ale nic z tego! Synek nie myślał zasnąć i coraz bardziej brykał.
Zdesperowani rodzice wzięli spory młotek i przylutowali nim synkowi między oczy, dzięki czemu dziecko ocknęło się dopiero rano, a rodzice wreszcie mogli się wyspać...

Dobra, olejcie ostatni akapit. Poniosła mnie trochę fantazja, ale faktycznie - jesteśmy trochę zdesperowani. Kosmyk - dziecko wyjątkowo ruchliwe [babciu Kosmyka, gdzie tekst o integracji sensorycznej? :D] - sen traktuje jak najsroższą wymierzoną mu karę. A sen w łóżeczku - to więzienie.

Raz posłuchałam czyjejś rady i postanowiłam "przybliżyć" Kosmykowi jego łóżeczko. I owszem udało się. Kosma chętnie bawi się w swoim łóżku, ale za cholerę w nim nie zaśnie. Prędzej wyłamie ostatnie sztywno trzymające się szczebelki, niż skuli łebek na poduszce i zamknie oczy. A jak na dziecko z nadruchliwością przystało, im bardziej jest zmęczony, znudzony, zrozpaczony, zły, tym mocniej się nakręca. I wybucha awantura.

Kiedyś opiekowałam się pewnym trzylatkiem i byłam zdumiona tym, że wciąż zasypia w wózku. Nie miałam odwagi spytać jego matki, jak to się stało, że taki duży chłopak nie potrafi sam zasnąć i... dobrze, że nie spytałam. Ale i źle. Bo zanosi się na to, że i moje dziecko będzie do końca życia zasypiać w wózku, a biorąc pod uwagę fakt, że już teraz nogi mu z niego nadprogramowo wystają, to wizja ta jest dla mnie... przerażająca. Tak samo jak wizja kolejnego wieczora pełnego awantur, protestów, wyrywania szczebelków i krzyczenia "wózieczek! wózieczek!".

Nie wiem, jak to się stało, że tamten trzylatek nie umiał sam zasnąć, ale wiem, dlaczego mój za dwa miesiące dwulatek, nie umie.

Bo go sama tego nauczyłam. Własnoręcznie przyłożyłam rękę do tego, że zamiast do łóżeczka, wkładałam go do wózka i jechałam w las. Fakt, robiłam to, bo był sezon i kupa ludzi w domu, którzy przy naszych oknach albo biesiadowali, albo rozmawiali, albo ich dzieci głośno się bawiły. Sama miałam trudności z zaśnięciem przy takim gwarze. Na piętrze nawet nie było go aż tak bardzo słychać, ale nasz pokój niefortunnie jest na parterze akurat "na wylocie" i po drodze wszystkich imprez.

Z tym że ja się nauczyłam zasypiać przy debatach, może i Kosmyk by potrafił? Dlaczego wtedy usiłowałam zepchnąć wszystko na zmęczenie po całym dniu intensywnej pracy oraz opieki nad niemowlakiem i szłam na łatwiznę, łudząc się, że "nic się nie stanie"?

I teraz mam problem. Tłumaczę sobie, że może on "jeszcze tego bujania potrzebuję, po co mu to zabierać", ale tłumaczenie na nic się nie zda, kiedy widzę, że wózek jest już dla Kosmyka coraz ciaśniejszy, a szczebelki w łóżeczku coraz bardziej połamane.

I zadziwia mnie tylko fakt, że kiedy Kosmyk obudzi się w nocy potrafi spokojnie się chwilę pobawić i znowu zasnąć. Albo przyjść do nas i z nami zasnąć. Albo przyjść do nas, powiercić się, wrócić nazad do łóżeczka i... zasnąć. W nocy to robi bez problemu! Pora wieczorowa natomiast, nieważne, czy to 20, 21 czy 22, jest porą, w której małe Kosmyki zrobią wszystko, żeby wylądować w wózku. Łącznie z brawurowymi ucieczkami między nogami starych i bezczelnym ładowaniem swojej owieczki do "wózia". Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to przyzwyczajenie, czy zwyczajny upór...

Kiedyś nawet rzuciłam wszystko na jedną szalę i przetrzymałam go maksymalnie jak tylko mogłam, licząc, że sam padnie.

Padł. W wózku. O pół do drugiej w nocy. Włożyłam go tam ostatecznie nie dlatego, że on już był zmęczony, ale dlatego, że ja ledwo trzymałam się na nogach... Zasnął, gdy tylko przyłożył głowę do poduszki, a wcześniejsza próba włożenia do łóżeczka skończyła się na głośnym proteście.

I teoretycznie wściekam się, kiedy ktoś podważa moje zamiłowanie do przestrzegania rytuałów Kosmyka: zabawa - czytanie - mleko - kąpiel - ubieranie - lulu. Wściekam się, choć sama zaczynam w to wątpić. Od jakiegoś czasu regularnie, zamiast do wózka, kładziemy Kosmyka do łóżeczka i usiłujemy ululać [książek nam nie starczy, ostatnio na jedno usypianie poszło na raz pół tomu "Muminków"], ale zamiast lepiej, jest coraz gorzej. Coraz oporniej. Coraz dramatyczniej.

Matka nawarzyła piwa i teraz się krzywi, że gorzkie, ale jeszcze jej się udaje wytrzymać bez grymasu. Ojcu też. Ojciec umie dłużej czytać niż Matka. Matka wymięka po 40 minutach.
I wiecie co? Tyle książek przeczytałam, tyle programów Zawadzkiej naoglądałam, tyle starych dzieciowych gazet plącze mi się jeszcze na strychu, ale jak człowiek czasem zgłupieje, to i przecinek przed "że" w "mimo że" postawi. Z jednej strony wiem, że Kosmyk jest nadruchliwy i że jemu z reguły trudno jest się uspokoić i być "grzecznym" [cudzysłów celowy]. Z drugiej, ja też jestem nadruchliwa. I ojciec Kosmyka też. I w zasadzie nie wiemy, jakie leki uspokajające przyjąć, żeby tę walkę o zasypianie w łóżeczku przetrwać.
A ten cholerny wózek to roztrzaskam na stromym zboczu. Następne dziecko będę nosić wyłącznie w chuście. I o! I w tym miejscu ostrzeżenie dla wszystkich przyszłych i obecnych mam niemowlaczków: dziewczyny, to się samo nie ułoży, nic się samo nie unormuje, ono się tego samo nie oduczy! Walczcie z tym parszywym przyzwyczajeniem, bo potem po po kryjomu [żeby się dziecko nie zestresowało] będziecie rwać włosy z głowy i wozić wózkiem piętnaście kilogramów chłopa, bo on chce i nie umie inaczej!
Moja walka trwa. Nikomu nie życzę.
[Tak, tak, moja wina, moja bardzo, i piwo też. Nie musicie tego jeszcze raz w komentarzach pisać - tak tylko uprzejmie uprzedzam, że wszelkie znęcanie się nade mną nie wyjdzie poza łamy mojej skrzyneczki mailowej 🙂 A zdjęcie z popołudniowego spaceru. Przydałby się śnieg, ale na szczęście jeszcze go u nas nie ma...]

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
19 maja 2019
Szymbark - wycieczka, w którą zostałam wrobiona i w którą ja nikogo nie wrobię

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to jedno z miejsc, które mi wpadło w oko podczas wyjazdu na Kaszuby. Wybraliśmy się tam w majowe popołudnie, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, ale chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach i ich historii. Wstępnie powiem tak - wzięliśmy za mało pieniędzy.  

16 maja 2019
Po wizycie w ośrodku Zawiaty - czy ucieknę z Mazur i przeprowadzę się na Kaszuby?

Jeśli przeżyjesz wyjazd z rodziną na wakacje i nie wrócicie pokłóceni, przeżyjesz wszystko - tak mi kiedyś powiedziała znajoma. Czyli jestem już jak najbardziej zahartowana, bo pięciodniowy wyjazd majowy mam za sobą, wróciliśmy i nikt się z nikim nie pokłócił. No dobra. Nie wróciliśmy pokłóceni. ZAWIATY

7 maja 2019
Bądź z dzieckiem wtedy, gdy najbardziej cię potrzebuje, a nie tylko wtedy, kiedy jest grzeczne

Jedną  z najcięższych dla mnie rzeczy, które musiałam przepracować, było przepracowanie tego, co dzieje się ze mną, kiedy moje dziecko krzyczy. I kiedy dziś rozmawiałam ze znajomą, która ma małe dziecko, potwierdziłam kolejny raz swoje przypuszczenia. Kiedy dziecko krzyczy lub źle się zachowuje, mamy ochotę uciekać w najdalszy zakątek świata i wrócić jak się uspokoi. […]

28 kwietnia 2019
Drobna rzecz, którą zawsze robię w sklepie, a która pomaga wszystkim

Smutno mi było, kiedy dowiedziałam się, że to jest jakieś wyjątkowe. Że mało kto to robi. Smutno mi, że za każdym razem, kiedy to proponuję, spotykam się z zaskoczeniem jakby to było coś wyjątkowego i nie wiadomo jak miłego. A to przecież normalne. I logiczne. Tak myślę. A ty?  

25 kwietnia 2019
Czemu syn od trzech miesięcy regularnie podbierał nam pieniądze z portfela?

Mówi się, że dzieci są wredne, złośliwe, manipulują i robią wszystko, żeby nam uprzykrzyć życie, wymuszając, co chcą, płaczem. Tak się mówi. I za każdym razem, kiedy przyłapiemy dzieci na czymś złym, utwierdzamy się w tym przekonaniu. Ja również się utwierdziłam, kiedy przyłapałam młodszego syna na wybieraniu mi pieniędzy z portfela.  

23 kwietnia 2019
PAŁAC w Drogoszach za grubą kasę, zamek w Reszlu za grosze, zamek w Barcianach za miliony

Święta to nie jest dla nas czas siedzenia przy stole. My nie potrafimy siedzieć przy stole. To w święta odkrywaliśmy kiedyś piramidę w Rapie czy mosty w Stańczykach i to w święta oglądaliśmy najfajniejsze zakątki Mazur. A teraz odkrywamy je na nowo - z dziećmi. Taki zamek w Reszlu - starszak był w nim, kiedy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official