Czy tylko ja jestem szalona, że nie podaję dzieciom tej rzeczy do jedzenia?

Total
7
Shares

Już piąty rok prowadzę blog i dość często, kiedy napiszę coś lub coś pokażę, odnoszę wrażenie, że część czytelników traktuje mnie jak wariatkę. Ale już się do tego przyzwyczaiłam. Jestem szaloną wariatką, bo nie daję dzieciom kar i nagród, nie chwalę, nie krytykuję, wychowuję w lesie i pozwalam na wszystko, co chcę. I czasem włażę im na głowę. Już oswoiłam się z tym uczuciem i myślałam, że nie zdarzy się nic, co mogłoby sprawić, że poczuję nowy jego posmak. A jednak. Zawsze ktoś mnie musi zaskoczyć.

 

 

 

W niedzielę bodajże czy w poniedziałek… nie pamiętam dokładnie, ale pokazałam na instastory kawałek naszego standardowego wyjścia na spacer. I wrzuciłam zdjęcie z wielkimi kaniami obok naszego domu, napomykając, że grzybów nie jemy. A konkretnie dzieci nie jedzą. I przyszło do mnie. Z całą swoją krasą, z całym dobrobytem inwentarza zapchanej skrzynki mailowej, instagramowej i folderze “inne” na prywatnym fejsie.

 

[Ja mam czasami wrażenie, że żyję w alternatywnym świecie, ale nigdy nie sądziłam, że jest aż tyle lat świetlnych od prawdziwego życia.]

 

I to pytanie, powtarzające się, natrętne, zdziwione…

 

 

CZEMU NIE DAJESZ DZIECIOM GRZYBÓW? SĄ TAKIE SMACZNE!

 

 

I te zdjęcia z dzieciaczkami, trzylatkami, czterolatkami, które grzyby zbierają, jedzą, smakują im. I te opowieści, że lubią, że ja to w dzieciństwie jadłem i nic mi nie było.

 

 

No cóż. Ja też w dzieciństwie jeździłam bez fotelika samochodowego i jakoś przeżyłam. Ale teraz wiem, jak niebezpieczne jest jeżdżenie bez fotelika i nawet moja mama, która nie kupiła mi trzydzieści lat temu tego fotelika [gdzie niby miała go kupić] wie, że bez fotelika dzieci nie jadą i koniec dyskusji. I tak samo jest z grzybami. Kiedyś były najtańszym możliwym smakowitym rarytasem, uważano też, że są wyjątkowo zdrowe. Więc każdy je jadł i bez oporu wpychał dzieciom. A teraz zerknij na te dane. W okresie naszego dzieciństwa, kiedy każde dziecko jadło grzyby, nastąpiło najwięcej zatruć i zgonów spowodowanych… zatruciem grzybami. Przy czym dane te nie obejmują dzieci. Statystyki byłyby wtedy o wiele większe.

 

 

Dane statystyczne dotyczące zatruć grzybami w Polsce są fragmentaryczne, obejmują tylko pewne okresy i dotyczą z reguły zatruć najcięższych (w tym zakończonych zgonem). Wiadomo, że w latach międzywojennych śmiertelnemu zatruciu grzybami uległo w Polsce od 2 do 2,5 tysiąca osób. W latach 1962-1967 zatruły się 2433 osoby, z tego 177 osób śmiertelnie. Z danych regionalnych ośrodków toksykologicznych wynika, że zatrucia grzybami stanowią od 2,8 do 11,3% ostrych zatruć hospitalizowanych w tych ośrodkach. Dane te nie obejmują jednak przypadków zatruć leczonych w innych oddziałach szpitalnych oraz zatruć występujących u dzieci. W latach 1989-1991 w regionalnych ośrodkach toksykologicznych hospitalizowano od 204 do 360 pacjentów zatrutych grzybami. Zatrucia muchomorem sromotnikowym stanowiły od 9,3 do 12,8% tych zatruć. Jednak prawie wszystkie zatrucia zakończone zgonem (90-95%) były spowodowane spożyciem muchomora sromotnikowego i jego odmian (9).

 

Źródło: Czytelnia medyczna

 

 

 

Pominę na razie sam fakt śmierci, dzieci to tylko 30 procent zgonów wśród zatrutych grzybami i tylko co drugie dziecko umarło po zatruciu [najczęściej było ono poniżej 14 roku życia]. Po co o tym pisać, skoro zapewne każdy z nas jest znawcą grzybów i na pewno nikomu nie zdarzy się pomyłka? Tak samo myśleli rodzice sześcioletniego Tomka, dla którego cała Polska swego czasu dopingowała, by przeżył przeszczep wątroby, podobnie jak z czterolatką z opolskiego, która w ciężkim stanie walczyła o życie w Centrum Zdrowia dziecka, podobnie jak niemowlak, który zmarł w Centrum Zdrowia Dziecka, bo… nie chciał jeść zupy grzybowej. Więc mu ją zmiksowano i podano w butelce. Dziecko nie przeżyło [wywiad z lekarką, która opowiedziała o tym przypadku tutaj].

 

 

No dobra, ale medycyna poszła do przodu, nawet jak ktoś się śmiertelnie zatruje, to wątroba się znajdzie, jesteśmy takimi wspaniałymi grzybiarzami przecież. Wiem, wiem, ironizuję, przepraszam. Do rzeczy:

 

 

DLACZEGO NIE PODAJĘ DZIECIOM GRZYBÓW?

 

Bo są ciężkostrawne. Tak, te jadalne. Zawierają chitynę, którą ciężko strawić, osoby starsze i te, które chorują na wątrobę  w ogóle nie powinni jeść grzybów, lekarze odradzają. A dzieci, z o wiele wrażliwszym, młodszym i delikatniejszym przewodem pokarmowym jeść ich nie powinny absolutnie. Czy wiesz, że w treści żołądkowej niestrawione grzyby mogą zalegać do dwóch dni nawet? Podpowiem, że może mieć to bardzo duży wpływ na sen dziecka. Pełny brzuch, uczucie ciężkości raczej nie sprzyja słodkim snom.

 

Andrzej Brodkiewicz:Dzieci w ogóle nie powinny jeść grzybów. Powód jest bardzo prosty. Grzyby zawierają pewne substancje białkowe, które w organizmie dziecka są nietrawione bądź też trawione słabo. Dlatego nawet jeżeli dziecko zje jadalny grzyb, podkreślam grzyb jadalny, może wygenerować objawy jak przy zatruciu muchomorem sromotnikowym.

Źródło: Twoje Zdrowie

 

Bo może się zdarzyć pomyłka. I nie, nie mówię, że eksperci od grzybów pomylą sromotnika z kanią, ale jest mnóstwo grzybów, które śmierci nie powodują, są po prostu trujące i dorosły może sobie pobiegać kilka dni do toalety lub jeździć do Rygi, ale dziecko po takim grzybie normalnie może zejść, jeśli nie otrzyma w porę pomocy. A może jej nie otrzymać w porę, jeśli rodzic stwierdzi, że to tylko biegunka.

 

 

Bo może się zdarzyć prawdziwa pomyłka. Ja, jako mała dziewczynka, może dziesięcioletnia,  lubiłam kanie. I kiedy znalazłam kilka w lesie, zebrałam i położyłam wśród innych kań na suszenie. Chyba mój ojciec zauważył coś i wyrzucił wszystkie, wrzeszcząc na mnie. Cała rodzina się obraziła. Tak. Zerwałam przepiękne śmiertelne muchomory i wrzuciłam niepostrzeżenie do suszenia, nie chwaląc się za bardzo, bo tyle tych grzybów było. Chciałam mieć swój wkład w zbiory. Gdyby przypadkiem ojciec nie zauważył, ususzylibyśmy pięć dorodnych muchomorów i nie pisałabym dla was tego tekstu. Czytelniczki chwaliły się, jak ich dzieci pięknie zbierają grzyby. No cóż. Ja od małego wiedziałam jak kania wygląda. Ale pęd, chęć pomocy i strach, że zgubię się w lesie, zrobiły swoje.

 

[Inna sprawa – moje dzieci rzadko jedzą nawet pieczarki. Młodsze w ogóle, starsze tylko na pizzy i tylko ze sklepu. Bo taka pieczarka też może być pomylona z takim muchomorem wiosennym np. I ja się na takie ryzyko nie piszę, bo osobiście ciężko mi odróżnić.]

 

Ale dobra. Załóżmy, że naprawdę znamy się na grzybach albo mamy specjalistę, jak mój ojciec, to czemu do jasnej ciasnej nie dam dziecku spróbować podgrzybka albo kurki? Bo nawet jadalne grzyby mogą zaszkodzić. Tak, dorosłemu też, ale dorosły może po prostu częściej będzie latał do kibelka, bo jego organizm jest taki jak ów dorosły, czyli dorosły. Organizm dziecka jest przede wszystkim dwa albo trzy razy mniejszy i do tego bardzo wrażliwy, szczególnie na toksyny, jakie wytwarzają się w warunkach złego przechowywania grzybów albo złego ich zbierania.

 

  • Kiedy mamy grzyby stare albo nadjedzone przez zwierzęta. Z tym w ogóle wiąże się mit, że skoro zwierzę zjadło jakiś grzyb, to pewnie on jest dobry. Ale to, co może zjeść ślimak na przykład, może otruć człowieka. A nawet jeśli nie, to na taki nadgryziony grzyb działają bakterie, uwalniając toksyny, niebezpieczne szczególnie dla dziecka.
  • Kiedy zbieramy grzyby do plastikowych koszy, foliówek czy innych siatek z nienaturalnego materiału. W wyniku zaparzenia uwalniają się toksyny i lekkie dla dorosłego, poważne dla dziecka  – zatrucie jest gotowe.
  • Grzyby są zbyt długo przechowywane.Po dwóch dniach w lodówce można je spokojnie wyrzucić, ale nie, po co, bo się zmarnują. Ciarki mnie przechodzą, jak widzę turystów, którzy zbierają grzyby i je zostawiają na przeczekanie. W plastikowym kuble, na słońcu, brrr. Ciarki mnie przechodzą, jak widzę stragany przy drodze z grzybami. Może i w kobiałkach, ale jednak przy drodze, z ołowiem pod ręką, na pełnym słońcu. Żeby zebrać tyle grzybów, co oni mają, trzeba naprawdę wcześnie wstać, a na trasie Zgon-Warszawa widziałam ich i o 14 i o 18… Smacznego. Swoją drogą podziwiam odwagę ludzi, którzy kupują tak grzyby. Nawet nie to, że one potem kiszą się kolejne godziny w aucie. Ale to, że ufają obcym ludziom z drogi. Przecież w tej kobiałce może być wszystko!

 

I tak. Głównie te powody sprawiły, że zrezygnowałam z grzybów. Sama chodzić nie mam kiedy, żeby kupić od obcego czy nawet znajomego – nie mam zaufania. Żeby od razu zabrać się do obrabiania tych grzybów – nie mam czasu między pracą a dwójką chłopców, a wiem, czym grozi zostawienie ich samych sobie [grzybów, choć chłopców też].  W każdym razie, jako że chłopcy nie jedzą i nie zjedzą na razie, dla mnie samej zbieranie grzybów i marynowanie, suszenie, przygotowanie, to zwyczajnie za dużo roboty. Zjem czasem coś u mamy albo kupię sobie dla smaku gotowca. Czasem Chłop kilka przyniesie albo kupię od bardzo zaufanego znajomego i jeszcze ojcu pokażę na wszelki wypadek. Porobię trochę dla znajomych i tyle. Nie zamierzam ryzykować zdrowia i życia moich dzieci, lubię kiedy zasypiają spokojnie po zdrowej kolacji i lubię, kiedy są zdrowe i żyją. Mimo wszystko 😀

 

Kiedyś będą mogły spróbować grzybów, jak skończą 10, może 12 lat. Dużo zależy, jak bardzo będą duże. Choć kiedy czytam o kolejnych zatruciach i grzybowych wpadkach, mam ochotę powiedzieć, że dostaną swoją pierwszą zupę grzybową po 18. Na własne ryzyko. I własny rachunek.

 

 

 

 

PS Tak, ugotowane w zupie grzyby też nie są zalecane dla dzieci.

PS. 2 Ja nie jestem taka mądra, jak wam się wydaje. Po urodzeniu pierwszego dziecka w ogóle nie myślałam o grzybach, czy je dawać,czy nie.  Moją uwagę wzbudził artykuł na jakimś blogu [sic!], a potem jakiś przypadek silnego zatrucia dziecka rozgłoszony w telewizji sprawił, że zaczęłam pytać lekarzy i czytać.

PS 3 Tak, dziecko przeżyje święta bez grzybów. Moje przeżyło cztery takie święta i jadło. Na początku mleko, potem sałatkę, barszcz bez grzybów, rybę. Nie musiało próbować wszystkich potraw, na litość, taki maluch rzadko zje w całości jedną dorosłą porcję!

PS 4. Zainteresowanym tematem żywienia polecam serdecznie blog Ani Makowskiej – tutaj, oraz jej konferencje o zdrowiu – tutaj. Obserwujcie ją, bo za każdym razem, kiedy robi takie spotkanie, ma pulę biletów do rozdania dla osób niepełnosprawnych oraz rodziców dzieci niepełnosprawnych, więc bądźcie czujni!

You May Also Like