"Jak nie poprawisz, to się nie nauczy" - czyli kilka słów o poprawianiu dziecka na siłę

Joanna Jaskółka
8 stycznia 2017

Udostępnij wpis

Czy poprawiać dziecko, kiedy mówi niepoprawnie? Ostatnie ktoś mi zadał takie pytanie pod postem o uroczym zwrocie synka "będę tam był". Często też jedna czy dwie osoby napiszą, wyrywając się jak Flip z konopii, że mają nadzieję, iż poprawię błędne wyrażenie mojego dziecka w dodanym dialogu "bo jak nie poprawisz, to się nie nauczy".

 

 

Natrętna mania poprawiania, wyrośnięta z chęci udowodnienia, że wiemy lepiej, ładniej, że się znamy, wyhodowana na piersi uczycielek ze szkoły, którym na poprawianiu mało że ręce nie odpadły. Chcemy tacy być, mądrzy, chcemy pokazać dziecku, jak wyżej w hierarchii stoimy, że skoro wiemy lepiej że "szedł", a nie "idł", to i o "tą czapkę" załóż, bachorze, bo mamusia z tatusiem kilkanaście lat uczyli się odmieniać, to i z "tę czapką" nawet grama włóczki się nie mylą. Ja nie wiem, po co to? Żeby pokazać, jacy to jesteśmy lepsi od dziecka? Żeby pokazać swoją wyższość?

 

 

Bo w to, że to dla jego dobra - nie uwierzę. Jeśli moja własna matka nakręca i się zwraca non stop na coś uwagę, to znów jestem dzieckiem i robię jej na złość. Albo się dostosowuję i robię jak mi każe, ale w środku aż się gotuję, że znów wyszło na jej i znów coś jej się nie podoba lub co gorsza - znów ma rację i nie mam ochoty się na nią patrzeć. Szczerze wolałabym dojść do czegoś sama, samodzielnie wyciągnąć wnioski, samodzielnie znaleźć rozwiązanie, a jeśli coś mi nie wyjdzie - samodzielnie poszukać lub poprosić o radę. I myślę, że większość tak ma.

 

 

Chcemy dobrze, ale czy naprawdę pomagamy dziecku non stop czyhając, żeby poprawić błąd?

 

 

Na stronie Logopeda radzi pada jedno ważne sformułowanie:

 

 

"Staraj  się by rozmowa była przyjemnością dla wszystkich zainteresowanych.  Unikaj nieustannego poprawiania wymowy dziecka. Dziecko ciągle upominane wycofuje się z kontaktów słownych."

I to jest prawda, którą zauważyłam nie tylko w kontaktach z dziećmi i z własnych doświadczeń, ale też w kontaktach z ludźmi w ogóle - zwrócenie komuś uwagi [do tego publicznie] wcale nie motywuje do pracy nad sobą, ale w dużej mierze zbija z tropu, zniechęca i budzi sprzeciw. Zresztą - wyciągnięcie błędów językowych jest ostatnią deską ratunku, kiedy argumenty w dyskusji nam się kończą 😀 Ale umówmy się, że każdy, kto ma dobre intencje  stosuje zasadę: "Chwal przy wszystkich, zwracaj uwagę w cztery oczy". I tylko osoby, które chcą podbudować swoje kiepskie poczucie wartości, decydują się uwagę zwracać publicznie.

 

Ale nawet w cztery oczy - serio chcesz  być policjantem łapiącym dziecko na każdym potknięciu i z uprzejmo-fałszywym uśmiechem wytykającym mu błędy na każdym kroku? Ja nie chcę. Tym bardziej że po konsultacji z jednym i drugim logopedą -  wiem, że nawet nie powinnam.

 

Co robić, kiedy dziecko mówi niepoprawnie? 

 

Udać się z nim do logopedy, jeśli dziecko źle wymawia słowa. A jeśli w moim wiejskim przedszkolu konsultacje logopedyczne są darmowe i na wyciągnięcie ręki, myślę, że nie jest to jakiś większy problem w dużym mieście. Metoda na "powtarzaj póki nie powiesz dobrze" jest ze wszech miar najgorsza z możliwych i osobiście bronię syna, kiedy ktoś go do czegoś takiego zmusza. Umiejętność powiedzenia "r" wymaga ćwiczeń trochę bardziej skomplikowanych niż samo nieudolne i monotonne powtarzanie. Znasz te ćwiczenia? Nie? To idź do logopedy. Nikt nie zagra na skrzypcach, jeśli nie wie, jak to zrobić, mimo że słyszy tę grę codziennie u sąsiada za ścianą.

 

 

Co robić, kiedy dziecko tworzy niepoprawne konstrukcje? 

 

Cieszyć się. Bo są zabawne. I wbrew pozorom mają więcej sensu, niż nam się wydaje. Pierwsze konstrukcje dziecka dotykają najbardziej pierwotnych struktur naszego języka i zdziwilibyście się, jak blisko takiemu trzy czy czterolatkowi do języka pierwotnego. Słuchając dziecka, słuchasz języka naszych przodków, którzy, kompletnie im nie niczego nie ujmując, tworzyli pierwsze słowa i zdania na podobnej zasadzie, na jakiej tworzy swoje twory dziecko - czasem zdarza się, że absurdalnie  i dla nas niezrozumiale 😀 [poczytajcie to]

 

Jest jakiś taki trend, że cztero czy pięciolatek powinien już składać poprawne zdania i czasami mam wrażenie, że rodzice wstydzą się dziwnych językowych konstrukcji swoich dzieci, ewentualnie starają się je usprawiedliwić, bo coś tam. A ja się z nich cieszę. I nie poprawiam. Poprawianie i musztrowanie dziecka w zakresie wypowiadania się prowadzi tylko do jednego: dzieci czują stres przed odezwaniem się, a żeby bronić się przed stresem, przestają odzywać się zbyt często do osoby, która je non stop poucza [tu mam akurat osobiste doświadczenia oraz doświadczenia mojego syna].

 

Krótko mówiąc - chcesz by dziecko czuło do ciebie mimowolną niechęć, chcesz, żeby przestało się do ciebie odzywać, chcesz odebrać mu jakąkolwiek radość rozmowy z tobą - poprawiaj je, spraw, żeby wiedziało, że mówi źle, że nie potrafi się dobrze odezwać, że każde jego słowo zostanie okraszone słowem "nie tak, powiedz poprawnie" [w absurdalnych przypadkach bez powiedzenia jak jest poprawnie i z czekaniem, by malec sam się domyślił, bo dwa tygodnie temu słyszał przecież to słowo]. Przepis gratis, możecie dziękować.

 

--> Więcej takich przepisów w tekście "7 sposobów, żeby twoje dziecko przestało tyle gadać" 

 

W jaki sposób nauczyć dziecko poprawnie mówić, jeśli nie chcesz go poprawiać? 

 

Jest tylko jeden sposób: mówić do niego poprawnie, czytać książki napisane poprawnym i pięknym językiem, śpiewać i dbać o rozwój ruchowy, bawić się z nim, przytulać i robić głupie miny [to wszystko takie oczywiste, a każda czynność, jaką wykonuje dziecko, nawet dmuchanie, ma wpływ na to, jak kształtują się mięśnie buzi i jak rozwija się mózg].

 

Dodatkowo - jeśli dziecko powie coś niepoprawnie, możesz się upewnić, czy chodzi mu o to i to, powtarzając jego zdanie w poprawnej formie, np.:

 

- Mamo! Tak mi się chce lody, że zaraz chyba umarnę!

- Chcesz powiedzieć, że masz taką ochotę na lody, że myślisz, że umrzesz z tej ochoty?

- Tak!

 

I muszę wam powiedzieć, że to działa. Wspominam pierwsze dziwne słowa mojego dziecka, łapię się, że ich nie pamiętam, pierwsze zdanie Kosmyka "Mama da loda!" wypowiedziane z taką dumą, teraz budzi śmiech mojego dziecka, bo przecież "Mówi się <<daj>>, mamo. Ja naprawdę tego nie wiedziałem?". Nigdy nie poprawiałam tego jego "da" ani "bruma" ani tysiąca innych dziwnych słów i konstrukcji, chłeptałam je jak mleko do kawy, takie były urocze, nieporadne, wypowiedziane z ufnością, że ja zrozumiem. Dziś zostały z tego resztki, syn mówi coraz lepiej, rzadko mu się zdarzy wpadka z "umarniesz" albo "idłem" lub "będę tu był". Łapię je jeszcze, bo są ostatnim bastionem dzieciństwa mojego dziecka, choć mam świadomość, że przy liczbie rozmów, jakie odbywamy i przy fakcie, że zaraz skończymy pierwszą księgę "Muminków", a w kolejce jeszcze "Pożyczalscy" to niewiele mi tego cieszenia zostało.

 

W każdym razie, jako polonistka perfidnie nie poprawiałam dziwnych konstrukcji językowych syna. Ja się z nich dziko cieszyłam, bo nic nie zbliża nas do prawdy o naszym języku, jak właśnie ten pierwszy, naturalny język dziecka, który niepoprawiany i tak znajdzie swój tor i dostosuje się do języka, jakim mówią rodzice. Poza tym - nie chcę, żeby postrzegał mnie jako eksperta od języka. Śmieszy mnie Chłop, który nauczył się kilku reguł języka polskiego  i tylko czeka, aż ktoś popełni znany mu błąd, żeby poprawić. A przecież czasem strzeli takiego byka, że ręce mi opadają. Ja wychodzę z założenia, że  mam swoje dziecko uczyć słuchać, szukać, dociekać, zamiast zmuszać do opierania się na wiedzy zastanej.

 

I tak na chłopski rozum - tylu rzeczy nasze dzieci nauczyły się bez poprawiania, bez natrętnego wymogu, żeby zrobiły to dobrze, bez specjalnych ćwiczeń i trenowania, a jednak się nauczyły. Język, jeśli w domu staracie się lub mówicie poprawnie, który słyszy każdego dnia i każdego dnia używa, też będzie jedną z tych rzeczy, z którymi dziecko się osłucha. A jeśli jest coś, co cię niepokoi - idź z tym do lekarza. I nie poprawiaj dziecka na siłę.

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
18 listopada 2019
Ile wydałam na żarcie w tym miesiącu i co, do diaska, poszło nie tak?

  W ostatnim miesiącu jeden wyjazd przeganiał drugi. Ciężko było cokolwiek zaplanować, więc poszłam na żywioł. Nie planowałam. Zapisywałam tylko to, co kupiłam i to, co zjedliśmy. Pomyślałam, że warto zrobić takie zestawienie, żeby pokazać, że wcale nie trzeba sztywno planować tego, co się zje za tydzień, a jednocześnie zarządzać posiłkami tak, żeby nic się […]

13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official