Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko?

Joanna Jaskółka
6 grudnia 2022

Udostępnij wpis

Kiedy sytuacja w kraju pogarsza się, a z każdej strony jesteśmy zalewani informacjami o rosnącej inflacji, wielu rodziców czuje ciarki na myśl o zbliżających się świętach. Co się stanie, gdy Wigilia nie będzie „na bogato”? A przede wszystkim, jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko, a marzenia są ogromne?

 

 

Artykuł powstał we współpracy z Santander Bank Polska,
który prowadzi portal edukacji finansowej dzieci i młodzieży Finansiaki.pl

 

 

Jest coraz ciężej – to prawda. Na mojej grupie kolejny rok działa Mikołaj, dzięki któremu udaje się wesprzeć te dziewczyny, które nawet nie marzą, że będzie je stać na jakikolwiek prezent dla dziecka. Ale bardzo dużo jest też takich, które zostały tak bardzo „przygniecione” rosnącymi cenami, że nie tylko nie mogą pomóc, ale też same zastanawiają się, jak te święta będą u nich wyglądać. Co powiedzieć dzieciom, które oczekują prezentów tym razem zdecydowanie nie na naszą kieszeń?

 

Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko?

 

 

 

Przede wszystkim – szczerze. Rosnące ceny nie są tajemnicą, o inflacji słychać w radiu, widać ją w gazetach, a nawet [co mnie nie dotyczy, bo ani radia, ani telewizji nie mam] słychać ją w rozmowach. Mój prawie 11-letni syn sam pyta, jak sobie poradzimy w tej i w tej sytuacji, bo akurat bardzo interesuje się polityką i sytuacją na świecie. A mój siedmiolatek z zainteresowaniem przysłuchiwał się rozmowie o rosnących cenach, które prowadziła ekspedientka z klientką przed nami i zadawał dużo pytań o to, jak my sobie z tym poradzimy.

 

Według badania firmy doradczej T. Rowe Price ponad 70% rodziców przyznaje, że czuje się nieswojo, poruszając ze swoimi dziećmi tematy związane z pieniędzmi. W tym samym badaniu zapytano dzieci, czy chciałyby wiedzieć więcej o pieniądzach – ponad połowa dzieci odpowiedziała TAK. Dlaczego unikamy tych tematów? Głównym powodem jest zakłopotanie dotyczące wysokości zarobków lub problemów finansowych i popełnianych przez dorosłych błędów. Rodzice sami siebie uważają za słaby wzór do naśladowania w kwestiach finansowych. Innymi słowy – bardzo wielu rodziców po prostu wstydzi się rozmawiać ze swoimi dziećmi o pieniądzach. Dzieci zaś doskonale czują to zakłopotanie i z właściwym sobie instynktem również omijają ten drażliwy temat. Nie rozmawiając z dziećmi o pieniądzach – ba!, nie inicjując tych rozmów, tworzymy wokół podstawowego elementu życia odium tajemnicy i złych emocji.[Źródło: Finansiaki.pl]

 

 

Jeśli takie pytanie z ust moich dzieci by nie padło – planowałam sama zagaić ten temat i zarysować dzieciom fakt, że obecnie musimy trochę zacisnąć pas rozpusty, co chłopcy, od dwóch lat praktycznie wyłącznie na moim utrzymaniu, zrozumieli. To niesamowite, jak dzieci potrafią wiele zrozumieć. Tak niesamowite, że muszę zaraz podkreślić następujące zdanie:

 

Twój brak pieniędzy nie powinien być problemem dzieci

 

To znaczy - one poniosą tego konsekwencje, ale zaczynając rozmowę z dziećmi o naszej sytuacji finansowej, warto mieć w głowie plan i dać dziecku do zrozumienia, że jadą autem, które nie wpadło w poślizg i pewnie trzyma się drogi. Nie trzeba płakać im w rękaw, jak to źle u nas w domu z pieniędzmi, nie gderać, nie robić sobie z nich powierników. Kapitan na statku ustala kurs i prowadzi. Dzieci to pasażerowie, którzy muszą sobie zdawać sprawę, że rejs jest trudny i się dostosować, ale nie powinni trzymać steru za kapitana lub słuchać, jak on się boi góry lodowej. Pasażerowie to pasażerowie. Dzieci to dzieci. Rozmawiamy tak, żeby nie dawać im steru, tylko zasugerować kamizelki ratunkowe na wypadek większej fali.

 

Robię tak od dwóch lat, bo od dwóch lat co miesiąc zastanawiam się, czy przyjdą alimenty, czy jednak nie. I zamiast obiecywać dzieciom gruszki na wierzbie przygotowałam je na to, że będą miesiące, gdzie jesteśmy zdani tylko na siebie, wówczas musimy robić to i to i wtedy przeżyjemy. Nie zawsze jest to łatwe, nie zawsze przyjemne, ale robimy, co możemy, żeby w tym wszystkim być szczęśliwymi i do tej pory nam się udaje.

 

Finansowy aspekt zakupu nie powinien być ukrywany przed dzieckiem. To, że są rzeczy, na które nas stać, i takie, które przekraczają nasze możliwości finansowe, jest lekcją, którą ogromna większość dzieci odbiera w praktyce. Dobrze, jeżeli towarzyszy jej rozmowa. Jeśli jednak masz w danej chwili istotne problemy finansowe, staraj się nie obciążać nimi dziecka. Twoim zadaniem jest przede wszystkim zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa. Trzeba zatem w takich sytuacjach uważać na słowa i emocje (choć to bywa dla dorosłych bardzo trudne). Staraj się dziecku pokazać, jak planujesz wyjść z trudnej obecnie sytuacji, a nie strasz go niepewną przyszłością. [Źródło: Finansiaki.pl]

 

Kochani, w tym roku nie będzie prezentów...

 

Oj nie, proszę, chciałabym, żeby w żadnym domu nie padły takie słowa – kiedy przygotujemy dziecko na kryzysową sytuację, warto w planie zaznaczyć to, jak będą wyglądały święta.

 

  • Może rozważycie prezenty robione samodzielnie? Swego czasu w „Przyjaciołach” Joe dawał swoim dziewczynom w prezencie talon na Joe'go czy coś w tym stylu. Nie musicie robić talonu „na rodzica”, ale talon może być okazją do wypisania wszystkich ciekawych rzeczy, jakie zrobicie w następnym roku – piknik na łące, odwiedziny wszystkich placów zabaw w mieście, wyjście do lasu, ułożenie ogromnych puzzli.  Można na jego podstawie zrobić listę rzeczy do zrobienia wspólnie na cały rok i zamiast płakać pod choinką – rozmawiać pod nią o świetnym czasie, który nas czeka.

 

  • Warto też rozważyć opcję – tylko dzieci dostają prezenty i chociaż najmłodszym kupić po drobiazgu, oszczędzając na starszych. Można też pomyśleć o jakimś limicie kwotowym i poprosić dziecko, żeby zastanowiło się, co by chciało w zakresie tej i tej kwoty [my ze starszym w tym roku wyszukiwaliśmy tak prezenty – do 50 zł]

 

  • Prezenty całkiem zapomniane – w tym roku kupiłam dziecku drewniane pudełko z kartami do gry. Stworzę do niego instrukcję z najfajniejszymi grami karcianymi [makao, pan, remik, oczko, piotruś] i w czasie wolnym zagramy we wszystkie. Pudełko z kartami kosztowało mnie 40 zł, bo wymyśliłam sobie, że chcę drewniane, które syn będzie mógł sam ozdobić, ale pudełko można zrobić samodzielnie, a najtańsza talia kart kosztuje kilka złotych. Warto też przypomnieć sobie o starych dobrych szachach – gra z tatą czy z dziadkiem to nie tylko przyjemność, ale też nauka, która może wspierać rozwój kompetencji ekonomicznych? Może! Mojej siostrze kupuję za to totalną podstawę kosmetyków do włosów, ale nie pierwszych lepszych, tylko takich do „włosingu”. Same kosmetyki nie będą z najwyższej półki, ale moja siostra przebiera nogami, bo do kosmetyków napiszę jej pełen plan – jak ma ich używać, co jaki czas, w jakiej kolejności, jak wybierać, na co zwracać uwagę. Kto zna „włosing”, ten wie, że podaruję siostrze kilkadziesiąt godzin riserczu, na który nigdy nie znalazłaby czasu przy trójce małych dzieci.

 

  • Recykling – kiedy nie ma nic, warto czegoś poszukać. Pamiętam najfajniejszy prezent, jaki zrobiłam samodzielnie moim dzieciom. Zaznaczam, że mam dwie lewe ręce, nie umiem nic ładnie narysować, potrafię zepsuć wiertarkę i z prac technicznych jestem noga – niedokładna, chaotyczna, histeryczna. Jednak któregoś wieczoru zerknęłam na bure klocki starszego i coś mnie zabolało na ich widok. Spędziłam kilka wieczorów, polerując klocki papierem ściernym i malując je na pastelowe kolory – efekt był taki, że to właśnie te klocki mamy do dziś i do dziś służą chłopcom do zabawy. Mój szwagier za to dostanie książkę o permakulturze, którą ja przeczytałam pięć razy i do niej zrobię mu streszczenie – jak mógłby wykorzystać ją na swoim podwórku. On dopiero chce zacząć, ja jestem już wyjadaczem. Oprócz książki dostanie też czas, który musiałby poświęcić, zgłębiając temat. Moim tegorocznym pomysłem na prezent dla starszaka są natomiast... klocki lego. Mamy ich dużo i dużo z nich jest pomieszanych. Nikomu nie chce się ich układać na nowo, bo znalezienie konkretnych elementów do konkretnej instrukcji zajmie dużo czasu, ale ja mam „Chirurgów” na Netfliksie i wolne wieczory – skompletuję stare/ nowe zestawy.

 

  • Własna gra planszowa - możesz kupić ładne kostki i pionki do gry lub materiały potrzebne do ich zrobienia i spędzić z dzieckiem czas, wymyślając własną grę.

    Różne gry planszowe lub bazę do nich znajdziesz w internecie np. wpisując w wyszukiwarkę frazę "karty do gry w tabu do druku". Po wydrukowaniu materiałów, możesz od razu przystąpić do rodzinnej rozgrywki.

 

 

Na portalu Finansiaki.pl znajdziesz fajną grę planszową do pobrania, która bezpośrednio porusza tematy wyborów finansowych i może stać się pretekstem do rozmowy o zarządzaniu budżetem. To bardziej narzędzie niż gra, ale warto ją mieć i wydrukować w kontekście rozmów o pieniądzach i budżecie. 

 

Pamiętam to uczucie zawodu, gdy spędziłam pierwsze święta poza domem. Prezenty pod choinką zazwyczaj były spełnieniem moich marzeń – może nie zawsze było ich bardzo dużo, może nie zawsze było na bogato, ale zawsze znajdowałam coś, co chciałam, co mi się przyda, co zaspokajało moje potrzeby. Przyzwyczaiłam się, że w domu mnie słuchano i zwracano uwagę na to, co mówię. Poza domem spotkało mnie spore rozczarowanie. Pamiętam, że zadzwoniłam wówczas do mamy i praktycznie szlochałam jej w słuchawkę. Nie dlatego, że w ogóle nie dostałam prezentów, ale dlatego, że miałam wrażenie, że dostałam prezenty dla jakiejś innej osoby, którą nie byłam.

 

 

Spokojnie, nie byłam mała, poradziłam sobie z tym. Od zawsze jednak moim ulubionym prezentem nie były brylanty, perfumy, biżuteria, tylko... kolorowe skarpetki, takie zwykłe, do noszenia przez cały rok. Od dziecka o wiele bardziej ceniłam sobie prezenty praktyczne, takie, które mogę wykorzystać na co dzień, niż prezenty, które mam postawić i tylko się na nie patrzeć lub zjeść i zapomnieć. Tego samego uczę dzieci – komplet nowych kredek, które zmieszczą się do piórnika, fajny długopis, zeszyt, który przyda się do rysowania podczas lekcji [nie bijcie, naprawdę są ludzie, którzy lepiej koncentrują się i słuchają, gdy mają zajęte ręce], komplet wymarzonej pościeli lub poduszka – to cieszy o wiele bardziej niż ogromny pluszak, który zbiera kurz. Nad takim podejściem do sprawy pracuję cały rok, robiąc coś, co jest najtrudniejsze dla rodzica: mówiąc „nie”, nie mówiąc „nie”.

 

W tym miesiącu nie stać mnie na taki zakup, ale spróbuję odłożyć pieniądze na urodziny/ święta/ dzień dziecka”.

 

„Poczekaj, zrobię zdjęcie tej zabawki i sprawdzę w domu, czy uzbieram na nią pieniądze/ czy jest na nią miejsce w pokoju/ czy nie dopiszemy jej do listy życzeń na święta”.

 

Powiedz dziecku, że czasami dobrze jest sprawdzić, czy się czegoś naprawdę chce i czy innych rzeczy nie chce się bardziej. Zaproponuj, że wspólnie zastanowicie się w domu, czy właśnie upatrzona zabawka jest tym, czego chce najbardziej. Powiedz, że ty robisz dokładnie tak samo, bo czasami nagły zakup okazuje się zupełnie nietrafiony i potem żałujesz popełnionego błędu. Jeżeli uważasz, że ten przekaz jest zbyt skomplikowany dla twojego dziecka, to jesteś w błędzie! Pod warunkiem oczywiście, że za twoimi słowami pójdą czyny. Obietnica to obietnica, nawet jeżeli dziecko o niej zapomni. [Źródło: Finansiaki.pl]

 

Bardzo, ale to bardzo otworzyło oczy moim dzieciom nie tylko to, co się dzieje w Ukrainie, ale wcześniej, gdy sprawdzaliśmy listę potrzeb dla dzieci z domu dziecka [co roku staramy się coś wysłać wybranemu domowi] – dzieci marzyły o piórnikach, o nowym plecaku, o nowym ubraniu... O czymś, co nie byłoby używane, tylko ich własne. Często realizując takie pragnienie [tylko błagam, nie róbcie z tego przykładu dla dzieci, zapytajcie, czy chciałyby wesprzeć taki dom i po prostu go wesprzyjcie, chociażby drobnym datkiem] chłopcy sami stwierdzają, że obędą się bez tego i tego, że w sumie to chcieliby przekazać to i to. Uczymy wtedy dzieci nie tylko szczodrości i pomocy innym, ale też tego, że rzeczy można oddawać, przekazywać, że magazynowanie ich w pokoju nie zawsze jest rozsądne [chyba że mówimy o jakichś mocno rzadkich okazach kolekcjonerskich] i że nie zawsze tylko to, co najdroższe, będzie dawało radość.

 

Dzięki rodzicom nauczyłam się, że fajne święta to nie zawsze góra drogich prezentów, ale takie, które są efektem naszej relacji, tego, że ktoś mnie zna, wie, czego potrzebuję, co mi się przyda, co ułatwi mi życie. I zawsze przed świętami, gdy przeglądam oferty sklepów, zadaję sobie pytanie:

 

Czy moje dziecko potrzebuje tyle rzeczy?

 

Przez chwilę spotykałam się z facetem, który gdy mówił o swoich dzieciach, opowiadał ciągle, ile to one mają zabawek. O tym, że mają to i tamto i że tego są góry, a on im to wszystko kupił. W końcu wystękał z siebie zdanie, na które już czekałam – że nie dbam o moje dzieci, ponieważ [między innymi] nie mają w ogóle zabawek. W naszym domu brak porozrzucanych wszędzie samochodzików, klocków etc. – są tylko mazaki, kredki, kartki z rysunkami, mnóstwo książek i gier planszowych. Te zabawki, które chłopcy lubią, są w ich pokojach i łatwo je opanować, bo nie jest ich wiele. A moje dzieci, kiedy planujemy weekend, mówią, że chciałyby pójść na spacer, pojechać na wycieczkę autem lub pograć ze mną w planszówkę. Nigdy nie pojechałam na plażę obładowana sprzętami do zabawy, nie mamy żadnych gadżetów na wyjścia – może nie dbam o dzieci w kwestii kupowania im masy gratów, ale dbam o ich wyobraźnię. Z nią będą w stanie poradzić sobie w każdej sytuacji.

 

 

Tak naprawdę dzieci nie potrzebują mieć pokoju pełnego najnowszych gadżetów i piwnicy wypełnionej klockami i przeróżnymi zabawkami – to tylko puder maskujący to, do czego trudno się przyznać rodzicom: że nie mamy dla dzieci tyle czasu, ile byśmy chcieli i że nawet jak go mamy, nie zawsze chce nam się go wykorzystać [to normalne, serio!]. Czas, który dzieci z nami spędzają, nawet kłócąc się o to, co będziemy razem robić za chwilę, jest tym, czego nie wyceni żaden sklep i nie przebije żadna zabawka. Czas, który dla rodzica też może być dobrą zabawą.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    View all comments
    3 lutego 2023
    I tak to się żyje na tej wsi...

    Miesiąc urlopu to sporo, ale jak bardzo mi to było potrzebne wie każdy, kto pracuje praktycznie bez przerwy. Niestety, ale często tak właśnie wygląda praca w social mediach - nawet kiedy odpoczywasz, zerkasz w komórkę, bo a nuż, coś się pojawi, co można skomentować, ktoś się pokłóci na grupie, ktoś napisze obrażony, że został zablokowany […]

    20 grudnia 2022
    Jak zmusić dziecko, żeby coś zjadło, czyli świąteczne potrawy dla niejadka

    Od lat zmagam się z jedzeniową wybiórczością i taki problem dotyczy też mojego dziecka. Jeszcze pięć lat temu przyznanie się do tego, że nie dam rady zjeść wszystkiego, bo zwyczajnie nie lubię, było dla mnie ogromnym problemem, bo jak to, można czegoś tak bardzo nie lubić aż do odruchów wymiotnych? Syn nauczył mnie asertywności i […]

    6 grudnia 2022
    Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko?

    Kiedy sytuacja w kraju pogarsza się, a z każdej strony jesteśmy zalewani informacjami o rosnącej inflacji, wielu rodziców czuje ciarki na myśl o zbliżających się świętach. Co się stanie, gdy Wigilia nie będzie „na bogato”? A przede wszystkim, jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko, a marzenia są ogromne? […]

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official