Jak zrezygnować z Facebooka na miesiąc i zastanawiać się, czy kiedykolwiek na niego wracać.

Joanna Jaskółka
11 sierpnia 2019

Udostępnij wpis

Ludzie robią to różnie. Jedni przygotowują się tygodniami. Zabezpieczają się na przyszłość, kupują książki, krzyżówki. Oznajmiają, że #challenge #wyzwanie. Odliczają dni do tego momentu. Boją się go. Z radością oznajmiają powrót, kiedy to wszystko się skończy.

Ja po prostu wróciłam do domu z wyjazdu i przestałam otwierać komputer.
Ot tak.
Bo mi się nie chciało.
Bo miałam po kokardę internetowych dram, przepychanek i dyskusji.
To całkiem proste - wchodzisz do domu i  nie otwierasz komputera, nie otwierasz aplikacji fejsa czy instagrama. Bierzesz się za coś innego. Żyjesz. Wychodzisz na dwór. Po raz pierwszy patrzysz na niebo bez filtra.
Bawi mnie robienie wyzwań z odcięcia się od internetu. Ja robię to regularnie. Na początku raz na rok, ostatnio raz na pół roku zamykam komputer, milknę na stories i na fejsie, znikam, żyję. Telefon na spacery z dziećmi zabieram od święta. Nie wiem, że Ania przestała mnie czytać, bo się skończyłam, a Iza sądzi, że wychowuję dzieci bezstresowo i robię im krzywdę. Nie mam pojęcia, jak wściekła jest na mnie Aniela, a jak bardzo wygraża mi Kasia. Nie mam pojęcia o psychicznych problemach Gosi, która opisuje, jak bezczelnie ją wyrzuciłam z grupy, bo ona tylko napisała, że bicie jej w dzieciństwie było dobre i poleca.
Nie wiem, kto kogo, kto z kim, kto komu i dlaczego, nie mam pojęcia #ilemamlat [serio ta zabawa mnie zaskoczyła] i ilu osobom życie się skończyło, bo zostali wyciszeni na grupie na trzy dni. Nie wiem.
Wiem za to, że króliki uwielbiają się bawić w ganianego i to jest czysta zabawa i frajda, po której potem wspólnie czyszczą sobie futerka.
Wiem, że orzeł nie może dostać się do ich wybiegu, bo skrzydła mu się plączą w winobluszczu.
Wiem też, że orły są inteligentne, bo po drugim razie rezygnują.
Wiem, że cudownie jest moczyć nogi na zabagnionym brzegu jeziorka wytopiskowego i wiem też, że jeśli robi się w lesie zdjęcia nago, to nawet jeśli to najdalszy i najgłębszy las na świecie, to zawsze w najlepszym momencie wyjdzie ci grzybiarz zza krzaka i obejrzy twój cellulit.
Wiem, że wspaniale jest otworzyć rano oczy i zgadywać, która jest godzina po słońcu na niebie, a nie na telefonie. Wiem, że dobrze jest wiedzieć, kto mnie lubi, bo zajeżdża do mnie lub dzwoni, a nie lajkuje status na fejsie. Wiem, że nie ma nic cenniejszego jak bycie samym ze sobą. Bez pytań, jałowych rozmów o niczym "byle o czymś gadać", w ciszy i skupieniu na tym, co czuje twoje ciało i czego tak naprawdę chce.
Wiem, że czasem chce po prostu leżeć i nie robić nic, nie wiedzieć nic, nie znać się na niczym, o nikogo oprócz siebie nie dbać i o niczym, oprócz siebie, nie myśleć.
Ludzie robią wyzwania, przygotowują się do tego, oznajmiają, informują o zamiarze, ostrzegają, że ich nie będzie, zastanawiają się, czy przeżyją miesiąc bez fejsa, bez social mediów, czy im wyjdzie. Ja po prostu to zrobiłam.
I świat się nie zawalił.
I to nie jest nic specjalnego. Ot, mniej bodźców w głowie, więcej skupienia na sobie, większe docenienie momentów ważnych i łatwiejsze olewanie tych mniej ważnych. Część osób dziwiła się, gdzie jestem, część nawet nie zauważyła, że mnie nie ma. Norma. Tylko teraz...
Tak bardzo nie chce się wracać. Tak bardzo widać bezsens niektórych dyskusji, jałowość i głupotę treści. Tak strasznie kłują w oczy pretensje, że ktoś tam komuś w internecie coś, że tamta tamtej tamto owamto i sramto. Pierwsze dni, kiedy wróciłam na grupę, to było nieustanne wyjście z szoku, jakie ludzie mogą mieć problemy - że tamta tamtej dała złą buźkę w reakcji, a kolejna zgłosiła komentarz następnej, a jedna z drugą zostały wyciszone i jak one teraz mają żyć, co robić, komu ufać i w co wierzyć.
I te problemy w obliczu mojej rozrastającej się plantacji cukinii, pomidorów i ogórków, w obliczu tych królików, skaczących na wybiegu jak pokopane i moich dzieci, biegających z tymi królikami, w obliczu świergotka polnego z gniazdem za miedzą, w obliczu wszędobylskich pliszek, w obliczu gniazda szerszeni, którego konsekwentnie nie niszczymy i żyjemy z dziadami za pan brat, one przy starej śliwie, my - uparcie omijając tę śliwę i dając im spokój. W obliczu obowiązkowych kłótni, żeby wykrzyczeć z siebie wszystko, co było, gdy dzieci spędzały wakacje u babci. W obliczu tych poranków, gdy bosymi nogami wychodziłam na rosę i biegłam zobaczyć, czy wszystko dojrzało, czy którejś roślinie pomóc, którąś podeprzeć, wypielić. I tych wieczorów, gdy siadało się z żabami na podcieniu i słuchało jak szczeka kozioł lub czy sowa zagryza coś w lesie, czy tylko będzie pohukiwać wściekła.
Ludzie robią wyzwania z odcięcia się od internetu. Dla jednych to szaleństwo, dla innych bohaterstwo, dla kolejnych coś bezsensownego.
A to po prostu wybór.
Zwykły, ludzki wybór, na co w danym momencie chce się poświęcać czas, czemu chce dać więcej lub mniej uwagi. I ja osobiście, po siedmiu latach mniej lub bardziej aktywnej obecności w social mediach,  coraz częściej potrzebuję chwil odcięcia od tego świata zalanego wypukłymi ustami, dramami i tym, co algorytm stwierdzi, że mam zobaczyć. Po prostu. Wkurza mnie walka o lajki i demotywuje fakt, że żeby ktokolwiek przeczytał tekst, musi on mieć przynajmniej 200 lajków i 50 komentarzy. I to "ktokolwiek" wówczas nie będzie jakimś super osiągnięciem. Sama u siebie zauważyłam, że właśnie liczbą lajków, a nie wartością wpisu oceniam twórczość innych, co jest taką głupotą, że wstyd mi, kiedy o tym piszę. Ale wkurwiające jest to, że bez tych lajków ważne i cenne wpisy giną. Bo "nielubiane" nie są pokazywane w feedzie. Paranoja i durnota.
Czy wrócę?
Wrócę. Jak już kolejny raz zaczynam od zera.
Życia sobie bez pisania nie wyobrażam.
Ale jak zniknę znowu, przypomnijcie sobie ten tekst. Odcięcie od fejsa to nie wyzwanie czy prowokacja, a zwykła, ludzka potrzeba dotknięcia życia ręką, a nie przez szybę.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 września 2020
Ten dzień, gdy po ośmiu latach zostałam w domu sama

Wstaję z krzesła, odwracam się i jakoś dziwnie zaczepiam nogą o krawędź krzesła, że lecę twarzą na podłogę i dziękuję w duchu za duże cycki amortyzujące upadek. Leżę na ziemi i analizuję, co się stało. W domu jest cicho. Nikt nie słyszał mojego upadku, nikt nie widzi mojej rozplaskanej na podłodze dupy. W domu jestem […]

6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official