Jeśli chodzi o bajki dla dzieci to mam z nimi jeden poważny problem

Total
1
Shares

Dziś wrzuciłam na fejsa dialog z moim synem dotyczący bajek dla dzieci i tego, jak bardzo mój syn lubi je oglądać. No lubi, nie oszukujmy się, każde dziecko ma jakiś zdecydowany pociąg w stronę animowanych bajeczek. Kwestia ich oglądania jest też od dawna jednym najbardziej kontrowersyjnych kwestii w internecie. Ktoś tam coś i mówi o tym, że nie powinniśmy ich oglądać, że czas przed telewizorem powinno się ograniczać, ale zaraz ucisza go zastęp matek, krzyczących: A jak my niby mamy w spokoju coś zrobić? Bajki to jedyny ratunek!

 

 

I to prawda. Bajki ratują tyłki wszystkim matkom, które oprócz jednego dziecka mają jeszcze drugie, a do tego obiad, pranie, sprzątania i… własną pracę. Nie byłabym szczera, gdybym powiedziała, że radzę sobie bez bajek. Kurde. Na niejeden mail odpisałam, ratując się bajką, niejedną rozmowę telefoniczną odbyłam z tłem dźwiękowym z Tosi i Tymka czy innego Bena i Holy.

 

Ale.

 

Bo musi być jakieś “ale”.

 

Tyle osób mówi o szkodliwości ekranów i o tym, jakie spustoszenie w mózgach naszych dzieci powodują bajki. My efektów tego nie widzimy na żywo. To wyjdzie za kilka lat pewnie. Już nie mówię o zepsutym wzroku czy nadpobudliwości. Ale nierozwijające się w efekcie bezmyślnego gapienia się w ekran myślenie abstrakcyjne, kreatywne i logiczne to już problem. Dodatkowo – przebodźcowanie. Wszystkie informacje zresztą o szkodliwym wpływie bajek znajdziecie u Mama Inspiruje: tutaj.

Bardzo ciekawe, tym bardziej że koleżanka przywołuje badania obalające mit, że dziecko z bajek nauczy się mówić:

 

Jakiś czas temu dość głośno było też o badaniu, w którym niespełna roczne dziecko posadzono przed rodowitym Chińczykiem rozmawiającym z nim w języku mandaryńskim. Dziecko to zachowało bardzo dużą zdolność do wychwytywania tonów i rozróżniania dźwięków tego języka. Gdy natomiast tego samego człowieka nagrano i odtworzono filmik przed tym samym maluchem, nie wykazywało ono w ogóle tej zdolności.

Badacze jakiś czas temu odkryli, że kontakt z żywym człowiekiem i interakcje z nim, obserwowanie akcji-reakcji daje dziecku o wiele więcej niż obserwowanie papierowych postaci na ekranie. Ma to związek z tym, że dzieci najpierw odczytują nasze słowa z ruchu warg – tego się nie da przenieść na ekran. Trudno też postaciom z kreskówki, choćby były najpiękniej w świecie narysowanym, naśladować żywe emocje człowieka towarzyszące wypowiadanym zdaniom. A to emocje, jakie mamy wypisane na twarzy, pomagają dziecku “rozszyfrować”, co chcemy powiedzieć. Pisałam już o tym – jeśli małe dziecko uderzy cię w twarz, a ty ze śmiechem mówisz, że tak nie wolno, to dziecko rozumie, że jego uderzenie przyprawiło cię o niesamowitą wesołość i uderzanie jest zabawne.

No ok, przekonujące, prawda? Ale i tak, kiedy dom nam się sypie na głowę, a telefony dzwonią jak szalone, panikujemy i włączamy tv, żeby “chwilę posiedziało i dało odetchnąć”. Prawda? No, przyznaj się.

 

Ja się przyznaję.

 

I wiem, prawdopodobnie tak samo dobrze jak ty, że skutki bajek dadzą o sobie znać w przyszłości. Że to nie do końca jest zdrowe. Ale upychamy to gdzieś tam w głowie, bo skutki, skutkami – my chcemy ten dzień przeżyć! Dotrwać do tej siódmej, ósmej czy dziewiątej i odhaczyć kolejny survival! A kiedy patrzymy na nasze dzieci – wygadane, zadowolone, szczęśliwe i spokojne, nie widzimy tych złych efektów bajek. Przecież się koncentrują, przecież myślą abstrakcyjnie, przecież wpadają na szalone pomysły i strach się bać, na jakie by wpadały, gdybym im te bajki zabrała i pozwoliła być im jeszcze bardziej kreatywnymi, no nie?

 

Wiem, że tak.

 

Ale.

 

Po raz drugi,  bo już raz mówiłam “ale”, to teraz będzie już to faktyczne.

Jeśli chodzi o bajki dla dzieci, to mam z nimi jeden poważny problem

I specjalnie poświęciłam wczorajsze popołudnie przed telewizorem z dzieckiem, żeby to sprawdzić. Amerykański profesor Jamie Ostrov, który całe życie poświęcił badaniom dziecięcej agresji [tutaj znajdziecie jego prace] odkrył kilka lat temu, jaki naprawdę wpływ na zachowanie i agresję dzieci mają bajki dla dzieci. Wspólnie z dr Douglas Gentile – ekspertem w dziedzinie skutków oddziaływania mediów, badali dzieci w dwóch przedszkolach przez dwa lata. Potem Ostrov badał dzieci w jeszcze czterech przedszkolach w Buffalo w stanie Nowy Jork.

 

 

Badania te przyniosły jeden ważny wniosek: im więcej bajek edukacyjnych oglądały dzieci, tym ich agresja była większa. Wiązało się to z zabawnym i szokującym faktem:

W bajkach edukacyjnych przez 85 procent czasu dzieci oglądają konflikt, na którego rozwiązanie poświęca się raptem 15 procent czasu, z czego pięć to piosenka końcowa. Niby logiczne – wszak tak właśnie wygląda kłótnia. Najpierw się  długo kłócimy, potem się szybko godzimy i spać. Ale – jeśli twoje dziecko przez 15 minut ogląda rozwalających przedmioty antagonistów, bijących się, brzydko się do siebie odzywających i w zasadzie bezradnych na to zachowanie bohaterów, by potem na pięć minut przyjrzeć się, że wszyscy się pogodzili, to jak myślisz, które zachowanie wbije mu się bardziej w głowę?

 

Mój mały eksperyment

Ja naprawdę poświęciłam całe popołudnie i z dzieckiem przez dwie godziny zerkaliśmy na bajeczki na popularnych bajkowych kanałach. Nie daliśmy rady oglądać ciągiem – przy okazji układaliśmy puzzle, lego i malowaliśmy, ale te bajeczki leciały i zwracałam baczną uwagę na to, co przekazują.

W Dorze przez cały odcinek rabuś kradnie przedmioty i świetnie się bawi, gdy główni bohaterowie tak naprawdę nie są w stanie temu zapobiec oprócz upominań, które czasami coś dają, a czasami nie, a rabuś robi swoje. Jeśli zobaczyłaś kiedyś swoje dziecko skradające się po kawałek czekolady z szelmowskim uśmiechem i zabierające je mimo twoich upominań – dziwisz się, czemu? Ja nie. A zdarzyło się takie zachowanie, nawet gorzej – syn widział, że patrzę i chciał konkretnie odegrać tę właśnie scenkę z bajki. Wydawało mu się zabawne to, że go upominam i tak jak w bajce rabuś nie robił sobie nic z upominań, tak Kosmyk miał moje w nosie.

Gupiki – najgłupsza bajka świata. Bardzo się staram nie włączać jej, kiedy przewijam po kanałach w poszukiwaniu jakiegoś zapychacza czasu i jest tak, od kiedy usłyszałam, że oni  w tej bajce nazwali jakiegoś bohatera “głupim”. Do tego standardowe wyśmiewanie czyjegoś drugiego śniadania, obecne w każdym odcinku – bez sensu. To, że ktoś dostał marchewkę z groszkiem na śniadanie nie jest powodem do śmiechu. Nawet jakbym przyniosła na drugie śniadanie suchy chleb – to nie jest powód do śmiechu.

Blaze i mega maszyny – ukochana bajka Kosmyka, za którą ja nie przepadam, bo również przez 85 procent odcinka Blaze walczy z konkurentem, konkurent chce zrobić na złość Blaze’owi i mu to świetnie wychodzi. Oczywiście, na koniec dostaje za swoje, ale kto by się tym przejmował – to przecież tylko 3 minuty, przy 17 dobrej zabawy. Warto. Naprawdę warto robić komuś na złość.

Ni chao, Kai Lan – bajeczka edukacyjna, mająca za zadanie zapoznać dzieci z językiem chińskim. Już wiemy, że nie przyniesie to takiego efektu, jak zwykła rozmowa z Chińczykiem, ale bajeczka jest, można ją oglądać. W bajce zwierzaki, przyjaciele Kai Lan, borykają się z różnymi problemami – kłamstwem, agresją, odrzuceniem, problemem dzielenia się, strachem przed czymś. Wygląda to tak, że przez większą część odcinka obserwujemy brzydkie zachowanie, na którego rozwiązanie w odcinku znajduje się jakieś 2-3 minuty. Byłam przekonana, że mojemu synowi coś ten program daje, wszak problemy, które dotykał, dotyczyły i nas. Kilka razy wspomniałam Kosmykowi “A pamiętasz, jak w tej bajeczce…?”. Nie pamiętał. To znaczy pamiętał, że zwierzak się bał, pamiętał, co zwierzak robił, ale rozwiązanie nie wbiło mu się w głowę. Dziwicie się? Ja nie. Poświęcono mu tylko chwilę.

Ostrov w artykule o swoich badaniach napisał:

 

Dzieciom  w wieku przedszkolnym sprawia trudność połączenie informacji na końcu programu z tym, co zdarzyło się wcześniej. Możliwe, że małe dzieci nie przyswajają sobie całej “lekcji” w taki sposób, w jaki potrafią to dzieci starsze albo dorośli, a zamiast tego uczą się poszczególnych prezentowanych zachowań.

Cytat za  “Rewolucja w wychowaniu” ,
Po Bronson, Ashley Merryman,
Świat Książki 2011

W poszczególnie prezentowanych zachowaniach jest: robienie na złość, wyśmiewania, przezwiska i ogólna niemoc bohaterów pryz wzbudzających radosnych śmiech zachowujących się źle antybohaterach. Naprawdę sądzisz, że po 15-20 minutach oglądania dokładnie pokazanego złego zachowania, które pokazane jest w zabawny sposób, wzbudzający śmiech i radość, dziecko na pięć minut skupi swoją uwagę, żeby zrozumieć morał? I że ten morał zapadnie mu w pamięć?

Czy pozwolić dzieciom oglądać bajki?

A róbcie sobie, co chcecie! Ja osobiście łapię się tej możliwości, szczególnie kiedy Chłop jest na poligonie, moja mama zajęta, a ja z chłopakami zdani jesteśmy tylko na siebie. Do 15 sobie radzimy, po 15 czuję, że za chwilę mogę wybuchnąć i pozwalam Kosmykowi zerknąć na jakąś bajkę. Ale – wybieram ją rozważnie. Obecnie króluje u nas “Jak to działa”. Kosmyk lubi też oglądać piosenki na youtubie i słuchać ich, kiedy coś sobie buduje w pokoju [wszystkie płyty z piosenkami mamy już tak porysowane, że nawet nie kupuję nowych – spotka je ten sam los].

A więc? Z rozwagą. I rozumem.

Bo jeśli zastanawiasz się, czemu twoje dziecko źle się zachowuje i kompletnie nie wiesz, skąd się u niego to wzięło, zerknij na tę miłą bajeczkę edukacyjną, którą czasami ogląda. I zapomnij o tych dwóch czy trzech minutach zakończenia. Już wiesz?

PS Tosia i Tymek są też fajni i oboje z Kosmykiem lubimy tę bajkę 🙂

Chcesz wiedzieć o każdym nowym wpisie na blogu? To zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego napisałam! Tu wersja na Android, a tu na IOS. Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę], zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo. Dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].

You May Also Like

Gdy nie ma prądu…

Tak się złożyło, że przez kilka ostatnich dni regularnie koło drugiej wyłączają nam prąd. Mam wrażenie, że robią to specjalnie, żeby nie było nam za dobrze na tym naszym sielskim,…
Czytaj post

Pyszne śniadanko!

  Powinnam zacząć ten tekst od słów: w listach pytacie się mnie o pomysły na śniadanko dla dziecka. Ale nie zacznę, bo to ja Was się często pytam o rady…
Czytaj post