Jeśli chodzi o bajki dla dzieci to mam z nimi jeden poważny problem

Joanna Jaskółka
23 sierpnia 2016

Udostępnij wpis

Dziś wrzuciłam na fejsa dialog z moim synem dotyczący bajek dla dzieci i tego, jak bardzo mój syn lubi je oglądać. No lubi, nie oszukujmy się, każde dziecko ma jakiś zdecydowany pociąg w stronę animowanych bajeczek. Kwestia ich oglądania jest też od dawna jednym najbardziej kontrowersyjnych kwestii w internecie. Ktoś tam coś i mówi o tym, że nie powinniśmy ich oglądać, że czas przed telewizorem powinno się ograniczać, ale zaraz ucisza go zastęp matek, krzyczących: A jak my niby mamy w spokoju coś zrobić? Bajki to jedyny ratunek!

 

 

I to prawda. Bajki ratują tyłki wszystkim matkom, które oprócz jednego dziecka mają jeszcze drugie, a do tego obiad, pranie, sprzątania i... własną pracę. Nie byłabym szczera, gdybym powiedziała, że radzę sobie bez bajek. Kurde. Na niejeden mail odpisałam, ratując się bajką, niejedną rozmowę telefoniczną odbyłam z tłem dźwiękowym z Tosi i Tymka czy innego Bena i Holy.

 

Ale.

 

Bo musi być jakieś "ale".

 

Tyle osób mówi o szkodliwości ekranów i o tym, jakie spustoszenie w mózgach naszych dzieci powodują bajki. My efektów tego nie widzimy na żywo. To wyjdzie za kilka lat pewnie. Już nie mówię o zepsutym wzroku czy nadpobudliwości. Ale nierozwijające się w efekcie bezmyślnego gapienia się w ekran myślenie abstrakcyjne, kreatywne i logiczne to już problem. Dodatkowo - przebodźcowanie. Wszystkie informacje zresztą o szkodliwym wpływie bajek znajdziecie u Mama Inspiruje: tutaj.

Bardzo ciekawe, tym bardziej że koleżanka przywołuje badania obalające mit, że dziecko z bajek nauczy się mówić:

 

Jakiś czas temu dość głośno było też o badaniu, w którym niespełna roczne dziecko posadzono przed rodowitym Chińczykiem rozmawiającym z nim w języku mandaryńskim. Dziecko to zachowało bardzo dużą zdolność do wychwytywania tonów i rozróżniania dźwięków tego języka. Gdy natomiast tego samego człowieka nagrano i odtworzono filmik przed tym samym maluchem, nie wykazywało ono w ogóle tej zdolności.

Badacze jakiś czas temu odkryli, że kontakt z żywym człowiekiem i interakcje z nim, obserwowanie akcji-reakcji daje dziecku o wiele więcej niż obserwowanie papierowych postaci na ekranie. Ma to związek z tym, że dzieci najpierw odczytują nasze słowa z ruchu warg - tego się nie da przenieść na ekran. Trudno też postaciom z kreskówki, choćby były najpiękniej w świecie narysowanym, naśladować żywe emocje człowieka towarzyszące wypowiadanym zdaniom. A to emocje, jakie mamy wypisane na twarzy, pomagają dziecku "rozszyfrować", co chcemy powiedzieć. Pisałam już o tym - jeśli małe dziecko uderzy cię w twarz, a ty ze śmiechem mówisz, że tak nie wolno, to dziecko rozumie, że jego uderzenie przyprawiło cię o niesamowitą wesołość i uderzanie jest zabawne.

No ok, przekonujące, prawda? Ale i tak, kiedy dom nam się sypie na głowę, a telefony dzwonią jak szalone, panikujemy i włączamy tv, żeby "chwilę posiedziało i dało odetchnąć". Prawda? No, przyznaj się.

 

Ja się przyznaję.

 

I wiem, prawdopodobnie tak samo dobrze jak ty, że skutki bajek dadzą o sobie znać w przyszłości. Że to nie do końca jest zdrowe. Ale upychamy to gdzieś tam w głowie, bo skutki, skutkami - my chcemy ten dzień przeżyć! Dotrwać do tej siódmej, ósmej czy dziewiątej i odhaczyć kolejny survival! A kiedy patrzymy na nasze dzieci - wygadane, zadowolone, szczęśliwe i spokojne, nie widzimy tych złych efektów bajek. Przecież się koncentrują, przecież myślą abstrakcyjnie, przecież wpadają na szalone pomysły i strach się bać, na jakie by wpadały, gdybym im te bajki zabrała i pozwoliła być im jeszcze bardziej kreatywnymi, no nie?

 

Wiem, że tak.

 

Ale.

 

Po raz drugi,  bo już raz mówiłam "ale", to teraz będzie już to faktyczne.

Jeśli chodzi o bajki dla dzieci, to mam z nimi jeden poważny problem

I specjalnie poświęciłam wczorajsze popołudnie przed telewizorem z dzieckiem, żeby to sprawdzić. Amerykański profesor Jamie Ostrov, który całe życie poświęcił badaniom dziecięcej agresji [tutaj znajdziecie jego prace] odkrył kilka lat temu, jaki naprawdę wpływ na zachowanie i agresję dzieci mają bajki dla dzieci. Wspólnie z dr Douglas Gentile – ekspertem w dziedzinie skutków oddziaływania mediów, badali dzieci w dwóch przedszkolach przez dwa lata. Potem Ostrov badał dzieci w jeszcze czterech przedszkolach w Buffalo w stanie Nowy Jork.

 

 

Badania te przyniosły jeden ważny wniosek: im więcej bajek edukacyjnych oglądały dzieci, tym ich agresja była większa. Wiązało się to z zabawnym i szokującym faktem:

W bajkach edukacyjnych przez 85 procent czasu dzieci oglądają konflikt, na którego rozwiązanie poświęca się raptem 15 procent czasu, z czego pięć to piosenka końcowa. Niby logiczne - wszak tak właśnie wygląda kłótnia. Najpierw się  długo kłócimy, potem się szybko godzimy i spać. Ale - jeśli twoje dziecko przez 15 minut ogląda rozwalających przedmioty antagonistów, bijących się, brzydko się do siebie odzywających i w zasadzie bezradnych na to zachowanie bohaterów, by potem na pięć minut przyjrzeć się, że wszyscy się pogodzili, to jak myślisz, które zachowanie wbije mu się bardziej w głowę?

 

Mój mały eksperyment

Ja naprawdę poświęciłam całe popołudnie i z dzieckiem przez dwie godziny zerkaliśmy na bajeczki na popularnych bajkowych kanałach. Nie daliśmy rady oglądać ciągiem - przy okazji układaliśmy puzzle, lego i malowaliśmy, ale te bajeczki leciały i zwracałam baczną uwagę na to, co przekazują.

W Dorze przez cały odcinek rabuś kradnie przedmioty i świetnie się bawi, gdy główni bohaterowie tak naprawdę nie są w stanie temu zapobiec oprócz upominań, które czasami coś dają, a czasami nie, a rabuś robi swoje. Jeśli zobaczyłaś kiedyś swoje dziecko skradające się po kawałek czekolady z szelmowskim uśmiechem i zabierające je mimo twoich upominań - dziwisz się, czemu? Ja nie. A zdarzyło się takie zachowanie, nawet gorzej - syn widział, że patrzę i chciał konkretnie odegrać tę właśnie scenkę z bajki. Wydawało mu się zabawne to, że go upominam i tak jak w bajce rabuś nie robił sobie nic z upominań, tak Kosmyk miał moje w nosie.

Gupiki - najgłupsza bajka świata. Bardzo się staram nie włączać jej, kiedy przewijam po kanałach w poszukiwaniu jakiegoś zapychacza czasu i jest tak, od kiedy usłyszałam, że oni  w tej bajce nazwali jakiegoś bohatera "głupim". Do tego standardowe wyśmiewanie czyjegoś drugiego śniadania, obecne w każdym odcinku - bez sensu. To, że ktoś dostał marchewkę z groszkiem na śniadanie nie jest powodem do śmiechu. Nawet jakbym przyniosła na drugie śniadanie suchy chleb - to nie jest powód do śmiechu.

Blaze i mega maszyny - ukochana bajka Kosmyka, za którą ja nie przepadam, bo również przez 85 procent odcinka Blaze walczy z konkurentem, konkurent chce zrobić na złość Blaze'owi i mu to świetnie wychodzi. Oczywiście, na koniec dostaje za swoje, ale kto by się tym przejmował - to przecież tylko 3 minuty, przy 17 dobrej zabawy. Warto. Naprawdę warto robić komuś na złość.

Ni chao, Kai Lan - bajeczka edukacyjna, mająca za zadanie zapoznać dzieci z językiem chińskim. Już wiemy, że nie przyniesie to takiego efektu, jak zwykła rozmowa z Chińczykiem, ale bajeczka jest, można ją oglądać. W bajce zwierzaki, przyjaciele Kai Lan, borykają się z różnymi problemami - kłamstwem, agresją, odrzuceniem, problemem dzielenia się, strachem przed czymś. Wygląda to tak, że przez większą część odcinka obserwujemy brzydkie zachowanie, na którego rozwiązanie w odcinku znajduje się jakieś 2-3 minuty. Byłam przekonana, że mojemu synowi coś ten program daje, wszak problemy, które dotykał, dotyczyły i nas. Kilka razy wspomniałam Kosmykowi "A pamiętasz, jak w tej bajeczce...?". Nie pamiętał. To znaczy pamiętał, że zwierzak się bał, pamiętał, co zwierzak robił, ale rozwiązanie nie wbiło mu się w głowę. Dziwicie się? Ja nie. Poświęcono mu tylko chwilę.

Ostrov w artykule o swoich badaniach napisał:

 

Dzieciom  w wieku przedszkolnym sprawia trudność połączenie informacji na końcu programu z tym, co zdarzyło się wcześniej. Możliwe, że małe dzieci nie przyswajają sobie całej "lekcji" w taki sposób, w jaki potrafią to dzieci starsze albo dorośli, a zamiast tego uczą się poszczególnych prezentowanych zachowań.

Cytat za  "Rewolucja w wychowaniu" ,
Po Bronson, Ashley Merryman,
Świat Książki 2011

W poszczególnie prezentowanych zachowaniach jest: robienie na złość, wyśmiewania, przezwiska i ogólna niemoc bohaterów pryz wzbudzających radosnych śmiech zachowujących się źle antybohaterach. Naprawdę sądzisz, że po 15-20 minutach oglądania dokładnie pokazanego złego zachowania, które pokazane jest w zabawny sposób, wzbudzający śmiech i radość, dziecko na pięć minut skupi swoją uwagę, żeby zrozumieć morał? I że ten morał zapadnie mu w pamięć?

Czy pozwolić dzieciom oglądać bajki?

A róbcie sobie, co chcecie! Ja osobiście łapię się tej możliwości, szczególnie kiedy Chłop jest na poligonie, moja mama zajęta, a ja z chłopakami zdani jesteśmy tylko na siebie. Do 15 sobie radzimy, po 15 czuję, że za chwilę mogę wybuchnąć i pozwalam Kosmykowi zerknąć na jakąś bajkę. Ale - wybieram ją rozważnie. Obecnie króluje u nas "Jak to działa". Kosmyk lubi też oglądać piosenki na youtubie i słuchać ich, kiedy coś sobie buduje w pokoju [wszystkie płyty z piosenkami mamy już tak porysowane, że nawet nie kupuję nowych - spotka je ten sam los].

A więc? Z rozwagą. I rozumem.

Bo jeśli zastanawiasz się, czemu twoje dziecko źle się zachowuje i kompletnie nie wiesz, skąd się u niego to wzięło, zerknij na tę miłą bajeczkę edukacyjną, którą czasami ogląda. I zapomnij o tych dwóch czy trzech minutach zakończenia. Już wiesz?

PS Tosia i Tymek są też fajni i oboje z Kosmykiem lubimy tę bajkę 🙂

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
20 września 2019
Osiem strasznych rzeczy, które spotkają twoje dziecko w lesie

Zazwyczaj na spacery wychodzę bez telefonu. Ale tym razem wzięłam i bezmyślnie nagrywałam instastory. Nagrywałam, pokazując, jak chłopaki biegają po lesie. Starszy wspinał się na drzewo, młodszy buszował pod drzewem, badając norę po jakimś zwierzu. Nagle zapikał mi telefon z wiadomością. Mechanicznie zerknęłam, co kto pisze i wtedy stało się to. To, co się dzieje […]

15 września 2019
Czy rodzicielstwo bliskości to bezstresowe wychowanie? 9 mitów o RB, w które wciąż wierzą ludzie

Oj, mam się ja z tym bezstresowym wychowaniem, mam się bardzo... źle. I źle reaguję na te słowa, działają na mnie jak płachta. Sam fakt, czy bezstresowe wychowanie istnieje, poruszałam już kiedyś, ale oprócz bezstresowego wychowania istnieje mnóstwo tez, które wprowadzają w błąd i nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.       Spis treści […]

12 września 2019
Drogie restauracje, miejcie jaja i zdecydujcie, czy chcecie przyjmować dzieci, czy nie

Ostatnio modne jest wśród restauracji, wrzucanie zdjęć z widokiem stolików po rodzinnym posiłku. Nie tylko stolików - ale też kącików zabaw, gdzieś tam mignęła mi również toaleta. Wrzucenie takiego zdjęcia ma prosty cel - głównie zasięg, bo wkurwianie się na rodziców z dziećmi również jest modne. Madka i Tateł to już przecież niemalże archetyp wszystkiego, […]

9 września 2019
Podatek od grzeczności - coś, co każdy rodzic kiedyś będzie musiał zapłacić

Kosztuje cię więcej niż ten dochodowy, wymaga więcej skupienia niż zeznanie podatkowe, trwa dłużej niż załatwienie sprawy w Zusie i każdy rodzic prędzej czy później, będzie musiał zapłacić - podatek od grzeczności.  

26 sierpnia 2019
Nasz spływ Krutynią [Zgon- Krutyń] i czadowe przezroczyste kajaki

Wybrać się z chłopcami na spływ Krutynią planowałam od dawna. Mieliśmy już na koncie mniejsze wycieczki po jeziorze i w górę rzeki [mieszkamy przy ujściu tej rzeki do jeziora Bełdany], ze starszym synem zaliczyliśmy najkrótszą trasę od Nowego Mostu [tu filmik], ale chcieliśmy pokazać chłopcom inny kawałek rzeki. I przypadkiem trafiłam na fejsie polecane przez […]

22 sierpnia 2019
W jaki sposób odpowiadać na trudne pytania dziecka, kiedy nie mamy pojęcia, co odpowiedzieć?

Jakiś czas temu czytelniczka z mojej grupy zadała nam trudne pytanie: po co żyjemy. To nie była jej osobista refleksja, to było pytanie zadane przez jej czteroletnią córkę, które wprawiło czytelniczkę z zakłopotanie. Bo co powiedzieć? Jak szybko znaleźć satysfakcjonujące wyjaśnienie? A jeśli na to konkretne pytanie znajdziemy replikę, co odpowiadać na inne, przychodzące zaraz […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official