Jak sprawnie wyjść z domu z dwójką dzieci? Śniadanie BEZ kompromisów

Joanna Jaskółka
29 października 2018

Udostępnij wpis

Nie cierpię rano wstawać, nie przepadam za jedzeniem śniadań zaraz po przebudzeniu, nie jestem w stanie sensownie myśleć i ostatnią rzeczą, jakiej pragnę rano, jest kłótnia z dziećmi o to, że musimy już wychodzić i czas nas goni. Moi znajomi, którzy doskonale zdają sobie z tego sprawę, kiedy usłyszeli, że od września zaczyna się szkoła, klepali mnie po ramieniu i współczującym głosem mówili: oj, przykro mi. Bo czarno widzieli to, że ja rano ogarnę dwójkę dzieci i zawiozę je na czas do placówek.

 

Na szczęście młodszemu przedszkole odpadło, ale został starszak. I to już poważna sprawa, bo ciężko non stop się spóźniać na lekcje. Już w sierpniu opracowałam plan i powzięłam postanowienie, że nasze poranki będą wyglądały zupełnie inaczej i że nie będzie żadnego kompromisu.

 

Ciekawostką jest, że do przedszkola syn dojeżdżał busikiem. Busik przyjeżdżał dokładnie o 7.04 i jak nie staliśmy wtedy przy bramie, czekał minutę i odjeżdżał. Z racji małego Dasia, była to dla mnie komfortowa sytuacja, bo kiedy młody protestował na ubieranie, mogłam go nawet w piżamie zapakować w wózek, okryć kołdrą i szybko wyprowadzić starszaka do busika. Ale teraz do szkoły muszę zawieźć dziecko sama i rano przygotować nie tylko siebie, ale i młodszego syna, nie mogę wyjść z domu w kapciach i szlafmycy, a młody musi założyć buty i wszyscy musimy wyjść z lekkim zapasem czasu, bo po drodze mogą być roboty leśne i trzeba będzie szukać objazdu [od września zdarzyło nam się to z 15 razy, a kilka dni temu szukaliśmy objazdu, bo drzewo spadło na drogę].

 

W każdym razie spodziewałam się wielkich problemów i snułam czarne wizje, jak to będzie wyglądać i ile awantur mnie czeka, ale, ku mojemu zdziwieniu, z tygodnia na tydzień wszystko szło coraz bardziej sprawnie. Ostatnio przeżyłam wręcz szok, gdy poranne wyjście skończyło się jak w tym statusie. Ale potem zaczęłam doceniać to, że nie poszłam na kompromis i nasze poranki zorganizowałam w taki, a nie inny sposób:

 

Pobudka BEZ kompromisu

 

Jeszcze rok temu byłam przekonana, że moje dzieci, tak jak ja, nie przepadają za śniadaniami. Starszakowi pakowałam przekąski do przedszkola, ale w przedszkolu była samowolka i moje rzeczy zazwyczaj wymieniał na inne, mniej wartościowe. Nowy, szkolny okres życia, chciałam zapoczątkować inaczej i wierzyłam, że mi się uda.

 

I nie, nie zaczęłam od śniadania. Zaczęłam od pobudki. Zagryzłam zęby i nastawiłam budzik na godzinę szóstą, o której jeszcze rok temu nie byłam w stanie się obudzić. Budziłam się z Kosmą o szóstej trzydzieści i w ciągu 30 minut ogarnialiśmy mniej więcej wszystko. Oprócz śniadania, bo syn nie był głodny. Ale tym razem się zawzięłam. Pogodziłam się z faktem, że wieczorem długo nie posiedzę i zazwyczaj o 23 leżę już w łóżku, a o szóstej wstaję i mam swoje pół godzinki na wyciszenie,  dobudzenie się, wypicie kawy i chwilę medytacji. O szóstej trzydzieści budzę chłopców i mamy chwilę na przytulanie, łaskotki i wzajemne dobudzanie. Potem się ubieramy, starszak sam, młodszy jeszcze z pomocą i razem lecą do łazienki na poranną toaletę. O godzinie siódmej jesteśmy przy stole. I jemy śniadanie.

Śniadanie? BEZ kompromisów!

 

O dziwo, po półgodzinnej pobudce chłopcy nie protestują już na widok śniadania. Zjadają aż miło. Zawsze staram się, żeby mieli coś ciepłego do picia i prędzej nie zrobię obiadu, ale śniadanie jest na wypasie. Chłopcy uwielbiają na śniadania jajecznicę, tosty z chleba ziarnistego i oczywiście najprostsze danie na świecie - owocowo-czekoladowy pucharek z ulubionymi Mlekołakami [Lubella zmieniła skład Choco Kulek - nie mają syropu glukozowego i oleju palmowego. Zawierają pełne ziarno i naturalne kakao. Są naszym zamiennikiem wszystkich innych kulek]:

 

Pucharek jogurtowy to najprostsze śniadanie w moim wykonaniu. Do pucharka wsypuję wieczorem garść mrożonych owoców, posypuję leciutko nasionami Chia, zalewam jogurtem naturalnym i rano mam gotowe, wartościowe śniadanie, które chłopcy mogą sobie posypać Choco Kulkami.

 

 

Kolejne proste śniadanie to naleśniki. Swego czasu ktoś się dziwił, że strasznie dużo mąki daję do naleśników. No daję, bo naleśniki smażę  raz na dwa dni, czyli dużo. Zazwyczaj wieczorem na kolację, a potem zostają mi na rano. Kolacyjne są zazwyczaj wytrawne, czyli z pastą szpinakową i mozarellą, poranne są już bardziej na słodko, ale wciąż naturalnie - z robionym wieczorem koktajlem z mrożonych owoców i jogurtu naturalnego. Chłopcy je rano zwijają z Choco Kulkami i robią z nich chrupiące kanapki.

 

 

 

I tak sobie czasem porównuję ich zachowanie po takim pożywnym śniadaniu do tego sprzed pół roku z przeciąganym śniadaniem do 9 czy 10 nawet i nie ma co się zastanawiać - teraz obaj są spokojniejsi, bardziej chętni do współpracy i o wiele mniej rozkrzyczani i buńczuczni. Wartościowe, wspólnie zjedzone śniadanie robi robotę, a fakt, że wstajemy trochę wcześniej sprawia, że i ja przekonałam się, żeby coś przegryźć. Kiedy nie trzymam głodu, sama jestem spokojniejsza i o dziwo - wychodzenie z dziećmi z domu idzie mi o wiele sprawniej.

 

Po śniadaniu chłopcy mają jeszcze czas na chwilę zabawy lub oglądania bajek...

 

 

Ja udaję, że tego nie widzę...

 

 

I punkt 7.50 możemy wychodzić z domu. Do szkoły Kosmyka mamy dokładnie 10 minut jazdy samochodem, a lekcje w jego szkole zaczynają się o 8.15. Do tej pory spóźniliśmy się tylko raz i wyłącznie dlatego, że ja zaspałam 🙂

 

Co możesz zrobić, żeby ułatwić sobie poranne wyjście z domu?

 

  • Nazywaj uczucia i akceptuj je. A to, że je akceptujesz i rozumiesz, nie znaczy, że musisz się z nimi zgadzać. Samo nazwanie uczuć i wykazanie zrozumienia "Wiem, że ciężko jest rano wstawać", "To trudne tak szybko zakładać skarpetki" itp. pomagają uwolnić całe napięcie w małym człowieku.
  • Stoper. Dzieci średnio ogarniają, że "Hej, zostało nam pięć minut". Przy szybkim szykowaniu starszaka bardzo pomagał nam stoper. Ustawiałam czas na 10 minut i syn widział dokładnie, ile mu zostało do wyjścia, dzięki czemu sam się mobilizował, żeby było szybciej.
  • Plan. Kurde, no, stałam się miłośniczką planów. Ale plan poranka to świetny sposób zwalniający z myślenia rano i matkę, i dziecko [ja na przykład zaczynam myśleć sensownie koło 10-11 rano i wcześniej sporo mnie kosztuje sklecenie sensownego zdania]. Nie ogarnęłam, czy mój syn myśli dobrze rano, ale mi osobiście plan poranka ratuje pupę, bo po kilku dniach z konsekwentną rutyną, wystarczy rzucać hasło: Śniadanie! Zęby! Chwila zabawy! Buty! Kurtka! Wychodzimy!
  • Wieczór. Wykorzystuję go na maksa. To wieczorem pakuję rzeczy na basen, szykuję przekąskę, sprawdzam, czy w torebce mam portfel, prawo jazdy i listę ewentualnych zakupów. Szykuję też sobie ubranie od razu i młodszemu też. Starszy już się sam ubiera, więc chociaż on z głowy 🙂
  • Nie spinaj się. Szukaj uproszczeń. Dla siebie i dziecka. Świat się nie zawali, jak ono pójdzie w koszulce na drugą stronę, oczywiście, jeśli masz czas i chęci walczyć, żeby ją zdjął i poprawił, to walcz, spoko, ale po co? To jego koszulka, jak piętnaście osób zwróci mu na to uwagę i będzie się musiał tłumaczyć, to następnym razem sam poprosi, żebyś mu pomogła. Jeśli sznurówki to problem - kupuj buty na rzepy, jeśli suwak to problem, znajdź spodnie na gumkę, a jeśli dziecko nie chce wytrawnego śniadania, szukaj takich rozwiązań, które są łatwo dostępne i jak najbardziej wartościowe i szybkie [ha, Choco Kulek :D].

 

 

I serio, jeśli ktoś by mi powiedział rok temu, że zacznę jeść śniadania, umarłabym ze śmiechu. Nawet nie zdążyłabym umrzeć ze śmiechu na informację, że będę dobrowolnie wstawać o szóstej i medytować 😀 Masz jakieś swoje sposoby na ogarnięcie rano dzieci do szkoły czy przedszkola? Pisz mi szybko, może czymś wzbogacę nasze poranki!

 

 

Wpis powstał dzięki współpracy z marką Lubella

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official