Tak, moje dzieci mnie wkurzają. I wcale się tego nie wstydzę!

Joanna Jaskółka
19 grudnia 2016

Udostępnij wpis

Słyszę to i czytam o tym każdego dnia. I za każdym razem przejmuje mnie jakiś taki smutek. Być może też to zauważyłaś, być może ja też kiedyś napisałam to zdanie: moje dzieci mnie wkurzają, ale i tak je kocham. I zastanawia mnie jedno - po co to robimy? Czy naprawdę musimy po każdej tyradzie o koszmarności naszych dzieci usprawiedliwiać się tym, że je kochamy i przepraszać za nasze myśli? Przecież to nic złego, że oprócz miłości mamy też inne uczucia! I nie rozumiem tego przepraszającego tonu "i tak go kocham". Jasne, kochasz. Ale podejrzewam, że kiedy zamaluje ci pół ściany szminką za 200 zł nie myślisz o miłości.

 

Naszło mnie to ostatnio. Starszy wpuszczał jednym uchem, wypuszczał drugim. Po piątym razie uzmysłowiłam sobie, że jak zrobi to jeszcze raz, to albo go uderzę, albo wyjdę. Wybrałam to drugie i usiadłam na podcieniu. Wyszedł do mnie Chłop i starał się mnie pocieszyć [doprawdy, on wie doskonale, jak nie pocieszać]: Oj, nie przejmuj się, przecież i tak go kochasz.

 

A ja zamarłam, bo byłam tak wściekła, że czułam wszystko, ale na pewno nie miłość do własnego dziecka. Czułam się zignorowana, nieważna, lekceważona i zła, ale miłości w tym nie było, tylko prymitywna chęć odegrania się na małym szalejącym maluchu, którą usiłowałam powstrzymać. Musiałam przyznać, że moje dzieci mnie wkurzają.

 

I tak sobie myślę, ile jest w nas, matkach, złości, tej chęci wyrzucenia z siebie wściekłości i frustracji, ile w niej tkwi w nas, gdy piszemy, jak nasze dzieci przeturbowały nas przez cały trudny dzień. Ale i tak na końcu dodajemy, że je kochamy. Po co? Czy twoje dziecko na pewno jest takie święte, że nie możesz mieć do niego "ale"? Czy naprawdę to, że cię wkurza, przekreśla proces kochania na zawsze? Czy koniecznie musimy usprawiedliwiać swoje uczucia, które nie muszą być zawsze cukierkowo słodkie?

 

 

Moje dzieci mnie wkurzają!

 

Nie. Kocham moje dzieci. Bardzo. Rękę bym sobie dla niego ucieła, oczy wyjęła i obie nerki bym oddała. Poświęcam im masę czasu, często z własnego świadomego wyboru rezygnując przez to z czasu dla siebie. Ale co z tego, skoro mieszkamy razem, wspólnie spędzamy dzień, oboje jesteśmy ludźmi i mamy różne wyobrażenia i pomysły i zwyczajnie czasami doprowadzamy siebie nawzajem do szału. Czemu mam zaprzeczać swoim własnym emocjom i po wyrzuceniu z siebie, jak bardzo mnie pewne rzeczy irytują, dopuszczam skruchę i dopisuję, że przecież i tak go kocham. A przecież to oczywiste! Cokolwiek by nie zrobili i tak będę ich kochać. Czy to znaczy, że nie mają prawa mnie denerwować? Czy to znaczy, że muszą ukrywać to, że moje dzieci mnie wkurzają czasami?

 

O wiele zdrowsze niż wstydzenie się i ukrywanie,  jest przyznanie przed sobą, przed ludźmi, a przede wszystkim przed dzieckiem, że doprowadza mnie do szału rozchlapana ciecz przy toalecie, nietrafione skarpetki pod koszem, niezgaszone światło, mimo że tyle razy prosiłam, a już najbardziej, najbardziej na świecie do furii doprowadza mnie, kiedy musimy szybko wyjść z domu, a on się guzdrze i znajduje tysiąc rzeczy do zrobienia. Sprawę stawiam uczciwie: to mnie denerwuje, to mnie wkurza, to mnie wyprowadza z równowagi.  Oczywiście to nie jest taka furia, jaką zwykle się ogląda. Po prostu mnie to wkurza i kiedy opisuję coś takiego, z pewnością nie dodam, że i tak go kocham. W danym momencie wysyłam po prostu sygnał ostrzegawczy: Hej, kolego, chcesz stanąć przed wściekłą matką? Bo takie rzeczy, które robisz, mnie denerwują.

 

 

W sytuacji rozwiązania iskrzącego konfliktu, to nie miłość jest najważniejsza. Ona gdzieś tam tkwi, bo bez niej trudno by się było zdobyć na taką cierpliwość na przykład, ale na pewno nie jest dominującym uczuciem. I uśmiechnę się, jeśli powiesz, że widząc swoje dziecko wymalowane twoją ostatnią, drogą kredką do powiek i wrzucającego do toalety kuleczki tego pudru, na który rok zbierałaś, przepełnia cię miłość do dziecka. No nie żartuj. Powiedz, co czujesz, wyrzuć to z siebie, bo ukrywanie tego i tłumienie złości tylko doleje oliwy do piętrzącego się ognia innych wkurzających rzeczy.

 

 

I nie widzę powodu, dlaczego miałabym przepraszać lub usprawiedliwiać swoje emocje zapewnieniem o miłości. To oczywiste, że je kocham. Tak samo, jak oczywiste, że czasem zwyczajnie moje dzieci mnie wkurzają.

 

Usprawiedliwiając się i swoje uczucia, jednocześnie zabieramy sobie prawo do czucia tych uczuć, które czujemy. A przecież mamy prawo do złości, mamy, do cholery, prawo mieć emocje inne niż gilganie w brzuchu na widok dzieciaczka. A bycie rodzicem, to nie sielanka i wieczne gołębie. To też wściekłość na rozbity talerz z nowej zastawy, to złość na rozwalone po łazience skarpety, to wreszcie irytacja, a także chęć do wyrzucenia z siebie gdzieś w komentarzu, na blogu czy w rozmowie z koleżanką tego, co nas wkurza. Bo wyrzucając z siebie, jesteśmy w stanie się oczyścić i wrócić do dziecka z uśmiechem, gotowi do nowych wyzwań, przed jakimi nas maluch postawi. Albo dać mu sensowną wskazówkę: Uwaga! Kiedy to robisz, to mnie złościsz, a nie chcę być wściekła!

 

I nie, nie musisz przepraszać, że twoje dziecko też cię wkurza. Nie musisz być idealną matką zen. Nie musisz się usprawiedliwiać. To normalne ludzkie uczucie, częste szczególnie wtedy, gdy spędzacie ze sobą praktycznie cały czas, dzień w dzień. Tydzień w tydzień. To całkowicie normalna reakcja w całkowicie nienormalnej sytuacji. Tkwi w nas jakiś taki wstyd przed pokazaniem, że nie jesteśmy bez skazy, że popełniamy błędy. Potęgowany przez matki "mi zawsze" albo "a ja to jestem taka i taka - najlepsza!". Wszystkie nasze wściekania usprawiedliwiamy miłością, żeby wypaść lepiej, tylko wiesz... miłością można usprawiedliwić dużo rzeczy, złość również, ale nie zawsze wrzeszczysz na dziecko, bo je kochasz. Czasem chodzisz wściekła, bo zwyczajnie ono zrobiło ci przykrość.

 

Nie przepraszaj. Nie usprawiedliwiaj się. To oczywiste, że kochasz swoje dziecko. Tak samo jak niczym gorszącym jest to, że cię wkurza lub że masz go dość. Ty też je wkurzasz i zapewniam cię, że robisz to częściej niż ono ciebie.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official