Swego czasu, tuż po świętach zimowych, udostępniłam to zdjęcie, opisując jak bardzo odpoczęłam, dzięki temu, że wysłałam dzieci do dalszej babci. I ze zdziwieniem czytałam oburzone komentarze, w których masa ludzi czuła się obrażona tym, że jak to można świadomie i w zgodzie ze sobą spędzać święta bez dzieci. I jeszcze się z tego cieszyć. Wszak praFFdziwa madka to szlocha, kiedy jej kochaniutkie brajanki wyjeżdżają z chałupy. I do tego w święta. Jak tak można? Ano można.

 

O tym jak to możliwe, za chwilę. Ale najpierw wyjaśnię, że na insta dostałam masę pytań, czemu nie widać [i nie słychać :D] moich dzieci, gdzie one są i dlaczego ich nie pokazuję. Miałam odpisywać, że są u babci, ale spodziewałam się, że spotka się to częściowo z taką samą reakcją, jak pod tym postem, więc postanowiłam od razu odpowiedzieć na zarzuty i każdej kobiecie, która marzy o tym, żeby gdzieś wyjechać bez dzieci albo wywieźć je gdzieś przynajmniej na kilka dni, dać odwagę, żeby to zrobiły. W każdym razie odpoczęłam. Naładowałam baterie. Posprzątałam kąty, które przy dzieciach ciężko posprzątać, bo odsuwanie mebli zabiera im miejsce na zabawę i robi się jeszcze większy bałagan. Wreszcie przejrzałam ich ciuchy i zrobiłam segregację. Obejrzałam kilka filmów, które chciałam obejrzeć, a nie było kiedy. Przeczytałam dwie książki. Napisałam dwa teksty i cztery mam już zaplanowane. Spotkałam się ze znajomymi. W te kilka dni zrobiłam więcej niż zrobiłabym przez dwa tygodnie, spędzając czas wyłącznie z dziećmi i skupiając się wyłącznie na nich. Ale oczywiście to jest nieważne. Najważniejsze jest to…

 

Dlaczego moje biedne dzieci spędziły święta bez mamy? 

[serio, taki komentarz dostałam pod tamtym postem :D]

 

Po pierwsze – bo ich mama nie obchodzi świąt. Jest niewierząca. Owszem, akceptuje tradycje rodziny [akceptuje, czyli w nich uczestniczy, żeby nie bojkotować obrządków], ale nie zamierza sama urządzać niczego w podobnym stylu. Odwieczny problem, jaki zarzuca się ateistom, że nie zapoznają dzieci z tradycjami jest w tym momencie obalony. Bo to, że ja nie obchodzę, nie znaczy, że moje dzieci mają się nie zapoznać z tymi obrządkami u wierzącej babci. Czy je przyjmą, czy nie, ich wola.

 

Po drugie – spędzają je bez mamy, bo ich mama pracuje. Co prawda jako pisarka-blogerka, ale jednak jest to praca, która zajmuje ileś tam  godzin dziennie i której nie zawsze jest w stanie poświęcić tyle czasu, ile powinna, bo dzieci są na pierwszym miejscu. Słowem – mam mnóstwo rzeczy do nadrobienia, które mogę nadrobić kosztem dzieci, ignorując je w domu lub po prostu skorzystać z tego, że wyjeżdżają i pracować wtedy, kiedy ich nie ma. Oj… pracować w święta? No właśnie. Dla mnie to nie święta. Nie obchodzę ich.

 

Po trzecie – nie, nie będzie im przykro, że spędzają święta bez mamy, bo w domu świąt nie spędzaliby w ogóle. Albo połowicznie z bliższymi dziadkami. Na pewno jest im tak samo przykro, jakby wyjechali w każdy inny czas do babci. Czyli w granicach normy.

 

Po czwarte – kiedy indziej miałyby wyjechać, skoro ich dalsza babcia jest aktywna zawodowo i urlop ma taki, jak wszyscy, więc święta to jeden z tych momentów, kiedy ma czas i możliwość zająć się dziećmi dłużej niż dzień? Mieszka na tyle daleko, że podwożenie jej dzieci na weekendy jest bezsensowne, bo długa podróż zajmuje połowę takiego weekendu i dzieci tylko się męczą. Jeśli można skorzystać z tych dni wolnych, czemu tego nie zrobić?

 

Po piąte – święta to czas rodzinny i nawet niewierzący mogą go spędzić wspólnie. No jasne. Dla babci chłopców to też czas rodzinny i dzięki temu może spędzić z nimi więcej dni niż tydzień raz do roku. Domyślam się, jak to jest w rodzinach pracujących na całe etaty, późno wracających do domu. Ja jestem w domu cały czas, jestem na każde zawołanie dzieci, robię z nimi kilometry na spacerach, „Nasza Biblioteczka” nie czyta się sama, a starszak nie idzie wcześniej do szkoły, bo olewam go całymi dniami  🙂 Staramy się każdego dnia mieć swój rodzinny czas, a weekendy są całe rodzinne, bez względu na aktualne święto nakazujące być z rodziną. Mamy ten komfort. I doceniam go bardzo, bo wiem, że nie każdemu jest dany.

 

Po szóste –  niezmiennie irytuje mnie pokrętny tok myślenia, jaki prezentują niektórzy wierzący na pokaz: święta to czas rodzinny i TRZEBA spędzić je razem, ale jeśli ty deklarujesz się jako ateista i w tym czasie razem robisz cokolwiek związanego z tradycją, to już jesteś hipokrytą, bo jak śmiesz! Masz spędzać razem, bo tak każemy, ale inaczej niż my! Skąd się to bierze? I naprawdę jestem zaskoczona takim zachowaniem, bo do tej pory większość katolików była bardzo miła i tolerancyjna. Chciałabym, żeby ten obraz nie był zepsuty przez agresywne wyjątki. Chciałabym dalej mieć dobre zdanie o wierzących.

 

 

Po siódme – z racji tego, że dzień w dzień, tydzień w tydzień spędzam całe dnie wyłącznie z dziećmi, często sama, bo ich tata wyjeżdża na poligony i inne wyjazdy, a ja mieszkam w lesie, gdzie nie ma autobusów i żadnych atrakcji, a do tego jestem jedną z mam „zaangażowanych”, starających się poświęcić dzieciom jak najwięcej czasu i uwagi, tym samym potrzebuję resetu. Czemu akurat w święta, a nie w inny dzień roku? Patrz punkt czwarty.

 

Po ósme – bardzo szanuję to, że ty sobie nie wyobrażasz spędzać świąt bez dzieci. Dzięki tobie jestem wdzięczna, że ja potrafię to sobie wyobrazić i czerpać radość z tego czasu 🙂

 

I na koniec po dziewiąte.

 

Po tamtym poście dostałam wiele wiadomości od mam, które tak samo jak ja mają babcie pracujące i do tego daleko i nie ma jak oddać im dzieci, żeby spędzić samotnie choć jeden dzień. Zawsze wiąże się to z kosztami albo długą jazdą i tak naprawdę chodzą coraz bardziej sfrustrowane. Wiele z nich myślało już o tym, żeby oddać dzieci na święta i skorzystać z tej okazji, żeby zwyczajnie odpocząć, ale większość się boi, jak zareaguje na to rodzina i znajomi. Wiadomo. W kraju, gdzie teoretycznie panuje wolność wyznania i brak przymusu, nie można myśleć i robić inaczej niż nakazuje wiara. Ostatnio na Wiejskich Matkach wpadł mi w oko też post dziewczyny, która marzy o kilku dniach bez dzieci, śni o nich i wyobraża je sobie, bo czuje, że najbardziej na świecie potrzebuje zwykłego resetu, bo jest permanentnie zmęczona. Często tylko po to, żeby zatęsknić i naładować baterie i mieć siłę.

 

JEDYNY SŁUSZNY SPOSÓB SPĘDZANIA ŚWIĄT

Na początku myślałam, żeby najbardziej chamskie i oceniające komentarze wywlec w tym wpisie i oficjalnie je wyjaśnić, ale zrezygnowałam z tego po przeczytaniu posta właśnie tamtej matki. Strach przed oceną i presja, jaką się wywiera na matkach przez „jeden prawdziwy sposób spędzania świąt” jest na tyle silny, że nie mam ochoty nikogo tym częstować. Tym bardziej że jest równie silny, co absurdalny, bo z jednej strony słyszymy: masz spędzać święta z rodziną, ty mendo głupia. A z drugiej: ateistka obchodzi święta? Pierdzielona hipokrytka. 

 

Przy czym, co zauważyłam ze smutkiem, najwięcej chamstwa i oburzenia widzę u tych osób, które wyznają Boga i teoretycznie żyją w wierze. Nikt mnie tak mocno nie zjebał [przepraszam za wyrażenie, ale to dosłownie było tym, czym było] za spędzanie świąt bez dzieci jak właśnie katoliczka wielbiąca Boże Narodzenie. [patrz punkt „Po szóste”]. I to było przykre.

 

DO KAŻDEJ MATKI, KTÓRA CZUJE WYRZUT, ŻE CHCE

I tak część osób stoi w rozkroku między strachem przed oceną, która nastąpi, cokolwiek się zrobi. Spędzisz święta czy ich nie spędzisz, tak czy siak ktoś ci coś wypomni, więc dla każdej matki, której kiedykolwiek przez myśl przeszło spakować się w święta i wyjechać – kochana nie bój się. Ludzie tak robią, tylko siedzą cicho, bo nie chce im się kłócić z tradycjonalistami [tymi co bardziej agresywnymi]. Jeśli chcesz spędzić święta tradycyjnie – spędzaj! Nikt ci broni! Aktualny klimat w naszym kraju nawet zachęca! Nie chcesz spędzać świąt? Na szczęście nikt cię jeszcze do tego nie zmusi.

 

Rób to, co uważasz. Rób tak, żebyś dobrze się czuła. Zadbaj o siebie. I jeśli to zadbanie będzie znaczyło, że będziesz musiała zostawić komuś dzieci na dzień lub dwa, to trudno. Żeby wychować szczęśliwe dzieci musisz mieć dużo siły, cierpliwości, musisz być wyspana, najedzona i wypoczęta. I nie daj sobie wmówić, że masz to robić wówczas, gdy inni będą uważać to za dobry wybór. To jest przede wszystkim  twój wybór. Nie daj sobie wmówić, że tego nie potrzebujesz, nie daj sobie wmówić, że to jest głupie.  Jedyne, co masz zrobić, to być pewną, że akurat to ci pomoże najbardziej.

 


Natomiast jeśli interesują cię wpisy ode mnie, zainstaluj sobie, proszę, aplikację na telefon, gdzie będziesz mogła w każdej chwili spojrzeć, czy nie pojawiają się jakieś nowe wpisy: Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj].