Jak można spędzić święta bez dzieci i być do tego bezczelnie szczęśliwą?

Joanna Jaskółka
3 kwietnia 2018

Udostępnij wpis

Swego czasu, tuż po świętach zimowych, udostępniłam to zdjęcie, opisując jak bardzo odpoczęłam, dzięki temu, że wysłałam dzieci do dalszej babci. I ze zdziwieniem czytałam oburzone komentarze, w których masa ludzi czuła się obrażona tym, że jak to można świadomie i w zgodzie ze sobą spędzać święta bez dzieci. I jeszcze się z tego cieszyć. Wszak praFFdziwa madka to szlocha, kiedy jej kochaniutkie brajanki wyjeżdżają z chałupy. I do tego w święta. Jak tak można? Ano można.

 

O tym jak to możliwe, za chwilę. Ale najpierw wyjaśnię, że na insta dostałam masę pytań, czemu nie widać [i nie słychać :D] moich dzieci, gdzie one są i dlaczego ich nie pokazuję. Miałam odpisywać, że są u babci, ale spodziewałam się, że spotka się to częściowo z taką samą reakcją, jak pod tym postem, więc postanowiłam od razu odpowiedzieć na zarzuty i każdej kobiecie, która marzy o tym, żeby gdzieś wyjechać bez dzieci albo wywieźć je gdzieś przynajmniej na kilka dni, dać odwagę, żeby to zrobiły. W każdym razie odpoczęłam. Naładowałam baterie. Posprzątałam kąty, które przy dzieciach ciężko posprzątać, bo odsuwanie mebli zabiera im miejsce na zabawę i robi się jeszcze większy bałagan. Wreszcie przejrzałam ich ciuchy i zrobiłam segregację. Obejrzałam kilka filmów, które chciałam obejrzeć, a nie było kiedy. Przeczytałam dwie książki. Napisałam dwa teksty i cztery mam już zaplanowane. Spotkałam się ze znajomymi. W te kilka dni zrobiłam więcej niż zrobiłabym przez dwa tygodnie, spędzając czas wyłącznie z dziećmi i skupiając się wyłącznie na nich. Ale oczywiście to jest nieważne. Najważniejsze jest to...

 

Dlaczego moje biedne dzieci spędziły święta bez mamy? 

[serio, taki komentarz dostałam pod tamtym postem :D]

 

Po pierwsze - bo ich mama nie obchodzi świąt. Jest niewierząca. Owszem, akceptuje tradycje rodziny [akceptuje, czyli w nich uczestniczy, żeby nie bojkotować obrządków], ale nie zamierza sama urządzać niczego w podobnym stylu. Odwieczny problem, jaki zarzuca się ateistom, że nie zapoznają dzieci z tradycjami jest w tym momencie obalony. Bo to, że ja nie obchodzę, nie znaczy, że moje dzieci mają się nie zapoznać z tymi obrządkami u wierzącej babci. Czy je przyjmą, czy nie, ich wola.

 

Po drugie - spędzają je bez mamy, bo ich mama pracuje. Co prawda jako pisarka-blogerka, ale jednak jest to praca, która zajmuje ileś tam  godzin dziennie i której nie zawsze jest w stanie poświęcić tyle czasu, ile powinna, bo dzieci są na pierwszym miejscu. Słowem - mam mnóstwo rzeczy do nadrobienia, które mogę nadrobić kosztem dzieci, ignorując je w domu lub po prostu skorzystać z tego, że wyjeżdżają i pracować wtedy, kiedy ich nie ma. Oj... pracować w święta? No właśnie. Dla mnie to nie święta. Nie obchodzę ich.

 

Po trzecie - nie, nie będzie im przykro, że spędzają święta bez mamy, bo w domu świąt nie spędzaliby w ogóle. Albo połowicznie z bliższymi dziadkami. Na pewno jest im tak samo przykro, jakby wyjechali w każdy inny czas do babci. Czyli w granicach normy.

 

Po czwarte - kiedy indziej miałyby wyjechać, skoro ich dalsza babcia jest aktywna zawodowo i urlop ma taki, jak wszyscy, więc święta to jeden z tych momentów, kiedy ma czas i możliwość zająć się dziećmi dłużej niż dzień? Mieszka na tyle daleko, że podwożenie jej dzieci na weekendy jest bezsensowne, bo długa podróż zajmuje połowę takiego weekendu i dzieci tylko się męczą. Jeśli można skorzystać z tych dni wolnych, czemu tego nie zrobić?

 

Po piąte - święta to czas rodzinny i nawet niewierzący mogą go spędzić wspólnie. No jasne. Dla babci chłopców to też czas rodzinny i dzięki temu może spędzić z nimi więcej dni niż tydzień raz do roku. Domyślam się, jak to jest w rodzinach pracujących na całe etaty, późno wracających do domu. Ja jestem w domu cały czas, jestem na każde zawołanie dzieci, robię z nimi kilometry na spacerach, "Nasza Biblioteczka" nie czyta się sama, a starszak nie idzie wcześniej do szkoły, bo olewam go całymi dniami  🙂 Staramy się każdego dnia mieć swój rodzinny czas, a weekendy są całe rodzinne, bez względu na aktualne święto nakazujące być z rodziną. Mamy ten komfort. I doceniam go bardzo, bo wiem, że nie każdemu jest dany.

 

Po szóste -  niezmiennie irytuje mnie pokrętny tok myślenia, jaki prezentują niektórzy wierzący na pokaz: święta to czas rodzinny i TRZEBA spędzić je razem, ale jeśli ty deklarujesz się jako ateista i w tym czasie razem robisz cokolwiek związanego z tradycją, to już jesteś hipokrytą, bo jak śmiesz! Masz spędzać razem, bo tak każemy, ale inaczej niż my! Skąd się to bierze? I naprawdę jestem zaskoczona takim zachowaniem, bo do tej pory większość katolików była bardzo miła i tolerancyjna. Chciałabym, żeby ten obraz nie był zepsuty przez agresywne wyjątki. Chciałabym dalej mieć dobre zdanie o wierzących.

 

 

Po siódme - z racji tego, że dzień w dzień, tydzień w tydzień spędzam całe dnie wyłącznie z dziećmi, często sama, bo ich tata wyjeżdża na poligony i inne wyjazdy, a ja mieszkam w lesie, gdzie nie ma autobusów i żadnych atrakcji, a do tego jestem jedną z mam "zaangażowanych", starających się poświęcić dzieciom jak najwięcej czasu i uwagi, tym samym potrzebuję resetu. Czemu akurat w święta, a nie w inny dzień roku? Patrz punkt czwarty.

 

Po ósme - bardzo szanuję to, że ty sobie nie wyobrażasz spędzać świąt bez dzieci. Dzięki tobie jestem wdzięczna, że ja potrafię to sobie wyobrazić i czerpać radość z tego czasu 🙂

 

I na koniec po dziewiąte.

 

Po tamtym poście dostałam wiele wiadomości od mam, które tak samo jak ja mają babcie pracujące i do tego daleko i nie ma jak oddać im dzieci, żeby spędzić samotnie choć jeden dzień. Zawsze wiąże się to z kosztami albo długą jazdą i tak naprawdę chodzą coraz bardziej sfrustrowane. Wiele z nich myślało już o tym, żeby oddać dzieci na święta i skorzystać z tej okazji, żeby zwyczajnie odpocząć, ale większość się boi, jak zareaguje na to rodzina i znajomi. Wiadomo. W kraju, gdzie teoretycznie panuje wolność wyznania i brak przymusu, nie można myśleć i robić inaczej niż nakazuje wiara. Ostatnio na Wiejskich Matkach wpadł mi w oko też post dziewczyny, która marzy o kilku dniach bez dzieci, śni o nich i wyobraża je sobie, bo czuje, że najbardziej na świecie potrzebuje zwykłego resetu, bo jest permanentnie zmęczona. Często tylko po to, żeby zatęsknić i naładować baterie i mieć siłę.

 

JEDYNY SŁUSZNY SPOSÓB SPĘDZANIA ŚWIĄT

Na początku myślałam, żeby najbardziej chamskie i oceniające komentarze wywlec w tym wpisie i oficjalnie je wyjaśnić, ale zrezygnowałam z tego po przeczytaniu posta właśnie tamtej matki. Strach przed oceną i presja, jaką się wywiera na matkach przez "jeden prawdziwy sposób spędzania świąt" jest na tyle silny, że nie mam ochoty nikogo tym częstować. Tym bardziej że jest równie silny, co absurdalny, bo z jednej strony słyszymy: masz spędzać święta z rodziną, ty mendo głupia. A z drugiej: ateistka obchodzi święta? Pierdzielona hipokrytka. 

 

Przy czym, co zauważyłam ze smutkiem, najwięcej chamstwa i oburzenia widzę u tych osób, które wyznają Boga i teoretycznie żyją w wierze. Nikt mnie tak mocno nie zjebał [przepraszam za wyrażenie, ale to dosłownie było tym, czym było] za spędzanie świąt bez dzieci jak właśnie katoliczka wielbiąca Boże Narodzenie. [patrz punkt "Po szóste"]. I to było przykre.

 

DO KAŻDEJ MATKI, KTÓRA CZUJE WYRZUT, ŻE CHCE

I tak część osób stoi w rozkroku między strachem przed oceną, która nastąpi, cokolwiek się zrobi. Spędzisz święta czy ich nie spędzisz, tak czy siak ktoś ci coś wypomni, więc dla każdej matki, której kiedykolwiek przez myśl przeszło spakować się w święta i wyjechać - kochana nie bój się. Ludzie tak robią, tylko siedzą cicho, bo nie chce im się kłócić z tradycjonalistami [tymi co bardziej agresywnymi]. Jeśli chcesz spędzić święta tradycyjnie - spędzaj! Nikt ci broni! Aktualny klimat w naszym kraju nawet zachęca! Nie chcesz spędzać świąt? Na szczęście nikt cię jeszcze do tego nie zmusi.

 

Rób to, co uważasz. Rób tak, żebyś dobrze się czuła. Zadbaj o siebie. I jeśli to zadbanie będzie znaczyło, że będziesz musiała zostawić komuś dzieci na dzień lub dwa, to trudno. Żeby wychować szczęśliwe dzieci musisz mieć dużo siły, cierpliwości, musisz być wyspana, najedzona i wypoczęta. I nie daj sobie wmówić, że masz to robić wówczas, gdy inni będą uważać to za dobry wybór. To jest przede wszystkim  twój wybór. Nie daj sobie wmówić, że tego nie potrzebujesz, nie daj sobie wmówić, że to jest głupie.  Jedyne, co masz zrobić, to być pewną, że akurat to ci pomoże najbardziej.

 


Natomiast jeśli interesują cię wpisy ode mnie, zainstaluj sobie, proszę, aplikację na telefon, gdzie będziesz mogła w każdej chwili spojrzeć, czy nie pojawiają się jakieś nowe wpisy: Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj]. 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    7 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Agnieszka Mitas
    Agnieszka Mitas
    4 lat temu

    Ja też nie przepadam za świętami - żadnymi. Niestety mieszkam prawie 1000 km od rodziny, więc nawet nie miałabym komu podrzucić młodego, ale właściwie ja lubię kiedy jesteśmy wszyscy razem w święta. Taka ze mnie ateistka z tradycjami. W tym roku nie uśmiechało mi się jednak stać przy garach i wycierać rozlane soczki z podłogi, więc wybraliśmy się na wycieczkę do belgijskiego kurortu. Tutaj ludzie w święta kupowali buty, myli okna, siedzieli w pubach przy piwie i chociaż było to trochę zaskakujące dla mnie - czemu nie. My odpoczywaliśmy i obżeraliśmy się goframi. Świetny wpis !

    Kasia Sokołowska
    Kasia Sokołowska
    4 lat temu

    Amen Siostro 🙂

    Joanna Bjerg
    Joanna Bjerg
    4 lat temu

    A ja nie rozumiem dlaczego potrzebne sa takie "broniace" siebie i wlasnych decyzji, o wlasnych dzieciach, o wlasnych dniach wolnych, o wlasnych swietach posty... nie ogarniam... matko jedyna, co za popierduch 😀
    Moje swieta wygladaly tak: 3 dni przed swietami wzielam wolne od pracy... i tak puscilam dziecko do zlobka w te dni - [uwaga lincz]. Mialam umyc okna - nie umylam, mialam posprzatac - posprzatalam czesciowo, mialam cos upiec - nie upieklam. Co za to zrobilam? - NIC! 😀 wypoczelam, lezalam perfidnie na kanapie i ogladalam seriale.. wyrodna matka i ch*jowa pani domu w jednym 😀 Potem spedzilismy swieta razem z mezem i mlodym, z wizytami u dziadkow i znajomych... z ch*jowo brudnymi oknami, bez ciast i babek i przezylismy, wypoczelismy, gotowi na powrot do pracy i zlobka 😀

    daria-porcelain.pl
    4 lat temu

    A ja nie brałam wolnego, pracuję na dwa etaty, do tego blog, treningi i dom oczywiście, dałam radę 🙂

    Joanna Jaskółka
    Reply to  daria-porcelain.pl
    4 lat temu

    Dużo cię to musiało kosztować, skoro czujesz potrzebę publicznej pochwały 😀 😀 😀 [czy po prostu reklamujesz swój blog?]

    daria-porcelain.pl
    Reply to  Joanna Jaskółka
    4 lat temu

    " Rób to, co uważasz. Rób tak, żebyś dobrze się czuła. " A więc zrobiłam, co uważałam i nie wydaje mi się, abym prosiła gdziekolwiek o pochwałę...

    _____________
    ♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥

    Olga | Napisawszy.pl
    4 lat temu

    Marzę o tym. Może za rok się uda.

    20 grudnia 2022
    Jak zmusić dziecko, żeby coś zjadło, czyli świąteczne potrawy dla niejadka

    Od lat zmagam się z jedzeniową wybiórczością i taki problem dotyczy też mojego dziecka. Jeszcze pięć lat temu przyznanie się do tego, że nie dam rady zjeść wszystkiego, bo zwyczajnie nie lubię, było dla mnie ogromnym problemem, bo jak to, można czegoś tak bardzo nie lubić aż do odruchów wymiotnych? Syn nauczył mnie asertywności i […]

    6 grudnia 2022
    Jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko?

    Kiedy sytuacja w kraju pogarsza się, a z każdej strony jesteśmy zalewani informacjami o rosnącej inflacji, wielu rodziców czuje ciarki na myśl o zbliżających się świętach. Co się stanie, gdy Wigilia nie będzie „na bogato”? A przede wszystkim, jak rozmawiać z dziećmi o prezentach świątecznych, gdy nie stać nas na wszystko, a marzenia są ogromne? […]

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official