Nie wszystko można zatrzymać

Joanna Jaskółka
19 czerwca 2015

Udostępnij wpis

Tuż za płotem naszego podwórka stoi kawałek płotu, a w płocie - furtka. Mieliśmy ją rozebrać, ale ostatecznie zdecydowałam, żeby stała i robiła klimat. Poza tym, pomyślałam sobie,  zawsze dobrze mieć otwartą furtkę, drogę odwrotu. Jakieś drzwi, które otworzą nam drogę ewakuacyjną. U nas jest nią furtka. Furtka w kawałku płotu ze ścieżką prowadzącą do niczego. Trochę głupia ta nasza decyzja, bo jej drewno jest zmurszałe, stare. Jeszcze trochę, a szczeble całkiem się połamią i wylądują na ziemi, która pochłonie je, pożre razem z próchnem, unicestwi. Ale przecież nie wszystko można zatrzymać...

 

 

Wczoraj wieczorem wyszłam przed dom, bo znów zapomniałam ściągnąć pranie ze sznurka. Na dworze było już ciemno, w oddali słychać było skrzeczenie krutyńskich żab. Gdzieś tam na polu szczekał koziołek. A może nawet dwa, bo charakterystyczny odgłos dochodził chyba z dwóch miejsc niedalekiej polany. Pszczoły i żurawie już dawno spały, ale las wydawał znany mi od lat pomruk nie do końca uśpionych nocą owadów i ptaków. Miastowy powiedziałby, że tak brzmi cisza. Ja tej ciszy nigdy nie słyszałam. Dla mnie natura zawsze pełna była przeróżnych dźwięków, odgłosów, muzyki. I w tę muzykę, akurat gdy szamotałam się z zaplątanymi spodenkami Kosmyka, wdarł się nagle jakiś krzyk. Usłyszałam szamotanie na stryszku pobliskiej starej obory i charczenie.

 

Z kosmykowymi spodenkami w dłoni zamarłam, próbując rozpoznać i rozróżnić dźwięki. Do szamotania dołączył dziwny chrapliwy odgłos. Jakby na poddaszu starej obórki snuł się jakiś żądny krwi zombiak. Bałam się ruszyć. Chrapliwy dźwięk roznosił się po pomieszczeniu, uciekał przez jedyny otwór pod dachem, do którego drabinę już dawno pochłonęło próchno i trawa. Gdyby jednak stała, czy odważyłabym się wejść po niej i sprawdzić, jaki potwór opanował poddasze? Chrapliwe dźwięki się nasilały, sparaliżowały mnie, sparaliżowały koziołka na polanie, sparaliżowały las, który nagle przestał nucić i brzmieć. Nie śpiące jeszcze ptaki nagle zamilkły. Owady uciekły. A ja stałam bez ruchu, ze spodenkami dziecka w dłoni i zrozumiałam, że mam szczęście słuchać odgłosów miłości coraz rzadziej dziś spotykanej... płomykówki.

 

Bycie świadkiem czyjejś miłości zawsze jest doświadczeniem krępującym. Szczególnie gdy do naszych uszu dochodzą wyłącznie jej dźwięki. Niby powinnam udawać, że niczego nie słyszę, że wcale mi to nie przeszkadza, ale świadomość, że tam nad obórką dzieje się coś przeznaczonego wyłącznie dla dwóch istot, jest silniejsza. Nie wszystko można zatrzymać, ciekawości również. Ze spodenkami synka w dłoni, jako jedyny świadek prymitywnej miłości, stoję i wsłuchuję się w te dźwięki tak długo, dopóki nie ucichną. Zapada noc. Gwiazdy błyszczą niczym cekiny na sukience ponownie rozpoczynającej nocny koncert łąki. Na polanę znów wraca koziołek. Zbieram do końca pranie, zawracam w kierunku domu.

 

Tuż przed drzwiami zatrzymuje mnie głośny wrzask z poddasza. Miauczący, przerażony, zrezygnowany. No cóż. Miłość jest łapczywa - zawsze się po niej głodnieje. Jeszcze chwilę nasłuchuję, czy nie znajdzie się kolejna jej ofiara i wchodzę na werandę.

 

 

Następnego dnia po oknie i wystających ze ściany cegłach wdrapuję się na poddasze. Panuje tu straszny bałagan, a pod krokwią, wśród piór i sowich kup, znajduję jeszcze świeże kostki ledwo co odstawionego od matki kota. Gdzieś w kącie słyszę miauki - świetne miejsce na ulokowanie młodych znalazła sobie kotka sąsiadów, doprawdy świetne. Chcąc, nie chcąc, urodziła pyszny obiad dla przyszłego kwiatu polskich sówek.

 

Kocicę z gniazdem przenoszę w bezpieczne miejsce schowka za obórką.

 

- Tu będziesz z dziećmi bezpieczna - mówię, a jej wielkie oczy i syczący głos każą mi czym prędzej się oddalić, jeśli nie chcę być bardziej podrapana i pogryziona. Idę. Przechodzę obok wieszaka na pranie, na którym wisi malutka koszulka Drugiego. Jest niewiele większa od mojej podrapanej dłoni. Kiedyś należała do Kosmyka. Teraz synek nie zmieściłby w niej nawet łokcia, a trzy lata temu, gdy się urodził, ta koszulka była na niego trochę za duża. Nie wszystko można zatrzymać. Dzieci rosną, wymykają nam się z rąk, wyrastają z koszulek, spodenek, butów i miłości, którą staramy się je otaczać.

 

Jestem matką, ofiarą swojej własnej miłości. Patrzę się na syna i mrużę oczy jak ta kocica, która starając się za wszelką cenę uchronić swoje młode, przez przypadek skazała je na śmierć. Nie wszystko można zatrzymać, nie zatrzymamy miłości, nie zatrzymamy przy sobie dzieci, nie zatrzymamy też śmierci.

 

Myślę o tym, patrząc w kierunku poddasza i widząc, jak po cienkiej desce wraca na nie kocica, niosąc swoje młode z powrotem do gniazda w bliskim sąsiedztwie płomykówki.

 

Nie wszystko można zatrzymać. Miłości, dzieci, śmierci i... chcącej dobrze głupoty.

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    24 marca 2022
    ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble]

    Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej.  Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […]

    26 lutego 2022
    Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam

    – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać.  – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne.  Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […]

    10 stycznia 2022
    Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm

    Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […]

    16 grudnia 2021
    Jeszcze zdążysz kupić najładniejsze książeczki dla dzieci!

    Obiecałam pokazywać więcej książek dla dzieci i pokazuję książeczki dla dzieci 🙂 Jeszcze zdążysz je złapać przed świętami i obdarować jakieś dziecko, bo książki to zawsze najfajniejsze prezenty. Przynajmniej ja w tym wpisie pokażę takie, które najfajniejszymi prezentami będą. Gotowa? Jedziemy!  

    7 grudnia 2021
    Fidget toys - o co chodzi w tych małych pierdółkach, że dzieci tak ich chcą i potrzebują?

    Teoretycznie zabawki typu fidget toys towarzyszą nam od dawna. Są to między innymi długopisy, zakrętki, folia bąbelkowa, patyczki czy nawet nasze własne palce, którymi pstrykamy lub kręcimy nimi, gdy się stresujemy. Praktycznie nazwa fidget toys wypłynęła niedawno, choć pierwszą zabawkę tego typu i zaprojektowaną konkretnie w tym celu wymyślono dawno temu.  

    2 grudnia 2021
    Co będzie z naszymi dziećmi, które wolą grać w Minecraft niż bawić się klockami?

    Co będzie z naszymi dziećmi, które całe dnie siedzą na komórkach i komputerach? - zastanawiają się rodzice, a ja odpowiadam: nic nie będzie.  Ja, w wieku moich dzieci, oglądałam durne kreskówki na telewizorze [częstokroć odrabiając przy nich lekcje na kolanie]. Pamiętam dni w całości przesiedziane na graniu w gry komputerowe. Bardzo kiepskie i średnio edukacyjne. […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official