Pięć rzeczy, które zaskoczyły mnie w noworodku

Joanna Jaskółka
28 czerwca 2015

Udostępnij wpis

Dziś Drugie kończy pięć tygodni, wchodzimy więc powoli w okres, kiedy przestaje być noworodkiem, a zaczyna być niemowlęciem. Szkoda. Noworodków mogłabym mieć na pęczki, z niemowlętami już jest trochę gorzej... Ale nie poddaję się, a żeby uhonorować ten najcudowniejszy pierwszy okres, postanowiłam zrobić małe podsumowanie i wypisać pięć rzeczy, których z czasów pierwszego dziecka nie pamiętam, a dopiero przy drugim mnie zaskoczyły.

 

1. Ciemiączko

 

U Kosmyka w ogóle nie mogłam go zlokalizować. Pamiętam, że gdy lekarz lub położna pytały się o ciemiączko, z poważną miną odpowiadałam "Dobrze, dobrze, bardzo dobrze!", a potem w domu histerycznie szukałam w necie, jak to ciemiączko wygląda. Raz jeden spytałam się pielęgniarki, gdzie to ciemiączko jest. Roześmiała się, powiedziała, że to przecież każdy widzi, pokazała paluszkiem i spytała, czy już wiem. Popatrzyłam, pokiwałam głową. Powiedziałam "Och! To takie oczywiste!" i wróciłam do domu przerażona swoją głupotą, bo... dalej żadnego ciemiączka nie widziałam. I to musiała być trema początkującego czy jakieś przejęcie, bo u Drugiego znalezienie ciemiączek nie jest dla mnie żadnym problemem. Jak się uprę, to w obserwacjach dopatrzę się jeszcze wielu innych rzeczy, którymi nie przejmę się tak bardzo, jak brakiem tamtego wgłębienia.

 

2. Sen

 

Przez pierwsze tygodnie Kosmykiem płakałam i złorzeczyłam, że nie mogę się wyspać, że najgorsze jest to niewyspanie, że jestem biedna, zmęczona i zmaltretowana. Nie wiedziałam, że te pierwsze tygodnie to był taki dar od Kosmy, bo potem, jako mama roczniaka, który wstaje sobie o czwartej nad ranem i spać idzie niewiele po ósmej [i to na godzinkę!], z rozrzewnieniem wracałam myślami do tych pięknych czasów regularnych dwugodzinnych drzemek. Faktem jest, że w późniejszym rozwoju dziecko robi ci przeróżne niespodzianki, takie jak gorączka, strachy nocne, kilkugodzinne wybudzenia, wieczorne niespanie, no różne, które bez zbawiennego poporodowego kopa znosisz masakrycznie źle. Przy Kosmyku myślałam, że gorzej być nie może, z Adasiem wiem, że może, więc czerpię ile się da z tego błogosławieństwa pierwszego snu. Wiem, że nocna pobudka to nakarmienie, przewinięcie i dalszy sen. Nie narzekam na nią, bo moje narzekanie może spowodować rzecz gorszą - obudzenie Kosmyka, co na pewno nie skończy się snem, a kilkugodzinną rozmową 🙂

 

 

3. Czas

 

Płynie szybciej. O matko, jak wiele szybciej. Pierwsze tygodnie pierwszego dziecka ciągnęły się jak makaron, nie mogłam się doczekać pierwszego uśmiechu, pierwszego przewrotu na brzuszek, pierwszego chwytu... Przy Drugim czas leci zdecydowanie za szybko, na pierwszy uśmiech nie czekam, pierwsze jego grymasy wręcz wypieram, niektóre oczekiwania prześmiewczo przyspieszam [widzieliście obrót na brzuszek? Tutaj!], wiem, że jak ruszy ta lawina "pierwszych" rzeczy, to Drugie najpóźniej pojutrze skończy trzy lata.

 

 

4. Głużenie

 

Żeby usłyszeć głużenie Kosmyka, o którym naczytałam się w książkach, czekam chyba do dziś. Nie zaobserwowałam momentu, w którym moje pierwsze dziecko zaczęło wydawać jakieś określone odgłosy, dla mnie "odzywał" się cały czas i tak mu zostało. Przy drugim natomiast kilka dni temu USŁYSZAŁAM. Dźwięki, jakich do tej pory nie wydawał, całkiem śmieszne, dziwnie brzmiące i gdybym nie wiedziała, że głużenie to odruch bezwarunkowy, już bym się chwaliła, że zaczął mówić 🙂

 

 

5. Troska

 

Pierwsze dziecko - obiekt nieznany, dopiero badany - ma trochę przekichane, bo zdenerwowani rodzice zjadają paznokcie do łokci nad każdym kichnięciem i trzęsą się nad każdą wysypką. Myślałam, że drugie przysporzy mi też tylu zmartwień, ale z zaskoczeniem odkryłam, że z niemowlęctwo Kosmyka dało mi dość sporą wiedzę. Nie przetrząsam internetu w poszukiwaniu informacji, czy potówki zabijają, nie dzwonię do lekarza, żeby skonsultować groźną, czyhającą na życie mojego dziecka, ciemieniuchę. Nie płaczę nad czkawką, wiem, że niemowlakowi ona wcale nie przeszkadza, i nie panikuję, gdy podczas spaceru niemowlak zapełni pieluchę [za pierwszym razem, trzy lata temu dokładnie, pędziłam z Placu Bankowego na Anielewicza, potykając się o własne nogi i dzwoniąc do Chłopa, żeby zwalniał się z pracy i natychmiast po mnie przyjeżdżał, bo Kosmyk zrobił coś wielkiego i ja z nim do autobusu nie wsiądę, trzeba go przebrać, o matko, matko, jaka katastrofa!, a ja taka samotna z tym dzieckiem, co mam robić! - do tej pory się z tego śmieję :D]. Podsumowując - oprócz standardowej troski o zapewnienie podstawowych potrzeb, drugie dziecko, muszę przyznać, nie jest tak chuchane, dmuchane jak Kosmyk. Ale też o wiele mniej od Kosmyka płacze, co jest znamienne :).

 

 

 

Macie jakieś swoje noworodkowe zaskoczenia? Pytanie trochę dla rodziców więcej niż jednego dziecka, ale mnie przy pierwszym zaskoczyło na przykład to, że zmiana pieluchy na samym początku wcale nie była tak "pachnąca", jak to widać często na filmach. Według mnie im starsze dziecko, tym gorsza pielucha, a te pierwsze nawet nie są za bardzo obrzydliwe - może rodzice jednego dziecka też mają jakieś swoje zaskoczenia?

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

22 marca 2020
Dlaczego soda i ocet nie są najlepszym połączeniem podczas sprzątania?

W ciągu ostatnich trzech lat bardzo mocno wkręciłam się w naturalny ogród, ale wcześniej już zainteresowałam się ekologicznym sprzątaniem - soda i ocet to produkty, na których bazowałam. I pamiętam tę chwilę, kiedy dowiedziałam się, jak bardzo ekologiczne sprzątanie może być nieekologiczne. Gdybym nosiła kapcie, to by mi spadły. Mimo tylu lat chemii w szkole, […]

18 marca 2020
Bardzo przepraszam, ale edukacja domowa nie ma nic wspólnego z nauką zdalną, jaką serwuje nam szkoła

Ach, uleję sobie, bo dawno sobie nie ulewałam. Co mi tam. Bo ileż można czytać, że cała Polska jest w edukacji domowej. Nie jest. I jeśli myślisz, że wypełnianie po kolei zadań zadanych przez nauczycieli na ocenę to edukacja domowa, to wstań i się otrząśnij. Tak to, niestety, nie wygląda.    

16 marca 2020
Jak się ratować, żeby nie zwariować z dzieckiem w domu [spis DARMOWYCH platform, kanałów i wydarzeń online w czasie pandemii]

Ostatnio pokazałam na stories platformę do nauki, z której korzystał starszak [platforma jest dla nas obowiązkowa w ramach nauki online w szkole] i dostałam wysyp próśb i pytań, żebym pokazała, z czego uczy się starszak. I co mamy jeszcze w zanadrzu. Przeszperałam mój planer czasu, gdzie wypisałam sobie wszystko, z czego zamierzamy korzystać i myślę, […]

10 marca 2020
Kiedy dziecko traci to, co kocha najbardziej, a ty nie wiesz, jak mu pomóc

Żałoba kojarzy nam się  zazwyczaj ze śmiercią kogoś bliskiego i jest naturalnym stanem pojawiającym się po doświadczeniu straty. Żałoba dziecka podsuwa nam wyobrażenie pokrzywdzonej przez los sieroty, które utraciło mamę lub tatę. Od razu wyzwalają się w nas pokłady współczucia i bardzo dobrze to świadczy o stanie naszej empatii. Sytuacja utraty rodzica z powodu śmierci […]

5 marca 2020
Osiem rzeczy, którymi osiągniesz o wiele więcej niż zwykłą, pospolitą karą

Kara - słowo klucz współczesnego wychowania. Często stosowana zamiennie ze słowem "konsekwencje", które są niczym innym, lecz właśnie karą, tylko przyjaźniej nazwaną. Od lat unikam kar  i dopiero od jakiegoś czasu spotykam się z coraz większym zrozumieniem w tym temacie, jednak wciąż czuję zgrzyt, kiedy czytam, że ktoś nie stosuje kar na dziecku tylko konsekwencje. […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official