Szymbark - wycieczka, w którą zostałam wrobiona i w którą ja nikogo nie wrobię

Joanna Jaskółka
19 maja 2019

Udostępnij wpis

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to jedno z miejsc, które mi wpadło w oko podczas wyjazdu na Kaszuby. Wybraliśmy się tam w majowe popołudnie, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, ale chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach i ich historii. Wstępnie powiem tak - wzięliśmy za mało pieniędzy.

 

Ja już w recenzji naszego ośrodka Zawiaty, w którym spędzaliśmy urlop, pisałam, że starszy jest zafascynowany językiem kaszubskim. Co pamiętałam ze studiów, to mu opowiedziałam, część znalazłam w necie, ale on chciał więcej i więcej. Mazury nie mają już swojego języka, wszyscy tutaj jesteśmy zbieraniną ludzi z całej Polski, więc dla mojego syna, który o kulturze Mazur i języku słyszał tylko ode mnie, fakt, że gdzieś jest taka stara kultura i zupełnie obcy język, wciąż żywy, był niesamowicie ciekawy. No to pojechaliśmy, bo słyszeliśmy, że Centrum Edukacji i Promocji regionu to taka kolebka Kaszub itp.

 

I faktycznie - miejsce z zewnątrz wyglądało fenomenalnie. Nawet fakt, że wejście kosztowało po 18 zł za osobę [dzieci do sześciu lat wchodzą za darmo, więc Adasiowi się upiekło]. No cóż, na Mazurach są czasami droższe ceny biletów, więc ok. Czytelniczki na insta pisały: weźcie przewodnika! Weźcie przewodnika! I tak jak zazwyczaj dzielę to, co mi piszą przez cztery, tak tym razem uznałam, że wiedzą lepiej. Poszłam do tego pana przy bramie, gdzie ten przewodnik i czy jest jakiś obowiązek, żeby z nim chodzić [bo chłopcy zobaczyli już pomnik-fontannę Świętowida Kaszubskiego i plac zabaw, więc ciężko było ich utrzymać na miejscu].

 

W Szymbarku z przewodnikiem?

 

No i pan, widząc, że idzie rodzina z dziećmi, z małymi dziećmi, również potwierdził,  że koniecznie z przewodnikiem, koniecznie. Okej, spięłam chłopców, poczekaliśmy te pół godziny na przewodnika. Przewodnik pokazała nam najdłuższą deskę na świecie, zaśpiewała piosenkę w języku kaszubskim i to było super, nawet młodszy słuchał. A potem poszliśmy do domu Sybiraka. Zaczęło się delikatnie, od cierpienia ludzi. No, dzieci jeszcze to łyknęły. Ale potem pokazano nam barak z łagra rosyjskiego, na ścianach zdjęcia zagłodzonych dzieci, pani opowiadała, ile ludzi umarło i jak straszne były ich cierpienia, potem zabrała nas do pociągu, w którym w dramatycznych warunkach przewożono ludzi i...  w tym momencie zabrałam dzieci pod pachy i wyszłam. Na szczęście.

 

Bo potem pani zaprowadziła ludzi do bunkru i puszczała dźwięki nalotu. Kumacie, nie? Młodszy ma zaburzenia słuchu i histerycznie reaguje na hałas. Starszy totalnie nie kumał, czemu ci ludzie umierali i nie mógł wyjść z szoku przez 30 minut, a ja nie wiedziałam, jak sensownie streścić mu, na czym polegała druga wojna światowa, o co chodziło z Rosją itp. w tłumie ludzi. Nie miałam szansy go na to przygotować.

 

I co najlepsze - chętnie bym posłuchała o tym, co mówiła przewodnik w spokoju i skupieniu i Chłop również. Jakoś byśmy się dziećmi podzielili i najpierw on by posłuchał, a potem ja.  A tak to oboje usiłowaliśmy uspokoić panikującego zagłodzonymi na zdjęciach dziećmi starszaka, a to nierozumiejącego niczego i biegającego ze śmiechem młodszego, przeszkadzając innym, którzy chcieli słuchać i sami nie słysząc niczego do końca, same wyrywki. 

 

Idealne miejsce na rodzinne popołudnie?

 

I w sumie nie byłabym taka oburzona, gdyby nie fakt, że to miejsce jest opisywane jako idealne miejsce dla rodzin z dziećmi. Nie wiem, ja jakaś naiwna jestem, że wydaje mi się, że kiedy człowiek widzi małe dzieci, to pokazuje im treści na małe głowy albo informuje rodziców, że to nie miejsce dla nich. Zapraszamy za chwilę albo zostańcie na własną odpowiedzialność. Można pokazywać te dramatyczniejsze obiekty na samym początku, żeby ludzie z małymi dziećmi poczekali, można pokazać je na końcu, a na początku skupić się faktycznie na tej kulturze, ale czujecie: oglądasz deskę, słuchasz piosenki, a po chwili jesteś w łagrze rosyjskim i pani ci pokazuje, że tu spało 140 ludzi i masz dzieci głodne na zdjęciach. Wychodzisz i tuż obok napierdziela ci głośna wesoła muzyka z domku ze Świata Bajek, normalnie Campo di Fiori Miłosza. Ten łagr, te domy Sybiraka, zagłodzone dzieci i wesoła głośna muzyka i piski rozbawionych maluchów.

 

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

 

Dobra, ale zakładam, że decyzją właściciela było umiejscowienie tego w taki, a nie inny sposób, między lunaparkiem a gospodą, jego prawo. Mi się to nie podoba, ale co zrobić. Przewodnik też ma prawo mówić to, co wie i nie zawsze jest w stanie dostosować to, co mówi, do wieku dzieci. Szkoda tylko, że ani ludzie polecający to miejsce, ani ludzie wpuszczający do środka, ani sam przewodnik nie robi tego, o czym wspomniałam: odsiewu. Drodzy państwo - za chwilę wejdziemy do łagra, opowiemy, jak tam było, możecie państwo tu na nas z dziećmi poczekać. Za chwilę przejdziemy do domów trapera i innych obiektów.

 

To by wystarczyło, bo przestraszone dzieci nie zagłuszałyby płaczem tego, co mówi przewodnik, te znudzone, nie gorszyłyby swoim śmiechem słuchających [bo moim zdaniem moje małe dziecko trochę przeszkadzało i nie czułam się z tym komfortowo], a te z nadwrażliwością słuchową lub bojące się zejść do bunkrów nie musiałyby się bać. Inna sprawa, że fajnie, kiedy dzieci słuchając o liczbie zabitych i o tym, jak byli przetrzymywani, wiedzą z kontekstu, czemu tak się działo. Czy dałam radę synowi sensownie streścić, o co chodziło w drugiej wojnie światowej i dlaczego wówczas mordowano Polaków? W ciągu kilku minut? Nie. A wydaje mi się, że prowadząc dziecko w takie miejsce, warto by mu wyjaśnić kontekst, opowiedzieć, o co chodzi, żeby wiedziało, jaka była historia, dlaczego, co doprowadziło do tragedii. A tutaj od piosenki do morderstwa w zaledwie kilka minut. Czułam niesmak.

 

Do właścicieli miejsc rozrywki: pomyślcie, czy jest sens stawiać łagr przy lunaparku

 

Ale ja jestem zwolennikiem wprowadzania dzieci w takie historie, gdy są trochę większe i mają więcej w głowie. Jestem też przekonana, że historii o łagrach nie można przegryźć konikiem i lodami w budce. Że potrzeba większego skupienia i nie wiem - ciszy, żeby w szacunku pochylić się nad losem tych ludzi? Co zrozumie siedmiolatek z opowieści o tym, że ktoś nagle wziął setkę osób i kazał im mieszkać w łagrze? Siedmiolatek, który nie zna historii pierwszej, drugiej wojny, nie ma wiedzy, żeby logicznie powiązać jedno zdarzenie z drugim? Z tego tylko mogą wyjść lęki nocne, że ktoś nagle przyjdzie i jego tak samo wywiezie, jak tamtych. Więc jeśli polecę komuś Szymbark, to zdecydowanie z podkreśleniem tego i prośbą o zastanowienie, jak rozegrać to, co się dzieje podczas oprowadzania z tym, co się dzieje obok. I dziwię się, że w tych nawoływaniach: weź przewodnika, weź przewodnika, nikt się nie zająknął nawet i nie powiedział: uważaj na przewodnika. Ja powiem.

 

Zostawiliśmy więc grupę i resztę obiektu zwiedzaliśmy na własną rękę. To znaczy tyle, ile mogliśmy, bo wzięłam ze sobą tylko 250 zł, a to o wiele za mało. Więc pooglądaliśmy kilka obiektów w tym dom na głowie, zapłaciliśmy za przejażdżkę koniem, zapłaciliśmy za park linowy, po którym chłopcy przeszli dwukrotnie, zjedliśmy lody  i na całe szczęście chłopcy wzgardzili głośnym domkiem Świata Bajek, bo jeszcze byśmy musieli zapłacić  kolejne złotówki za to. A przecież jeszcze sklepiki, automaty do zdjęć, lody, żelki i podobne atrakcje. Na szczęście toalety były darmowe. I dużo o tym miejscu powie fakt, że się tymi darmowymi toaletami zdziwiłam.

 

18 zł za wejście, dzięki któremu mogliśmy zapłacić za park linowy - dziękuję.

 

I z takim lekkim niesmakiem wyjechaliśmy z Szymbarku. Nie wiedząc, skąd akurat w tym miejscu te łagry, zastanawiając się, czemu ludzie polecają przewodnika rodzicom z małymi dziećmi, mając w głowie totalny mętlik, jaki związek ma Dom Sybiraka z parkiem linowym, grającym na pełny regulator domkiem świata bajek i ostatecznie konstatując, że dlatego pewnie stoi tam ten dom na głowie, bo wszystko jest pokręcone. Ten dom jest taką metaforą tego miejsca, gdzie martyrologia przeplata się z komercją, trąca o kulturę, a kończy na pustym portfelu i zawrotach głowy.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
18 listopada 2019
Ile wydałam na żarcie w tym miesiącu i co, do diaska, poszło nie tak?

  W ostatnim miesiącu jeden wyjazd przeganiał drugi. Ciężko było cokolwiek zaplanować, więc poszłam na żywioł. Nie planowałam. Zapisywałam tylko to, co kupiłam i to, co zjedliśmy. Pomyślałam, że warto zrobić takie zestawienie, żeby pokazać, że wcale nie trzeba sztywno planować tego, co się zje za tydzień, a jednocześnie zarządzać posiłkami tak, żeby nic się […]

13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official