To właśnie jest największa głupota, jaką może zrobić babcia

Joanna Jaskółka
8 września 2016

Udostępnij wpis

 

Od kilku dni po sieci krąży powyższy mem [którego autorem jest Ohmydad, ale większość to ignoruje i sobie mem kradnie] i wzbudza wielkie emocje. Wcale się nie dziwię. Z kierowanych do mnie maili średnio 8 na 10 dotyczy nikogo innego jak właśnie babci. Nawet jeśli zaczynamy od kompletnie innego problemu, wreszcie skończy się właśnie na niej i na jej zachowaniu. I o tym, co ono powoduje. Powszechnie panuje pogląd, że babcia może rozpieszczać i rzadko kiedy jest on przez kogokolwiek podważany. Babcie mają mieć prawo rozpieszczać wnuki i burzą się, gdy im się tego zabrania. A matki? A matki mają siedzieć cicho i patrzeć na radośnie pokazywany przez babcię, ubrany w welony uprzejmości,  środkowy palec. Babcie zapominają tylko o jednym - my matki możemy pokazać im to samo.

 

 

 

– Znajoma psycholog powiedziała mi, że rodzice mogą sobie mówić, co chcą, a babcia i tak powinna zrobić po swojemu - zwierzała się pewna kobieta mojej mamie – Niech ona sobie karmi zdrowo, niech robi z tymi dziećmi jak uważa, ale kiedy są pod moją opieką, będę robić, co chcę! - mówiła.

 

 

Droga babciu, jeśli wystawiasz mamie swoich wnucząt tego wesołego fucka, to wiedz, że to prędzej czy później się na tobie zemści i możesz się uśmiechać i możesz sobie robić, co chcesz. Ale zapamiętaj to, że...

 

 

 

"Dziadkowie mogą wszystko" jest największą bzdurą na świecie

 

 

Nie, babcia nie może wszystkiego. Babcia może kochać wnuki i może je rozpieszczać. Ale... rozpieszczanie nie powinno przekraczać granic wyznaczonych przez rodziców i...zagrażać życiu i zdrowiu dziecka. Dziadkowie są dopełnieniem rodziców. To nie znaczy, że mają dopełniać im kieszenie czekoladą. Każdy dziś może kupić czekoladę. Dziadkowie są od tego, czego rodzice dać nie mogą:

 

  • więcej czasu, więcej uwagi,
  • więcej cierpliwości,
  • więcej pomysłów, bo przecież ileś tam lat te dzieci wychowywali, więc coś musieli z nimi robić, wreszcie -
  • więcej czytania,
  • prawdziwe spoiwo do przeszłości.

\

 

Od tego właśnie są, a wolą koncentrować swoje siły na pierdołach, zamiast skupić się na tym, czego faktycznie dziecko potrzebuje.

 

Prosisz o książeczki - kupuje ubranka. Prosisz o pieluchy - kupuje tabun plastikowych zabawek u Chińczyka. Prosisz o zajęcie się dzieckiem we wtorek. Przyjeżdża w środę z miną "ojej, chyba mi się pomyliło!" i głupim uśmiechem przyklejonym do twarzy, bo wie, że jesteś tak zmęczona, że i tak się będziesz łasić, żeby ci dziecko wzięła.  Prosisz o o to, żeby nie prała ubranek, bo dziecko jest uczulone na proszek, pierze w pierwszym lepszym i jeszcze płynem do płukania zakrapla. Zwracasz uwagę, że prosiłaś, ale przecież "ja bardzo delikatnym, dla dzieci" I nic, że czuć perfumą na kilometr. I piętnasty raz pranie, bo przecież woda taniuśka, szambo taniuśkie, babcia nie płaci. Prosisz o niepodawanie  dosładzanych soczków - dostajesz dziecko ciamkające ulepek ze sklepu z komentarzem "bo kiedyś u was taki widziałam". No, widziałaś. Kiedyś też widziałam psa na dwóch łapach, ale nie wiem, jakim cudem nie uznałam tego za standard.

 

 

Nie wiem, naprawdę nie wiem, skąd ta potrzeba robienia na przekór i igrania ze zdrowiem dziecka. Nie mówię ci, babciu, w co masz się z nim bawić, w co masz je ubrać, nie wnikam w to, o czym z nim rozmawiasz. Mam tylko kilka próśb, które ci pomogą ogarnąć moje dziecko, sprawią, że będzie ci łatwiej i będziesz mogła dłużej, efektywniej się nim zająć. Ale nie. Bo trzeba postawić na swoim.

 

 

 

 

Dlaczego tak groźne jest dawanie dzieciom słodyczy po kryjomu?

 

 

Mówisz, babciu, że szanujesz rodziców swoich dzieci. Pytasz się, jak masz się zająć ich pociechami. A potem z uśmiechem na twarzy robisz wszystko odwrotnie, bo przecież dlaczego nie?

 

 

 

– Wiesz, tu nie chodzi o te słodycze, choć przykro mi się zrobiło, gdy na wyraźną prośbę o ich ograniczenie, bo bardzo chciałam, żeby syn pamiętał ze świąt choć trochę potraw, a nie chipsy, widziałam tylko walające się i ukrywane pazłotka. Tu chodzi o to, że zachowując się w ten sposób, pokazuje mojemu dziecku, że mamę można olewać, że mamę można oszukiwać, że mamę można okłamać. Przecież jak oddaję jej dzieci, to one słyszą moją prośbę! I słyszą, jak babcia obiecuje! A potem ona jakby nigdy nic, wyjmuje z kieszeni cukierki i daje im ze słowami "Tylko nie mów mamie".

 

 

 

Droga babciu, naprawdę to jest twoim celem? Pokazać dziecku, że zdanie jego matki jest nic nie warte? Że można ją olać? Przecież to właśnie robisz! I to słynne zdanie "Mama na to nie pozwala, ale..." Ale co? Ale mamy ją w dupie wnuczku, prawda? I ja spędzam godziny, miesiące na nauczeniu szacunku do ludzi swoje dziecko, a ty w jedno popołudnie całą moją pracę sprzedajesz za paczkę tanich, zbielałych ze starości czekoladek ze sklepu na rogu. Naprawdę są tego warte? I czy naprawdę uważasz, że fundujesz dziecku wycieczkę do gwiazd wpychając mu po kryjomu słodycze i zmuszając do zjedzenia ich w ukryciu przed wszystkimi, a nie wspólnie?

 

 

 

Czekoladę każdy może kupić. Chcesz być, babciu, jak każdy, czy chcesz być wyjątkowa?

 

 

Skąd ta chęć działania na przekór? Z miłości do dzieci? Naprawdę dorośli często wykształceni ludzie nie potrafią inaczej okazać miłości niż zapychaniem dzieci czekoladę po nos? Ja wiem, że w czasach młodości dziadków nie było czekolady, ale teraz jest! Dzień dobry XXI wieku. Każdy może kupić czekoladę i jeśli sądzisz, że dzięki takiemu podarunkowi wkupujesz się w łaski dziecka, to rozczaruję - każdy może się tak wkupić: pan z supermarketu, policjant, nauczycielka, koleżanka, każdy. Nie jesteś wyjątkowa.

 

I do tego wiadomo, jakie czekolada ma skutki. Wiadomo, ile kosztuje leczenie zębów. Wiadomo, jakie problemy z zachowaniem generuje! Nie wiadomo, co w niej jest takiego, że nie można jej zastąpić wycieczką, wypadem na plac zabaw, wspólną zabawą lub jakąkolwiek inną czynnością, której rodzice nie mogą lub nie mają czasu zapewnić. Przecież tak inteligentnym i wszystkowiedzącym ludziom nie powinno zabraknąć pomysłów na doskonałe rozpieszczenie wnuka. To przecież my powinniśmy się od was uczyć, jak atrakcyjnie zająć się dzieckiem, przecież macie w tym doświadczenie! Czemu zamiast od was czerpać, po kolejnej wizycie strzelamy sobie dłonią w czoło?

 

 

 

Sztuka współpracy

 

 

I żeby było jasne - instytucję babci i dziadka cenię jak najwyżej. Jestem wdzięczna moim rodzicom, że mają chęć przyjmować te kilka zasad, jakich staramy się wszyscy przestrzegać. Wiem, że kiedy dzieciaki pojadą do nich nie przesiedzą dnia w domu, tylko coś zobaczą, zwiedzą, poznają nowe miejsca, spędzą ten czas aktywnie, zjedzą zdrowe jedzenie i nie wrócą do domu rozwrzeszczane i pokryte wysypką. Bardzo jestem za to wdzięczna, a gdy widzę, jak się starają dostosować, chętniej jestem skłonna przymykać oko na rzeczy, których bym  nie odpuściła, oburzona kompletnym mnie ignorowaniem.  Bo tak właśnie działa - coś za coś. Nie przeszkadza mi czekoladka podarowana przez babcię,  dam jej tę przyjemność sprawienia radości dziecku, jeśli wiem, że babcia bardzo stara się stosować do moich zaleceń i zdaje sobie sprawę, że nie są one widzimisię, tylko faktyczną koniecznością. I sama się uczy, sama czyta, sama się dowiaduje. Wie, że dużo się zmieniło i chce być na bieżąco. Mimo że to nie jej dzieci. Tylko wnuki. A może aż wnuki? I każdemu życzę takich właśnie dziadków. Uczących się, słuchających, świadomych, że niewiele rzeczy z lat 70 i 80 zostało w XX wieku i szanujących zdanie rodziców. Życzę wam w ogóle takich relacji - wzajemnie szanujących się. Bo...

 

 

Jeśli ty nie szanujesz moich zasad, ja nie będę szanować ciebie

 

Proste? Proste. Jeśli dorosła kobieta regularnie łamie zasady wprowadzone przez rodziców i robi na przekór, mimo że widzi, mimo że wie, iż to im nie pasuje*, to chyba robi to ze świadomością, że będą tego jakieś konsekwencje? I że nawet nie trzeba będzie ich jakoś egzekwować, po prostu rodzice będą czuli do takiej babci coraz większą niechęć. Nawet mimowolną, ale jednak. Coraz rzadziej będą przywozić wnuki, coraz rzadziej dzwonić, coraz mniej radośnie witać ją w progu, ostatecznie coraz mniej miło o niej mówić i zapewne doleci to do uszu dzieci, które z kolei zaczną analizować i któregoś dnia przez przypadek zobaczą, że prosili o coś babcię, a ona dalej swoje i... też ich to zacznie wkurzać. Kontakty zaczną się urywać. Naprawdę trudno to przewidzieć? Naprawdę liczysz kobieto na to, że miłość syna lub córki zwycięży wszystko? Nie, ludzie chcą mieć spokój. Spokój, że przez twoje działania, nie będą mieli jeszcze więcej kłopotów z własnymi dziećmi. I jeśli ty będziesz konsekwentnie pokazywać swojego fucka rodzicom, oni w końcu pokażą go tobie.

Nie lepiej po prostu współpracować i trzymać się wytycznych, no? Nie lepiej?

 

 

14095753_831921536907628_668782197267729657_n

*zakładam, że jeśli rozpieszczanie przez babcię [biedny dziadek znów pominięty] pasuje rodzicom, to luz  i wszyscy są szczęśliwi 🙂 I zajrzyjcie na blog Ohmydad, fajnie pisze i robi fajne memy. Bo faktycznie, jak ten zobaczyłam, to w pierwszym momencie się zaśmiałam 🙂

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
26 marca 2020
Czas się pożegnać - chcemy czy nie, pewne rzeczy musimy zakończyć.

Czas się pożegnać i powiedzieć sobie stop. Czas pewne sprawy zakończyć i rozstać się z uśmiechem na ustach.  

22 marca 2020
Dlaczego soda i ocet nie są najlepszym połączeniem podczas sprzątania?

W ciągu ostatnich trzech lat bardzo mocno wkręciłam się w naturalny ogród, ale wcześniej już zainteresowałam się ekologicznym sprzątaniem - soda i ocet to produkty, na których bazowałam. I pamiętam tę chwilę, kiedy dowiedziałam się, jak bardzo ekologiczne sprzątanie może być nieekologiczne. Gdybym nosiła kapcie, to by mi spadły. Mimo tylu lat chemii w szkole, […]

18 marca 2020
Bardzo przepraszam, ale edukacja domowa nie ma nic wspólnego z nauką zdalną, jaką serwuje nam szkoła

Ach, uleję sobie, bo dawno sobie nie ulewałam. Co mi tam. Bo ileż można czytać, że cała Polska jest w edukacji domowej. Nie jest. I jeśli myślisz, że wypełnianie po kolei zadań zadanych przez nauczycieli na ocenę to edukacja domowa, to wstań i się otrząśnij. Tak to, niestety, nie wygląda.    

16 marca 2020
Jak się ratować, żeby nie zwariować z dzieckiem w domu [spis DARMOWYCH platform, kanałów i wydarzeń online w czasie pandemii]

Ostatnio pokazałam na stories platformę do nauki, z której korzystał starszak [platforma jest dla nas obowiązkowa w ramach nauki online w szkole] i dostałam wysyp próśb i pytań, żebym pokazała, z czego uczy się starszak. I co mamy jeszcze w zanadrzu. Przeszperałam mój planer czasu, gdzie wypisałam sobie wszystko, z czego zamierzamy korzystać i myślę, […]

10 marca 2020
Kiedy dziecko traci to, co kocha najbardziej, a ty nie wiesz, jak mu pomóc

Żałoba kojarzy nam się  zazwyczaj ze śmiercią kogoś bliskiego i jest naturalnym stanem pojawiającym się po doświadczeniu straty. Żałoba dziecka podsuwa nam wyobrażenie pokrzywdzonej przez los sieroty, które utraciło mamę lub tatę. Od razu wyzwalają się w nas pokłady współczucia i bardzo dobrze to świadczy o stanie naszej empatii. Sytuacja utraty rodzica z powodu śmierci […]

5 marca 2020
Osiem rzeczy, którymi osiągniesz o wiele więcej niż zwykłą, pospolitą karą

Kara - słowo klucz współczesnego wychowania. Często stosowana zamiennie ze słowem "konsekwencje", które są niczym innym, lecz właśnie karą, tylko przyjaźniej nazwaną. Od lat unikam kar  i dopiero od jakiegoś czasu spotykam się z coraz większym zrozumieniem w tym temacie, jednak wciąż czuję zgrzyt, kiedy czytam, że ktoś nie stosuje kar na dziecku tylko konsekwencje. […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official