Twoje dziecko zachowuje się najlepiej, jak potrafi

Total
268
Shares

Ostatnio dyskutowałam sobie z czytelniczką, a jakże, o czym – o wychowaniu. Czytelniczka wyraziła jasną opinię, że dziecko trzeba temperować, wychowywać, ustawiać do pionu, bo inaczej się rozpuści i wejdzie na głowę. Nie wiem, dlaczego, ale jej ton trochę mnie przeraził, bardziej niż gdyby powiedziała, że regularnie bije swoje dziecko lub się na nie bezustannie wydziera. Nie wiem, ale to “stawianie do pionu” zdaje mi się okrutniejsze niż jakakolwiek chłosta i bardzo jestem cięta na takie deklaracje.

 

 

Zacznijmy od tego, że rozpuścić to można tabletkę musującą w wodzie. Owszem, zdarzało mi się widzieć dzieci rzekomo “rozpuszczone”, które dla mnie były ni mniej, ni więcej nie nauczonymi granic zagubionymi dzieciakami szukającymi uwagi lub jej jakiegokolwiek substytutu. Ale nigdy nie widziałam dziecka wchodzącego komuś na głowę “bo tak”.

 

Twoje dziecko zachowuje się najlepiej jak potrafi

Tak samo zresztą jak ty. Przecież nie wstajesz z łóżka z myślą “O! Ja dziś wszystkim pokażę, jaka będę zła! Nie daruję! Każdemu zrobię na złość! Bo tak!” – prawda? Wstajesz i masz nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. A twój humor może zepsuć nawet drobiazg – od nasypania sobie do kawy soli zamiast cukru [zawsze mi się to przytrafia], po zastawiony przez sąsiada samochód. To są często sprawy błahe, znikome. Nikt przecież się jedną pomyłką nie będzie przejmował. Ale jeśli tych pomyłek w krótkim czasie spotka cię z 20, stajesz się nerwowa.

 

No i przełóż tę sytuację na dziecko – nie ma tak sprawnych i perfekcyjnych rąk jak ty. Zdarza mu się jeszcze potknąć, nie trafić w coś, źle coś zrobić. Pierwsza rzecz go nie wkurza,  druga zaczyna irytować, trzecia zaczyna doprowadzać do szału. Jeśli takie rzeczy przytrafiają mu się co chwilę – zaczyna się wściekać. I to jest ten moment, w którym mówimy “O raju, a ty znowu płaczesz? Przecież nic się nie stało!” albo dobijamy “Ale z ciebie gapa, nic nie umiesz w rękach utrzymać!”. Czasem zdarzy się, że wściekłość naszego dziecka zobaczy osoba postronna i wyda osąd “Ojej, pani musi go krócej trzymać, przecież to nienormalne, żeby dziecko tak krzyczało!”.

 

No, a co ma, kurde, robić? Rozbić szybę? Walnąć się młotkiem? Krzyczy, bo jest wściekłe i nie wie, jak inaczej tę wściekłość uwolnić, bo nie dość, że kolejna rzecz mu nie wyszła, to jeszcze się go wszyscy czepiają. Płacze… I dobrze, że płacze. Płacz uwalnia złe emocje, pozwala naszemu mózgowi odsączyć się ze złości, płacz to taki kranik, którym spłukujemy z siebie wszystkie brudy, które w momencie, gdy płacz hamujemy, kłębią się dalej w naszym ciele i nie pozwalają być szczęśliwym.

 

Dlaczego twoje dziecko źle się zachowuje? 

Żeby porozmawiać o tym, jakie czynniki powodują złe zachowanie dziecka, warto wspomnieć, że przede wszystkim związane to jest z tym, jak długo rozwija się nasz mózg – do 23 roku życia. Mamy 23 lata na to, żeby w pełni korzystać ze wszystkich jego funkcji i jakimś dziwnym cudem zakładamy, że dziecko również ma taką możliwość.

 

Nie ma.

 

W jaki sposób rozwija się mózg pięknie opowiada specjalistka od pozytywnej dyscypliny [filmik wrzucam niżej]. Bardzo polecam, bo tłumaczy to niezwykle obrazowo. Ja mogę tylko pociągnąć swój wątek i zapewnić was, że dziecko, które jest zestresowane, nie jest w stanie w normalny sposób reagować. Mało tego – my dorośli nie jesteśmy w stanie w stresie normalnie reagować, bo naukowo zostało udowodnione, że  podczas sytuacji stresogennych krew nie dopływa do tych części naszego mózgu odpowiedzialnych za racjonalne myślenie i planowanie. No, przyznaj się, na pewno wtedy, gdy jesteś wściekła, mówisz spokojnym tonem i jesteś opanowana? Nie potrafisz? A dziecko ma potrafić?

 

 

Te wszystkie sytuacje, w których do rozkrzyczanego malucha matka syczała “uspokój się, bo w dupę!”. No serce mi się kraje, bo pewnie gdyby ta matka doprowadzona była do ostateczności na groźbę pobicia zareagowałaby jeszcze większą histerią. Ale nie, od dziecka trzeba wymagać – tak mi tłumaczyła czytelniczka – dziecko trzeba krótko trzymać, nie można pozwolić mu na wrzaski, ma siedzieć cicho i się słuchać.

 

Zastanów się, co robisz, kiedy ktoś nieustannie chodzi za tobą i cię poucza? Jak reagujesz na ciągłe poprawianie tego, co zrobiłaś, na nieustanne niezadowolenie z twoich wysiłków, na liczne ochrzanianie, że znowu źle, znowu nie tak, nie potrafisz nawet buta założyć, a już szklanki to na pewno do zlewu nie odłożysz. Ile takich zdań rzucasz w stronę dziecka każdego dnia? Ile w ciągu tygodnia?

 

Nosz kurde, przecież każdego normalnego człowieka szlag trafia, kiedy musi przebywać z tak przemądrzałą osobą, nie na darmo tak wielu z nas nie lubi przebywać z pouczającymi i wiedzącymi lepiej rodzicami. Przecież to obciąża psychicznie. Po kilku godzinach z takimi ludźmi czujemy się zmęczeni, a dziecko? A dziecko jest z nami cały czas.  I się wkurza.

 

Nikt nie potrafi się kontrolować w stresie

Taka jest prawda. Kiedy się stresujemy, nie myślimy racjonalnie.Mało tego – kiedy my, rodzice, się stresujemy, to nasze dzieci też od razu są poddenerwowane, bo czują, że coś jest z mamą lub tatą nie tak. I kolejne mało tego – kiedy nasze dzieci się stresują, krzyczą i źle się zachowują,  stresują nas jeszcze bardziej i my zaczynamy krzyczeć i się wściekać, co jeszcze bardziej stresuje dzieci i tak się koło toczy, prowadząc do wzajemnej niechęci.

 

Ale nie tylko stres rodziców jest winny poddenerwowaniu dzieci.

 

Zestresowane dziecko – bomba z opóźnionym zapłonem

Głównym czynnikiem złego zachowania dzieci są jego niezaspokojone potrzeby. Każdy, kto jest wyspany, najedzony, kochany, zauważany i zrelaksowany, ma naturalną potrzebę zachowywania się dobrze. Jeśli jakaś potrzeba jest niezaspokojona – czujemy potrzebę zwrócenia na swoją niedolę uwagi. Dorosły człowiek ma dość dobrze rozwinięty mózg i może stosować różne formy komunikowania o swoich potrzebach [a raczej – powinien]. Dziecko ma ten repertuar ograniczony [z racji nierozwiniętego do końca mózgu], więc często skupia się na działaniach dla niego najłtawiejszych.

 

Dziecko niewyspane – jest kapryśne.

 

Dziecko głodne – samo już nie wie, co chce zjeść.

 

Dziecko potrzebujące uwagi – rozwala różne rzeczy, bo kiedy zachowa się źle, mama wreszcie zwróci na niego uwagę. I co z tego, że nakrzyczy, ale przynajmniej spojrzy, dotknie, chwilę pobędzie.

 

Dziecko znudzone – będzie zabijać nudę kopaniem, kręceniem się, dłubaniem.

 

Dziecko potrzebujące ruchu – będzie biegać i nie usiedzi w miejscu, dopóki nie rozładuje energii.

 

Dziecko nieczujące akceptacji – będzie namolne i na każdym kroku będzie chciało upewnić się, że robi dobrze.

Można tak wyliczać i wyliczać. Ale można też rozładować bombę, zanim wybuchnie. Dziecku, które zapomina zjeść, a potem szaleje – zostawić pod ręką drobne przegryzki. Dziecko wiecznie niewyspane – zacząć przygotowywać wcześniej spać i zajmować się nim póki nie zaśnie i zadbać o rytm dnia, który pomoże dziecku zapamiętać następstwa zdarzeń i łatwiej je przyjmować. Dziecku potrzebującemu ruchu pozwolić się wybiegać, a jeśli nie ma takiej możliwości – zrozumieć, to, co czuje. I nazwać.

 

 

Nudzisz się? – spytałam syna, widząc, że w samochodzie nie może już usiedzieć w foteliku i kopie w taty fotel.

– Tak, bardzo.

– Chciałbyś już pobiegać pewnie?

– Tak, chciałbym już wyjść.

– No widzisz, jeszcze nie jesteśmy na miejscu i musisz trochę poczekać.

– O nieeee! [wydziera się].

– Przykro ci? Nie lubisz czekać?

– Nie znoszę czekać! Nienawidzę czekać!

– No, czekanie jest trudne, wiem. Ale musimy przez to przejść razem, bo tata prowadzi i takie kopanie w fotel bardzo go rozprasza. Jak myślisz, co pomoże ci przetrwać podróż?

 

 

I gadam o tym nazywaniu uczuć, gadam, piszę statusy, a codziennie dostaję mail z pytaniem o to, co robić z nudzącym się/wrzeszczącym/namolnym dzieckiem.

 

Ale najważniejsze jest jedno:

Większość złych zachowań dziecka warunkuje jakaś niezaspokojona potrzeba 

Głodny noworodek jest wściekły. Niewyspany dwulatek jest wściekły. Znudzony trzylatek jest wściekły. Czterolatek, któremu mówisz “nie” jest wściekły. Pięciolatek, który nie potrafi zrobić czegoś tak jak dorosły – jest wściekły. A my, wściekając się na dziecko, starając się łapać tego sławnego autorytetu, którego [już wiemy] nie wyszarpiemy z dziecka siłą, tylko sprawę pogarszamy. Bo nie da się otworzyć drzwi zamkniętych na klucz. Wszelkie próby dotarcia do dziecka, kiedy jest wściekłe [tak jak wszelkie próby dotarcia do nas, kiedy jesteśmy wściekli] są jak ciągnięcie za klamkę zamkniętych drzwi. Bezskuteczne. Możemy zacząć kopać we framugę, ale ona dalej pozostaną zamknięte.

 

 

Więc, kiedy czytelniczka tłumaczyła mi, że dziecko powinno być zdyscyplinowane i powinno się słuchać i wszelkie jego złe zachowania powinny być karcone, bo dzieci złośliwie wchodzą na głowę i do tego są tak przebiegłe, że jak im się sznura popuści, to wykorzystują każdą oznakę dobroci. I tak mi się trochę smutno zrobiło. Bo jeśli ktoś, a do tego nauczycielka, wychodzi z założenia, że dzieci są złe i wszystko robią złośliwie, jest strasznie smutne i odbiera mi nadzieję, że jeszcze kiedyś doczekamy się dobrej edukacji. W ogóle zakładanie, że dzieci mają już na tyle rozwinięty mózg jak dorośli i potrafią go wykorzystać w celu złośliwości jest przerażające, bo pokazuje, że dzieci nie mają już prawa być tylko dziećmi. Powinny być dorosłymi – słuchającymi każdego polecenia, nie mającymi własnego zdania, wykonującymi bez szemrania rozkazy i stojącymi na baczność w oczekiwaniu na kolejne wskazówki, wściekania i pouczenia. Tylko czy naprawdę chcemy mieć takich dorosłych?

Twoje dziecko zachowuje się na tyle dobrze, na ile ty dajesz mu szansę się dobrze zachowywać

Za każdym złym zachowaniem dziecka coś się kryje. Możesz to olać i dziwić się kolejnym wybrykom. Możesz też przystanąć i przyjrzeć się dziecku, żeby zrozumieć jego zachowanie i zwyczajnie pomóc mu sobie poradzić z problemem, który go boryka. To zadziwiające, że rozumiemy to w sytuacji noworodka, ale ta nasza empatia znika w momencie, gdy obcujemy już ze starszym dzieckiem. Granica gdzieś przypada na rok-dwa lata – od tego momentu zaczynamy od dziecka wymagać, nie starając się zrozumieć nawet, że nasze wymagania przewyższają możliwości malucha. Jakiś czas temu po internecie krążyła historia lekarza, na którego nakrzyczał ojciec dziecka, czekającego na operację. Lekarz był na pogrzebie własnego syna i był trochę oschły, acz uprzejmy wobec ojca pacjenta, ale  ten ojciec stwierdził, że lekarz jest bucem. Dopiero pielęgniarka wyjaśniła sytuację i ojcu zrobiło się głupio. Filmik był udostępniany tysiące razy. Szkoda, że nie pokazywał, jak bardzo podobnie zachowujemy się wobec naszych dzieci.

 

 

Pamiętam kobietę, która stała nad rozryczanym dzieckiem, uderzającym się głową w podłogę z niesamowitej wręcz wściekłości i darła się do niego “Uspokój się! Natychmiast się uspokój! Słyszysz? Jak się nie uspokoisz, to wyjdę z pokoju, słyszysz?”. Ślina tryskała jej z buzi, a jej wściekłe darcie powodowało u dziecka jeszcze większy ryk, który wreszcie przerodził się w niemożność złapania oddechu. Dziecko charczało, usiłując w dalszym ciągu krzykiem pokazać jak bardzo jest zrozpaczone, a kobieta stała nad nim jak skamieniała, przyglądając się do jakiego stanu doprowadziła własne dziecko.

 

To byłam ja.

 

Półtora roku temu.

 

Nie było warto.

 

 

 

Jeśli macie pytania o rozbrajanie bomby- wiecie, gdzie mnie znaleźć 🙂

You May Also Like