Co jest trudnego w powiedzeniu chłopcu, że kobiecie raz w miesiącu leci krew i to wcale nie z nosa?

Joanna Jaskółka
15 lutego 2018

Udostępnij wpis

Układałam z chłopcami klocki i w pewnym momencie strasznie się wypięłam, żeby po coś sięgnąć. Starszak się tym moim wypięciem zaciekawił i zaczął bardzo dokładnie patrzeć na mój tyłek. Zauważyłam to ze zdziwieniem, ale pomyślałam, dokładnie to, co powiedziałam:

- Taki mam fajny tyłek, że się tak patrzysz?

- Yyy, nie, masz plamę w kształcie Australii i właśnie patrzę, czy Oceania też się załapała.

 

Opublikowałam ten status na mojej grupie Wiejskich Matek i zapytałam, czy dla ich dzieci temat okresu czy miesiączki to normalna sprawa, czy raczej skrywana. Zapytałam z ciekawości, a dzień później dostałam mail od czytelniczki z tej grupy, że ona mi dziękuje, bo jej osobisty facet zrobił jej swego czasu awanturę o to, że ona nie schowała między nogami podpaski, gdy ich syn wbiegł do łazienki i... zaczął zadawać pytania na widok krwi.

 

Skończyło się na zbyciu dzieciaka jakimiś frazesami i tyle, ale dzięki temu, że rozmawiałyśmy o tym na grupie, czytelniczka sama doszła do wniosku, że czas pięcioletniemu dziecku wyjaśnić, o co chodzi z okresem u kobiet i przestać wciskać mu ściemę. Bardzo jej w tym kibicuję, bo...

 

MOJE DZIECI WIEDZĄ, ŻE MAMIE RAZ W MIESIĄCU LECI KREW I KROPKA.

 

Związane jest to z tym, że macica, którą mają kobiety, się złuszcza, bo nie doszło do zapłodnienia, z którego byłoby dziecko i musi jakoś wylecieć z organizmu. Wylatuje cipką, pochwą, waginą, jakkolwiek ją się nazywa, choć osobiście unikam określeń pieszczotliwych typu pimpuszka, pipeczka, kaczuszka czy jeszcze jakieś, wolę medyczne lub zwykłe, pospolite, bo to nimi posługują się ludzie i nie mam ochoty tłumaczyć potem dzieciom, że moja pimpuszka to pipka, a w szkole uczą się o pochwie czy waginie, a koledzy to w ogóle rozmawiają o cipkach.  [Nie, cipka nie jest wulgarnym słowem, jest słowem pospolitym, trochę nacechowanym negatywnie, ale raczej bym nie przesadzała -> tutaj.]. W każdym razie tak - ludzie nazywają to różnie. Wy w rodzinie też możecie mieć swoje nazewnictwo, ale nie zapominajcie o tym normalnym.

 

Młodszy jeszcze nie łapie, ale i przed nim, tak jak przed starszym nigdy nie ukrywałam, że raz w miesiącu coś ze mnie wycieka i  - o zgrozo, bo wiem, że części rodziców przeraża ten fakt - krew. I to nie z nosa. Co zresztą kiedyś Adaś oznajmił swojemu tacie:

 

- Mamie klew leci. Nie z nosa!

 

I nie było to jakimś szokiem dla niego. Mimo tego, że ma dwa latka. Jemu kilka razy leciała krew z nosa, jego starszemu bratu leciała i z nosa, i z ręki, i z nogi i raz z ust, gdy rozwalił sobie wargę i to jest normalna rzecz. Mamie leci też krew, tylko z innego miejsca i spoko. Nie ukrywam tego, nie rozmawiam też na siłę, żeby za wszelką cenę wiedzieli, o co chodzi. Po prostu tak jest, że mam miesiączkę, jestem kobietą, chcesz wiedzieć więcej? Pytaj. Zawsze znajdę czas, żeby o tym pogadać.

 

Fajną książką do rozpoczęcia rozmowy o dojrzewaniu jest "Wielka księga uczuć" Grzegorza Kasdepke [tutaj],  a w niej rozdział "Horror! Skąd się biorą dzieci?". Bardzo ciekawymi pozycjami są "Wielka księga siusiaków" [tutaj] i "Wielka księga cipek" [tutaj].

 

 

DLACZEGO NIE UKRYWAM PRZED DZIEĆMI TYCH MOICH STRASZNYCH PROCESÓW FIZJOLOGICZNYCH? 

 

Bo pruderia może zrobić dzieckiem więcej złego niż dobrego. Możesz mydlić i mydlić, ale fakty wyjdą na jaw i po co komuś robić pod górę, żeby cały swój światopogląd zmieniał, bo mamusia nie raczyła wyjaśnić? Sama pamiętam zawstydzone miny moich chłopaków, z którymi się spotykałam, gdy wspominałam, że sorry, ale mam okres czy kupowałam przy nich podpaski. Nawet Chłop, pamiętam, miał jakiś opór i musiał sobie to przepracować, choć, nie ukrywam, to on mi kiedyś wynalazł takie podpaski, których do dziś używam, bo trafiło mu się przez przypadek. I tym sposobem, że nie robię siebie magicznego jednorożca, tylko jestem normalną, zwykłą kobietą, starszak jest świadomy tego:

 

- że kobiety są inaczej zbudowane niż mężczyźni

- że raz w miesiącu zazwyczaj leci im krew, bo macica czeka na komórkę jajową zapłodnioną przez plemnika

- że okres bywa męczący, mama może być nerwowa i na pewno nie pojedzie na basen [przestałam używać tamponów po tym, jak mnie zaczęły uczulać, bo są zazwyczaj totalnie naszpikowane chemią].

- że jak nie chcesz patrzeć na krew, to nie przeszkadzaj mamie w łazience.

- że oprócz tego, wszystko jest normalnie i zwyczajnie, bo to wcale nie taka straszna rzecz, po prostu lekka niewygoda czasami

- że na pewno nie będzie miał ani braciszka ani siostrzyczki w najbliższym czasie.

 

I na serio wydaje mi się, że robienie tematów tabu z prostych czynności fizjologicznych daje więcej szkody niż pożytku. To o tematach tabu rozmawia się ściszonym głosem, żeby nikt nie słyszał, to o nich powstają legendy i dziwne mity, to przez tematy tabu siedziałam sobie na ławeczce na gimnastyce, bo miałam "ten straszny okres" i wuefiście głupio było zwrócić mi uwagę, że jeśli nic mnie nie boli, to mogę ćwiczyć. A kiedy wpisuję w google "jak powiedzieć dziecku o miesiączce" i widzę, że wszystkie artykuły odnoszą się do uświadamiania dziewczynek bez wzięcia pod uwagę takich istot jak chłopcy, to szlag mnie trafia. Jasne, okres to nie sprawa i problem chłopców. Ale chłopcy to już sprawa dziewczyn. I fajnie by było, gdyby dziewczynki mogły dorastać w świecie, gdzie kwestia miesiączki jest kwestią jak najzupełniej normalną, nie udziwnioną, nie magiczną, ale czystym i prostym fizjologicznym zjawiskiem, w którym nie ma nic śmiesznego, wstydliwego ani będącego powodem do drwin czy dziwnych spojrzeń. W świecie, gdzie nie tylko dziewczynkom mówi się, co to miesiączka. W świecie, w którym chłopcy też ją znają, też mogą o niej rozmawiać  i w którym mogą powiedzieć:

 

Ot, miesiączka. Moja mama też miała. Kiedyś jej wyszła plama na pupie w kształcie Australii i to było zabawne. Chcesz batonika czy po prostu zrobić ci masaż, kochanie?

 

Tak to widzę. Tak bym chciała, żeby było. Bez pimpuszek, wymijających odpowiedzi "bo tak to mają kobiety synku, dowiesz się w swoim czasie". Bo ty nigdy nie dowiesz się, kiedy "ten czas" nadejdzie. Czy nie będzie tak, że kiedy ty wyskoczysz z tym swoim uświadamianiem, to syn już  będzie miał na koncie żart z plamy na pupie jakiejś dziewczynki. Albo i jakąś dziewczynkę.

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official