W szpitalu odpoczniesz!

Joanna Jaskółka
21 maja 2015

Udostępnij wpis

Kiedy któraś z czytelniczek napisała mi pod pierwszym szpitalnym zdjęciem, że zazdrości, bo będę miała wczasy, w szpitalu odpoczniesz, parsknęłam śmiechem. Nie wiem, co wy robicie w szpitalach, ale mi się jeszcze nie zdarzyło w żadnym odpocząć, a kiedy już mnie wypiszą, czuję się niemalże jak po obozie katorżniczym dla nieposłusznych matek.

 

Szpital to męczarnia. Tuż po przyjeździe zapakowali mnie na KTG [taki przyrząd do monitorowania serca płodu i ogólnie - tych wszystkich ruchów w brzuchu - skurczy, kopnięć dziecka itp. Wyjaśniam, bo ja w pierwszej ciąży szłam w ciemno, myślałam o przyrządzie podobnym do tych wielkich komór, do których wjeżdżali pacjenci dr. Housa, a ktg to zwykłe pasy , pod które podpina się liczniki  - na filmie niej widać :D]. I tak sobie leżałam jakieś półtorej godziny, potem znów półtorej, a potem jeszcze trochę, bo zapis znowu był średni. Plus te wszystkie badania, które musieli mi zrobić i już o 11 w nocy spałam jak aniołek, o ile aniołki potrafią sypiać na szpitalnych łóżkach.

 

 

 

 

Pytacie się, czemu tu trafiłam - no cóż, przez trzy miesiące siedziałam sama, czekając aż Chłop wróci a to ze szkoleń, a to z poligonów, a to z jeszcze innych rzeczy. Liczyć mogłam wyłącznie na moich rodziców, którzy też przecież mają swoją pracę i obowiązki, a reszta rodziny, mimo szumnych obietnic, że przyjadą i pomogą [zawsze szumią], jakoś się trzymała z daleka. Sama ogarniałam dom, histerie Kosmyka [strasznie przeżywał zmiany], wybiegałam z domu, gdy dzwonił telefon [mam zasięg tylko na podwórku], a potem z krzycząc do słuchawki "zaraz wracam", zaganiałam wybiegającego za mną Kosmyka do domu, sama paliłam w piecu i złaziłam z brzuchem po stromych schodach piwnicy czasem dwadzieścia razy dziennie, bo akurat w momencie rozpalania, Kosma chciał siku albo pić, albo wszystko naraz, więc musiałam lecieć na górę. Sama też w sumie ogarniałam psa, potem króliki, ogród, koparę, dżizas, jak zaczęłam rozmawiać z lekarzem o tym, że jeszcze tylko jeden dzień zostanę sama, to puknął się w głowę i powiedział tylko: nie zostanie pani, proszę zrobić armagedon i nie puszczać nikogo od siebie na krok. Cały czas ktoś musi przy pani być.

 

No i był, ale trzy miesiące samotnej walki dały o sobie znać i wyniki wyszły tak okropne, że mnie przygwoździli w szpitalu. Ale ok, jest dobrze. Skurcze mam, ale takie, że ani poród, ani wycieczka. W sumie mogą mnie niedługo wypisać, bo, jak to powiedział mój lekarz, dziecko się za dobrze w brzuchu poczuje i trzeba je będzie okscytocyną wyganiać. A po co je sztucznie wypychać i przedłużać jeszcze bardziej poród?

 

No. Podkurowałam się, podleczylam, pobiłam rekord leżenia/chodzenia na ktg, pocieszyłam się, że sztab lekarski ogląda z zainteresowaniem moje usg i teraz pozostaje bać mi się dwóch rzeczy: karmienia piersią oraz tego, że po porodzie lekarz  przyjdzie i naciśnie mi bez kozery brzuch, aż wyleci cala krew ze środka. Dwie moje porodowe traumy, o drugiej nie omieszkam uprzedzić jeszcze na tym całym zabawnym fotelu do rodzenia 😀

 

A tu krótki kolaż z dnia, w którym trafiłam do szpitala [wszystkie kolaże tutaj]:

 

 

 

A wracając do rewelacyjnego "W szpitalu odpoczniesz". Błagam was, nie wciskajcie takiego kitu innym ludziom, nawet jeśli sami odpoczęliście. Chłop mnie częstuje tym zdaniem non stop, aż mu zacznę wmawiać, że jego poligony to też urlop i po powrocie z nich powinien mi hektar ziemi w jeden dzień przekopać. Opieka szpitalna jest ok, to już pisałam, ale dopóki Chłop nie przywiózł mi prowiantu, non stop chodziłam głodna. Przeraźliwie głodna. W piskim szpitalu, muszę przyznać, obiady są całkiem niezłe, ale śniadania i kolacje to porcje malutki. To chyba wszędzie tak jest. Na szczęście obiad wszystko wyrównuje. Jak do tej pory każdy mi smakował.

 

Ale luz, może jutro mnie wypiszą. Mam nadzieję.

 

Sąsiadka z pokoju obok urodziła - lecę uspokoić, że malutka córeczka wcale nie płacze tak głośno, jak pewnikiem sąsiadce się zdaje. Kiedyś obiecałam sobie, że gdy znajdę się na porodówce, będę uspokajać każdą pierworódkę. Bo sama przeżywałam stres ogromny, że Kosmyk komuś przeszkadza swoim mruczeniem. A przecież płacz noworodka to takie mruczenie, że zaczynam się bać, czy wśród gadania Kosmyka będę w stanie w ogóle drugie dziecko usłyszeć 🙂

 

 

 

Opinia o szpitalu:  Porównując szpital na Madalińskiego w Warszawie i piską porodówkę, muszę przyznać, że Pisz wypada o wiele lepiej niż stołeczny przybytek. Pokoje są ładne, czyste, nowe, personel robi wszystko, żeby w pokojach nie było tłoku, a mamy i przyszłe mamy miały zapewnioną intymność. Częste badanie, które mnie wkurzają, są przecież tylko plusem - wszak wiem na sto procent, że jestem bezpieczna, dodam tylko, że na Madalińskiego, gdzie leżałam na patologii ciąży [10 dzień po terminie] - przez cały dzień zajrzano do mnie raz jeden i to tylko po to, żebym pamiętała zgłosić się sama do gabinetu na badanie. Tutaj badanie przychodzi do mnie - nawet ktg robią mi w większości na własnym łóżku, rzadko muszę gdzieś chodzić.

 

Podsumowując: szpital na prowincji wypada o wiele lepiej niż stołeczna placówka. Myślę, że dobrze wybrałam 🙂  

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
11 kwietnia 2021
Wszystkie rzeczy, które możesz zrobić, zamiast uczyć dziecko czytać i pisać [plus opinie nauczucieli]

To jest wpis techniczny. Czyli zapewne zobaczysz go pod każdym komentarzem na mojej grupie, w którym ktoś zadaje pytanie, jak nauczyć swoje dziecko czytać. Ciężko mi raz po razie powtarzać, co o tym myślę, więc napisze teraz porządnie. Jest mnóstwo rzeczy, których możesz zrobić, zamiast uczyć dziecko czytać i pisać.  

6 kwietnia 2021
Najlepsze gry planszowe, które pozwolą przetrwać nawet najdłuższe zamknięcie w domu

Na którymś spotkaniu podczas diagnozy chłopców, psycholożka, widząc, jak młodszy nie znosi przegrywać i jak go to frustruje, zadała mi pytanie, czy my w ogóle możemy pograć w jakąś planszówkę razem. Nie. Absolutnie nie, odpowiedziałam i zrobiło mi się przykro. Bo faktycznie, granie w planszówki możliwe było wyłącznie wtedy, gdy młodszego nie było w domu. […]

2 kwietnia 2021
Największe mity o Zespole Aspergera, w które wierzyłam i większość dalej wierzy

"Nie, uwierz, oni na pewno nie są w spektrum, bo ja się znam na tym." - takie zdania towarzyszyły mi przez dzieciństwo chłopców, gdy zgłaszałam jakiekolwiek obawy. Często też słyszałam, że po prostu powinnam ich krócej trzymać, wtedy słuchaliby się bardziej i nie wpadaliby w histerię i panikę. Przez ostatnie 9 lat funkcjonowania moich dzieci […]

24 marca 2021
KSIĄŻKI o słowach dla dzieci, które nie mogą przestać gadać - niech więc gadają z sensem

Gdy spytałam syna, jak mam zacząć tekst o książkach o języku, stwierdził, że jego zdaniem każdego powinny zaciekawić te książki, bo mają w sobie wiele mądrych słów, na przykład: żeton, neutron, landszaft, hiperglikemia i bakista. I że poznanie tych słów i ich znaczenia ułatwi życie wielu osobom. To słowa mojego dziecka. Ja kupiłam te książki […]

17 marca 2021
Gravitrax - zabawka, której nie rozumiem, a moje dziecko uwielbia

Kiedy zapytałam syna, co chce dostać na zakończenie roku, odpowiedział mi szybko: Gravitrax. Pomyślałam sobie, łał, musi to być coś dla niego ważnego, bo rzadko, tak jak ja, zapamiętuje nazwy zabawek. Z reguły mówi, że chce to, co się świeci i można tym coś tam coś tam robić, wiesz mamo, prawda? A ja udawałam, że […]

9 marca 2021
Kobieto z internetu, to, że tobie wyszło, nie znaczy, że mi musi

Mam czwórkę dzieci i nie wiem, z czym masz kłopot, ja sobie przecież radzę i nie wylewam żali w internecie! - napisała mi kiedyś czytelniczka pod którymś postem na fejsie. Chciałam zagryźć te słowa w sobie, ale nie mogłam się powstrzymać i odpisałam - A mi jest cudownie, gdy nie muszę deprecjonować żalu innych kobiet […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official