Wyloguj się do życia. O ile masz życie...

Joanna Jaskółka
15 kwietnia 2015

Udostępnij wpis

Pewna moja znajoma przez jakiś czas mocno narzekała na to, że blogerzy to nie mają prawdziwego życia. Siedzą non stop w internecie i nic nie robią innego, tylko sprzedają swoją prywatność, swoje dzieci, wszystko. Ona to ma prawdziwe życie. Chodzi do restauracji, na zakupy, do teatru, ma przyjaciół i w ogóle to ona ŻYJE, zamiast spędzać czas bezsensu przy komputerze. Jednocześnie, twierdząc powyższe, to ona właśnie orientowała się we wszystkich blogowych aferkach, podrzucała mi linki do blogów, o których nie miałam zielonego pojęcia, każdy blogowy zgrzyt przeżywała gorzej od samych zainteresowanych, a często dociekania, co autor miał na myśli, dlaczego napisał coś tak, a nie inaczej, zajmowały jej długie popołudnia. Ja wychodziłam na tę złą, bo zazwyczaj broniłam się przed jednoznaczną opinią o kimś, kogo nawet nie znałam, ale ja przecież nie miałam życia. Takiego, jakie ona sobie wymyśliła za jedyne możliwe.

 

Kontakt ze znajomą mi się urwał. Trochę było mi przykro, ale ostatecznie odetchnęłam, bo nie miałam sił tropić wszystkich złych poczynań innych i rozbierać każdego słowa na czynniki pierwsze [nigdy nie lubiłam morfologii na studiach], a czepianie się szczegółów uważam za zasadne jedynie w pracy badawczej, która przyniesie coś więcej niż satysfakcja, że jestem lepsza od innych.

 

Znajomej życzę dużo dobrego, pewnikiem już sama się zorientowała, że czasem wystarczy odpuścić i nie przejmować się rzeczami, które nie wywierają wpływu na nasze życie, a my  sami nie mamy z kolei wpływu na nie, ale za jedną rzecz szczególnie mocno jestem jej wdzięczna. Za pewną uwagę, którą rzuciła, gdy starałam się jej wytłumaczyć, że praktycznie cały czas jestem online, bo nie mam stałego łącza i podłączanie się do internetu zajmuje mi czasem godzinę, więc jak już to zrobię, to komputer chodzi cały dzień. Nawet, jak nie ma mnie w domu, bo czasem wyjeżdżam, pracuję w ogrodzie, chodzę na spacery [!], gdy bawię się z Kosmykiem, gdy gotuję obiad. Co raz podłączone, trudno rozłączyć, więc korzystam, zamiast spędzać kilkadziesiąt minut dziennie na bezsensownym klikaniu "połącz".  A że z reguły nie przejmuję się, co tam ktoś sobie o mnie myśli, nie zastanawiam się, czy ktoś ma czas liczyć ile godzin byłam zalogowana na fejsie [a liczą! niektórzy mają czas zwracać uwagę na takie rzeczy!]. Teraz to już w ogóle będę szła na rekord, bo od kiedy komórka samoistnie mi się wyłącza i kompletnie nie łapie zasięgu, fejs jest jedynym kontaktem z moją mamą, do której mogę szybko napisać "Ej, zadzwoń po karetkę, rodzę!". To taki minusik mieszkania na totalnej wsi... Komputer jest niejako oknem na świat [ale o tym oknie poczytacie sobie w maju :)].

 

I kiedy to wszystko starałam się jej, ona rzuciła:

 

- No tak, ty bez komputera to w ogóle nie będziesz mieć życia...

 

Uwagę zbyłam milczeniem. A kilka miesięcy po tym, moje życie rzekomo legło w gruzach:

 

Rzadko piszę o rzeczach, przez które opadam z sił, ale #czarnaseria, która męczy nas od roku osiągnęła apogeum. Najpierw...

Posted by Matka jest tylko jedna on 10 kwietnia 2015

 

Takie bach. Bez komputera - jedynej opcji zrobienia czegokolwiek w necie, bez komórki, bo siadła niemal równocześnie z laptopem, zostałam odcięta od mojego domniemanego jedynego życia. Wstałam, otrzepałam się z pyłów po laptopie i poszłam z Kosmykiem na dwór. Porządkowaliśmy drewno na opał, skończyliśmy inspekty [tutaj] i jak zwykle podsłuchiwałam turystów:

Idą i komentują. On: Zobacz, jaki ptak wielki!Ona: Ojej, faktycznie spory!On: Widzisz, jak krąży? To jest na bank...

Posted by Joanna Jaskółka on 11 kwietnia 2015

I ogólnie braku specjalnie nie czułam. Owszem, irytowało mnie to, że nie mam jak sprawdzić stanu konta, zapłacić abonamentu, zrobić zakupów [przez internet dojdą czasem szybciej, niż ja w ogóle na nie pojadę] i sprawdzić przepisów na obiad czy tego, jak się sadzi jakąś roślinę, ale syndromu odstawienia nie czułam w ogóle. Blogowanie to już moja praca, więc czułam się nawet jak na niezaplanowanych wakacjach.

Szczerze wam powiem, że kiedy w Warszawie zepsuł mi się laptop, przeżyłam to o wiele gorzej. A pod ręką miałam znajomych, przyjaciół, sklepy, kina i wszystko, co mogłoby mi umilić życie. Tutaj komputer z dostępem do netu to często okno na świat. Jego brak teoretycznie powinien oznaczać zawalenie się całego życia... Dziwne, że ani przez moment nie było mi za ciemno... Może dlatego, że wbrew temu, co wyobrażają sobie inni, można mieć swój świat, w którym komputer jest tylko jednym z wielu okien. Udogodnieniem, takim jak samochód, pralka lub zmywarka. A jego brak wcale nie zaciemnia pokoju, bo zazwyczaj używamy też innych okien i drzwi.

Zazwyczaj... przez cały czas bez komputera zastanawiałam się nad sensem akcji "Wyloguj się do życia". Czy całkowite oderwanie się od internetu jest dobre? Ja swoje podejście do "wirtualnego świata" wypracowałam po długim czasie. Nie wiem, czy to zasługa obeznania z netem, czy po prostu filozofii życiowej [nie przejmuj się tym, co nie rujnuje ci świata], że nie jest on czymś bez czego nie potrafię żyć. Ale myślę sobie, że zamiast odrywać się drastycznie od dostępu do sieci, warto przemyśleć najpierw swoje priorytety. Na czym mi zależy? Co chcsz zrobić? Czego nie lubisz? Czego nigdy nie zaakceptujesz? O czym chcesz czytać? Czym chcsz się przejmować?

A później zacząć to stosować.

A jeśli chodzi o komputer, to kiedy przedstawiłam Chłopu wszystkie moje pomysły na dalsze inwestycje, bo bez laptopa, to ja se zamknę blog i będę miała mnóstwo czasu, to on biedny odpadł po mojej wizji dwudziestometrowego basenu na pobliskim polu. Odpadł i pojechał do sklepu:

Wróciłam ze spaceru z psem, a Chłop zaprowadził mnie do pokoju, pokazał to, co na zdjęciu, i powiedział: - Masz. Kupił...

Posted by Matka jest tylko jedna on 14 kwietnia 2015

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official