Mieszkamy w pobliżu jeziora i rzeki. Środek Mazur,  otacza na Puszcza Piska, a w niej śródleśne jeziorka. Kiedy wróciłam z Warszawy na Mazury w sześciomiesięcznym Kosmykiem, jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiłam, było wrzucenie dziecka do wody. Bez rękawków. W samych majtkach.

 

 

 

Spokojnie. Weszłam do wody z nim na rękach i nikt nie ucierpiał, a nawet się wodą nie zachłysnął. Wyglądało to mniej więcej jak na tym zdjęciu, na którym oswajamy z wodą Adaśka.

Najważniejsza rzecz, jaką możesz zrobić, to oswoić dziecko z wodą

 

Właśnie – oswajanie. Kiedy widzę, jak przyjeżdżają miastowe dzieci nad nasze jezioro, jestem przerażona. Czasem totalną bezmyślnością i typowym „spuszczeniem z łańcucha”, a czasem przeraźliwym wręcz strachem przed zamoczeniem choćby czubka paluszka.

 

Wciąż i bez przerwy dostaję prośby o polecenie zabawek do wody. Rurek, kół, kamizelek i innych ustrojstw, dzięki którym dziecko bezpiecznie będzie bawić się w wodzie. Więc oświecę:

 

Żadna zabawka nie sprawi, że wasze dzieci będą się bezpiecznie bawić w wodzie. Żadne koło ratunkowe ani kamizelka nie zapewni wam stuprocentowej pewności, że dziecko się w wodzie nie utopi. Nic nie uchroni was przed wodą oprócz umiejętności oraz tego, jak się w niej zachowujecie. Sorry.

 

I możecie kupować im rękawki, kamizelki i inne cuda, ale zapewniam was, że dopóki nie poznają na własnej skórze żywiołu wody, nigdy nie będą stuprocentowo bezpieczne. Bo nie będą wiedziały, jaki to żywioł, wciąż osłaniane i chronione przez rodziców. Ja przytoczę tylko badania pewnej szkoły pływackiej:

Doświadczenie i ponad 5- letnie obserwacje pozwoliły wyciągnąć daleko idące wnioski i zauważyć korzyści, jakie dają rękawki pływackie, makarony, materacyki, bojki i inne przybory wypornościowe.

Testowaliśmy grupy, które z nich nie korzystały wcale.
Dzieci tak prowadzone w pewnym momencie nie potrafiły utrzymać równowagi z przyborami i zabawkami. Czuły się w wodzie obco i nieswojo, a przybory zdecydowanie utrudniały przebywanie w wodzie. W skrajnych przypadkach dzieci nie potrafiły utrzymać głowy nad lustrem wody (w tym przypadku mowa o makaronie).
Tworzyliśmy grupy, które korzystały z nich bardzo często.
U tych dzieci zauważyliśmy nadmierne zaufanie do przyborów, co może stanowić zagrożenie podczas pobytu na głębokiej wodzie (z rękawów może zejść powietrze, inne przybory mogą się wyślizgnąć). Takie dzieci kompletnie nie radziły sobie bez przyborów.
Poważnym minusem rękawów jest też fakt, że dziecko próbując utrzymać się na powierzchni wody, napiera na nie ramionami . Jeśli taki stan trwa dłużej, przyczynia się do nadmiernego budowania napięcia mięśniowego, co może stanowić utrudnienie i znacznie wydłużyć pierwszy etap nauczania technik pływackich.

 

[źródło]

 

 

Moje dzieci nie będą pływać w rękawkach 

 

Nie każesz im pływać w rękawkach? – napisała mi oburzona czytelniczka, dalej uzasadniając, jak bardzo jestem nieodpowiedzialna, puszczając roczniaka do niebezpiecznego jeziora w samych… majtach.  Ale ja, mieszkając nad jeziorem, zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa wody i nie zakładając rękawków nie chcę mu zrobić  krzywdy, ja chcę je… ochronić!

 

Jeśli kiedykolwiek wpadnie do wody, a tej wody u nas sporo, może się zdarzyć, że nikt mu nie rzuci koła ratunkowego, nikt nie poratuje plastikowym rekinem, nikt nie złapie za ręce i nie wyciągnie spod pomostu. Robię więc wszystko, żeby jak najszybciej poznali, co to woda i jak może być niebezpieczna. Nie robię tego bezmyślnie, nie wrzucam ich do jeziora i nie idę pić kawy. Jestem z nimi cały czas, tuż obok, gotowa złapać, kiedy sobie nie będą mogli poradzić. A jednocześnie pozwalam im poznać, co się stanie, kiedy zachowają się zbyt brawurowo. Z większości takich zachowań udaje im się wykaraskać samodzielnie, ale są ostrożniejsi przy kolejnych wyskokach. Cudownie oglądać Kosmyka pouczającego starsze dziecko, żeby nie skakał na główkę, bo tu jest za płytko, tak się nie robi. Wspaniale patrzeć, jak Adaś drepcze do wody, rozpędza się do niej, by, gdy woda sięgnie mu klaty, momentalnie zawrócić do brzegu.

 

 

 

Czemu mamy tak mało zdjęć znad jeziora?

 

Jeśli zastanawiałaś się kiedyś, czemu tak rzadko wrzucam zdjęcia znad jeziora [a kilka osób się mnie dokładnie o to zapytało, nawet z lekką pretensją],  mimo że jestem nad nim codziennie, to właśnie dlatego, że nie odważyłabym się robić zdjęć moim dzieciom w wodzie lub nad wodą, kiedy jestem z nimi sama. To znaczy – Kosmykowi tak, bo on zdaje sobie sprawę z powagi. Ale dwójce? Nigdy. Moja akcja ratunkowa zostałaby opóźniona przez aparat i straciłabym cenne sekundy. Zdjęcia niżej powstały dzięki pomocy Chłopa i dodatkowej asyście dziadka. Kiedy mam pomoc, zdjęcia mogę strzelać jak oszalała. Kiedy jestem z nimi sama, nawet nie wyciągam aparatu. Na poniższych zdjęciach wygląda to tak, jakby dzieci kąpały się samopas, ale czujne oko mężczyzn cały czas obserwowało poczynania chłopaków. Obserwowało, a nie ograniczało w harcach.

 

Samodzielna zabawa w wodzie

 

Moje dzieci bawią się swobodnie w wodzie. Adaś w niej raczkuje [wygląda, jakby pływał], Kosma coraz częściej wypuszcza się dalej i pilnie ćwiczy nogi na dmuchanej desce, żeby wreszcie popłynąć żabką. Wreszcie ćwiczy, bo w czerwcu miał moment przerażenia. Przyzwyczajony do gołębiewskiego basenu, był trochę oszołomiony wielkością jeziora i wreszcie zrozumiał, jak silny może być prąd rzeki. Pamiętam jak dziś, gdy stał w dmuchanej kamizelce, w kole Adasia i darł się przeraźliwie: „Patrzcie na mnie, pilnujcie mnie, bo jestem w bardzo dużej wodzie!”.

 

Zabawki do jeziora

 

Poznają siłę żywiołu. Moczą głowy, uszy, pupy. Nie jestem zwolenniczką opierania zabawy w wodzie roczniaka na dmuchanych zabawkach. Nie chcę, żeby Adaś nauczył się na nich polegać, bo potem, bez nich, nie będzie umiał wyczuć swojego ciała w wodzie. A na wyczuciu ciała polega cały trik z pływaniem! Ale też nie zabraniam im używania zabawek wodnych w ogóle. Kąpiel w wodzie to też zabawa, więc nie zabieram im radości harców z piłką, bojką czy innym dmuchanym rekinem.

 

Bardzo pomaga nam deska do pływania Intex [bardzo lubię tę firmę i żałuję, że nie mieliśmy okazji współpracować]. Kosmyk ćwiczy na niej nogi i przygotowuje się do samodzielnego pływania. Ale o motyw kupienia kamizelki do pływania pytajcie Chłopa – nikt jeszcze nie nauczył się pływać w kamizelce ratunkowej, myślałam, że on zdaje sobie sprawę z tego, ale no cóż. Kupił. Przyda się na pływanie kajaczkiem przy pomostach 🙂 Natomiast koło dla maluszków intexu ratuje mi życie, kiedy jestem z dziećmi sama i chcę popłynąć gdzieś dalej, żeby sobie trochę poćwiczyć. Kosmyk płynie za mną ze swoją deską albo bawi się na brzegu, a Adasiek? Wsadzam go do koła i wiem, że nic mu się nie stanie, kiedy będę płynąć i trzymać go z boku. Polecam, ma takie siedzonko dla dziecka w środku – Adaś z niego nie wypada, a i Kosma się mieści.

 

To nie tak, że hejtuję wszystkie zabawki do jeziora. Nie podobają mi się tylko te, które ograniczają dziecku zaufanie  do własnego ciała w wodzie. Uczenie dziecka pływać w kamizelce lub kole ratunkowym, wmawianie mu, że bez tego sobie nie poradzi, uważam za nieodpowiedzialność. Bo zamiast nauczyć malucha zachowywać się w wodzie, poruszać się w niej, uczymy je, że polegać ma nie na sobie, ale na sprzętach ratujących, które, niestety, nie zawsze będą pod ręką, mogą pęknąć, popsuć się…  i klops.

 

Bardzo podobał mi się pomysł jednego z wczasowiczów, który swojego ośmioletniego syna puszczał pływać z kolorową bojką na sznurku. Dziecko płynęło, było widoczne, a w razie potrzeby mogło odpocząć przy swojej bojce. Szkoda, że tak mało rodziców jest tak zapobiegawczych. Ja na pewno wyciągnę dla Kosmyka moją bojkę, z którą sama przepływałam jezioro.

Ale, jak już pisałam, czasem nawet koło może być pomocne, a Kosma zagryzł już dwa piękne delfiny 🙂 A jeśli chodzi o zabawki, to chciałam wam powiedzieć, że spotkał mnie taki zaszczyt, że nie mogę się otrząsnąć i powstrzymać przed opowiedzeniem!

 

Jestem patronusem!

 

Zostałam patronem konkursu Świat przyjazny dziecku organizowanym po raz 15 przez Komitet Ochrony Praw Dziecka. Do 2 listopada firmy mogą zgłaszać swoje zabawki [tutaj], a potem specjalna komisja wybierze te najlepsze. Jeśli sądzisz, że twój produkt jest idealną rzeczą, jaką może bawić się dziecko – nie wahaj się! A ja niedługo będę z chłopakami testować wszystkie rzeczy i opowiem wam trochę o każdej z nich. Nie mogę się doczekać 🙂 Nie mówiłam jeszcze Kosmykowi, bo chłopak zamęczy mi kurierów w oczekiwaniu na paczki 😀

 

Kilka słów o samym konkursie:

Zrzut ekranu 2016-08-03 o 13.11.17

 

 

Tegoroczna edycja jest pod wieloma względami wyjątkowa – obok stałej Kapituły złożonej ze specjalistów, psychologów, pedagogów, ludzi kultury zostanie utworzona Mała Kapituła. Wyselekcjonowane produkty trafią do szkół i przedszkoli, gdzie zostaną poddane ponownej ocenie. Tym razem jednak ich przyjazność testować będą docelowi odbiorcy, czyli najmłodsi. Kolejną nowością jest rozpoczęcie owocnej współpracy z Międzynarodowymi Targami Zabawek i Artykułów dla dzieci, która pozwoli na dotarcie do szerokiego grona odbiorców – rodziców, opiekunów, dzieci. Do konkursu została także zaproszona Joanna Jaskółka, twórczyni i autorka bloga Matka jest tylko jedna – już wkrótce weźmie pod lupę na swoim blogu wyróżnione w Konkursie produkty.

Po raz pierwszy zostanie ogłoszony internetowy plebiscyt, w którym przyznawana będzie nagroda publiczności – każdy będzie miał szanse zagłosować na swój ulubiony produkt/ofertę za pomocą konkursu online.

 

 

O wszystkim będę was informować! A tymczasem – nad jezioro, hej!

 

 

DSC_0407

 

DSC_0415

 

DSC_0444

DSC_0449

 

DSC_0477

 

DSC_0457

 

DSC_0492

 

DSC_0592

 

DSC_0510

 

DSC_0522

 

DSC_0528

 

DSC_0524

 

DSC_0500

 

DSC_0752

DSC_0671

 

DSC_0758

 

DSC_0657

 

DSC_0784

 

DSC_0770

 

DSC_0719

 

DSC_0842

 

Nad jezioro jeździmy rowerem Flexicargobike [wpis o nim tutaj].

Zabawki: Intex [strona na Ceneo, żebyście mogli porównać sobie ceny]

Torba i torbeka: Goshico

  • M.

    Jako instruktor pływania zgadzam się z Panią w 100% , chociaż są różne technki oswajania z wodą. Jestem zwolenniczką starej szkoły bez dodatkowych przyborów jak np. Makaron. Osobiście uważam, że nauka pływania z makaronem na początku jest krzywdząca dla dziecka. Respektuje je tylko wtedy gdy dziecko jest oswojone z wodą i w ramach zabawy możemy się pobawić. Nie wiem czy widziała Pani ale są już programy nauki pływania dla niemowlaków,jak mają się zachować w kryzysowej sytuacji w wodzie : https://youtu.be/fwvv5IyPkXM Dla mnie to istna magia 🙂
    Pozdrawiam

    • Widzialam to i jestem zachwycona! Chciałabym tak nauczyć Adasia, ale chyba nie umiem :/

      • M.

        Szczerze żałuję, że nikt nie prowadzi jeszcze u nas takich zajęć 🙁

        • Ohh, ja na te zajęcia planuję iść jak moja skończy 6 miesięcy, bo to taka granica wiekowa. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć jak to działa :)))

  • Iwona

    Bardzo lubię i szanuję Ciebie i Twoj blog. Jedno mnie jednak zmierziło czytając wpis- nawoływanie do intexu o współpracę i takie narzucające zdjęcia torebek, zupełnie nie związane z tematem wpisu. Jestes super babka, fajna blogerka, więc szanuj się proszę (i czytelnikow rownież).Pozdrawiam!

    • Uważam, że powinnaś wiedzieć, że polecając Intex [który polecam, bo jest spoko] zamykam sobie drzwi do współpracy, bo… uwaga… już to zrobiłam. Po co mieliby ze mną współpracować, skoro już poleciłam ich produkty? A torebki pokazałam, bo mi się podobają i są ładne, a ich zdjęcia mi pasowały i tyle. Bardzo lubię moje czytelniczki i wolałabym nie tłumaczyć im oczywistości. Również osobom, które lubię i szanuję, staram się nie zwracać uwagi, że w ich pięknych sukienkach nie pasuje mi wstążeczka i guzik, głównie dlatego, że je lubię i szanuję 🙂

  • Gratulacje!
    Pochodzę z nad samiuśkiego morza, więc od dzieciaka taplanie w wodzie było latem czymś oczywistym. Rodzice ani razu nie założyli nam rękawków. Zawsze był ktoś z nami w wodzie lub obserwował z brzegu i uczulali, żeby nie podpływać do palików – wiry! Tata wypływał z nami całkiem daleko w morze, gdzie czasami, za dość dużą głębokością, pojawiała się płycizna (np. do kolan – 7 czy 10 metrów od brzegu :)). Korzystałyśmy z materaca, czasami z koła ratunkowego (bardziej do holowania i unoszenia się bliżej brzegu, niż pływania, bo jak w tym pływać!). Siostra miała takiego ogromnego smoka z doczepianym ogonem z kilku piłek. Rodzice musieli go taszczyć na plażę tylko po to, żeby postał sobie w słońcu i mogli się nim pozachwycać turyści (pływać to się na nim nie dało, tak jak i na mojej orce – też zabieraliśmy! :)). Do tego wyjazdy nad jezioro i nauka pływania z emerytowanym wojskowym instruktorem od 8 roku życia (nie ma u nas basenu, potem się wojsko zlitowało,a komandor i na nartach nauczył nas jeździć i trochę samoobrony :)). Moje córy też nauczą się pływać, starsza na razie nieco paniki sieje w wodzie i lubi kółka do pływania, ale i z tego ją wyciągnę 🙂
    (W jeziorze to ja pływać nie lubię – dna nie widać! :))

  • Parę dni temu byłam z moim 3,5 miesięcznym dzieckiem na basenie. Było trochę zdziwienia: takie małe, bez rękawków, bez kółka-kołnierza? Otóż bez.

    Sama miałam w dzieciństwie rękawki, miałam kółko i deskę. Wszystkie te sprzęty pomogły mi nauczyć się pływać (w rękawkach i w kółku ćwiczyłam nogi, a z deską między nogami ręce), ale traktowałam je jak boczne kółka w rowerze: etap przejściowy. Mojemu dziecku kupię kółko, jak się nauczy siedzieć, bo na razie nasze zajęcia w wodzie ograniczają się do chlapu-chlapu 😉

  • Dzięki za ten wpis. Nie miałam pojęcia, że tak to wygląda. Mój synal ma dopiero 9 mcy i jak dotąd byliśmy z nim tylko 2 razy na basenie po 20 minut, więc jego oswajanie z wodą tak naprawdę jeszcze przed nami. Ja niestety miałam pecha, że najpierw przez pół dzieciństwa w ogóle nie miałam styczności z wodą, a później trafiłam na nieodpowiedzialnych instruktorów na basenie (dopiero wtedy zaczęłam się bać wody) i nikogo, kto by umiał mnie oswoić z wodą. W efekcie czuję się jak kaleka, a pływać w miarę poprawną żabką nauczyłam się dopiero będąc w ciąży:/ Mojego syna chcę jak najszybciej nauczyć tego, o czym piszesz – aby umiał się odpowiedzialnie zachować w wodzie i mierzyć siły na zamiary. Gdybym ja wypadła z łódki na środku jeziora, to umarłabym nie dlatego, że nie miałabym siły dopłynąć do brzegu, lecz z paniki. Taka prawda. :/

  • Martyna

    Też posiadamy to kółko dla małych dzieci z intexu, uważam je za super rozwiązanie jeśli matka też chce sobie popływać. Ja wsadzam małego i mogę go ciągnąć, pchać, lub po prostu pływać dookoła niego. Mój synek bardzo lubi to kółko, uważam je za dobry wynalazek dzięki któremu nie trzeba ciągle siedzieć w wodzie po kostki. Pozdrawiam!!

  • Ann

    Miałam 8 lat, kiedy topiłam się w jeziorze. Od tamtego czasu potwornie boję się wody, mam uraz, który próbowałam wielokrotnie przełamać, ale się nie udało. Staram się i będę się starać. Po przeczytaniu Twojego tekstu zdałam sobie sprawę, że nieświadomie robię krzywdę moim dzieciom panikując jak głupia nad wodą. To przeze mnie moja 9-letnia córka jeszcze nie umie pływać. Zamierzam to zmienić. Postanowione. codziennik-kobiety.blogspot,com

  • Moj roczniaczek jeszcze nie był na plaży i się radował wodą choc jest alergikiem i szczerze boje się trochę że dostanie uczulenia… a chłopaki na początku pływały w pływaczkach a teraz już sami nie chcą wolą bez pływaczek bo z nimi nie mogą nurkować

  • Aga

    ja pamiętam swoją naukę pływania, aczkolwiek to zupełnie inna sytuacja, ze względu na zupełnie inne otoczenie domu. pierwszy raz do wody, która mogła mnie zakryć weszłam na wakacjach mając jakieś 7 czy 8 lat. wcześniej jeździliśmy koło nas nad mały zalewik, o ile można to tak nazwać, gdzie woda sięgała mi do pasa, więc zabawa tam była bezpieczna. na tych pierwszych wakacjach pływałam owszem w rękawkach, ucząc się w tej sposób machania rękami i nogami, dosyć szybko przestałam ich używać i pływałam sama, a któreś z rodziców stało nogami w wodzie gotowe w razie czego się za mną rzucić. i bardzo dobrze to wspominam. natomiast ze swoją 11 miesięczną córką chodzę od dwóch miesięcy na basen i jak narazie bardzo sobie to chwalimy. z naturalnym zbiornikiem wodnym narazie nie miała styczności, zobaczymy kiedy to nastąpi 😉