10 książek, które zmieniło mnie... za bardzo

Joanna Jaskółka
18 września 2014

Udostępnij wpis

Kilka razy mnie nominowaliście do popularnej zabawy "10 książek, które miały wpływ" i na początku puknęłam się w czoło, bo od kiedy mam mało czasu na czytanie, to korzystam z podstawowej wiedzy o literaturze, jaką zdobyłam na studiach, i zazwyczaj wybieram książki, po których wiadomo będzie, że coś na mnie sobą zostawią. Ale mus, to mus. Podobno jesteście ciekawi mojego zdania, prezentuję więc wam the best of the best. Książki, które po trosze mnie ukształtowały, a często całkowicie kazały mi zmienić poglądy na pewne rzeczy. Oto one:

 

1. "Ania z Zielonego Wzgórza"

Pierwsza książka, którą przeczytałam w wieku... sześciu lat. Co prawda tylko pierwszy tom, na resztę nabrałam ochoty później, ale jednak. Pamiętam, że potem usiłowałam nadawać moim okolicznym zagajnikom takie same nazwy, jak w "Ani", a po jakimś czasie znienawidziłam ją za to, że mimo że mieszka na podobnym odludziu jak jak, to ona ma przyjaciółkę, a ja nie. Sucz.

2. "Świat według Garpa"

Czyli dlaczego nigdy nie zrobię żadnemu chłopu loda w samochodzie. A na serio, Irving pisze tak, że później każdą jedną jego powieść przeżywam we śnie po tysiąc razy. A trudno tego dokonać. Większy wpływ na moje sny mają zawsze filmy. A Irving robi to samym tekstem.

3. "Potop"

Każdy, kto wie, jak na imię ma Kosmyk, a jak nazywali się bracia Kiemlicze, wie, dlaczego ją przez pół ciąży męczyłam.

4. "Dom nad rozlewiskiem"

Ta książka "dla bab", jak ją określił mój znajomy, jest moim ratunkiem i orzeźwieniem, kiedy mam wrażenie, że ja sobie w tym lesie nie poradzę.

5. "Pismo Święte"

Do końca życia będę pamiętać szok, jaki przeżyłam, gdy odkryłam, że to nie jest zbiór baśni, jak wcześniej myślałam, ale że ludzie w to wierzą naprawdę. Swoją drogą - czytanie tej książki ostatecznie zakopało te szczątki wiary, które myślałam, że mam. Co gorsza, zajęcia z religioznawstwa na uczelni, zamiast mnie zachwiać, jeszcze bardziej umocniły mnie w moich przekonaniach. Książka, która przez wieki była przepisywana ręcznie, kilkakrotnie tłumaczona, a do tego kilka razy zmieniano ją "bo tak" miałaby być moim drogowskazem? Wskazówką? Zamiast o człowieku, co chodzi po wodzie, wolałam czytać "Hobbita", ale zawsze, gdy coś zachwieje moją niewiarę, wracam do Pisma... i znów jestem spokojną, zdrową ateistką. Na coś się ta książka przydaje, nie powiem. Niczego jej nie ujmując, to w dalszym ciągu najdoskonalsze źródło kultury europejskiej, a jej uniwersalności i znaczenia zaprzeczą wyłącznie jakieś trąby jerychońskie.

6. "Dziennik Bridget Jones"

No proszę was, pierwsza nowoczesna powieść dla kobiet napisana rewelacyjnym językiem, lekka jak moja poduszka z kurzęcego pierza i zabawna jak miny Kosmyka przed lustrem. To była autentycznie moja pierwsza pozycja z tak zwanych "lekkich lektur". Nawet ja, mieszkająca w lesie nastolatka, która otaczała się potężnymi sagami różnych rodów, usiłująca czytać Sartre'a [nie poszło mi, dopiero na studiach], mocująca się z Joycem, Prusem, Sienkiewiczem i Norwidem, zaczęłam odnajdywać fragmenty Bridget w swoim życiu. Potem na studiach niejeden raz znajdywałam w niej ukojenie między literaturą późnego baroku a wczesnego oświecenia. No co, nie samym

[dalej lecę autorami, wszystkie książki poniższych, zrobiły mi COŚ]

7. Virginia Woolf

Wszystkie. Pierwszą były "Lata", potem poszło samo. Pamiętam, jak polowałam na jej dziennik. Ostatecznie przeczytałam go w Narodowej, dzięki czemu moja ocena z teorii literatury nie była tak wysoka jak inne. I przepadło mi stypendium.

8. Norwid

Chcąc, nie chcąc, musi się tu pojawić, bo to była pierwsza poezja, jaką przeczytałam. Tomik przywiózł mi mój dziadek, w paczce z innymi równie ambitnymi dziełami. Dziadek był zecerem, więc ratował różne książki [między innymi ze śmietników] i przywoził swojej wiecznie zaczytanej wnuczce. Pamiętam, że wymyśliłam sobie, że Norwida trzeba czytać wśród natury. Poszłam więc z tomikiem do lasu, usiadłam na kamieniu i zanim skończyłam [teraz mój ulubiony] wiersz "Cisza", to zaczęłam krzyczeć. Mrówki mnie oblazły.

9. Baczyński

Pierwszy poeta, w którym się zakochałam. Jako kilkunastoletnia dziewczynka [bardziej kilku niż letnia] byłam nawet gotowa, gdyby jakimś cudem Barbara ożyła, ponownie ją zabić, żeby mieć dla siebie Krzysztofa. Taki ze mnie potwór.

10. Katarzyna Michalak

O jej istnieniu dowiedziałam się od Zwierza i Pawła. Zaczęłam grzebać, wypożyczać, kupiłam nawet jednego e-booka. I doszłam do wniosku, że żadna powieść, żaden pisarz nie zmienił tak drastycznie mojego spojrzenia na literaturę. I szkolnictwo. Bo jeśli cenione wydawnictwa, najlepsze w Polsce, decydują się wydawać tak mierną, infantylną, o pociągach szowinistycznych, rasistowskich, a przy tym mającą problemy z krytyką [przecież nie wierzę, że korektor był tępakiem, ktoś musiał mu zabronić wprowadzać pewnych poprawek], nieumiejącą skonstruować dającej się czytać fabuły autorkę, to ja osobiście zaczynam wątpić w porządek świata. Każdemu, kto w jakiś sposób niszczy siebie tymi lekturami, z ręką na sercu polecam skandynawskie romanse lub zwyczajne harlequiny. Więcej emocji, mniej chaosu, język poprawiany często przez najlepszych korektorów, żeby książki były łatwe i szybkie do spożycia. Serio. Mniej cierpienia, więcej przyjemności. Ugh. Jeszcze mnie wzdraga na samą myśl o 'Mistrzu". Fuj.

And done. Szkoda że tylko 10, bo chętnie podopisywałam bym coś jeszcze... Conroy, Austen, Maupassant, Musierowicz [!], Siesicka, Żeromski ["Dzieje grzechu"], Karpowicz, Huelle, swego czasu Carrol, Puzo, z pewnością Nabokov, Flaubert, Samozwaniec, Nienacki [eh, te Skiroławki], Kundera i kupa innych, która w większości gnieździ się na strychu, bo już w pokoju nie mam na nie miejsca [książek kupa, nie autorów, bądźcie rozsądni i wybaczcie składnię - to ta Michalak, ona zaraża].  A że rzadko piszę o swoich ulubionych pisarzach nie dla dzieci, to pozwólcie, że skoro jest okazja, to sobie tutaj dogodzę 🙂

Nominuję pięć blogów, na które weszłam w przeciągu ostatniej godziny: Marlenę, Kubę i MarysięMirę, Justynę oraz Agnieszkę. A co, niech się pobawią!



I napiszcie mi, jak by wyglądała wasza lista - koniecznie!

Zdjęcie; Ginny

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official