Co myślę o...

Joanna Jaskółka
17 grudnia 2014

Udostępnij wpis

 

 

Kosmyk dalej skacze po folii bąbelkowej, chłop na służbie czy gdzieś, dziadkowie pojechali w świat [oby wrócili wieczorem], więc, przeglądając ankietę, którą jeszcze można wypełniać, szybciutko odpowiem na kilka pytań, które się w niej przewijały i maznę kilka słów o ostatnich wydarzeniach, bo wyraźnie daliście mi znać, że interesuje was moja opinia. Co cieszy, ale zmusza jednocześnie do przeglądania tych wszystkich beznadziejnych niusów, których połowa powstała rękami stażystów mających nadzieję na etat w redakcji TVN 24.

 

 Paczki ze słodyczami

 

 

A jeśli już o TVN mowa. Kilka słów o paczce pełnej słodyczy, jaką dostały dzieci w pewnym przedszkolu [info tutaj]. Kilka osób podesłało mi ten link z prośbą, żebym odpowiednio wyraziła swoje oburzenie. Więc się oburzam - rodzice, serio nie macie wpływu na zawartość mikołajkowych paczek? Przecież Rada Rodziców zatwierdziła ten prezent, jeśli nie interesuje was, co się ustanawia w Radzie Rodziców, to do kogo pretensja? To jest trochę tak jak z wyborami. Jeśli na nie idziesz, nie głosujesz, to się nie czepiaj wybranego rządu, który został wybrany przez tych, którym chciało się ruszyć kopyto do urn.  Wiecie, sytuacja by wyglądała inaczej, gdyby pisząca list mama od początku znała zamiary RR, wiedziała, jak paczka będzie wyglądać i silnie starała się temu przeciwdziałać.  Ale najwyraźniej tak nie było, bo mamusia zawartość paczki obejrzała po fakcie. I przeżyła szok, bo ktoś, zachęcony jej brakiem inicjatywy, postanowił za nią. A w ogóle co to za problem z tą paczką pełną słodyczy? Co? Raz na rok się dziecku nie należy? I czy trzeba ją zjeść na raz? Pamiętam, że moje paczki parcelowałam przez miesiąc albo dwa i byłam najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, bo nie musiałam nikogo o nic prosić, tylko sama sobie dawkowałam. I uwierzcie, rodzice nauczyli mnie dawkować przyjemności. Tylko, kurde, jest taki problem, żeby dziecku wytłumaczyć pewne rzeczy, trzeba wyjść z inicjatywą, porozmawiać, zająć się, a to, jak wiemy, niektórych boli. Za bardzo.

 

 

Ciąża

 

 

Z ogółu do szczegółu, czyli szybki odzew na wasze prośby, żebym więcej pisała o swojej ciąży. Miałam taki zamiar, ale... No właśnie jest to "ale". W drugiej ciąży czuję się okropnie i źle. W porównaniu do tej, leżąca ciąża z Kosmykiem była sielanką i SPA. Jeśli nie wymiotuję, to mam zgagę, jeśli nie mogę spać przez trzy dni, to potem spałabym przez tydzień. Nie ogarniam, nie cieszę się, najchętniej wpierniczałabym czekoladę [nawet z paczki - tutaj] i konserwy. Jedyną moją zdrową zachcianką była marchewka z groszkiem, która po przygotowaniu kompletnie mi nie smakowała i czułam niesmak do samej siebie, że poczęstowałam się tak niemiłym wrażeniem w ustach. Remont domu ciągle się przedłuża, więc siedzę na walizkach i jestem trochę zablokowana, do tego przytyłam [z taką dietą? nic dziwnego!] i nie mieszczę się w stare ciuchy, ale ciąża widoczna jeszcze nie jest, więc kupowanie nowych ubrań zdaje mi się bezsensu. I tak tkwię w tym "pomiędzy" i czekam, aż jakiś grom mnie ogarnie. A najchętniej poszłabym spać. O, chwila, Kosmyk mnie potrzebuje do malowania.

 

 

 

Syn Superniani

 

 

 

A jeśli już o ciąży i dziecku mowa. Kilkanaście osób wysłało mi link z niusem o synu Superniani, Doroty Zawadzkiej. Że podobno zgwałcił i pobił. Już pomijam fakt, że wszyscy opierali się na artykułach "Faktu" i "Super Expresu", gdzie ta informacja była prawdopodobnie między cyckami a artykułem o kosmitach, ale cała sprawa jest tak niejednoznaczna, że poczekałabym z wydawaniem osądów. Gdzieś tam mi mignęło, że dziewczyna chciała się zemścić, gdzie indziej, że faktycznie byli wcześniej razem i ona już mu groziła, że zrobi mu piekło, skoro on ją rzuca. Znalazł się też ktoś, kto twierdził, że również został pobity [o gwałcie nie wspomniał]. Pogmatwanie z poplątaniem. Jedynym minusem jest to, że pani Dorota, zapewne zbombardowana setkami linków "a widziała już pani?" o swoim synku, zamknęła możliwość publikowania na jej tablicy i teraz blogerki są w impasie, bo gdzież one będą się promować? 😀 W każdym razie, współczuję pani Dorocie. Już widzę, jak tysiące głupio mądrych będzie chciało jej dowalić, pisząc, że jakie ona ma prawo radzić rodzicom, jeśli jej własny pełnoletni syn zrobił coś takiego [bez wyroku, bo wiadomo, że jak "Fakt" pisze, to znaczy, że zrobił]. Jakby rodzice mogli całe życie być odpowiedzialni za to, co zrobi ich pełnoletnie, całkiem już dorosłe dziecko...  Jakby opanowanie dwulatka, trzylatka, czterolatka i sprawienie, że będzie współpracował z rodziną, jadł obiad, kolację, mył ręce i spał w nocy,  dawało pieczątkę na całe życie "dobry, nieomylny człowiek".... Oj, ludzie... takich rzeczy to wam nawet ksiądz po kolędzie nie zagwarantuje.

 

 

 

Ankieta

 

 

 

A przyczepiając się do głupio mądrych komentarzy... W ankiecie naliczyłam ich aż piętnaście [dwa wczoraj] na ponad 500. I mam z nimi problem, bo z jednej strony fajnie, że widzicie minusy, a z drugiej... pisanie o pojedynczym zdarzeniu jako o mojej "stałej właściwości" jest... no jakie jest? Bo mi ręce opadły. "Wiesz, nie pisz już o wojenkach blogerek, bo to nudne", czytam. Czytam i od razu wyszukuję, kiedy ja kurde pisałam o wojenkach blogerek? Wczoraj nie. Przedwczoraj też nie. Miesiąc temu? Nie. Dwa miesiące temu? Też nie. Czyli muszę się zagłębić dalej, przewinąć sto tekstów, żeby znaleźć ten jeden... Nie znajduję go, bo się dawno temu odcięłam od wojenek i o. Mam problem, bo jak mam traktować "dobrą radę" opartą na nieaktualnym zdarzeniu? Na szczęście cała piętnastka głupio mądrych sugestii była mniej więcej w tym stylu i cieszę się, że to był tylko procent wszystkich odpowiedzi. O wynikach ankiety wkrótce na blogu - zaraz wyjdę z Kosmykiem na spacer i zabiorę się za to wieczorem. A odpowiadając na sugestię, że czasem jestem niegrzeczna w komentarzach - nic się nie dzieje bez przyczyny i nigdy nie uderzam mocniej od atakującego 🙂 W sumie... biorąc pod uwagę, że wszyscy jedziemy na jednym wózku [tak często mi to przypominacie!] i każdy z nas jest od siebie zależny, nie widzę nic złego w tym, że na 100 komentarzy usiłujących przekonać mnie do mojej głupoty, na 101 odpowiem ostro i z umiejętnie kamuflowaną złośliwością [każdy, kto słyszał mój głos, wie, o czym mówię :D]. Pogódźcie się z tym 🙂

 

 

 

Na koniec przypomnę o filmiku, którego przygotowanie zajęło mi sporo pracy, a wam może podpowiedzieć, co robić z dzieckiem we wszystkie wolne świąteczne dni [tutaj] i zachęcę do przesyłania mi kolejnych niusów do skomentowania [możecie mi je wysyłać na fejsie albo na mail w kontakcie]. Zaczyna mi się podobać  ta zabawa 🙂

 

 

 

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
19 maja 2019
Szymbark - wycieczka, w którą zostałam wrobiona i w którą ja nikogo nie wrobię

Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku to jedno z miejsc, które mi wpadło w oko podczas wyjazdu na Kaszuby. Wybraliśmy się tam w majowe popołudnie, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, ale chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o Kaszubach i ich historii. Wstępnie powiem tak - wzięliśmy za mało pieniędzy.  

16 maja 2019
Po wizycie w ośrodku Zawiaty - czy ucieknę z Mazur i przeprowadzę się na Kaszuby?

Jeśli przeżyjesz wyjazd z rodziną na wakacje i nie wrócicie pokłóceni, przeżyjesz wszystko - tak mi kiedyś powiedziała znajoma. Czyli jestem już jak najbardziej zahartowana, bo pięciodniowy wyjazd majowy mam za sobą, wróciliśmy i nikt się z nikim nie pokłócił. No dobra. Nie wróciliśmy pokłóceni. ZAWIATY

7 maja 2019
Bądź z dzieckiem wtedy, gdy najbardziej cię potrzebuje, a nie tylko wtedy, kiedy jest grzeczne

Jedną  z najcięższych dla mnie rzeczy, które musiałam przepracować, było przepracowanie tego, co dzieje się ze mną, kiedy moje dziecko krzyczy. I kiedy dziś rozmawiałam ze znajomą, która ma małe dziecko, potwierdziłam kolejny raz swoje przypuszczenia. Kiedy dziecko krzyczy lub źle się zachowuje, mamy ochotę uciekać w najdalszy zakątek świata i wrócić jak się uspokoi. […]

28 kwietnia 2019
Drobna rzecz, którą zawsze robię w sklepie, a która pomaga wszystkim

Smutno mi było, kiedy dowiedziałam się, że to jest jakieś wyjątkowe. Że mało kto to robi. Smutno mi, że za każdym razem, kiedy to proponuję, spotykam się z zaskoczeniem jakby to było coś wyjątkowego i nie wiadomo jak miłego. A to przecież normalne. I logiczne. Tak myślę. A ty?  

25 kwietnia 2019
Czemu syn od trzech miesięcy regularnie podbierał nam pieniądze z portfela?

Mówi się, że dzieci są wredne, złośliwe, manipulują i robią wszystko, żeby nam uprzykrzyć życie, wymuszając, co chcą, płaczem. Tak się mówi. I za każdym razem, kiedy przyłapiemy dzieci na czymś złym, utwierdzamy się w tym przekonaniu. Ja również się utwierdziłam, kiedy przyłapałam młodszego syna na wybieraniu mi pieniędzy z portfela.  

23 kwietnia 2019
PAŁAC w Drogoszach za grubą kasę, zamek w Reszlu za grosze, zamek w Barcianach za miliony

Święta to nie jest dla nas czas siedzenia przy stole. My nie potrafimy siedzieć przy stole. To w święta odkrywaliśmy kiedyś piramidę w Rapie czy mosty w Stańczykach i to w święta oglądaliśmy najfajniejsze zakątki Mazur. A teraz odkrywamy je na nowo - z dziećmi. Taki zamek w Reszlu - starszak był w nim, kiedy […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official