Wyniki ankiety - co mi pisaliście?

Joanna Jaskółka
18 grudnia 2014

Udostępnij wpis

 

 

Rację miał Jason Hunt, gdy pisał, że każdy porządny bloger powinien chociaż raz zrobić ankietę. To już nawet nie chodzi o to, żebym czytała peany na swój temat - po to ankieta była anonimowa, żebyście nie nie wahali się przed szczerą myślą - ale o to, żeby przekonać się, czy to, co myślę, że robię dobrze, faktycznie dobrze mi wychodzi, a przeczucia i wrażenia, co robić dalej, mnie nie mylą. No i się przekonałam. Zobaczcie:

 

Ostatecznie ankietę wypełniło prawie 1000 osób. To niezły wynik, powiem nawet, że trochę zaskakujący, bo nie mam aż tak dużej rodziny, a większość z niej i tak mnie nie czyta, mimo że wmawiają mi co innego 🙂 [Pozdrawiam!]. Rodzina, rodziną, dziękuję serdecznie wszystkim tym, którym się chciało napisać mi kilka słów o sobie, a na blog, sprawdzić, co nowego, wchodzą codziennie [25%] albo kilka razy w tygodniu [53%]. To naprawdę budujące - wiedzieć, że na moje teksty są odbiorcy i ktoś faktycznie czeka na nowe wpisy. Nic, tylko muszę starać się bardziej i bardziej - dzięki wielkie z tę mobilizację! Była dokładnie tym, czego potrzebowałam.

 

Tak samo, jak wiedza, ile procent z was przychodzi do mnie, mimo że nie ma [albo jeszcze nie ma] dzieci. Przyznaję, obstawiałam, że większość z was jest dzieciata, ale i tak zaskoczyła mnie liczba bezdzietnych, czytających blog parentingowy 🙂

 

 

 

4

 

 

To miłe przeczytać takie opinie:

 

 

Z przyjemnością czytam wszystko, co napiszesz i mam nadzieję, że tak zostanie - również kiedy pojawi się drugi szkrab, nadal nie będzie to taki blog parentingowy, na którym niedzieciaci nie mają czego szukać.

 

 

Albo takie:

 

Już trochę się naprodukowałam wcześniej 🙂 Dodam jeszcze trochę opinii, a co 🙂

Uważam, że Twój blog jest jednym z najbardziej ambitnych w polskiej blogosferze.
Przede wszystkim jest nienaganny od strony technicznej - językowej, edytorskiej. Miałam już takie sytuacje, że przestawałam czytać jakiegoś bloga, bo choć treść była całkiem interesująca, to język tak pretensjonalny (anglicyzmy - nienawidzę nadużywania) czy po prostu słaby, że nie wytrzymywałam i był unsub (anglicyzm! 😉 ).

Poza tym bardzo podoba mi się Twoje niezależne, krytyczne myślenie oraz to, jakie poruszasz tematy. Są po prostu ciekawe i inspirujące.
Jesteśmy mniej więcej rówieśniczkami, chociaż ja mam zupełnie inną sytuację rodzinną (dziecko chętnie urodziłabym choćby jutro, gorzej z wizją mieszkania pod jednym dachem z facetem). W kwestiach, które mam już w jakimś stopniu przemyślane, często się z Tobą zgadzam. Dlatego zakładam, że w tematach, które są mi jeszcze obce, np. dziecięcych, też będę miała podobne spostrzeżenia. Czytam w jakimś sensie po to, żeby mieć te rzeczy w głowie na przyszłość.

 

 

 

Lub takie [mój ulubiony!]

 

 

Chciałabym Ci bardzo podziękować za tego bloga. Dzięki Tobie, Twoim opisom Kosmyka i Waszego życia w końcu odważyłam się zostać mamą. "Kropeczka" pojawi się u nas w ciągu najbliższego miesiąca 🙂 Mam nadzieję, że do tego czasu zdążymy się przeprowadzić do nowego domku.
Twoje teksty są dla mnie bardzo ważne. W pewien sposób odnajduję w nich siebie. Dziękuję za Twoją szczerość i naturalność, za otwartość w poruszaniu trudnych tematów i za genialne poczucie humoru. Proszę nie zmieniaj się.

 

 

Czy może być większa pochwała dla blogerki piszącej o dziecku jak właśnie sygnał od czytelniczki, że dzięki tobie zdecydowała się na dziecko? Nie! Ramka na te komentarze już zamówiona, powieszę sobie je nad biurkiem i będę na nie patrzyła zawsze, kiedy ktoś stwierdzi, że potrzebna mi jest solidna dawka krytyki 🙂 A skoro już o krytyce mowa - kilka osób zauważyło w sugestiach, że kasuję krytyczne komentarze i pytało się z dramatycznym milionem znaków zapytania: "Czemu? Czemu?". Otóż, odpowiedź jest prosta. Pokolenie, do którego należą moi rodzice i które wychowywało mnie w szkołach jest z tego czasu, kiedy uważało się, że dziecku wystarczy krytyka. Nawet jeśli zrobiłam coś dobrze, to jedyne, na co mogłam liczyć, to skrupulatne wyliczenie wszystkiego, co zrobiłam w dobrej rzeczy źle. Bardzo ładnie to zresztą widać [jeszcze!] nawet na zdjęciach kartkówek naszych dzieci.

 

Sama dostałam do ręki swoją maturę, analizę wiersza [na ten temat zdecydowało się wówczas raptem 3% maturzystów w Polsce] z piątką na okładce, a w środku z bezlitosną listą każdego źle postawionego przecinka i litościwą adnotacją, że gdyby nie te błędy, dostałabym szóstkę. To dlatego na zdawanie na polonistykę zdecydowałam się dopiero po trzech latach zupełnie innych studiów. Pani od geografii była bardziej motywująca 🙂

 

 

 

To dlatego też na moim blogu preferuję jedynie motywujące komentarze, zmuszające do myślenia, nie "głupio mądre" [pisałam o tym tutaj] i mobilizujące moje skrzydła do jeszcze większych machnięć w powietrzu. Proste? Proste.  Na krytyczne komentarze [sama zresztą jestem dla siebie dość surowa] mocno się uodporniłam, bo już dawno odkryłam, że to nie one mnie motywują, nie one zmuszają do myślenia, nie one są drogowskazem. Jeśli ktoś mi naprawdę dobrze życzy, może o moim domniemanym problemie porozmawiać na prywatności. A tak? Ot, komuś musiało się ulać, czemu nie poszedł do łazienki?

 

 

Ale wracając do ankiety. Pojawiły się w niej pytania dotyczące współpracy na blogu. Trochę się tych odpowiedzi obawiałam, bo przecież "sprzedałaś się!", "jak możesz!" i te sprawy. Ale na szczęście rzeczywistość pokazała mi co innego:

 

 

 

 

3

 

 

 

I te wyniki są fantastyczne, bo oznaczają, że całe moje zamierzenie nie dodawania postów stricte reklamowych, a wplatanie ich w treść bloga, w całą historię, którą opowiadam, a która powstaje również niejako na waszych oczach, nie było złym pomysłem i... się sprawdza! Jesteście w stanie poznać, które z tekstów są efektem współpracy z firmą, mało tego - uważacie, że marki, które pojawiają się na blogu są dobre i sprawdzone! Dziękuję - staram się i nie żałuję tych wszystkich odmownych maili, które wysłałam w październiku i listopadzie, bo stwierdziłam, że produkt ani do mnie nie pasuje, ani nie umiałabym go nawet w moje życie wpasować. Fajnie wiedzieć, że dokonuję dobrych wyborów i mam nadzieję, że dalej będzie mi to wychodzić.

 

Raptem kilka procent z was stwierdziło, że nie lubi reklam na blogu:

 

 

sposn

 

 

 

I tych osób jest naprawdę niewiele! Ale większość z tych, co zaznaczyła "Nie lubię" nie omieszkała w sugestiach dopisać, że u mnie reklama goni reklamę i żebym przestała non stop pisać o współpracach 🙂  A reklam na blogu od września było... pięć. Bebiko, Lego Duplo, Toyota, Tauron i teraz Duracell [przy okazji jeden lajk, jedna złotówka na budowę boiska - tutaj!]. Niektóre blogi mają tyle w dwa tygodnie 🙂

 

Co też nie jest złe, bo jeśli robią to umiejętnie, ładnie i ciekawie to... co z tego? Kiedyś rozmawiałam z moją koleżanką właśnie o zarabianiu na blogach. Spytała się mnie, czy nie lepiej by było pójść do pracy i zarobić równowartość tego, co zarabiam na jednej reklamie w miesiącu. Tylko że nawet gdybym znalazła na Mazurach taką pracę, która dałaby mi, załóżmy, 2000 zł do ręki i nawet gdyby ta praca nie byłaby 50 albo 100 km od domu to... co ja bym zrobiła z dzieckiem? Żłobek? Do 13. Prywatne przedszkole - od trzeciego roku życia. Publiczne? Do 13 i jeszcze muszę dowozić. Ok, gdybym chciała, pewnie bym się zorganizowała, nie takie rzeczy robiłam i ludzie pracują i dojeżdżają w dalsze rejony, ale jeśli mam możliwość robić to, co lubię, przy okazji widzieć dziecko częściej niż przez godzinę wieczorem, to chyba bym była niespełna rozumu, gdybym nie skorzystała z takiej okazji. I niezmiernie mi miło, że widzicie, że wcale tej okazji nie wykorzystuję za bardzo. Reklamuję to, co chcę, nie mam parcia na zarabianie niesamowitych pieniędzy, kilka razy już zresztą podkreślałam -  nie mam dużych potrzeb. Bylebym nie musiała kombinować pieniędzy na zimowe buty, kurtki, inne akcesoria i kilka zajęć dodatkowych dla dzieci lub wyjazd do teatru czy kina raz w miesiącu. Z resztą sobie poradzę. I mówię to ja - spętana remontem, kredytem i drugim dzieckiem w drodze 🙂 Minimalizm jest fajny, a wilkom i jeleniom jest wszystko jedno, w jakich kreacjach przechadzam się na spacerze.

 

Wracając do dzieci - super, że widzicie, że od początku nie byłam zwykłym blogiem parentingowym, który skupia się wyłącznie na dzieciach. Być może kiedyś Matka Tylko Jedna zniknie, a zastąpi ją ktoś inny, na przykład zwykła Jaskółka... Ale wy przecież wiecie, kim ona będzie 🙂

 

 

1

 

 

 

Miód na moje serce - bo jedną z przestróg pisania pod zmyślonym szyldem jest właśnie niewiedza czytelników, kto jest prawdziwym autorem bloga. Wy wiecie doskonale, jeśli chcecie wiedzieć więcej - możecie obserwować mnie tutaj.

 

 

Myślałam, że sporym problemem będzie nowy szablon bloga, ale na szczęście nie sprawia od większości kłopotów:

 

 

2

 

 

Starałam się, żeby nie różnił się zbytnio od poprzedniego, jedyną różnicą jest w zasadzie sidebar na samej górze, w którym pokazuję teksty warte, moim zdaniem, uwagi, a dół leci jak w blogspocie - po kolei i bez szaleństw. Nowe komentarze też się fajnie przyjęły i odetchnęłam z ulgą, bo liczba "głupio mądrych" i zwyczajnie hejterskich komentarzy spadła drastycznie - super! Nawet moderacji nie mam włączonej, nie widzę w tym momencie takiej potrzeby. Jest super.

 

A żeby było jeszcze bardziej super, dodam jeszcze kilka głasków, jakimi raczyliście mnie uraczyć w ankiecie:

 

 

Jesteś absolutnie najlepiej piszącą babką w blogosferze. Na teksty takiej jakości bardzo trudno trafić. Po każdym przeczytanym poście czuję się mądrzejsza 🙂 nie zmieniaj się.

 

 

Chętnie zaglądam na Twój blog bo nie ma w nim słodzenia jakie to macierzyństwo jest cudowne, a Twoje dziecko takie grzeczne, ułożone i zawsze czyściutkie. Pokazujesz jak jest naprawdę i te mazury piękne widoki, aż chce się tam być i spacerować razem z Wami.

 

 

 

To jeden z najlepszych blogów jaki czytam. Uwielbiam za poczucie humoru, szczerość, "normalność". Taki blog do popłakania i pośmiania się.

 

 

 

Dużo masz na głowie, a zachowujesz ironie, dystans, pogodę ducha, to daje mi nadzieje na to że i ja nie zwariuje. Myślę że nie jest (było) Ci łatwo - dużo zmian, przeprowadzka na Mazury, ciąża, chłop nie na miejscu, nowy-stary domek. Pokrzepiająco jest wiedzieć, że nie każdy ma tak standardowo w życiu mlekiem i miodem płynącym (studia - koniecznie ślub - pies - dom - dziecko - przy okazji super praca, kochająca teściowa i wszystko wychodzi tak, jak zaplanowano), a da się nie zwariować i być szczęśliwym. Dzięki.

 

 

 

Znalazłam Cię jako jednego z pierwszych blogów, który zaczęłam czytać z przyjemnością niemal codziennie. Dzieki Tobie zapalalam sympatią do tej części internetów. Podziwiam Cię za dystans do siebie i rzeczywistości, za podejście do życia. Kosma ma świetną Matkę! Dzieki Tobie jest szczęśliwym chłopcem ( widać to na blogu we wpisach i na zdjęciach). Dzieki za te wieczorne chwile uśmiechu, a czasami zadumy. Szkoda, ze tak mało Was na instagramie.
A co do imienia - nawet ostatnio myślałam o tym, jakie imię pasowałoby dla rodzeństwa Kosmyka 🙂

 

 

 

Nasze życie bardzo się różni, jesteśmy na innych etapach i teoretycznie nie jestem w grupie docelowych adresatów Twojego bloga. Mimo to codziennie na niego zaglądam, poczytuję nieraz twoje teksty po kilka razy i jestem zauroczona Twoim synkiem;) Naprawdę robisz coś co daje ludziom radość i sprawiasz że poszerzają swoje horyzonty. Dziękuję Ci.

 

 

 

No cóż, odnalazłam tutaj kawałek siebie. Przekonałam się, że nie jestem odosobniona w swoich poglądach i sądach w wielu sprawach, które poruszałaś. To bardzo miłe uczucie mieć świadomość, że są ludzie, którzy myślą tak samo lub podobnie jak ja.

 

 

Asiu, wiem, że wraz z drugim dzieckiem zbliża się dla Ciebie bardzo trudny czas ale jak przyjdzie taki moment, że będziesz miała ochotę wszystko rzucić w cholerę i schować się gdzieś daleko w lesie, pamiętaj, że wszystko się kiedyś kończy. Dobre rzeczy bardzo szybko ale i te gorsze tez się kiedyś kończą. I schowaj sobie gdzieś awaryjną tabliczkę czekolady. Pomaga po spotkaniu z dementorami (którzy sprawiają, ze widzi sie świat w czarnych barwach). Pozdrawiam serdecznie.
PS. Nie lubię weekendów bo wtedy są minimalne szanse na nowe teksty.

 

 

 

A co do ostatniego pytania w ankiecie dotyczącego imienia dla drugiego dziecka... w zdumiewającej większości przewidywaliście, że w brzuchu noszę chłopca i przez przypadek sporo z was, proponując pasujące imię dla Kosmy [jedna osoba się zastanawiała, jak właściwie ma Kosma na imię :)], zgadywała imię Chłopa! No chyba nie myśleliście, że Kosma wziął z nieba :D? Wszystko musi do siebie pasować, nic nie jest od czapy.

 

Ale i tak na razie z propozycji rządzi Gaspar i Tekla. Aż zaczęłam żałować, że nie męczę się z bliźniakami 🙂

 

Uf... to był chyba najdłuższy tekst na Matce - do tej pory. Ktoś w ankiecie wspomniał, że "o jej, przecież napisanie tekstu to góra pół godziny, czym się tu podniecać!". No cóż... mi już stuka piąta, ale w przerwie karmiłam króliki, układałam zamek z Lego, trzy razy wysikiwałam dziecko, jedliśmy razem pomarańczę i jabłka, a przy okazji opierniczyłam Chłopa, więc... tak to bywa 🙂

 

Dziękuję serdecznie, że ze mną jesteście, że chciało wam się wstukiwać swoje przemyślenia w ankietę, że połowa z was spędziła ze mną ten rok - obiecuję niedługo dodać solidne podsumowanie tego czasu i... życzę spokojnych przygotowań do świąt, bo przecież właśnie to będziecie robić w ten weekend?

 

 

 

 

 

Miałam poprosić Chłopa,

żeby zrobił mi zdjęcie na okładkę tego wpisu,

ale zapomniałam to zrobić, więc to jego wina,

że musiałam wziąć zdjęcie stąd.

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official