Dlaczego rodzice nastolatków straszą matki małych dzieci, jak to później będzie gorzej?

Joanna Jaskółka
3 marca 2019

Udostępnij wpis

Pamiętam, że kiedyś bardzo mnie to denerwowało. Kiedy po nieprzespanej nocy i trzech godzinach histerii starszego syna, obitym podczas nich moim i jego nosie [on o podłogę, ja oberwałam nogą] pisałam cokolwiek o zmęczeniu, wpadały wszystkowiedzące matki nastolatków i z pełną fałszywego uśmiechu empatią pocieszały mnie, jak to później będzie gorzej. Jak to potem starsze dzieci mi dokopią. Oj, nic tylko pierdzielnąć se w łeb z miejsca. Serio.

 

Z przepracowaniem tego radziłam sobie dzięki psychologowi. Bo dzieci mam, jakie mam, o czym matki nastolatków nie wiedziały i kiedy przeczytałam dwudziesty czy trzydziesty raz takie pocieszenie, zwyczajnie byłam bliska depresji, że nie dam rady, nie pociągnę tego, nie ogarnę, że później będzie gorzej. Jeszcze gorzej. Nie bez powodu dopiero w zeszłym roku byłam na tyle gotowa, żeby stanąć w obliczu faktów i podjąć dodatkowe działania. O tym kiedyś napiszę. Ale żeby poradzić sobie z ciężarem tego, jak to z biegiem lat będzie gorzej, musiałam zrozumieć kilka rzeczy. Między innymi:

 

PÓŹNIEJ BĘDZIE GORZEJ? TO KŁAMSTWO.

 

Serio. Nie wierz tym bzdurom. Nie wierz, że matka, która może przesypiać całe noce, bo nikt jej nie budzi, może zjeść śniadanie, bo nikt jej nie płacze na podłodze, może wyjść z domu, bo nie dostanie mandatu za  zostawienie dziecka bez opieki, wreszcie - może iść do pracy, bo dziecko siedzi w szkole,nie wierz, że ta matka naprawdę myśli to, co mówi, czyli że ma gorzej niż ty - w piżamie, karmiąca po 12 godzin, usiłująca wziąć prysznic, kiedy dziecko się budzi, kiedy tylko je odkładasz, usiłująca zrobić kawę ze świadomością, że dzieci demolują drugi pokój lub spędzająca cały dzień w domu z cierpiącym na weltschmerz trzylatkiem. Myśl logicznie. Tego w żaden sposób nie można porównać w kategoriach lepiej/gorzej. Ustalmy jedno - matki mają ogólnie przerąbane. Ale im dziecko bardziej samodzielnie, tym mniej mają na głowie.

 

TO CIĘ TOTALNIE NIE WSPIERA

 

Kompletnie nie. Więc z automatu informacja, że później będzie gorzej, nie jest ci potrzebna. Trzeba ją wyrzucić. Ani ci nie ułatwia, ani nie akceptuje tego, jak się czujesz. Bo jeśli ktoś ocenia, że coś będzie z czasem gorsze niż to, co przeżywasz teraz, automatycznie stwierdza, że twoje zmęczenie, frustracja, złość nie są ważne. Czujesz  - co ci po dwóch miesiącach nieprzespanych nocy da informacja, że "hehe, później to zobaczysz, będzie gorzej"? No co? Że będziesz więcej nie spać, więcej się męczyć, że to, co teraz przeżywasz nie jest ważne, bo ta druga osoba, która wie, jak to będzie gorzej, jest BARDZIEJ zmęczona od ciebie? Po co ktoś pisze takie bzdury? Jeśli bezmyślnie, to niech przestanie, bo - uwaga -  takie komunikaty NIE POMAGAJĄ.

Nie pomagają, a sprawiają, że odbiorca takiego tekstu czuje się gorzej, czuje się zniechęcony, czuje przede wszystkim, że to, co go aktualnie wykańcza nie jest godne uwagi, nie jest istotne, nie zasługuje na czyjeś zrozumienie. Czuje się źle.

 

Wyrzucaj takie zdania ze swojej głowy. Pamiętaj, że wszystko kiedyś minie. I wcale nie musi być gorzej.

 

LUDZIE, KTÓRZY TAK PISZĄ, NIE PAMIĘTAJĄ

 

I sami w sobie są dowodem na to, że twoje najgorsze momenty zmęczenia miną. Oni nie pamiętają tego jak to jest nie spać przez trzy tygodnie i chodzić jak zombie, oni nie pamiętają, ile nerwów kosztowało ich ubranie trójki dzieci na dwór. Oni nie pamiętają, jak ciężko jest opanować dwulatka czy trzylatka. Mało tego - oni pamiętają głównie te momenty, w których im wychodziło.

Dlatego ja osobiście bardzo lubię dodawać statusy na fejsie, jak mi nie wychodziło. Kopiuję je potem na dysk i chce pamiętać. Bo mój mózg zapomni. Mózg dąży do tego, żeby każdy z nas myślał o sobie jak najlepiej, więc zapamiętujemy dobre chwile. I rodzice nastolatków zwyczajnie te dobre chwile pamiętają, złe zapominają i problemem jest dla nich, że dziecko trzasnęło drzwiami i zamknęło się w pokoju [przykład z którejś grup], co dla rodziców dwulatków jest marzeniem i celem samym w sobie dla tych cholernych pięciu minut spokoju.

 

LUDZIE, KTÓRZY TAK PISZĄ, PISZĄ TO, CO SAMI SŁYSZELI

 

Bo tak jest, że lubimy oddawać, co sami dostaliśmy, a przede wszystkim nie umiemy pocieszać [tu jest tekst jak pocieszać]. Ludziom się wydaje, że jak powiedzą ci gorsze scenariusze, to jakimś cudem stanie ci się lepiej. Nie jest ci lepiej? No ciekawe..

 

 

LUDZIE, KTÓRZY TAK PISZĄ, NIE WIEDZĄ

 

Nie wiedzą, że tak naprawdę przechodzą dokładnie to samo, co rodzice dzieci w wieku poniemowlęcym. Teoretycznie mózg dziecka rozwija się najbardziej intensywnie do szóstego roku życia. Stąd "zwykłe" problemy z małymi dziećmi. Że nie słuchają, że są impulsywne, że wpadają na różne dziwne pomysły, nie kontrolują emocji, chcą wszystko robić same, a wielu rzeczy nie potrafią, a w tym wszystkim muszą się jakoś w tym szaleństwie uczyć na każdym kroku nowej rzeczy.

 

Ale... z nastolatkami jest tak samo! Po pierwszym szoku, że mózg ogarnął pierwsze lata życia, nadchodzi czas, że mózg musi znowu ogarnąć, co do tego życia będzie mu potrzebne. To się ładnie nazywa wielkim wymieraniem neuronów. Kora mózgowa rozwija się do 25 roku życia, co potwierdzają badania [tutaj znajdziecie, i tutaj oraz w książce "Burza w mózgu nastolatka". Pięknie ten proces został opisany również w tym artykule].

 

I tak naprawdę "zbuntowany" [w cudzysłowie, bo nie lubię tego słowa] trzylatek może być tak samo wykańczający jak "zbuntowany" trzynastolatek. Tylko że trzylatka można przekupić, przegadać lub wziąć siłą na ręce, a trzynastolatka? No, życzę powodzenia : ) Ja już z chudym siedmiolatkiem mam problem, żeby podnieść.

 

I rodzic, któremu zawsze udawało się jakoś tego trzylatka siłą czy przekupstwem przekabacić nagle orientuje się, że te metody na starsze dziecko nie działają i... zonk. Co robić? No może być ciężko. A co jeśli rodzic nie przekupywał, nie nagradzał, nie karał, nie odwracał uwagi i nie stosował żadnych dziwnych sztuczek na swoim małym dziecku a od początku po ludzku z nim rozmawiał? Czy wtedy będzie lepiej?

 

A w życiu.

 

Taki rodzic po prostu wcześniej zaczyna traktować dziecko jak człowieka i wcale nie jest mu łatwiej niż rodzicowi takiego nastolatka. Ale potem, kiedy jego dziecko będzie nastolatkiem, może mu być łatwiej, bo wypracowane w dzieciństwie więzi i świadomość dziecka, że było szanowane i słuchane przez rodzica, procentują. Nie jest to gwarantowane, ale ja osobiście widzę po tych kilku latach efekty, widzę też u rodziców, którzy wychowują swoje dzieci w bliskości, że kontakt ze swoimi nastolatkami mają bardzo dobry.

 

NO TO PÓŹNIEJ BĘDZIE GORZEJ CZY NIE? 

 

Będzie inaczej. Będziesz miała wolne ręce, ale coraz bardziej zajętą głowę. A to dziećmi, a to wszystkimi tymi rzeczami, którymi się zajmiesz, kiedy dzieci będą zajmowały się sobą [i wreszcie będziesz mieć na to czas!]. Osobiście uważam, a nawet czytam potwierdzenia rodziców, że traktowanie dziecka z szacunkiem i jak człowieka [a nie małego terrorystę] procentuje w późniejszym okresie.

 

Człowiek, który był wysłuchany, chce wysłuchać. Człowiek, którym się interesujesz, sam jest zainteresowany. Człowiek, którego szanujesz, chce szanować ciebie. Takie mam założenie i ono przez te wszystkie lata mnie nie zawiodło, bo na swoich dzieciach widzę efekty. Okej, one nie są nastolatkami. Ale z każdym miesiącem, z każdym rokiem jest coraz lepiej, nawet kiedy wychodzą różne rzeczy, które musimy badać i rozwiązywać, wciąż jest lepiej.

 

Jest tak dobrze, że wreszcie czytam książki, oglądam filmy i tak samo jak pięć lat temu, kiedy starszak budził się z krzykami i dwie lub trzy godziny uspokajałam go na rękach, nie dosypiam w nocy.  Ale tym razem przez siebie - bo wreszcie zamiast nosić dziecko, uspokajać dziecko, karmić dziecko, kąpać dziecko,  mogę nosić sagę o Wiedźminie lub telefon z audiobookiem "Gry o tron" i marnuję swój czas na godzinne dysputy z synem o rodzaju poszczególnych flag [co jest uciążliwe, ale życia mi nie zmarnuje] lub trzygodzinne rundy w Osadników.

 

I nie daj sobie wmówić, w tym momencie życia, w którym jesteś, że będziesz miała jeszcze gorzej. Nie pozwalaj innym ciągnąć się do dołu, nie słuchaj, kiedy ktoś próbuje cię "pocieszyć", że teraz masz dobrze, bo potem to świat ci się zawali. Spokojnie nie zawali i nikt tak naprawdę nie wie, czy jak bardzo jesteś zmęczona, bo nie siedzi w twojej skórze. Ty nie wiesz, czy później będzie gorzej, druga osoba nie wie lub nie pamięta, czy kiedyś było mu na pewno lepiej [w sumie to większość złych chwil wypiera i zapomina o nich, więc pamięta większość dobrych].

 

Nie słuchaj tych bzdur, podnieś głowę wysoko i ciesz się tym, co masz teraz. Dziś ma słodkie nóżki, jutro będzie kręcił pupą stawiając pierwsze kroki, pojutrze zacznie mówić,  za rok sam wsiądzie na swoją biegówkę, potem pójdzie do przedszkola i któregoś dnia przyniesie ci śniadanie do łóżka. Patrząc się na te wszystkie ekscytujące momenty, jakie was czekają, będzie tylko lepiej.

 

I faktycznie, potem może być trochę gorzej.

 

Bo już będzie za późno na wracanie do tych chwil.

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

16 stycznia 2020
Ile jest wart szczery, biały i radosny uśmiech bąbelka?

Uśmiech bąbelka wart jest podobno wszystkie pieniądze. Podobno można nim również płacić, choć waluta to niepewna, VATu się z niej się nie odliczy, a i nie wszędzie przyjmują takie rozliczenie. Postanowiłam więc sprawdzić, ile taki uśmiech jest wart. Bo, co jak co, ale piękne oczy nie wystarczą. Uśmiech musi mieć swoją cenę.  

13 stycznia 2020
Do czego służą słuchawki wygłuszające i jak dziwnie wyglądają w nich dzieci na ulicy?

Swego czasu wdałam się w dyskusję na pewnej grupie, w której matka pytała, co może zrobić, kiedy jej córkę denerwuje strasznie hałas w szkole. Że dzieci krzyczą na przerwach i to strasznie córkę męczy. Doradziłam, bo nie wiem, czemu nie trzymałam języka za zębami, żeby kupiła córce słuchawki wygłuszające. Wyszła z tego dyskusja na trzy […]

9 stycznia 2020
Marzenie, które jak cień za mną krąży, na które codziennie się patrzę i które kiedyś wreszcie się spełni

To był maj, pachniała... ulica Anielewicza w Warszawie, a ja podjęłam decyzję, że spadam z tego miasta i więcej tu nie wrócę. Po siedmiu, prawie ośmiu latach mieszkania w stolicy, bogatsza o dwa kierunki studiów i dziecko, pakowałam manatki, bo... w sumie nie miałam nic do stracenia. Po latach ludzie będą mówić, że ej, ale […]

5 stycznia 2020
15 pomysłów, co zrobić z choinką po świętach - spalić, wyrzucić czy oddać?

Co roku o tej porze, niektórzy nawet wcześniej, a niektórzy później, większość zastanawia się, co zrobić z choinką po świętach. Z tym aktualnie rozsypujących się już wrakiem drzewka, które jeszcze tydzień temu cieszyło barwami i blaskiem, teraz jest nieco gorzej, bo ileż można stać, jeśli się zostało uciętym lub totalnie w nie swoim klimacie i […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official