Dzieje grzechu

Joanna Jaskółka
3 września 2013

Udostępnij wpis

Miało tutaj nie być moich starych tekstów, ale wyrok, jaki dzisiaj zapadł skłonił mnie do odszukania w czeluściach skrzynki recenzji o dziejach pewnego grzechu. Sprawa Mamy Madzi wielu szokuje, ale ja patrzyłam się na to wszystko ze spokojem. Mimo że rodziłam Kosmyka wtedy, gdy cała Polska szukała dziewczynki, kiedy tylko dowiedziałam się, że prawdopodobnie została zabita przez matkę, oprócz smutku z tragedii wiedziałam, że nie ona pierwsza. I pewnie nie ostatnia...

Wiem, że Żeromski nie kojarzy się zbyt dobrze, zwłaszcza jeśli ktoś był nim katowany w starym, dobrym czteroletnim liceum. Pamiętam, że mi samej to nazwisko odbijało się długo czkawką i zniechęceniem. Szukając wiadomości na forach internetowych można sobie wyrobić nieciekawą opinię o pisarzu. Licealiści płaczą nad „Ludźmi bezdomnymi” i  nie płaczą nad ich estetyczną wartością. Jestem ciekawa, jak bardzo zmieniłaby się ich opinia o pisarzu, gdyby przeczytali „Dzieje grzechu”.
Na pewno uczniowie przeżyliby zaskoczenie. Tak samo jak zaskoczeni byli czytelnicy Żeromskiego i jego koledzy pisarze. Eliza Orzeszkowa w liście do Reymonta starała się usprawiedliwić Żeromskiego chorobą histeryczną lub erotomanią i zrzucała winę na szkodliwy wpływ „dostojewszczyzny”. Reymont stwierdził, że oprócz skandalizującej treści powieść nie zawiera w sobie nic głębokiego. Antoni Potocki z kolei nazwał Żeromskiego „wielkim inkwizytorem duszy współczesnej”, wyjaśniając „Dzieje grzechu” jako powieść o tragicznej  niewierze w ludzi. Ignacy Matuszewski, autor najobszerniejszego studium o „Dziejach...”, krańcowe sądy określił dowodem nieprzeciętności utworu. Przypieczętował to Stanisław Przybyszewski, który nazwał „Dzieje…” „najgłębszą powieścią, jaką Polska posiada”.
A w zasadzie to zwykła historia. Dzieje dziewczynki z dobrego domu, która zakochuje się w mężczyźnie. Pierwszy szkic Ewy, jaki znajdujemy w powieści, przedstawia niewinną, piękną, młodą dziewczynę, dla której nawet mimowolne spojrzenie mężczyzny w jej stronę może być czymś „nieczystym”. Gdy do jej domu wprowadza się nowy lokator, Łukasz Niepołomski, bieg wydarzeń nabiera tempa. Czytelnik wie od razu, jakim typem mężczyzny jest ukochany Ewy. Narrator nawet nie chce ukrywać, że jest to człowiek, który zaraz zniknie, pojawi się na chwilę i znów go nie będzie. Przy takim przedstawieniu bohatera wyraźnie widać jak bardzo ślepa, oddana, bezkompromisowa i naiwna jest miłość Ewy. Miłość do człowieka, który, kiedy w końcu się pojawi, to po to tylko, by zabrać Ewę do jakiegoś obskurnego miasteczka i rezolutnie ją przez parę tygodni wykorzystywać.
Gdy oboje wstępowali na strome schodki prowadzące do mieszkania, Łukasz trzęsącymi się rękoma z lekka popchnął ją do swego pokoju. Zamknął drzwi na klucz. (…). Wtedy to począł szybkimi rękoma, jak wariat, rozpinać, rozrywać jej stanik, ściągać siłą ciasne rękawy, targać na ramionach guziki koszuli, zdzierać spódnice, urywać tasiemki…
Gdy wreszcie znika [oczywiście, że musi zniknąć], Ewa zostaje we wspomnianym już pokoju i czeka na powrót. Odkrywa, że jest w ciąży, zaczyna brakować jej pieniędzy. Nikt nie chce zatrudnić kobiety w stanie nawet jak najbardziej błogosławionym. Gdy wreszcie następuje rozwiązanie, dziewczyna niewiele myśląc, wrzuca noworodka do wychodka, kradnie pieniądze właścicielowi mieszkania i zdesperowana wyjeżdża za granicę szukać ukochanego.
Seks, zbrodnie, gwałty, wymuszenia, zdrady i kłamstwa – to wszystko w dwóch tomach powieści. Napisałam, że historia jest w zasadzie zwykła i trudno z tym polemizować, ponieważ pierwszy lepszy odcinek wiadomości zawiera więcej wyżej wymienionych wątków niż omawiany utwór. Jednak z tej perspektywy cały stereotyp Żeromskiego, jako autora „Ludzi bezdomnych”, znika.
Czym tak naprawdę są „Dzieje grzechu”? Czy tylko historią o dziewczynie, która z naiwnej pobożnej katoliczki stoczyła się na samo dno, stając się zbrodniarką, morderczynią i prostytutką? Warto przypomnieć sobie datę wydania utworu – 1908 rok. Powieść powstała zaraz po upadku rewolucji, która mogła zmienić losy państwa. Rewolucji, w której Żeromski pokładał ogromne nadzieje. Jej upadek odczuł wręcz jako osobistą porażkę.
Świat wydawał się potwornym ”bestiarium”, w którym toczy się zajadła walka, a każda świętość, każde dobro jednostkowe skazane jest na nieuchronne zniszczenie.
Powolne staczanie się Ewy, stopniowe odrzucanie kolejnych ideałów, coraz tragiczniejsza utrata nadziei uosabia Żeromskiego obserwującego przebieg i upadek rewolucji. Miłość, która powinna wyzwalać, uszczęśliwiać staje się płonnym marzeniem, nie prowadzącym do niczego. Potężniejsza od miłości uduchowionej, „wysokiej” okazuje się być siła pożądania. Siła miłości cielesnej, miłości „niskiej” potrafi uśmierzyć wszystkie cierpienia duszy, dzięki czemu przez nią odkrywamy prawdziwe piękno życia.
Była dlań dobra, litościwa, dziwacznie, sennie posłuszna jego cielesnym marzeniom. Czując potęgę piękności swego nagiego ciała (…) puściła wodze rozkoszy rozpasania zmysłów i pozwoliła korzystać z jego łask. Niektóre jej mrukliwe, krótkie życzenia doprowadziły go niemal do śmierci. Tych kilka godzin był to zenit jego życia. Teraz dopiero poznał jego piękność.
W pewnym momencie, po rozpustnej nocy z Pochroniem, Ewa uświadamia sobie, że tak naprawdę miłość duchowa jest zła. To ona zniewala, uzależnia człowieka. Miłość fizyczna jest w stanie uwolnić człowieka od jakiekolwiek skrępowania dzięki działaniu wyłącznie instynktownemu. Niestety instynkt nigdy nie zostanie zaspokojony i cały czas musi szukać nowych coraz silniejszych pożywek. Miłość duchowa także nie jest możliwym wyborem. To ona przecież doprowadza Ewę do śmierci, gdy ta staje w obronie wytęsknionego i wreszcie spotkanego kochanka. Co zatem robić? Co wybrać? Żeromski, prawdopodobnie jak większość, wybrałby miejsce gdzieś pośrodku. Nie ryzykuję wiele twierdząc, że pisarz chciał zobaczyć świętość w każdym czynie ludzkim, nawet w grzechu. W pewnym momencie Ewa mówi:
Podeptałam wszystko, co było na mojej drodze. Podniosłam rękę na Boga. I odstąpiła mnie łaska (…). Za zniewagę Boga dźwigam na ramionach moje cierpienie (…). Z niego wyrasta, jedynie niego, najcudniejszy kwiat ziemski: skrucha. Ze skruchy, jakoby z kwiatu, ulata zapach: mądrość pokuty. A z pokuty staje się tajemniczo – świętość.
Czy „Dzieje grzechu” mogłyby stać się lekturą szkolną? Na pewno dzięki temu zmieniłoby się przeświadczenie, że pozytywizm to nuda, strata czasu i idee „użyteczności” i „pracy”. Na pewno mogłyby przekonać wielu, że książki to nie tylko „pagórki leśne” i „łąki zielone”. Moim zdaniem jednak książka nie trafi jeszcze przez długi czas na listy lektur, nawet dodatkowych. Z pewnością znalazłoby się kilku, co zaprotestowałoby przeciwko przemocy, scenom drastycznym i miłosnym. Jednak „Dzieje grzechu” nie są tylko bulwersującą powieścią z początku XX wieku. Nie nazwałbym jej także historią miłosną, ponieważ wątek kryminalny zajmuje w niej sporo miejsca. „Dzieje grzechu” są przede wszystkim fascynującą relacją o wielokrotnych upadkach człowieka i o próbach pokuty. Są świadectwem czasów i świetnie odmalowanym pejzażem przedwojennej Europy i Polski. Przede wszystkim natomiast są fascynującą historią, która zapoczątkowała wiele późniejszych wątków w naszej literaturze. Czasami mam nawet wrażenie, że Katarzyna W. zbyt dogłębnie wzięła ją sobie do serca...

Ukazanie się książki na rynku w 1908 roku sprawiło, że zdanie o pisarzu zmieniło wielu jego współczesnych. „Dzieje grzechu” stały się ogromną sensacją i wywołały niemały skandal. Powieść cieszyła się sporym rozgłosem. Doszło nawet do odgrywania fikcyjnego sądu nad bohaterką w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych i w salach Filharmonii Warszawskiej. Czy takich sądów nie odgrywało się w liceum nad Izabelą Łęcką? Warto dodać, że obie zaaranżowane próby „osądzenia” bohaterki skończyły się jej uniewinnieniem. 

 Dziś matka Madzi otrzymała wyrok skazujący na 25 lat więzienia.

Pierwsze komentarze pod tą informacją trochę mnie zmroziły: "dziwka zasługuje na krzesło", "pierdolona szmata", "szkoda, że nie dożywocie", "powinna gnić w więzieniu".

Nie uważam wcale, że Katarzyna W. powinna być uniewinniona. Popełniła przestępstwo, jestem tego pewna i zasługuje na karę. Jednak moja reakcja jest daleka od wspomnianych epitetów. Mało tego, kiedy okazało się, że mała Madzia wcale nie została porwana, wiedziałam, po lekturze "Dziejów..." co może jeszcze wyjść w praniu. I niewiele się pomyliłam.

Wiecie, co w tym jest dziwnego? Że sto lat temu bohaterka Żeromskiego została uniewinniona przez sąd publiczny [fikcyjny co prawda, ale jednak]. Teraz opinia burzy się, że dziewczyna dostała za mały wyrok i najlepsze dla niej byłoby krzesło elektryczne.

Jeśli chodzi o poziom empatii degrengolada w naszym społeczeństwie rozwija się nie tylko wśród morderczyń...

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
16 września 2020
Ten dzień, gdy po ośmiu latach zostałam w domu sama

Wstaję z krzesła, odwracam się i jakoś dziwnie zaczepiam nogą o krawędź krzesła, że lecę twarzą na podłogę i dziękuję w duchu za duże cycki amortyzujące upadek. Leżę na ziemi i analizuję, co się stało. W domu jest cicho. Nikt nie słyszał mojego upadku, nikt nie widzi mojej rozplaskanej na podłodze dupy. W domu jestem […]

6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official