Edukacja w domu czy w szkole?

Joanna Jaskółka
22 września 2014

Udostępnij wpis

"To nie te czasy, nie te państwo na edukację domową". "Dla mnie to przesada tak izolować dziecko". "Nie musisz tego robić, nie jesteśmy w szkole". "Moim zdaniem ono będzie skrzywdzone na całe życie". To tylko kilka zdań pochodzących wprost z najnowszego odcinka "Mama kontra mama", który wczoraj został wyemitowany, a do obejrzenia którego zostałam zmuszona przez czytelniczkę diaboliczną zachętą: "Chcesz się wkurzyć? Włącz TVN".

 

Jakie mam zdanie na temat programu "Mama kontra mama" większość z was wie, bo ten tekst jest jednym z najpoczytniejszych. Słowa, że nie będę oglądać, poniekąd dotrzymałam. Do wczoraj, kiedy to do obejrzenia zachęciła mnie czytelniczka.

Jakie są moje wrażenia? Pierwsze trzy mamy - nic, czego bym się nie mogła spodziewać. Nawet lajcik, rzekłabym. Co prawda, nie jestem zwolenniczką kar aż tak bardzo inwazyjnych jak papryczka chili, ale skoro mama uzasadniła na końcu, że kara została konsultowana i uzgodniona, to w sumie - jej sprawa. Natomiast przy  czwartej mamie, krew się we mnie zagotowała. W ogóle cała końcówka sprawiła, że straciłam wiarę w jakiekolwiek chęci "nie czynienia szkody", jakie deklarowali na początku producenci.

Zerknijmy więc, co się tam na samym końcu działo: poznaliśmy mamę, która uczy swoją córkę w domu. Reakcja obserwujących wszystko matek - szeroko otwarte oczy i komentarz "Nie te czasy, nie to państwo".

Zacznijmy od tego, że edukacja domowa w Polsce jest legalna i praktykowana od ponad dwudziestu lat. Nie jest ani niczym nowym, ani dziwnym, mało tego - staje się coraz bardziej popularna. Nauczycielem dziecka może być rodzic lub opiekun prawny i można dopasować dziecku naukę odpowiednio do jego możliwości, pod warunkiem, że raz lub dwa razy w roku dziecko zda w szkole, do której należy, odpowiedni egzaminy. Egzaminy również można dopasować - mogą trwać kilka dni, może nawet jeden dzień, mogą być bardziej rozłożone w czasie. Wszystko zależy od dobrej woli dyrektora placówki i chęci dostosowania się do dziecka. Wstępnie szacuje się, że rodzin, które preferują naukę domową, jest mniej więcej kilkaset [źródło].

No dobra, wiedza obserwujących matek na temat edukacji domowej jest niewielka, ale zerknijmy do mamy, która cały czas uczy swoją córkę: "Nie chcesz czytać? Nie musisz! Nie jesteśmy przecież w szkole!".

Jeśli kiedyś, droga córko, wątpiłaś, że postąpiłam dobrze, nie puszczając cię do tej przeklętej placówki - szkoły - to teraz wiedz, że się myliłaś. W domu uczyć się jest fajnie, w szkole - źle!

Serio - taki to miało wydźwięk... Nie wiem, jak wy, ale ja mam ciarki na plechach na samą myśl o stygmatyzowaniu jakiejkolwiek formy nauki. "Uczysz się w domu, bo szkoła jest zła" - nie wierzę, że ktoś może coś takiego sugerować dziecku, nie uwierzyłabym, gdyby ta sugestia nie poleciała na oczach moich i kilku tysiącach widzów.

Wracamy do obserwujących naszą bohaterkę [z osobistą urazą do szkoły] mam. "Moim zdaniem ono będzie skrzywdzone na całe życie".

Serio? Tego, że matka dziewczynkę bije lub w jakikolwiek sposób się nad nią znęca, nie zauważyłam, ale to dopiero połowa dnia, ciekawe, co jeszcze się wydarzy... O właśnie! Wyszły na spacer i matka dokonuje czynu niewiarygodnego - uczy dziecko nazw drzew i pomaga mu zapłacić przy kasie!  Wywłoka.

"Gdzie nie pójdziesz, jest ta nauka. Przesada. Ta dziewczynka ma dopiero 6 lat"

Jestem ciekawa, co by powiedziały te mamusie, gdyby zobaczyły, jak ja nazywam dla Kosmyka drzewa, rośliny zwierzęta. Uczę go odcieni zieleni na różnych przykładach, rozmawiamy o porach roku, obserwując ich objawy tuż przed naszymi oczami. Gdy liczmy pieniążki... jasna anielko, moje dziecko nie ma sześciu lat, a spokojnie zapłaci za wartą pięć złotych zabawkę w sklepie. Wiecie, że za granicą coraz częściej edukacja kierowana jest właśnie w te praktyczne rejony życia? Bo dzieci potrafią mnożyć, dzielić, różniczkować, ale nie wiedzą, jak wysłać list na poczcie albo zapłacić za bułkę? Praktyczne umiejętności są w szkole często omijane, nauczyciele zakładają, że rodzice uczą tego dzieci w domu, ale... najwyraźniej zakładają źle, bo mamy biorące udział w show były zdumione, że ktoś uczy dziecka nazw drzew na spacerze. Mama dziewczynki zresztą bardzo ładnie postąpiła, kiedy nie wiedziała, jak nazywa się konkretne drzewo - "Nie wiem, ale jak wrócimy do domu, to sprawdzimy w internecie". Brawo! Kiedy oglądałam ten fragment, aż zaklaskałam z radości. Wiecie, że taki spacer, który pokazuje na żywo drzewa, rośliny, który kończy się zakupami, nauczeniem dziecka radzenia sobie podczas zakupów, daje maluchowi o wiele więcej wiedzy niż dwadzieścia lekcji biologii o budowie jednego liścia, którego dziecko na zajęciach nawet nie obejrzy na żywo? Taka nauka w domach powinna się odbywać codziennie, całe "Dziecko na warsztat" pokazuje, jak wspaniałe daje to efekty. Mamy były zdumione, że można inaczej niż w szkole ja byłam zdumiona ich zdumieniem... bo przecież dla dziecka wszystko jest nauką, nowym doświadczeniem, to nie powinno być bulwersujące, to powinien być standard.

"Dla mnie to nie do zaakceptowania, żeby zamknąć dziecko w domu"

Oczywiście, coś takiego jak sąsiedzi, zabawy na podwórku, warsztaty, kółka zainteresowań, kolonie, ferie nie istnieje. Jak zamknęła dziecko w domu, to pewnie do osiemnastego roku życia. I zero koleżanek. Z drugiej strony, omawiana bohaterka, faktycznie stara się odizolować córkę, odstawiając zalaną łzami perorę o tym, jak jej osobiście było źle w szkole, jak była gnębiona i jak bardzo nie chce, żeby to samo przydarzyło się jej malutkiej latorośli. Robiąc przez to krzywdę edukacji domowej, pokazując, że jej przedstawiciele mają ewidentny problem ze sobą i dlatego zabierają dziecko od rówieśników. A przecież to nieprawda!

Ostatecznie: nie podoba mi się tak samo sposób przedstawienia edukacji domowej, jak i sposób pokazania edukacji szkolnej. To wszystko było przerażającą farsą, a do tego, ktoś powinien mocno dostać po nosie za brak jakiejkolwiek pomocy matce, która najwyraźniej tego potrzebowała oraz brak wytłumaczenia obserwującym mamom, o co tak naprawdę w edukacji domowej chodzi. Cały odcinek zastanawiałam się, czy dziecko uczy się w domu, bo tego potrzebuje, czy zwyczajnie mama dziewczynki nie puściła jej do placówki, bo boi się, że jej córce ktoś dokuczy z powodu rudych włosów. Trochę to przerażająco wyglądało...

Wiecie, ja cały czas biorę edukację domową pod uwagę. Przede wszystkim dlatego, że zbyt dużo znajomych inteligentnych, bardzo rozwiniętych dzieci w szkole się zwyczajnie uśredniło.  Spotkałam się z opinią, że żeby w szkole przetrwać, trzeba być albo wybitnie wybitnym, albo dość średnim uczniem. Wcale się temu nie dziwię, wiem, że nauczyciele, ucząc czasami po trzydzieścioro dzieci nie są w stanie dostosować lekcji do każdej nie wybitnej, ale wyjątkowo zdolnej w pewnych kierunkach jednostki. Po to, między innymi, została wymyślona edukacja domowa, żeby niektóre dzieci rozwijały się w swoim tempie, uczyły w atmosferze, która im nie przeszkadza, w miejscu, które je rozwija, a nie blokuje. Całkiem rozsądne rozwiązanie, jeśli rodzic ma chęć i odpowiednią wiedzę.

Ale decydując się na edukację domową, mój cel przygotowania dziecka do życia w społeczeństwie spali na panewce, bo w mieście, faktycznie, o kontakt z rówieśnikami nietrudno, ale u mnie? Dziś chodziłam z synkiem po lesie i powiedział mi, że smutno mu, że jest tylko jeden. Że nie ma innych dzieci w okolicy. I wszystkie moje argumenty, przemawiające za nauką w domu palą się w jednej sekundzie w ognisku, bo plusy plusami - uczenie dziecka na praktyce, edukacja w odpowiednim tempie, brak bata nad głową - giną w obliczu "mamo, chcę do kolegów".

I Kosmyk pewnie pójdzie do szkoły, która, chociaż przez ostatnią bohaterkę przedstawiona jako przybytek zła i szatańskich nawyków, wcale przecież zła nie jest. Tak samo jak zła nie jest edukacja domowa. Po prostu to są różne metody. Każda ma plusy, każda ma minusy, nie wymyślono jeszcze idealnego systemu edukacji.

Szkoda, że program, zamiast pokazać faktycznie dobre i złe strony każdego z rodzajów edukacji, rozprzestrzenił tylko błędne i szkodliwe stereotypy. W ciągu całego programu narrator pokusił się raz jeden o sprostowanie nieprawdziwych przekazów, później wszystko poleciało jak chciało. Szkoda. Bo edukacja domowa, jeśli prowadzona dobrze i odpowiedzialnie, daje wspaniałe rezultaty. Tak samo jak szkoła, w której murach jest choć jeden nauczyciel z prawdziwą pasją i chęcią pogłębiania wiedzy wychowanków. Jeśli dziecku nie dzieje się krzywda, jeśli się rozwija, jeśli w dalszym ciągu chce się uczyć, nie ma sensu diabolizować jednej i drugiej metody. Każda ma przecież taki sam cel - nauczanie naszych dzieci.

Cały odcinek możecie obejrzeć tutaj. Wszystkie informacje o edukacji domowej - tutaj. Edukujący się [na razie domowo-podwórkowo] Kosmyk - niżej na zdjęciach. Aprobata mojego macierzyńskiego autorytetu Mazumazu - stwierdzona tutaj.
mama kontra mama, edukacja domowa czy szkolna, roznice
edukacja domowa, edukacja szkolna, nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, jak uczyc dziecko, plusy i minusy, czy uczyc dziecko w domu, j
edukacja domowa, edukacja szkolna, nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, jak uczyc dziecko, plusy i minusy, czy uczyc dziecko w domu, j
edukacja domowa, edukacja szkolna, nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, jak uczyc dziecko, plusy i minusy, czy uczyc dziecko w domu, j
edukacja domowa, edukacja szkolna, nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, jak uczyc dziecko, plusy i minusy, j
nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, plusy i minusy, czy uczyc dziecko w domu, j
edukacja szkolna, nauka w domu czy w szkole, mama kontra mama, jak uczyc dziecko, plusy i minusy, czy uczyc dziecko w domu, j
Spodenki - H&M
Bluzka: Kappahl
Buty i kamizelka - Zara
Czapka - nie pamiętam

Na koniec- może są tu jakieś mamy, które zdecydowały się na nauczanie domowe i potrafią przedstawić nauczanie w domu trochę bardziej normalnie niż występująca w show mama? Chętnie poczytam o waszych doświadczeniach!

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    20 czerwca 2022
    Moja najbliższa koleżanka depresja. Jak z nią żyję i przeżyję?

    Hej. Jestem Asia. Od trzech lat mam depresję, stany lękowe i zaburzenia odżywiania. Zdiagnozowano u mnie zespół stresu pourazowego (PTSD) i zaburzenia ze spektrum autyzmu. Oprócz dzieci są to najbardziej stałe elementy mojego życia. Ponad pół roku temu zakończyłam kolejną terapię. Bywa, że wciąż ze zmęczenia śpię po 14 godzin na dobę i jedyne, co […]

    27 maja 2022
    Kiedy nauczyć dziecko jeździć na rowerze i jak go przekonać, żeby chciał?

    A kiedy kupisz im pierwsze rowery? A kiedy zaczniesz ich uczyć jeździć na rowerze? A czemu oni jeszcze nie potrafią na rowerze? Kto to widział sześciolatek, a jeszcze nie umie... Taki duży, a jeszcze na biegowym jeździ? Takie teksty towarzyszyły mi bardzo długo i były połączone z różnymi staraniami, żeby zmobilizować dzieci do szybszej nauki […]

    24 marca 2022
    ZROBIŁAM TO! Stary pokój chłopców zmieniłam na moją własną sypialnię! [metamorfoza z Lenart Meble]

    Wchodzę do pokoju i rzucam się na łóżko. Pod skórą czuję nową, świeżo wypraną pościel. Wtulam w nią policzek i oddycham głęboko. Leżę na swoim własnym łóżku we własnej sypialni. Tylko mojej. Nie marzyłam o niej.  Wyobrażałam sobie raczej to miejsce jako coś, co nigdy się nie zdarzy, bo zawsze będą inne potrzeby. A teraz […]

    26 lutego 2022
    Szukasz dobrej pralki? Pralko-suszarka Haier i-Pro 7 to sprzęt, który wybrałam

    – Mamo, ja jej w ogóle nie słyszę... – powiedział mój młodszy syn, który w naszym domu najbardziej lubi prać.  – I wszystko widzę, co się dzieje w środku! – ucieszył się, gdy zobaczył, że nowa pralko-suszarka Haier i-Pro 7 ma podświetlenie wewnętrzne.  Poszłam za ciosem. Wymieniłam starą przeciekającą pralkę na nową i jeśli czegoś […]

    10 stycznia 2022
    Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm

    Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […]

    16 grudnia 2021
    Jeszcze zdążysz kupić najładniejsze książeczki dla dzieci!

    Obiecałam pokazywać więcej książek dla dzieci i pokazuję książeczki dla dzieci 🙂 Jeszcze zdążysz je złapać przed świętami i obdarować jakieś dziecko, bo książki to zawsze najfajniejsze prezenty. Przynajmniej ja w tym wpisie pokażę takie, które najfajniejszymi prezentami będą. Gotowa? Jedziemy!  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official