Zostań kobietą z metra! Czyli jak zwrócić uwagę obcemu dziecku, żeby jego matka nie wygryzła ci krtani?

Joanna Jaskółka
5 grudnia 2016

Udostępnij wpis

 

Spore zamieszanie narobił ostatni tekst o kobiecie z metra. Zamieszanie, które zawiało mnie nawet do "Pytania na śniadanie", gdzie rozmawialiśmy o tym, jak zwrócić uwagę dziecku, żeby wyszło uprzejmie, empatycznie i żeby nikt się na naszą uwagę nie oburzył. Ale jak to w śniadaniówce - mało czasu, nie wszystko się zdążyło powiedzieć. Postanowiłam więc rozszerzyć temat, żeby nikt nie czuł niedosytu.

 

 

 

Wydaje mi się, że my - dorośli ludzie - mamy jakiś takie chore przekonanie, że kiedy my, konkretnie my, nie wkroczymy do sytuacji, to obce dziecko stoczy się do poziomu patologii i w życiu sobie nie poradzi. Czujemy społeczny obowiązek strofować, pouczać, naprowadzać obce dzieci na właściwe naszym zdaniem tory i nie mamy nawet grama refleksji w głowie, że obce dziecko sobie doskonale bez nas poradzi. Tym bardziej że [z moich obserwacji tak wynika] kompletnie nie umiemy zwrócić komuś uwagi, a już o empatii to można pomarzyć. Przejrzyjcie sobie komentarze na pierwszym lepszym blogu - znajdziecie na nich pełen przegląd agresywnych, atakujących lub oceniających bez żadnych przesłanek ku temu, autora. Tekst, który ma być tekstem samym w sobie, staje się pretekstem do ocenienia tego, kto go napisał. I wychodzę z założenia, że jeśli ktoś posiada tę chwilę na przemyślenie podczas wstukiwania kolejnych literek, a z niej nie korzysta, to podczas sytuacji, gdy ma ochotę coś powiedzieć na żywo, nie będzie w słowach przebierał. Kobiet z metra wciąż można ze świecą szukać. Są wyjątkiem.

 

 

 

Dlaczego chcemy zwrócić jakiemuś dziecku uwagę?

 


Bo coś nam w jego zachowaniu przeszkadza. Problem w tym, że nie zawsze wiemy lub zdajemy sobie sprawę, co. Mamy w głowach ideał tego, jak powinno się zachowywać dziecko, ideał nieosiągalny, który tworzymy sobie w głowie na podstawie tego, jakich zachowań oczekiwali od nas starsi [a że często idealizujemy swoje zachowania z przeszłości, to nie pamiętamy, że nie zawsze spełnialiśmy oczekiwania rodziców].


 

Do tego tkwi w nas wpajane od kilku pokoleń przekonanie, że tylko ostra uwaga pomoże dziecku naprawić swój błąd i zacząć robić dobrze.  Nie do końca, bo dziecko zachowuje się najlepiej jak potrafi w danym momencie i jego zachowanie często jest zwykłą reakcją na coś. Każde zachowanie człowieka jest jakąś reakcją na coś lub skutkiem czegoś. Tak samo dziecka.



Wydaje nam się, że dziecko robi źle. Bardzo częsty błąd, popełniany nie tylko  w stosunku do dzieci. "Powinnaś zrobić inaczej bo MI się wydaje, że robisz o źle. Tylko, kurde, właśnie - wydaje ci się. A "wydaje" nie jest pewnikiem. Czy dziecko biegające po chodniku trzy metry od ciebie naprawdę ci przeszkadza, czy wydaje ci się, że nie powinno tak robić?  Przed zwróceniem uwagi warto usiąść i pomyśleć, czy dane zachowanie naprawdę nam przeszkadza, czy wydaje nam się, że powinno przeszkadzać. To bardzo ułatwi sprawę.


 

Żyjemy w przekonaniu, że bez naszej interwencji dziecko nie będzie wiedziało, jak ma postępować dobrze. No ok, ale dalej nie wiem, w jaki sposób krytyka dziecka powie mu, jak ma się dobrze zachować? Z krytyką jest ten problem, że dużo mówi o tym, czego się nie powinno robić, a mało o tym, jak powinno się zachowywać.


 

Myślimy, że rolą rodzica i dorosłego jest upominanie dzieci, a to totalna bzdura. Nie każde złe zachowanie mojego dziecka muszę komentować. Czasem nie ma na to czasu, pory, wiem, że moje gadanie nic nie przyniesie. Są sytuacje, że moje próby dotarcia do dziecka napotkają mur i wrzaski, więc milczę, nie dlatego, że mam złe zachowanie gdzieś, ale dlatego, że czekam na odpowiedni moment, by wyrazić swój żal i rozczarowanie w taki sposób, żeby dotarło. Więc jeśli widzisz milczącą matkę nad źle zachowującym się dzieckiem, to pomyśl, że ona wcale nie ma tego zachowania w nosie. Ona po prostu nie ma w danej chwili narzędzi, żeby do dziecka dotrzeć.


 

czujemy potrzebę naprawiania świata i wyłącznie upominaniem potrafimy ją realizować.


 

 

 

 

Widząc źle zachowujące się dziecko zawsze mamy do wyboru jedno z trzech pierwotnych zachowań:

 

Zwierzęta [i my również!] mają w instynkcie trzy podstawowe reakcje: ucieczkę, zamarcie albo atak. Atak zazwyczaj wybierają drapieżcy, jeśli się więc na niego decydujesz, nie dziw się, że odpierany jest on gwałtowną obroną i zawsze wliczaj ją do kosztów swojej reakcji. Ale pamiętaj, że...

 

 

 

Nie zawsze musisz reagować na złe zachowanie dziecka

 

Serio. Jeśli nie wiesz, co robić z szalejącym obok dzieckiem, a ewidentnie cię jego zachowanie z jakichś względów denerwuje i nawet sama nie wiesz, dlaczego [często dlatego, że ty w dzieciństwie nie mogłaś się tak zachowywać albo jeden z powodów wymienionych wcześniej], najlepiej jest zatroszczyć się o siebie i albo założyć słuchawki na uszy [zamieranie], albo... wyjść [ucieczka]. Proste. Dziecko nie może opuścić miejsca, w którym jest, bo to nie ono decyduje, decyduje jego rodzic. Jako wolny człowiek możesz podjąć decyzję, czy chcesz się konfrontować z rodzicem i ponieść wszystkie konsekwencje tej konfrontacji, czy oszczędzić sobie nerwów i zwyczajnie zmienić swojego miejsca pobytu. To jest bardzo często możliwe i o wiele bardziej bezpieczne niż ryzyko konfliktu z obcymi osobami.

 

W ogóle nie rozumiem tego - nikt obcy nie wchodzi między kłócących się na ulicy kochanków, nikt obcy nie stara się negocjować między wkurzonymi facetami obrzucającymi się wyzwiskami na ulicy, mało kto wchodzi pomiędzy dwie kobiety i z góry zakłada, że jedna z nich ma absolutną rację. Rzadkie zjawisko, prawda? A może warto brać przykład i kiedy widzisz, że matka jest w trakcie pertraktacji ze swoim dzieckiem, po prostu stulić pyszczek i się oddalić, zostawiając ich w spokoju? Ingerując w czyjąś rozmowę, możesz tylko stracić nerwy, ignorując ją  lub wybierając ucieczkę, nie tylko zachowujesz spokój, ale też robisz to, na czym ci zależy: wychowujesz dziecko, pokazując mu, że kulturalni ludzie nie chcą słuchać takich kłótni i wrzasków. Serio, serio. Do dziecka możesz mówić i mówić, a ono i tak będzie się patrzyło i naśladowało twoje zachowanie.

 

 

 

Zwracać uwagę dziecku czy rodzicowi?

 

Jeśli zrezygnujesz z ucieczki i ignorowania, a zdecydujesz się na atak, masz do wyboru - zwrócić uwagę dziecku lub rodzicowi. Większość moich znajomych skłania się do tego, by samemu przyjąć na klatę krytykę, a oszczędzić jej dziecku. Doskonale ich rozumiem, widząc, w jaki sposób ludzie mają w zwyczaju reagować i zwracać się do siebie. Jeśli nie przychodzi ci do głowy nic innego od ośmieszania, oceniania, wyliczania błędów, porównywania, zawstydzania i poniżania, to lepiej faktycznie zwrócić się do rodzica. A jeśli chcesz zwrócić się do dziecka?

 

 

 

 

Czy naprawdę musisz być  drapieżcą?

 

A może by tak odwrócić sytuację? Strącić się z podestu przekonań, że to ty jesteś jedyną odpowiednią osobą skłonną atakiem zmienić zachowanie czyjegoś dziecka? Przestać myśleć, że jak ty tego nie zrobisz, to nikt inny tego biednego dziecka nie naprowadzi na właściwy tor? A co jeśli zaczniesz myśleć o sobie i olejesz po prostu to dziecko, które ani jest twoje, ani nigdy prawdopodobnie nie będzie? Mocne, nie? Być może, ale ma sens.

 

 

Wyobraź sobie, że każdy człowiek to wyspa na morzu. Jedna wyspa ma palmy, druga ma pośrodku wielką pustynię, inna jest wyspą pływającą i czasem się obija o inne wyspy i je "trąca". Co mogą zrobić wyspy? Mogą zaatakować tę pływającą wyspę i stracić swoje siły na walkę z nią. A mogą zrozumieć nie dający się zmienić charakter wyspy, postarać się  zabezpieczyć swoje granice i utrzymywać  je w nienaruszonym stanie.

Kobieta z metra wybrała to  drugie zachowanie. Broniła swoich granic i nie zamierzała nikogo atakować. Nie potrzebowała zwracać się do mnie, bo widziała, że nie zauważyłam zachowania syna. Zwracając się do mnie, pewnikiem by mnie rozzłościła i wprawiła w zakłopotanie, bo odebrałabym tę uwagę jako prztyczek, że przez moment ja byłam nieuważna. Zaczęłabym się bronić, co w efekcie nie przyniosłoby żadnej korzyści dla dziecka, bo ono by tylko zapamiętało, że mama się pokłóciła z jakąś panią w metrze o jego skaczące nogi. Mama go broniła, pani się to nie podobało. Kto ma rację? Syn wyniósłby z tego wyłącznie dezorientację i robiłby dalej jak robi.

 

 

 

Co zrobić, żeby stać się kobietą z metra?

 

Na szczęście jesteśmy ludźmi i w odróżnieniu od zwierząt posiadamy jeszcze czwartą możliwość, którą każdemu polecam. O opinię i kilka słów na jej temat poprosiłam Izę z bloga Jestembogata.pl, która podesłała mi takie obszerne wyjaśnienie:

Kobieta, która  zwróciła twojemu dziecku uwagę zaspokajała swoją potrzebę troski o dobro wspólne (czyste siedzenie) i szacunku dla dziecka (empatyczne podejście).

 

Jej sposób zwrócenia uwagi wynikał z tego, że:

 

  1. Zakładała, że dziecko ma takie samo prawo do zaspokajania swoich potrzeb, jak każdy inny człowiek.
  2. I tak dobrała rodzaj komunikatu, aby był on zrozumiały dla dziecka i uwzględniał wszystkie ważne potrzeby-  i jej, i dziecka.

Aby takie sytuacje mogły występować częściej potrzebujemy:

 

  • Uświadomić sobie, że dziecko (własne czy cudze) robiące coś, co nam się nie podoba nie jest dzieckiem złym czy gorszym niż my, którzy wiemy lepiej. Ono jest tak samo ok jak my i jego potrzeby są tak samo ważne jak nasze. Istnieje tylko konflikt na poziomie sposobów zaspokajania potrzeb (bo można usiąść tak, by móc wygodnie wyglądać przez okno i nie brudzić siedzenia). To, że dziecko nie pomyślało o tym samo, też nie wynika z jego gorszości, tylko z faktu, że tak było zafascynowane tym, co za oknem, że nie zauważyło, że brudzi siedzenie. Albo nie miało świadomości, że je brudzi.

 

  • Zastanowić się, po co zwracamy uwagę – jakie swoje potrzeby w ten sposób zaspokajamy. Czy chodzi o troskę o innych, o dobro wspólne? Czy o sprawienie, żeby winowajca poczuł się, jak jest marny i zły? Bardzo często zwracamy komuś uwagę tak, by poczuł się marny i nieadekwatny. To ma go zmotywować do tego, by się zmienił i zasłuży na akceptację czy uznanie. I jest to sposobem na nasza potrzebę wkładu do świata. Tę potrzebę można również zaspokoić na inne sposoby, nie zmuszając nikogo do zasługiwania na szacunek. Zgodnie z zasadą „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Wystarczy sobie pomyśleć, czy sami chcielibyśmy być traktowani tak, jak traktujemy innych?

 

  • Zastanowić się, jakie swoje potrzeby dziecko zaspokaja działaniem, które nam przeszkadza. Może znajdziemy od razu rozwiązanie, które pomoże tak zmodyfikować działanie, by uwzględniało również nasze potrzeby? A może tylko pomożemu dziecku zrozumieć, czemu robi to co robi i pomóc mu znaleźć lepszy sposób na tę potrzebę?

 

 

 

 

 

 

Iza przypomniała mi też cztery sposoby tworzenia komunikatów do dziecka, które mi już weszły tak w krew, że pokazuję wam je czasem w dialogach, a do głowy mi nie przyszło ich dokładnie opisać. Modelowo wygląda to tak:

 

 

OBSERWACJA: chłodnym, obiektywnym okiem nazywamy to, co widzimy:

a.       Widzę, że wyglądasz przez okno i trzymasz nogi na siedzeniu/widzę, że Twoje buty stykają się z miejscem, w którym inni dotykaja swoim ubraniem. A w innych sytuacjach:

b.       Widzę zabawki na ziemi, a prosiłam, żebyś je odłożyła na półkę...

c.       Sznurówki ciągną Ci się po ziemi...

d.       Mamy 10 minut do wyjścia...

UCZUCIA

a.       Niepokoję się/nie podoba mi się to...

b.       Jestem ciekawa/zdziwiona/rozczarowana...

c.      Obawiam się, że je przydepniesz i się przewrócisz...

d.       Denerwuję się...

POTRZEBY

a.       Nie chcę, żeby ktoś kto tutaj usiądzie po tobie pobrudził sobie ubranie...

b.       Ważne jest dla mnie dotrzymywanie umów...

c.       Zależy mi na Twoim bezpieczeństwie...

d.       Ważna jest dla mnie punktualność/zależy mi, żebyśmy zdążyli...

PROŚBY

a.       Czy możesz usiąść tak, żeby nie dotykać butami siedzenia?

b.       Czy możesz odłożyć zabawki na półkę teraz?/powiedz mi, dlaczego zabawki leżą na ziemi a nie na półce?

c.       Zawiąż proszę buty/powiedz, czemu masz je rozwiązane...

d.       Czy możesz odłożyć książkę i założyć buty.czapkę/kurtkę?

 

 

Odpowiedzi są oczywiście modelowe, ale opierają się na głównym przekazie: bronieniu i zaznaczaniu własnych granic opartym na komunikacie "Ja". Jesteś wyspą, wiesz, że nie zmienisz tej pływającej jak szalona drugiej wyspy, ale możesz tak ustawić obronę własnych granic, by dać tej drugiej do zrozumienia, że lepiej współpracować. I wyraźnie zaznaczyć swoje granice.

 

W naszym, domowym,  przypadku komunikacja często przypomina tę modelową. Zamiast "Jesteś bałaganiarzem", mówię:  "Te walające się po podłodze zabawki denerwują mnie tak, że mam ochotę je wszystkie wyrzucić. Chciałabym normalnie przejść przez pokój i nie potykać się o klocki. Czy mógłbyś je szybko sprzątnąć?". Albo "Kiedy znowu słyszę "zaraz" to aż zaciskam pięści ze złości. Mam wrażenie, że chcesz mnie tym zdenerwować. To dla mnie ważne, żeby móc przejść przez pokój bez potykania, a wiem, że potrafisz szybko je posprzątać.".

 

 

W innych sytuacjach [przykłady z ostatnich dwóch dni]:

 

  • Chciałabym, żebyś teraz założył buty, bo martwię się, że przyjedzie busik i kierowca będzie musiał na nas czekać, a to go zawsze denerwuje. Możemy czekać na niego z założonymi butami i szybko wybiec, jak przyjedzie.

 

  • Czy bawisz się jeszcze tymi nożyczkami? Martwię się, że Adasiek je weźmie i się pokaleczy. Mam od razu przed oczami, jak wbija je sobie w szyję i cały się krwią oblewa. Mógłbyś mnie uspokoić i schować je do pudełka?

 

  • Powiedz mi, czemu rzucasz chlebem w kota? Jeśli to cię bawi i potrzebujesz dobrego celu, mogę ci narysować na kartce taką specjalną tarczę i będziesz sobie do niej celował pluszakami, chcesz?

 

  • Mieliśmy umowę, że możesz malować szafę kredkami, jeśli potem ją umyjesz. Czuję się rozczarowana, że szafa w dalszym ciągu nie jest czysta. To dla mnie ważne, żebyś dotrzymał słowa, bo wtedy widzę, że mogę na tobie polegać. Czego potrzebujesz, żeby to sprzątnąć? Chętnie pomogę ci przygotować wodę i ręcznik papierowy, jeśli to jest problemem.

 

  • Nie lubię, kiedy na mnie krzyczysz i trzaskasz drzwiami. Mam wtedy ochotę zrobić to samo, a nie podoba mi się wrzeszczenie na siebie. Chciałabym, żebyś mi spokojnie powiedział, co ci nie pasuje. Jeśli chcesz się wyzłościć, zawsze możesz rzucić kaczką w kran pod prysznicem.

 

  • Nie chcę, żebyś skakał po tej kanapie, bo jest nowa i czysta. Jeśli chcesz skakać, to chodź, pokażę ci, gdzie to możesz robić, albo wspólnie znajdziemy inne ciekawe zajęcie. [zdanie, które powinnam powiedzieć, gdy Ola Rosiak w "Pytaniu..." zapytała, co zrobić, kiedy dziecko przyjdzie w gości i dajmy na to zacznie skakać po rzeczonej kanapie. Zawsze możemy zaproponować mu inną, ciekawszą zabawę].

 

  • Jestem ciekawa, czy uda nam się wyjść przed upływem tego i tego czasu [potrzebny minutnik]... Musielibyśmy szybko założyć buty, kurtkę...

 

 

Iza z Jestem bogata podesłała mi jeszcze taką historyjkę:

Dzieci w przedszkolu kończą zabawę. Nauczyciel zarządza zbieranie zabawek, bo za chwilę wychodzą na podwórko. Dzieci zgodnie zbierają, układają na pólkach, wiedzą, że jak pozbierają wyjda bawić się na placu zabaw, który lubią.

Kiedy wszystkie zabawki sa na swoich miejscach, Mateusz zrzuca wszystko z powrotem na ziemię.

 

[Stopklatka]

 

Jak w takiej sytuacji reagują zwykle  dzieci i nauczyciel?

 

‘Mateusz, dlaczego to zrobiłeś, teraz musimy znowu sprzątać! Przez ciebie nie wyjdziemy na podwórko! Teraz sam to sprzątaj! Jesteś głupi! No nie, Mateusz znowu przeszkadza! Za karę nie wyjdziesz na podwórko, tylk obędziesz sprzątał!’

 

Obwinianie, zawstydzanie, przywoływanie do porządku i inne przemocowe działania.

 

Ale nauczyciel potrafił zareagować empatycznie:

 

‘Mateusz, powiedz proszę, dlaczego zrzuciłeś zabawki na podłogę?’

‘Bo ja lubię sprzątać. Bo lubię, jak wszyscy pracujemy razem i jesteśmy ze sobą” powiedział Mateusz.

Aby empatycznie zwracać uwagę, nie wystarczy znać tylko sformułowania. Zauważ, że w obu przypadkach reakcja dzieci czy nauczyciela zawierała pytanie ‘dlaczego’. Ale pierwsze ‘dlaczego’ było atakujące, obwiniające, a drugie – pozwoliło człowiekowi podać przyczynę działania, bo wypływało z ciekawości, a nie chęci oskarżania czy sugerowania, że źle zrobił. To drugie dlaczego wynikało z założenia, że odbiorca jest w porządku i miało służyć zaspokojeniu potrzeby jasności, zrozumienia.

 

 

 

 

Zamiast skupiać się na innych, skup się na sobie i na swoich potrzebach

 

O tym mniej więcej pisałam w tekście o byciu królową, gdy prezentowałam urządzenie Braster do badania piersi. To ty i twoje potrzeby są najważniejsze. Czemu skupiasz się na tym, jakie jest i jakie może być obce dziecko, kiedy podmiotem całego zamieszania jesteś ty? To ty masz bronić swoich granic i zrobić to w taki sposób, żeby przypadkiem nie spowodować na siebie defensywy. Nie twoim zadaniem jest oceniać, poniżać, atakować w jakikolwiek sposób dziecko czy jego matkę, bo to spowoduje odparcie ataku. Twoją rolą jest zwrócenie uwagi w taki sposób, żeby skutecznie ochronić swoje granice  przed atakiem i przed kontratakiem i jednocześnie nie skrzywdzić drugiej osoby. Możesz zignorować, możesz uciec, możesz wreszcie skorzystać z zasad porozumienia bez przemocy i stosując zasadę "Widzę, czuję, potrzebuję, proszę" uprzejmie zwrócić się do dziecka. I tylko wtedy, kiedy jesteś pewien, że nie jest twoim celem sprawienie przykrości, otwieraj usta. Może wtedy i o tobie jakaś blogerka napisze wkrótce tekst, który zawojuje przez kilka dni internety?

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
22 sierpnia 2019
W jaki sposób odpowiadać na trudne pytania dziecka, kiedy nie mamy pojęcia, co odpowiedzieć?

Jakiś czas temu czytelniczka z mojej grupy zadała nam trudne pytanie: po co żyjemy. To nie była jej osobista refleksja, to było pytanie zadane przez jej czteroletnią córkę, które wprawiło czytelniczkę z zakłopotanie. Bo co powiedzieć? Jak szybko znaleźć satysfakcjonujące wyjaśnienie? A jeśli na to konkretne pytanie znajdziemy replikę, co odpowiadać na inne, przychodzące zaraz […]

15 sierpnia 2019
Przegląd książek o tym, skąd się biorą dzieci, czyli edukacja seksualna w pigułce

Ok, dobra. Ja wiem, temat grząski, bo niektóre moje koleżanki równolatki nigdy nie poruszyły tematu seksu z własną matką, a w nocy wsadzają se skarpetę w usta, żeby dzieci czegoś tam nie usłyszały. W szkołach wciąż opowiada się, że prezerwatywa to zło, a dzieci zrodzone w małżeństwie są bardziej wartościowe niż te z konkubinatu. Kiedy […]

11 sierpnia 2019
Jak zrezygnować z Facebooka na miesiąc i zastanawiać się, czy kiedykolwiek na niego wracać.

Ludzie robią to różnie. Jedni przygotowują się tygodniami. Zabezpieczają się na przyszłość, kupują książki, krzyżówki. Oznajmiają, że #challenge #wyzwanie. Odliczają dni do tego momentu. Boją się go. Z radością oznajmiają powrót, kiedy to wszystko się skończy.

11 lipca 2019
Pierwsze półkolonie mojego dziecka - czy warto było szaleć tak?

-  Co ja zrobiłam? - myślałam pierwszego dnia, kiedy przyjechaliśmy nad Zegrze na półkolonie dla dzieci. Stałam w holu budynku, obserwując moje dzieci, które stały w rządku na placu przydzielane do wacht obozu żeglarskiego. - Co ja zrobiłam? - myślałam, kiedy moja koleżanka, znudzona, ponaglała mnie, żebyśmy wracały do pokoju i nie szpiegowały dzieci. - […]

19 czerwca 2019
Pierwsze świadectwo szkolne, czyli jakie wyróżnienie dostał syn na koniec pierwszej klasy

Cały czerwiec na grupach i profilach fejsbukowych trwała walka o to, czyje dziecko zdobędzie lepsze lub gorsze świadectwo.  Któremu dziecku czerwony pasek lub jego brak ułatwi start przyszłość, a któremu zniszczy życie i dostanie się na wymarzone studia. Kompletnie nieprzygotowana weszłam w ten szkolny świat. Z totalną ignorancją, jakie świadectwo przyniesie syn na koniec pierwszej […]

17 czerwca 2019
Jeśli ogarnięcie budżetu domowego i wydatków jest dla ciebie taką czarną magią, jak kiedyś dla mnie, to patrz na to...

Czemu? Czemu? Pamiętam na studiach zajęcia z ekonomii, marketingu, nudne jak schabowe z ziemniakami i mizeria na słodko. Praktycznie niczego z tych zajęć nie pamiętam, mimo że zawsze miałam kolorowe, piękne notatki i piątki w indeksie. W rzeczywistości nie umiałam tej wiedzy ani przełożyć na pracę, ani na życie. Realnie nic nie było tak proste, […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official