Ile osób zmieści się na jednej kanapie?

Joanna Jaskółka
14 kwietnia 2016

Udostępnij wpis

Pamiętam, że w pierwszej ciąży zarzekałam się, że nigdy nie będę spać z dzieckiem. Kupiłam kołyskę, przygotowałam wszystko tak, żeby, jak dziecko już przyjdzie na świat, miało gdzie spać i żeby to nie było przy nas. Pamiętam też, że po porodzie, kiedy pielęgniarka powiedziała, że jak nie odłożę dziecka do szpitalnej wanienki, to mogę je zadusić*, prawie jej głowy nie odgryzłam, bo jak ja bym mogła takiemu małemu coś zrobić. Ale ziarnko zasiała i w efekcie cały pobyt w szpitalu praktycznie nie zmrużyłam oka i co chwilę sprawdzałam, czy Kosmyk się nie dusi. Ale nie potrafiłam go ot tak, położyć daleko od siebie. Całe 9 miesięcy był ze mną, to jak teraz mam go zostawić? Ale po powrocie do domu byłam spokojniejsza. Syn po kilku nocach wylądował w kołysce, a ja, zgodnie z tym, co mówiła mi położna, byłam z siebie dumna, że w ten sposób oduczę go późniejszego przychodzenia do łóżka rodziców. Taka byłam głupia.

 


Czemu głupia? A bo na nic się zdały odseparowania i "nauka" oddzielnego spania. Kiedy Kosmyk zaczął raczkować, a potem chodzić, to choćby w łóżeczku miał swoje największe swoje skarby i najdroższe rzeczy, wstawał w nocy i człapał do naszego pokoju, bo w jego łóżku nie było najważniejszego dla niego skarbu - rodziców. Śmiało powiem, że te wszystkie jego uparte wędrówki były nadrabianiem tego, czego nie dostał w odpowiedniej ilości, kiedy był maleńki i na sztos wrzucam wszystkie teorie o tym, jak to można czegoś dziecka nauczyć jednej rzeczy poprzez zabieranie mu drugiej.

 

Na szczęście, dość szybko odpuściliśmy. A co tam noga na głowie, co tam kolano w żebrach, nieważne łapki na twarzy - ważne, że kiedy śpi z nami, śpi spokojnie i śpi długo, dzięki czemu nie zrywamy się bladym świtem i nie wstajemy z przerażeniem, że w czasie naszego snu dziecko coś zmajstrowało w swoim pokoju. Jeśli dziecko śpi od ściany, nie ma opcji, żeby któregoś z rodziców swoim wstaniem nie zaalarmowało [no dobra, opcja jest, bo jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja, ale ciiiii].

WIELKI MIT O SPANIU ODDZIELNIE

 

Nie ma znaczenia, czy będziesz uczyć dziecko spać w swoim łóżeczku, w budzie, na żyrandolu - jeśli dziecko będzie potrzebowało ciebie w nocy, to albo będzie płakać, albo samo przyjdzie. I możesz mieć nadzieję, że tobie akurat się uda i twoje dziecko będzie spało na początku oddzielnie, dzięki czemu nie będzie zawracać ci głowy w twoim łóżku, ale te sytuacje to wyjątki od reguły. Po prostu niektóre dzieci szybko się poddają i przestają walczyć o swoje. Kosmyk walczył i dobrze, bo noc, kiedy się wreszcie poddałam i uśpiłam się razem z nim w naszym łóżku, była pierwszą z wielu doskonale przespanych. Czemu, mimo intuicji, że nie do końca mi się to podoba, uparcie wcześniej odnosiłam dziecko do jego łóżeczka, zamiast po prostu położyć się razem z nim i wreszcie się wyspać? Nie mam zielonego pojęcia - pewnie swój wpływ miały na to wszystkie mądre głowy, które uparcie twierdziły, że wiedzą lepiej i mąciły mi w głowie. W każdym razie - jeśli myślisz, że kładąc dziecko oddzielnie, nauczysz je spania oddzielnie... to się zdziwisz 🙂

 

W drugiej ciąży, nauczeni doświadczeniem, nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy, żeby kupować Adasiowi jego własne łóżeczko. Wiedziałam, że to nie ma sensu, bo nauczyć spać oddzielnie go nie nauczę, ale jeśli będzie mnie w nocy potrzebował, to do tego się nie wyśpię. Z premedytacją więc mebelków dla Adasia nie kupiłam, dzięki czemu praktycznie od początku przesypiałam całe noce, a po jakimś czasie to nawet na karmienie nie musiałam się budzić. Jakoś mu się udawało samemu obsłużyć.

 

 

 

JAK SPAĆ Z NOWORODKIEM W JEDNYM ŁÓŻKU?

 

Aż mi się klawiatura pod rękami pali, żeby napisać: normalnie. Bo wszystko, czego potrzebuje noworodek, to jego własna kołderka i to, żeby pościel rodziców była wyprana w proszku dla dzieci/orzechach czy jaki tam macie środek dla dzieci [ja dodatkowo dodaję do prania kilka kropel olejku herbacianego, który ma działania antybakteryjne, odkażające, w pralce niszczy roztocza - nie jest drogi].

 

Dość często spotykam się z teorią, że spanie z dzieckiem w jednym łóżku grozi śmiercią łóżeczkową - boli, kiedy mówią to lekarze, nieświadomi, że w najnowszych badaniach to nie łóżko jest najbardziej niebezpieczne, ale właśnie ten moment, w którym zaspana wstajesz do dziecka i karmisz je na krześle czy fotelu i... ze zmęczenia zasypiasz w tej pozycji z dzieckiem na rękach. Kiedy podejmowaliśmy decyzję  o tym, że Adaś będzie spał z nami, podejmowaliśmy ją mając właśnie to na uwadze - jeśli spałby we własnym łóżku, musiałabym wstać do niego i gdzieś usiąść, żeby nakarmić, a że dość trudno się rozbudzam, pewnie bym i przysnęła na krześle czy fotelu z nim na rękach [z Kosmykiem to mi się właśnie zdarzyło, na szczęście był mnie silnie uczepiony]. I po co ryzykować? A tak, kiedy się obudzi, po prostu rozpinam bluzkę i śpię dalej. Czy obawiam się, że go przygniotę? Ryzyko jest bardzo małe, bo udowodniono [nie mogę znaleźć linka do badań, ktoś ma?], że sen matki, przy której śpi dziecko jest wyjątkowy - nie dość, że jej ciało podświadomie układa się w formę ochronnego kokona, to jeszcze jest w stanie wychwycić każdy najdelikatniejszy jęk dziecka i w porę zareagować. Pamiętam, jak Kosmyk się darł, kiedy budził się w nocy - naprawdę musiał wrzeszczeć, żebyśmy go usłyszeli. Przykro mi, gdy o tym piszę, ale tak było. Teraz Adaśka w nocy nie słychać w ogóle, nawet jeśli jęknie - jestem tuż obok.

 

 CO Z PIERWSZYM DZIECKIEM, GDY DRUGIE ŚPI Z NAMI?

Tylko ta myśl spędzała mi sen z powiek. Bo Kosmykowi,  po tych pierwszych miesiącach nocnej samotności i późniejszej walki o miejsce przy nas, w dalszym ciągu w nocy czasem przychodzi - a bo to mu zimno, a bo coś mu się przyśniło, a bo to było mu smutno. Zawsze wciskał się między mnie a Chłopa, więc trochę się martwiłam, że gdy pojawi się Adaś, Kosmyk w nocy przyjdzie i zgniecie swojego braciszka. Na szczęście udało mi się namówić Smyka na opcję bezpieczniejszą - zawsze w nocy może do nas przyjść, ale o wiele wygodniej mu będzie, gdy położy się w nogach. Braciszek jest mały, łatwo można go obudzić, jak się go obudzi, to będzie płakał i nie da nam spać, po co więc ryzykować i pchać się obok niego, skoro można wygodnie uplasować się po drugiej stronie? Nie do końca wierzyłam, że taka pertraktacja się uda i szczerze to szykowałam mocniejsze argumenty, ale, o dziwo, zostawiona w nogach poduszka dla naszego "gościa" i moja rozmowa dała radę. Jeśli Kosmyk przychodzi w nocy, to przychodzi i kładzie się po drugiej stronie.

 

JAK DUŻE ŁÓŻKO TRZEBA MIEĆ, ŻEBY SPAĆ Z DZIEĆMI?

Jeśli masz jedno łóżko yyy...dziecko, to nie musisz za bardzo kombinować. My z Chłopem i z Kosmykiem [a nawet z Adaśkiem] mieściliśmy  się w systemi, który opisywałam wyżej na standardowym małżeńskim, ale... połamało się 😀 Nie, nie podczas tego, co myślicie, złamanie nastąpiło podczas intensywnego skakania dziecka, o które to skakanie toczyły się zresztą boje między mną a Chłopem [pamiętacie?]. No i się doigrałam, łóżko pękło, Chłop tryumfował, ale kiedy już ochłonął ze swojej satysfakcji, stanęliśmy przed różnymi opcjami. Sprawa nie była łatwa, bo mieliśmy wybór: albo się spiąć i robić poddasze, na którym mieściłyby się nasze sypialnie, albo kupić ogromne łóżko i w obecnym pokoju Kosmyka zrobić sypialnię, w której będziemy spali razem z dziećmi na kupie, a do pokoju dziennego wstawić lekką sofę, albo pokój Kosmyka zacząć przystosowywać dla Adaśka i ostatecznie odciąć się od dzieci instalując je na łóżku piętrowym, albo... pogodzić się z losem, pokój Kosmyka zostawić w spokoju, żeby chłopak miał azyl od psującego mu wszystko brata, a w pokoju dziennym ustawić większą kanapę, na której jeszcze pospalibyśmy z Adaśkiem i na której zmieściłyby się ewentualne senne koszmary Kosmyka.

 

No przecież domyślacie się, co wybrałam, prawda? 😀

 

No właśnie - bardzo nie lubię się spinać, jeśli chodzi o pieniądze, więc poddasze odpadło. Bez sensu za to wydawała mi się oddzielna wspólna sypialnia, bo to oznaczałoby, że wszystkie zabawki dzieci wylądują w pokoju dziennym albo będą leżały rzucone w obawie przed gośćmi na wielkiej stercie w sypialni i zrobi się tam graciarnia. Myśl o łóżku piętrowym dla dzieci była miła, ale Adasiek ma dopiero 10 miesięcy - za wcześnie na przenosiny i samodzielne spanie, już widziałam, jak w nocy latam do ich pokoju, a oprócz Adaśka, uspokajam obudzonego Kosmyka. Wolę komfort. Stanęło na kanapie. Zobaczcie:

 

 

 

DSC_0950

 

 

Wyżej widać, że kanapa jest już nasza - koty już ją oznaczyły. Trochę pomógł trick od czytelniczki, czyli oklejenie boku dwustronną taśmą klejącą - kociskom się przykleiły łapska i na chwilę obecną są trochę na kanapę obrażone.

 

DSC_0979

 

No dobra, tylko na jej boki się kocury obraziły, spać na kanapie lubią w dalszym ciągu.

 

DSC_0139

 

Każda drzemka Adaśka to dla mnie chwila na maile, pisanie albo sprzątanie. Choć akurat sprzątanie z dziećmi "na chodzie" bardziej lubię, bo mogę sobie hałasować odkurzaczem i ustawiać garnki, angażować dzieci i w ogóle.

 

hhh

 

DSC_0922

 

DSC_0896

 

Ta część kanapy zdecydowanie należy do ulubionych. Można zrzucać mamie książki, bebeszyć kwiatka, patrzeć się na ptaki na drzewie i w ogóle nie kumam, czemu nie mogą tego robić przez drugie okno.

 

DSC_0944

 

DSC_0226

 

Jednym z plusów karmienia piersią jest to, że mam wolne ręce i mogę sobie coś poczytać. Minusem jest to, że dziecko się kiedyś najada, a ty nie skończyłaś rozdziału.

 

DSC_0217

 

 

DSC_0155

 

DSC_0142

 

DSC_0123

 

Być może wtedy odpisywałam na twój komentarz?

 

DSC_0975

 

Nasza kanapa to narożnik Sven Lux [BRW] ze sklepu twojemeble.pl. Pokazywałam ją wam na Facebooku z pytaniem o modne kolory kanap, bo mocno się zastanawiałam, czy popularny w ostatnich latach szary faktycznie można zdetronizować innym kolorem. U mnie padło na obicie w miękki splot sznurkowy w odcieniu granatu. I jestem bardzo z tego wyboru zadowolona, bo jeśli przejedzie się po nim ręką, zmienia się odcień i delikatnie faktura. Adaś spędza sporo czasu badając, jak to się dzieje, że raz jest granatowe, a raz ciemnoniebieskie. Ciekawy efekt - widać, że na kanapie dzieje się nasze życie. Nie wiem, dlaczego, teraz już nie ma tego konkretnego koloru na stronie sklepu, ale widzę tam piękny turkus, który, pamiętam, jest w tym roku faworytem jeśli chodzi o kolory [bardzo dużo osób miało lub planowało wzbogacić swój salon o turkus], fajne bordo i oczywiście lubiane szarości.

 

Fajne jest to, że na stronie BRW są dostępne kanapy z dwoma kolorami poduch do wyboru, na twojemeble.pl można sobie skomponować jaki chcesz zestaw w kolorach, jakie sobie wymarzysz. O tak to wygląda:

 

 

Zrzut ekranu 2016-04-14 o 18.16.47

Sami możecie zdecydować, jaki kanapa będzie miała korpus, jakie poduszki i jakie oparcie. U czytelniczki widziałam zresztą kanapę z innym kolorem siedziska, a z innym poduszek oparciowych i bardzo mi się to rozwiązanie podobało.  Zresztą - jeśli będzie szukać, korzystajcie z czatu dostępnego na stronie, wszystko wam wyjaśnią, szybko pomogą, doradzą i w sumie o każdej porze dnia, bo ja dość mocno angażowałam obsługę pytając o szczegóły i prosząc o pomoc w aranżacji, bo nie byłam pewna rzeczywistych kolorów.

 

Oczywiście, że produkcja takiej kanapy trochę trwa - trzeba poczekać od czterech do sześciu tygodni na przesyłkę. Ja na swoją czekałam z trochę przestraszona, spodziewając się kuriera, który walnie mi paczkę na trawnik i sobie pojedzie, jeśli nikt mu nie pomoże delikatnie zdjąć mebli z auta, ale na szczęście są palety [heh, zrobiłam z nich swój zielnik] i obsuwane w dół drzwi - wszystko przebiegło bez problemu i było doskonale zabezpieczone.

 

Chcecie minusów? Jedyną rzeczą, jaka mi przeszkadza, to za mały schowek na pościel - jest dokładnie pod ulubioną częścią kanapy naszych dzieci. Druga część rozsuwa się fajnym mechanizmem tworząc łoże idealne dla rodziny z dwójką dzieci, ale trochę żałuję, że pierwsza z  pojemnikiem na pościel nie jest większa- dwie kołdry i dwie poduszki mieszczą się bez problemu, ale ja bym jeszcze coś tam upchnęła, a brakuje mi już miejsca. No ale. Z tym mogę żyć, grunt, że podstawa się mieści.

 

 

Nowa kanapa stała się impulsem do umeblowania całego pokoju, z czym zwlekałam na początku z powodu ciąży i masy innej roboty, a potem z powodu niemowlaka. No nie chciało mi się. Ale jeśli nowy mebel już się robi, trzeba było się spiąć i doprowadzić do porządku resztę pokoju, żeby można go było gdzie postawić. Wzbraniając się całe życie przed karniszami, które kojarzyły mi się z babcią [nie wiem czemu!], wreszcie takowe zamontowaliśmy, kupiłam dywan, licząc, że dzieci nie zdewastują go w tym roku do reszty. Z werandy przytargałam kwiatki, które teraz Adaś bebeszy, gdy nie widzę. No i żyrandole... myślicie, że długo można mieszkać bez żyrandoli? Przez rok mówiliśmy gościom, że to taka hipsterska moda 🙂

 

DSC_0971

 

DSC_0128

 

DSC_0938

 

DSC_0250

 

DSC_0992

 

DSC_0024

 

Oparcia wyglądają na miękkie, ale spokojnie można na nich postawić komputer albo... kawę. Ja dla świętego spokoju stawiam ją tam tylko wtedy, gdy dzieci nie ma w pobliżu.

 

DSC_0016

 

Kiedy przyszła kanapa, zaczęłam się stresować, że zajmuje za dużo miejsca. Z powodów logistycznych nasz stół musi na razie stać w pokoju, więc mam czasem wrażenie zbytniego skumulowania sprzętów na metr kwadratowy. To się zmieni, kiedy stół będzie można przenieść do kuchni. Nasz pokój jeszcze czeka na kilka obrazków, które zapełnią ściany, na nowe rolety dzień/noc, które zastąpią te beżowe, remontowe. No i po wyniesieniu stołu, liczę na kawałek miejsca na nową komodę, witrynę i nowe biurko do pracy - gdzieś ten blog musi powstawać, prawda?

 

A w przyszłości? W przyszłości dzieci zamieszkają na zaaranżowanym dla nich poddaszu. Jeśli kanapa dotrwa te dwa, trzy lata, to też tam wyląduje, żeby można było na szybko pościelić gościom, a my zajmiemy obecny pokój dzieci. Tyle jest planów i możliwości, że piszę to ostrożnie, bo w każdej chwili może nam się coś zmienić. A na razie - śpimy wszyscy czworo na jednej kanapie. Jest nam ciepło, przytulnie, nikt nie płacze. Nawet jeśli noc jest ciemna i pełna strachów.

 

 

 

*pierwsze dziecko rodziłam na Madalińskiego w Warszawie

 

PS. Podpowiedzcie - galerię obrazków na prawej stronie na ostatnim zdjęciu ciągnąć dalej, czy dać sobie spokój? I co ze ścianą na lewo od półek? Jeden większy obraz/plakat, czy galeria mniejszych? No i jak tam jest z tym waszym spaniem z dziećmi? Ile osób się mieści na waszym łóżku/kanapie?

 

 

 

 

Wpis powstał dzięki pomocy sklepu twojemeble.pl

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official