Jak ja to robię, czyli organizacja pracy

Joanna Jaskółka
15 września 2015

Udostępnij wpis

Od kiedy urodził się Adaś, regularnie dostaję komentarze lub maile z pytaniem, jak ja godzę to wszystko - opiekę nad dwójką dzieci, dom, ogród, zwierzyniec i resztę. Łatwo nie jest, ale korzystam z różnych pomocy i staram się wszystko tak zorganizować, żeby zdążyć zrobić to, co trzeba. Klucz jest jeden: szczegółowa organizacja pracy.

Plan to połowa sukcesu

 

Już to kiedyś pisałam, ale planowanie sobie dnia [a nawet konkretnych rzeczy do zrobienia] niesamowicie ułatwia sprawne funkcjonowanie nie tylko w domu, ale też w kontaktach z innymi ludźmi. Planując coś, jesteśmy w stanie przewidzieć, ile czasu nam zajmie, możemy przemyśleć, jak efektywnie daną rzecz zrobić, a nawet przewidzieć alternatywne działanie, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli. Jak to mówi mój ojciec: plany są po to, żeby je zmieniać, a jeśli nie planujesz,  niczego nie zmieniasz 🙂

Jak się zmotywować?

 

 

Wbrew pozorom [i wbrew temu, co wy mi piszecie] nie jestem taką pracowitą mróweczką, jak mogłoby się wydawać. Krótko mówiąc - jestem leniem i najchętniej wszystkie dni spędzałabym w łóżku przy serialach lub z książką. Dlatego, żeby przezwyciężyć pokusy, zaczęłam planować: najpierw listy zakupów, potem teksty na blog, potem wydatki, wreszcie zaplanowałam sobie sprzątanie. I od kiedy mam swoją listę rzeczy do zrobienia, muszę wam powiedzieć, że wszystko idzie o wiele prościej. Na przykład takie wydatki - sporo osób zdziwiło się, że teraz szukam fotelika samochodowego dla Adaśka, bo już zaczynają mu wystawać nogi ze starego. W kilkudziesięciu komentarzach co drugi był o tym, że "nogi mogą wystawać!", co oczywiście wiedziałam, ale na nic mi się ta informacja nie przydała, bo już teraz chciałam się zorientować w cenach, wybrać najlepsze propozycje i przy okazji pobytu w większym mieście [tak, wyjeżdżam do miasta rzadko] przyjrzeć się propozycjom na żywo. Proces wyboru u mnie trwa dość długo, okazji do wyjazdu jest niewiele, portfel ma swoje [czasami] puste dno i lubię być na wydatki [takie jak fotelik] wcześniej przygotowana. A kiedy już wszystko w wolnych chwilach podliczę, pooglądam, trochę dziś, trochę jutro, gdy nadchodzi "ten" moment, kupuję szybko, bez zastanowienia i nie tracę zbędnego czasu. Podobnie jest z porządkami - kiedy mam ładnie sporządzony plan działania, wszystko idzie jak z płatka i bez zbędnych rozważań. A po skończonych obowiązkach - nagroda w postaci ulubionego serialu, kawy, ciasta czy lodów schowanych przed dzieckiem głęboko w zamrażalniku.

I do roboty!

 

Sprawa jest prosta - od dawna przestałam widzieć sens w sprzątaniu raz na tydzień [to wymyślił chyba tylko ktoś, kto pracuje od rana do nocy, a do tego nie ma dzieci]. Stworzyłam sobie system [znany na pewno przez wielu z was] sprzątania po kawałeczku - jednego dnia to, drugiego tamto, trzeciego owamto. I wygląda to mniej więcej tak:

DSC_0506
Harmonogram wydrukowałam od Niebałaganki. Podobne znajdziecie też u Wikilistki. Ale możecie też zwyczajnie sobie taki namalować - długi czas pracowałam właśnie na takim, dopóki swoich artystycznych zapędów nie zaspokoiły "Koloraże".

Na początek muszę pamiętać o obowiązkach CODZIENNYCH, czyli kuwecie kotów, paleniu w piecu, spacerze z Korą, nakarmieniu królików, ścieleniu łóżek, załadowaniu i opróżnieniu zmywarki, ogarnięciu zlewu i blatów, odłożeniu rzeczy na miejsce oraz... o praniu. Ostatnie piszę ze zdziwieniem, bo robiąc swoją listę z przerażeniem zauważyłam, że pranie robię każdego dnia i każdego dnia suche pranie rozwieszam po szafach. Jeszcze pól roku temu wszystko tak ładnie i pięknie rozkładało mi się na raz na dwa/trzy dni, a pojawienie się małego Adaśka i całkowity porządek w mojej osobistej szafie [mało ubrań!] spowodowało, że jeśli nie piorę rzeczy Kosmyka, to piorę moje, jeśli nie moje, to Adaśka, jeśli nie Adaśka, to ścierki kuchenne, jeśli nie ścierki, to pościel, a jeśli nie pościel, to ręczniki, a jeśli nie ręczniki, to dywaniki - masakra jakaś!

PONIEDZIAŁEK to dzień odpoczynku po weekendzie. Odkurzam i myję podłogi, ścieram kurze, podlewam kwiaty, ale większość wolnego czasu spędzam przy komputerze, pisząc lub przygotowując kolejne posty bądź odpowiadając na maile. Na obiad zazwyczaj robię coś szybkiego - jeśli jest Chłop, to jakieś spaghetti, kotleciki albo... obiad od mamy, która na weekend nagotowała i uprzejmie się dzieli 🙂

We WTOREK  zaczynam się ruszać, robię zazwyczaj napad na łazienkę, ekspresowo czyszczę prysznic, toaletę, przecieram pralkę z zacieków, kafelki, wymieniam ręczniki, przecieram butelki i pudła z płynami i proszkami [nie lubię, jak są zakurzone]. Zazwyczaj idzie mi szybciej niż planuję, więc na obiad robię coś specjalnego - od razu na dwa dni, a często znajduję chwilę czasu, żeby usmażyć Kosmykowi naleśniki lub placki z jabłkami na śniadanie do przedszkola.

ŚRODA to dzień, w którym podłogi już są masakrycznie brudne, więc w pośpiechu je odkurzam i myję i wychodzę z Daśkiem na dwór na dłużej. Zamiatam, grabię, porządkuję, dopóki Kosmyk nie wróci z przedszkola. Wtedy idziemy w trójkę na spacer do lasu, na łąki, nad rzekę czy piaskową górę i jesteśmy tam do powrotu Chłopa z pracy 🙂

CZWARTEK to dzień, w którym gotuję, a po gotowaniu, sprzątając ze stołu z rozpędu sprzątam całą kuchnię. Robię też przegląd lodówki i planuję zakupy, żeby uzupełnić zapasy [zapasy na wsi to podstawa].

PIĄTEK - to tego dnia najczęściej wyjeżdżamy na większe zakupy, przed wyjazdem zazwyczaj staram się odkurzyć i przemyć podłogi [to brzmi strasznie, że tak często, ale część z was zna Kosmyka :)], po powrocie uzupełniam zapasy, a żeby zagłuszyć wyrzuty, że kupiłam za dużo, chcę coś zrobić, więc zazwyczaj szukam szczegółów do szybkiego sprzątnięcia: zazwyczaj są to lampy, kontakty, takie bzdetki, które zajmują pięć minut, a dają mi jako takie przekonanie, że coś zrobiłam. W piątki zazwyczaj też piszę, podobnie jak w sobotnie i niedzielne popołudnia/wieczory. Wizja weekendu i tego, że będę miała pomoc Chłopa przez cały dzień, nastraja mnie zawsze twórczo.

WEEKEND to głównie odpoczynek [w tym aktywny: kajaki, jachty, koniec, wycieczka] i pisanie. Czasem coś wyprasuję Kosmykowi do przedszkola [jeśli muszę, czyli jest bardzo pogniecione]. Jeśli nie mam weny na pisanie, zerknę do pudełek i szafek i sprzątnę sobie jedną lub dwie. A największą przyjemność sprawia mi wyrzucanie bzdetów 🙂

RAZ W MIESIĄCU - raz w miesiącu gruntownie czyszczę pralkę, robię przegląd szafy i wyrzucam/odkładam/oddaję to co niepotrzebne/stare/za małe. Sprzątam klatki królików.  RAZ NA TRZY MIESIĄCE staram się umyć okna [zazwyczaj jedno dziennie], zaganiam też Chłopa do gruntownego odkurzenia i przewietrzenia materacy, wyczyszczenia miejsc za lodówką, szafami, pod łóżkiem, przeglądam i wyrzucam niepotrzebne papiery i dokumenty, robię przegląd apteczki i wyrzucam to, nie przeterminowane, zapisuję to, co się skończyło.

Proste? Proste. Choć dopiero, jak to zapisałam, uświadomiłam sobie, jak dużo rzeczy robię w domu. Ale to tylko tak wygląda, bo jeśli się zorganizuję, to naprawdę szybko można się ze wszystkim uporać. Staram się pamiętać o kilku zasadach:

- nigdy nie chodzić "na pusto", czyli nie kręcić się jak kot z pęcherzem. Jeśli idę do łazienki po jakąś rzecz, staram się albo coś do niej zanieść, albo coś jeszcze, co może mi się przydać, przynieść.

- w jednym miejscu zrobić jak najwięcej rzeczy, czyli jeśli wycieram blaty i zdejmuję z nich rzeczy na postawiony obok stołek, to od razu przecieram te rzeczy, a przy okazji płytki nad kuchenką, kran itp.

- nie przerywać, czyli jeśli zmywam naczynia [patelni, noży, plastików, drewna i większych garnków w zmywarce nie zmywam], to nie przerwę tego, żeby na przykład podać coś Kosmykowi, odebrać telefon, odpisać na fejsie czy cokolwiek innego. Zaczęłam to skończę.

Najważniejsza jest współpraca!

 

Oczywiście to nie jest tak, że zawsze i wszystko robię sama [wszystko jedynie wtedy, gdy Chłop musi wyjechać na poligon czy jakąś uroczystość, czasem wyjeżdża na miesiąc, czasem na tydzień, czasem na kilka dni]. Aktywnie do pomocy zapraszam Kosmyka ["Jak wykorzystać trzylatka"]  i kiedy ja myję górne fronty szafek, on zmywa dolne, regularnie proszę go o przetarcie zlewu czy klamek, coraz rzadziej muszę poprawiać jego próby odkurzania, a odkładanie na miejsce zabawek nie jest problemem, tym bardziej, że mamy praktyczne, spore kosze na zabawki. Jego domeną są też codzienne spacery z Korą i Chłopem, a sam Chłop zazwyczaj pali w piecu, pomaga przy gruntownych porządkach, rozładowuje zmywarkę, jeździ po większe zakupy, dba o drewno na opał i załatwia wszystkie sprawy na mieście, pomaga przy rozwieszaniu prania/odkurzaniu, a do tego zajmuje się dziećmi, kiedy ja piszę.

PS. Kiedyś drukowałam sobie plany, rysowałam i inne takie, teraz mój plan wisi na tablicy w korytarzu [heh, tablicę zrobiłam z lustra, które miałam w pięknej ramie, ale się stłukło przy przeprowadzce, rama została i w ten oto sposób mam porządną tablicę na kartki, której nie wydrapie Kosmyk].

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
8 października 2020
Metamorfoza małego mazurskiego domku

Do starej mazurskiej gajówki, w której się wychowałam, wprowadziliśmy się pięć lat temu, gdy udało nam się w miarę doprowadzić ją do stanu używalności. Stara chatka, z której wyprowadzili się moi rodzice do swojego nowego domu, nadgryziona została zębem czasu, spenetrowana przez buszujące na strychu norki i jedynie drewnianą werandą i starą satelitą przypominała dom, […]

6 października 2020
Tajemnicza osada Jaćwiesko-Pruska w Oszkiniach - czy warto do niej zajrzeć?

Miejsce na nocleg wybraliśmy przypadkiem. Nawet nie ja, tylko wybierała moja siostra. A kiedy rano zastanawialiśmy się, co moglibyśmy zobaczyć jeszcze na Podlasiu, wyskoczyła nam w google osada Jaćwiesko-Pruska w Oszkiniach, która była dosłownie kilka kilometrów od naszego miejsca noclegu. Węsząc pic na wodę fotomontaż, pojechaliśmy. I zobaczyliśmy, co tam się dzieje.  

16 września 2020
Ten dzień, gdy po ośmiu latach zostałam w domu sama

Wstaję z krzesła, odwracam się i jakoś dziwnie zaczepiam nogą o krawędź krzesła, że lecę twarzą na podłogę i dziękuję w duchu za duże cycki amortyzujące upadek. Leżę na ziemi i analizuję, co się stało. W domu jest cicho. Nikt nie słyszał mojego upadku, nikt nie widzi mojej rozplaskanej na podłodze dupy. W domu jestem […]

6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official