I kto tu jest pierdołą, harcmistrzu?

Joanna Jaskółka
8 września 2015

Udostępnij wpis

Są zazwyczaj dwie opcje prowadzenia konwersacji przy użyciu stwierdzenia "kiedyś". Nieważne, jak dawno temu to "kiedyś" wystąpiło, to wtedy zawsze było albo gorzej, albo lepiej. To pierwsze wkurza mnie równie bardzo, jak drugie, ale dziś zajmę się tym drugim, po niezwykle popularnym tekście "Dzieci pierdoły", w którym do głosu został dopuszczony reprezentant starszego pokolenia - harcmistrz. Dość tragicznie, bo tekst rozprzestrzenił się po sieci propagując największe bzdury, których nie przypisał mi nawet żaden z moich hejterów.

 

 

Powyższy tekst kilka osób wysłało mi w wiadomościach, licząc na to, że przyklasnę [po tekście "Nie będę pilnować swojego dziecka"]. Przeczytałam raz, przeczytałam drugi i... sprawę odłożyłam na później, bo pierwsza reakcja byłaby nazbyt emocjonalna, a takiej ostatnio unikam. A jak się uspokoiłam, to doszłam do wniosku, że nie zgubi nas ani powódź, ani ocieplenie klimatu, ani żaden inny kataklizm. Zgubi nas zwyczajny radykalizm i totalny brak myślenia. Pozwoliłam sobie wypunktować kilka bzdur, jakie światu ogłosił harcmistrz. Od razu zaznaczam, że w dużej mierze cytuję prezentowane w artykule teorie harcmistrza, z którymi nie mogę się na żadnym poziomie zgodzić, a cały artykuł "Dzieci pierdoły" byłby bliższy mojemu sercu [bo wnioski są poprawne i zgodne z moimi przemyśleniami], gdyby właśnie nie wariactwa starszego pana.

 

 

Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. [...] Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. 

 

Zaczyna się mocno - moją ulubioną siekierą, którą, notabene, mój trzylatek już się bawił. Teoretycznie powinnam przyklasnąć, ale... no właśnie jest ale, bo nie wysłałabym mojego dziecka, żeby samo porąbało drzewo  [lub drewno] ani teraz, ani za rok, ani za trzy lata. Po pierwsze dlatego, że sama kiedyś z tą siekierą walczyłam [nie że mnie rodzice tyranizowali rąbaniem drewna, sama chciałam spróbować] i wiem, jak bardzo trzeba być wysportowanym i silnym, żeby faktycznie uderzeniem roztłuc kołek i nie zrobić sobie krzywdy chociażby odłupanym odłamkiem [tym bardziej, że jak Chłopa zapomni, chcąc nie chcąc, muszę sobie jakiś kołek rozłupać]. Po drugie dlatego, że na porąbanie drzewa w lesie [tego żyjącego] faktycznie potrzebna jest zgoda nadleśnictwa, które najlepiej wie, jakie drzewo i gdzie trzeba wyciąć i działając samowolnie niszczymy skrupulatny plan zalesiania i wycinki drzew. To samo z witkami - nie wszystkie leżą w lesie ot tak, bo są niczyje. Witki drewna z pewnością obgryzą jelenie czy inne kopytne, a stare spruchniałe drzewo pełni w lesie dość ważną funkcję, o której może harcmistrz by wiedział, gdyby z obozu pojechał od razu na lekcję biologii czy innej przyrody.

 

O dziurach w lesie lepiej żebym się nie wypowiadała. Mazurskie brzegi już są wystarczająco zasrane.

 

 

 

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

 

 

Jeszcze nie spotkałam dziecka, którego gryzłby dym z ogniska, a sporo maluchów i starszaków przyjeżdża do Przystani Jaskółka i własnoręcznie skrobie świeżo złapane ryby i smaży je na ognisku. Może po prostu, staruszku, trochę przynudzasz? Może po prostu dzisiejsze dzieci są sprytniejsze niż te sprzed 20 lat i trzeba je trochę bardziej zachęcić? O osach już pisałam. Bez przesady.

 

 

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał.

 

No pewnie, że bez strachu, bo wówczas nie było aż tyle zarażanych lisów, a nie było ich tyle, bo nie było tylu gryzoni, [odnośnik do tekstu w "Polityce" o pladze szczurów"], a tylu gryzoni nie było, bo ludzie wyrzucali mniej odpadów, a wyrzucali mniej odpadów, bo bieda aż wychodziła żebrami, a chleb z cukrem był niedzielnym rarytasem, dziadku. Swoje dziecko nauczyłam zbierać owoce w lesie wyłącznie do kubeczka, żeby w domu mogło sobie owoce opłukać i zjeść jak człowiek, bo może zginie kiedyś od nieumiejętnie trzymanej siekiery, ale na pewno się nie wścieknie. Swoją drogą, ja też jako dziecko miałam swoją ukochaną polankę, na której zbierałam poziomki prosto z krzaczków. Wracałam do domu napchana owocami i szczęśliwa do czasu, gdy na polankę nie zawędrowałam z babcią. Babcia pokazała mi moje ukochane miejsce i powiedziała, że wieczorami żeruje tutaj ogromne stado łań. Od tamtej pory przestałam jeść owoce prosto z krzaczka, ale jeśli lubicie owoce z jelenim moczem to, oczywiście, smacznego!

 

 

Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba.

 

Ja też po solidnej dawce alkoholu od babci wstałam zdrowa jak ryba. To znaczy mówili mi że wstałam, bo pijana dziesięciolatka niewiele pamięta, ale z pewnością spada ze schodów i skręca obie kostki.

 

 

Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś.

 

Z tym cudownym stwierdzeniem rozprawił się już Blog Ojciec [choć za te owoce, co jego dzieci jedzą z krzaka dostanie opierdziel].

 

 

Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło.

 

Jako osoba po kilku kursach ratownictwa, pozwólcie, nie skomentuję i dodam tylko, że moje trzyletnie dziecko sprawdza, co jest pod pomostem, nawet jeśli skakać nie zamierza. Pisałam o tym w bezpieczeństwie dziecka nad jeziorem.

 

Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

 

A potem:

 

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

 

A potem:

 

"Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy."

 

 

No. Miło że w jednym artykule znajduje się pochwała jakiegoś zachowania i od razu podaje się jego efekt.

 

 

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. 

 

 

Brawa dla tego rodzica, co wychowa dziecko bezstresowo! Przyślijcie do mnie takie, wychowane bezstresowo dziecko. Jeśli potwierdzi, że nigdy nie zaznał stresu, nieba mu przychylę i osobiście mu scyzorykiem wyrzeźbię pomnik w bloku drewna, które ostatnio, mieszkając w lesie, legalnie od nadleśnictwa kupiłam.

 

W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Ok, nie umiemy lutować i wymieniać zepsutej części, mało tego - nie uczymy tego dzieci. Ale ja powiem więcej - niewiele z nas wie, co to są żarna, nie potrafimy posługiwać się broną i dawno temu straciliśmy umiejętność oswajania ciemności, a do tego tylko procent z nas umie powozić bryczką, co jest skandalem, bo przecież dawno temu każde chłopskie dziecko nie tylko wiedziało, jak zaprząc konia do powozu, ale też doskonale potrafiło się zająć każdym zwierzęciem w gospodarstwie. Nasi mężczyźni już od dawien nie potrafiliby skompletować i założyć całkiem przeciętnej zbroi, a ponad 90 procent kobiet nie spędza popołudnia na cerowaniu. Ostatecznie możemy się umówić, że pierdołą jest nie ten, co nie potrafi, ale ten, co nie wie, jak znaleźć tego, co potrafi. I kropka.

I teraz chwila refleksji. W tekście o tym, że nie będę pilnować swojego dziecka lub w obowiązkach trzylatka bardzo gorąco zachęcałam was do angażowania dzieci w prace domowe, do nietrzymania ich w bezpiecznym kloszu pięknego skandynawskiego pokoiku, do zachęcania odkrywania i poznawania świata, wreszcie do zgody na to, że kiedyś sobie obije kolana, kiedyś spadnie, kiedyś się zmoczy w rzece lub zrobi cokolwiek innego. I nie zmieniam swojego zdania - w dalszym ciągu jestem przekonana, że nadmiernie chronimy nasze dzieci. One muszą się przewrócić, muszą poznać świat, żeby go zrozumieć, nie ma sensu stać nad nimi i dbać, by kropla deszczu nie zmoczyła im bluzeczki [wiele tez z omawianego tekstu jest zresztą bardzo mądra i w pełni się z nimi zgadzam, nie są to jednak teorie harcmistrza]. Ale jednemu będę przeciwna zawsze - radykalizmowi, że jeśli ma się zmoczyć w wodzie, wyrzućmy go na pełne morze, jeśli ma spaść z płotu - posadźmy go na drabinie. Chciałabym bardzo podkreślić to, co podkreślam praktycznie zawsze - zdrowy rozsądek i rozmowa z dzieckiem. Nie bez kozery Sokrates prostował ludzi zadając im proste pytania.

Rozmawiaj z dzieckiem. Pytaj go o to, czego chce, o czym marzy, jakie ma potrzeby. A może ono wcale nie chce być tym  harcerzem, mimo że ty byłeś nim przez 10 lat? A może on wcale nie chce pływać kajakiem, tak jak Kosmyk nie chciał jeszcze rok temu, co przyjęłam z szacunkiem i zrozumieniem? A może zamiast wakacji w buszu, lepiej wysłać dziecko na kurs dla programistów? I nie martw się, jeśli naprawi silnik rakietowy, a nie będzie umiał naprawić kranu. Hydraulicy też muszą zarobić!

Na koniec powiem wam jedną rzecz, a propos tego, kto tu jest pierdołą. Kiedyś teściowa, na moją uwagę, że musimy kupić większy samochód, bo w naszym nie mieścimy się z fotelikami, westchnęła z żalem, że kiedyś, dawno temu, to oni w pięcioro, z trójką dzieci, jeździli maluchem do Bytomia i nic im się nie stało. Wszyscy tak kiedyś jeździli i nikt się tego nie czepiał. Wkurzyłam się, bo  na samą myśl, że moje dzieci miałyby jechać taki kawał bez fotelików, oblatywał mnie pot [wizja mandatu to jedno, ważniejsze było wyobrażenie w mojej głowie, jak niezabepieczone dzieci wylatują mi przez okno podczas wypadku]. Teściowa chyba zauważyła mój zabójczy wściekły wzrok, bo od razu dodała:

 - Ale Asiu! Ja się nie chwalę! Ja po prostu pogodzić się nie mogę z tym, że człowiek może być taki głupi, że kiedyś byliśmy takimi niemyślącymi pierdołami!

I w sumie to tyle. Nie musicie trzymać dziecka w klatce, ale musicie myśleć, rozmawiać z nim i pokazywać świat.. Ze zdrowym rozsądkiem, którego w teoriach harcmistrzach zabrakło.

Unknown-8

Unknown-7

Unknown-5

Unknown-2

DSC_0121

DSC_0070

DSC_0060

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    12 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments
    Kamil Nowak
    7 lat temu

    Chodziło mi, że zbierają i jagody i grzyby. Ale myją przed jedzeniem, spokojnie 🙂 Zresztą najczęściej i tak jagody olewają, skupiając się na grzybach, bo jagody mamy w ogródku 🙂

    Joanna Jaskółka
    Reply to  Kamil Nowak
    7 lat temu

    Wybaczone 🙂

    MotherDeerest
    7 lat temu

    Zepsutego kontaktu to nawet mój tata, co umie wszystko, się nie tyka, bo nie ma uprawnień, a jakby zj... zepsuł to mogiła i koniec pieśni O.o ja się os i robali panicznie boję, zawsze się bałam, bać się będę, a wychowana w ogrodach i lasach jestem (nawet zuchem byłam).
    Jak miło się czyta teksty poprawiające takie gderanie bez sensu i dla poklasku 😀

    Renata
    Renata
    7 lat temu

    Mąż mój w dzieciństwie był w Bułgarii….. maluchem. Już pomijając kwestię bezpieczeństwa ciągle zastanawiam się jak oni się tam pomieści. A podobno mieli ze sobą jeszcze jakieś rzeczy na handel.
    A co do rodzinnego auta to polecam Forsa S-MAXA. Kupiliśmy używanego i był to chyba najlepszy zakup naszego życie 🙂 Z tyłu mieszczą się 2 foteliki przypięte na basach isofix i ja. I mam tam jeszcze dużo miejsca. Bagażnik ogromny, wysuwany (możemy dorabiać jako karawan 🙂 ). I do tego kilka naprawdę fajnych gadżetów przydatnych przy dzieciach. Przepraszam, że tak nie na temat, ale bardzo cieszy nas to auto.
    A wracając do tematu. Jest mi szkoda tego, że moje dzieci nie będą mieć takiego dzieciństwa jak ja, ale np. nie puszczę ich na sanki na ulicę. Kiedyś jechało u nas 1 auto na dzień. Teraz wiadomo jak jest. Świat się zmienia. Zmienia się wiec też sposób wychowywania dzieci.

    JakProwadzicLepszeZycie_pl
    Reply to  Renata
    7 lat temu

    Dokładnie o tym samym ostatnio myśłałem, gdy się zastanawiałem, czy moja 8-latka nie powinna już sama wracać ze szkoły. Ja w tym wieku miałem klucz na szyi i zasuwałem sam do domu, przez ulicę, tylko, że teraz na tej ulicy jest taki ruch, że sam się boję przechodzić nie po pasach, a i na pasach się zdarzają potrącenia. Dostosujmy się zatem do obecnych warunków, zamiast wychwalać, jak to było cudownie kiedyś, a jak jest kijowo teraz.

    Magda Szymczak
    Magda Szymczak
    7 lat temu

    No nie mogę, muszę, bo nie wytrzymam. Ostatnio w ogóle jest szał na wszelkie kiedyś to było super, teraz jest do dupy, kto pamięta dzieciństwo na trzepaku i gumę balonową donald, miał super dzieciństwo, a moje dziecko ma dzieciństwo do dupy, bo ma możliwość i umiejętności do SENSOWNEGO korzystania z tabletu. No ludzie naprawdę?!!! Uważam, że kiedyś nie było lepiej, ani gorzej, było inaczej i stety bądź niestety po prostu nie da się tak po prostu porównać. Świat jest inny, my jesteśmy inni. Bardzo mądrze powiedziała kiedyś moja polonistka na stwierdzenie, że ludzie tęsknią za komuną i chcieliby jej powrotu - nie oni wcale nie tęsknią za komuną, tęsknią za młodością, za czasem, który minął, za światem, który dopiero roztaczał przed nimi swoje możliwości i mogli wybrać ścieżkę, którą podążą. To właśnie za tym tesknią, za możliwością wyboru. Bardzo się zgadzam z Twoim zdaniem. Dziecko nie rodzi się pierdołą, to my z niego taką pierdołę możemy wychować. W latach 80. też wyrastały głaby i pierdoły, które wychodząć spod skrzydeł rodziców nie potrafiły sie odnaleźć w prawidzwym życiu i wracały pod spódnicę mamy. To się nigdy nie zmieni. To ode mnie zależy co moje dziecko będzie zaradne życiowo i mądre życiowo i na pewno nie wpływa na to negatywnie mój rozsądek i poczucie odpowiedzialności za jego zdrowie i życie.

    JakProwadzicLepszeZycie_pl
    7 lat temu

    Najważniejsze jest aktywne spędzanie czasu ze swoim dzieckiem! Wtedy dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, że NIE JEST MOŻLIWE, abyście Ty lub Twoje dziecko niczego nowego się nie nauczyli.

    Z kolei na placu zabaw, zamiast gapić się w telefon (albo tablet, jeśli wziąłeś go ze sobą na dwór (!?!?) ), poobserwuj swoje dziecię. Zrozumiesz, jak się bawi, jak postrzega świat, jak się odnosi do innych dzieci i cudzej własności...

    W przeciwnym razie, faktycznie istnieje ryzyko, że wychowasz "pierdołę", która na dwór będzie wychodzić z tabletem, a nie z piłką, rowerem lub skakanką.

    Krystian

    Kaśka Potera
    Kaśka Potera
    7 lat temu

    Kocham Cię! Boska jesteś! Normalnie aż w końcu coś napisałam....

    Mama Tomka
    Mama Tomka
    7 lat temu

    Powiem krótko: my sentiments exactly! Dzięki za ten wpis. Tamten tekst tak samo mnie wkurzył i miałam dokładnie takie same zastrzeżenia jak Ty. Jeszcze "podobał" mi się fragment o tym, że jak zakłądam dziecku kask na rower, to ono się nie ma szans się nauczyć, czym sa konsekwencje... Pozdrawiam serdecznie 🙂

    KolorowaMatka.pl
    7 lat temu

    Nigdy nie zapomnę jak byłam małą dziewczynką i starsi ludzie mówili: "ale teraz ta młodzież jest okropna, nic nie umieją, nie chcą się uczyć. Za to siedzą na ławce. Łobuzują. My byliśmy zupełnie inni. Milsi, grzeczniejsi itd." Teraz sama mam dzieci i coraz częściej słyszę od ludzi z pokolenia moich rodziców: "ale ta młodzież jest okropna itd." Czyli co? Młodzież z pokolenia jest coraz gorsza, mniej robotna, niechcąca się uczyć, nic nie potrafiąca. Zlitujcie się "starsze pokolenie". Tak, teraz dzieci i młodzież są inni, ale to nie znaczy że gorsi. Nie jeżdżą na obozy harcerskie pod namiot. To nie jeżdżą, może pojadą z rodzicami pod namiot (ja w tym roku zabrałam chłopków na wakacje pod namiotem i było super). Nie rąbią siekierą. I co z tego. Ale wiedzą jak obsługiwać komputer, komórkę, zmywarkę i elektroniczny piekarnik. Nie boją się wyjechać za granicę i podróżować w nieznane. I nie boją się powiedzieć rodzicom, że nie chcą jechać na obóz gdzie toaletą jest dół w ziemi. Ja nie miałam wyboru i jeździłam, i do dzisiaj pamiętam latrynę. A wolałabym zapomnieć.

    TwojeDIY Kasia
    7 lat temu

    Jak mnie ten artykuł zdenerwował. Takie generalizowanie, że szok. Jeszcze jak pomyślę o moich dzieciach, co całe wakacje biegają po lesie, to pukam się w głowę. Najgorsze jest to, że tyle ludzi uwierzyło w ten głupi artykuł. Asia, dobrze napisałaś.

    pestki
    pestki
    7 lat temu

    Dobry, naprawdę dobry tekst! Popieram mocno.

    14 listopada 2022
    O chłopcu, który przestał biegać

      Biegł przez las na bosaka. Nie widział swoich stóp uderzających miarowo o ziemię, nie czuł muskających jego skórę traw, których dywan rozdzielał dwa pasma rozjeżdżonej leśnej drogi. Było ciepło, to w końcu początek wakacji. Był w spodenkach i koszulce, przygotowany na wyjście nad rzekę, ale nie zdążył nad tę rzekę iść. Teraz musiał zdążyć, […]

    3 listopada 2022
    Jak fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając na to majątku?

    Kiedy to piszę, mam do spakowania dwie paczki ciuchów, które jeszcze dziś pójdą w świat. Planuję kupić sobie i chłopcom nowe kurtki zimowe i nie chcę wydać na nie grosza z pieniędzy odłożonych na życie. Jak to zrobię? Wykorzystując idealnie to, co mam.  Od lat udaje mi się fajnie ubrać siebie i dzieci, nie wydając […]

    31 października 2022
    Chcesz mieć kury? Ja chciałam i mam [krótki poradnik, jak założyć kurnik]

    Jednym z największych pragnień albo przynajmniej pomysłów do rozważenia każdego mieszczucha przeprowadzającego się na wieś jest to, żeby mieć kury. Ja co prawda ze wsi wyszłam do miasta, a potem wróciłam, ale moja wieś to było turystyczne zagłębie, które krowę widziało w moim wczesnym dzieciństwie. Potem już tylko kajaki i pokoje do wynajęcia. Zaczynałam od […]

    13 października 2022
    Czy warto było zakupić pralko-suszarkę HAIER - fakty i mity po pół roku używania

    W wakacje często rozwieszałam ubrania na dworze. Kiedy tylko widzieliście je w tle, wysyłaliście mi masę dobrych rad, by zainwestować w suszarkę bębnową. Czytając je, uśmiechałam się pod nosem, bo ja przecież już mam pralko-suszarkę, z której jestem szalenie zadowolona! Na dworze po prostu dosuszam rzeczy znad jeziora lub te, które nie zmieściły się w […]

    4 października 2022
    Meltdown, shutdown, ASD i inne dziwne słowa w spektrum autyzmu [część 1]

    Kiedy opowiadam o byciu w spektrum na moich relacjach facebookowych i instagramowych, często używam określeń, które dla mnie są już od lat oczywiste, ale dla moich odbiorców są całkowitą zagadką. Postanowiłam więc troszeczkę rozjaśnić chociażby część określeń, takich jak meltdown, shoutdown czy inne. Znasz już te określenia?     Postanowiłam zrobić mały cykl o spektrum, […]

    5 sierpnia 2022
    Łódź i Druskienniki - nasze budżetowe wakacje i wspaniała lekcja oszczędzania dla dzieci.

      Kiedy kończył się rok szkolny, ostatnią rzeczą, jaką chciałam, to gdziekolwiek z dziećmi wyjeżdżać. Czułam, że nie podołam ani finansowo, ani psychicznie. Jednak przyjazd mojej koleżanki z Norwegii i jej energia do działania sprawiły, że usiadłam i zaczęłam liczyć. Nasze  budżetowe wyjazdy zaplanowałyśmy w ciągu dwóch dni.  

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official