Jak się bronię przed kleszczami i dlaczego moja domowa apteczka jest taka skromna?

Joanna Jaskółka
12 lipca 2018

Udostępnij wpis

Kleszcze? Kij im w oko! - tak najchętniej odpowiadałabym każdemu, kto pyta, czy nie boję się wychodzić z dziećmi do lasu, przecież tam są kleszcze, olaboga, o raju, jaka ty jesteś, Asiu, odważna. Nie, nie jestem odważna. Po prostu mieszkając w lesie, musiałam trochę zgłębić temat, a kiedy zgłębiłam - bać się przestałam.

 

 

O kleszczach już kiedyś pisałam, tutaj. Uważam, że obecna panika z nimi związana jest mocno przesadzona, a na histeryczne pytania matek, czy nie boję się puszczać dzieci do lasu, nie mam siły już odpowiadać. Przypomnę największe "kleszczowe" mity i może choć kilka rodzicielek się ogarnie i przestanie wysyłać kleszcze do badania szarlatanom, płacąc za to grube i kompletnie nie warte niczego pieniądze.

 

MITY O KLESZCZACH:

 

→ Każdy kleszcz zaraża boreliozą. Nie. Nie zaraża. Co trzeci, może. Prawdą jest, że to, co robimy z ziemią sprawiło, że kleszczy jest więcej niż było, a część chorób dopiero powstaje albo za chwilę powstanie, niemniej wciąż - nie każdy kleszcz przenosi boreliozę i nie każdy zaraża od razu po ukąszeniu.

 

→ Kleszcze są jak ninja. Spadają z drzew, skaczą na nas z krzaków i są w stanie przelecieć pięć metrów, żeby wpić się w nasze ciało w jednej sekundzie. Nie. Kleszcze nie spadają z drzew i nie latają [meszki latają. W ogóle większe prawdopodobieństwo złapania kleszcza istnieje na łące, a nie w lesie, bo kleszcze są raczej w trawach i mniejszych krzaczyskach, a żeby się wpić, to trochę muszą połazić po ciele i poszukać "ciepłego miejsca". Dlatego tak ważne jest obejrzenie się dokładne po wycieczce do lasu i jak najszybsze ściągnięcie z siebie pasożyta. Najczęściej nie wpitego, bo kleszcze nie wpijają się w ciało w sekundę. A im szybciej znajdziesz kleszcza, tym mniejsze prawdopodobieństwo zarażenia. Niektórzy mówią, że kleszcze zarażają po 24 godzinach, inni po 12. Nie sugerowałabym się cyframi, ale po prostu zdjęła kleszcza jak najszybciej.

 

→ Kleszcza trzeba posmarować tłustym albo go wykręcić. Błagam - nie, nie i jeszcze raz nie! Tak to się robiło 30 lat temu, jak ludzie byli durni i niewykształceni. Kleszcza trzeba wyciągnąć, nie wykręcić. Pomoże w tym specjalna pęseta [do kupienia w aptece] albo szczypczyki [na zdjęciu], a jeśli nie naprawdę się boisz samodzielnie wyciągnąć, to nie wstydź się jechać na pogotowie czy do ośrodka zdrowia, na litość, nie każdy potrafi i to żaden wstyd. Możesz też kupić takie specjalne kleszczołapki. 

 

→ Każde wkłucie kleszcza trzeba leczyć antybiotykiem. Przy aktualnym ataku kleszczy i ich sporej liczebności popieram masowe szczepienie dzieci i dorosłym na Kleszczowe Zapalenie Mózgu [moi chłopcy są zaszczepieni], ale z tymi antybiotykami bym nie przesadzała. Trochę, co prawda, patrzę się na to z mojej perspektywy, bo gdybym ja po każdym kleszczu miała serwować moim dzieciom antybiotyk, od kwietnia do listopada chodziliby nafaszerowani.

 

NASZA DOMOWA APTECZKA - CO W NIEJ JEST?

 

Nie, nie boję się kleszczy. Zamiast nabijać kabzę laboratorium [heh, w tym miesiącu ściągnęłam z siebie i z dzieci ok. 10 kleszczy, koszt sprawdzenia jednego to ok. 200 zł - niezła sumka by się zebrała, nie? A przecież to, że kleszcz jest zarażony, wcale nie znaczy, że nas też zaraził, skoro szybko go wyciągnęliśmy lub zdjęliśmy z ubrania, mówię wam, to nabijanie kabzy, nic więcej], po prostu po wakacjach zlecam badania krwi dzieciom i dokładnie je obserwuję. Siebie też. Każde z nas ma nawyk, nawet najmłodszy, trzylatek, dokładnego obejrzenia się po po wycieczce do lasu i dodatkowego pod prysznicem, ale to po zabawie na podwórku czy na łące, ściągamy z siebie najwięcej żyjątek. To w trawie i krzakach są kleszcze, nie na drzewach.

Często dostaję pytania, czego używam, żeby bronić się przed kleszczami - wszystkiego. Od ticklesów, przez normalne środki chemiczne, po olejki. I tak, jak środków przeciwko kleszczom mam dużo, tak sama moja apteczka wygląda dość ubogo, zobaczcie:

 

 

Nic specjalnego. Środki na gorączkę [preferuję czopki i tabletki od syropów, które mają krótką datę ważności po otwarciu i u nas zwyczajnie się marnują, bo chłopcy mają gorączkę raz na pół roku.]. Środki na biegunkę, witamina D w tabletkach, sól fizjologiczna, środki na rany i otarcia - jak widać plasterki i bandaże zajmują u nas dużo miejsca i szczerze: najczęściej ich używam. Wszystkie antybiotyki i inne leki, które się przeterminowały, konsekwentnie zostawiam w aptece. Przegląd apteczki robię regularnie, co miesiąc. Głównie wtedy, kiedy kupuję plasterki, które w naszym przypadku używam nadzwyczaj często. Tak samo, jak w ostatnich miesiącach - olejków eterycznych.

 

 

Oprócz zwykłych i czasem mocniejszych środków, bardzo mocno wspieram się olejkami. O właściwościach olejku z drzewa herbacianego już pisałam z kilka razy - wciąż nam towarzyszy. Wiadomo, że działa antybakteryjnie, przeciwwirusowo i przeciwgrzybicznie, osobiście uwielbiam wlewać parę kropel do pralki i zmywarki, kiedy piorę w niej dziwne rzeczy ;). Ale pomaga też w mieszankach na katar.

 

W walce z kleszczami często wspomagam się popularnymi środkami, dostępnymi w każdym sklepie. I szczerze - nie patrzę się na skład, bo Mazury są przez kleszcze najbardziej oblegane i jeśli coś przeciwkleszczowego mi się skończyło, kupuję to, co jest. Jeśli zobaczę gdzieś Muggę - z całkiem niezłym składem - kupuję na zapas. A jeśli nie mam już nic - kupuję, co jest. Ale też wspieram się olejkami eterycznymi. I to ważne - eterycznymi, nie zapachowymi. Eteryczny czy zapachowy - to robi różnicę. Tutaj przeczytasz, jak wybrać dobry olejek. 

 

Może nie pamiętam, żeby chłopcy zawsze chodzili w wyprasowanych ubraniach, ale pamiętam, żeby zakroplić im trochę na kołnierzyk czy przy rękawie. Wystarczy kilka kropel, olejków nie stosuje się zazwyczaj [są wyjątki] bezpośrednio na skórę. Komary, meszki i kleszcze odstraszają olejki:

 

• cytronelowy - kleszcze, komary, muchy pchły
• paczulowy- kleszcze, mole
• z mięty pieprzowej - kleszcze, komary, muchy
• eukaliptusowy- komary, kleszcze, meszki
• lawendowy - komary, mole, karaluchy.

 

→ Więcej o olejkach odstraszaczach przeczytacie tutaj. ←

→Live o olejkach z ekspertem możecie też obejrzeć na mojej grupie Wiejskie Matki na fejsie, w sekcji filmy. ←

 

 

Według mnie takim must have olejków to: z drzewa herbacianego, z lawendy [uspokaja, przyspiesza gojenie oraz ułatwia zasypianie - tak można kliknąć kilka kropel do wózka] oraz z eukaliptusa. Ja dodatkowo mam jeszcze mieszankę olejków na katar, w której maczam aplikator aromaterapeutyczny i chłopcy mogą sobie wąchać taką mieszankę, co ułatwia im łagodniejsze przejście kataru. Widoczny na zdjęciach olejek z pestek malin z kolei trzymam do mojej problematycznej skóry i dla chłopców, bo ten olejek wspomaga ochronę przed promieniowaniem UVB.

 

Kurde, o tych olejkach, to ja bym mogła jeszcze pisać i pisać, ale prawda jest taka, że wciąż się uczę i całą moją wiedzę o nich wspiera moja koleżanka, Eliza, która zajmuje się tym profesjonalnie tutaj. To jej pytajcie.

 

I to tyle. Cała moja apteczka. Trochę chemii, dużo naturalnych produktów, totalny brak syropów, bo - jak już mówiłam, u nas są jednorazowe. Sama gorączkę zbijam dopiero jak przekroczy 38,5 stopnia, a kaszel leczę aromatycznymi zapachami i jeśli po tym nie przechodzi, idę z dzieckiem do lekarza po mocniejszy środek. Do tej pory z dwójką dzieci byłam w takim celu aż cztery razy, co mnie bardzo cieszy, ale jednocześnie przypomina, że coś za coś. Może i moje dzieci mało chorują, ale nadrabiają to wigorem i ruchliwością, która mnie wykańcza i sprawia, że wieczorem padam wycieńczona jak kłoda.

 

I kiedy pytacie mnie, co stosować na katar, co na kaszel - powtarzam jak mantrę: lekarza i własny rozum. Wybieraj, co dla ciebie najlepsze, co najbardziej ekonomiczne i co się sprawdza u ciebie. Jeśli twoje dziecko nie lubi tabletek, to syropy są super. Jeśli twoje dziecko nie lubi kremów, stosuj spraye. I tak dalej, i tak dalej. Ale przede wszystkim miej w apteczce mnóstwo kolorowych plasterków. Czy tylko u mnie plasterki leczą wszystko, nawet złamane ciasteczko?

 

A kleszcze? U nas są i będą. Jedynym sensownym wynalazkiem jest po prostu się bacznie oglądać i nauczyć tego dzieci. Porządne badania krwi na boreliozę w naszym kraju jeszcze są w powijakach i lekarze wolą dać antybiotyk niż skierowanie na badanie, ale z roku na rok jest z tym coraz lepiej. Warto zapisywać datę wkłucia każdego kleszcza i nie sugerować się tym, że nie było tzw. rumienia. Rumień nie zawsze się pojawia. I co jeszcze? Uważać na wszystkie "podobno grypowe" choroby i bóle stawów oraz mięśni. To może być znak. No i przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek. Odpowiednio ubrani i zabezpieczeni powinniśmy być bezpieczni. Panika i strach przed lasem jest wysoce niewskazany. Lepiej już skosić własny trawnik,  bo tam czyha więcej kleszczy niż w obcym  zagajniku.

 

 

 

Linki w tekście prowadzą do ceneo oraz do zaprzyjaźnionego bloga i sklepu z olejkami, o czym Eliza nie ma pojęcia, więc możecie ją mile zaskoczyć. 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
9 grudnia 2019
Kredki dla dzieci, które dopiero zaczynają rysować albo zwyczajnie tego nie lubią

Po starszym synu, który rysować uwielbia i każdego dnia poświęca temu godzinę, a nawet więcej, niechęć młodszego do rysowania trochę mnie zaskoczyła. Wszak on bardzo dużo rzeczy robi tak, jak starszy brat i akurat stawiałam wszystko na to, że kredki dla dzieci będą obszarem największym kłótni. I się przeliczyłam.  

5 grudnia 2019
KSIĄŻKI GEOGRAFICZNE: Z czego korzystał mój syn, gdy uczył się wszystkich flag, państw, stolic i wysp świata?

Któregoś razu powiedziałam przy znajomych, że syn interesuje się flagami. Znajomych to zaciekawiło. Zapytali starszaka, czy zna wszystkie państwa w Afryce. Syn zwrócił ku nim swoją wówczas jeszcze ciemno blond główkę i zapytał poważnie: - Od najmniejszego do największego czy odwrotnie? W wieku pięciu lat znał wszystkie państwa świata i potrafił dopasować do nich flagi. […]

2 grudnia 2019
Nie styrana matka-polka - jak ogarnąć chałupę, żeby nie zdychać ze zmęczenia w święta?

Nie obchodzę świąt. Ale lubię, kurde, bardzo lubię, kiedy wreszcie nadchodzi wolne i ja mogę się się rozkoszować czystym i ogarniętym mieszkaniem. To nawet nie chodzi o święta, bo podobny tryb sprzątania mam na wiosnę. I w wakacje też jeszcze porządkuję - zdarza mi się. Niemniej zimowe porządki to zazwyczaj świąteczne porządki, tak też je […]

28 listopada 2019
Czy naprawdę widzę w ciemności i nie oślepia mnie światło aut? [miesiąc w soczewkach Zeiss]

Kiedy zaczęłam prowadzić auto, nie stresowało mnie samo prowadzenie czy przepisy lub dostosowanie się do prędkości, ale w zasadzie... wyłącznie inni kierowcy. Nawet jeśli nie chcieli mnie denerwować, to denerwowali. I to ostro. Tak ostro, że Chłop załamywał ręce, kiedy na widok nadjeżdżającego na światłach z naprzeciwka samochodu zwalniałam dramatycznie do trzydziestu - zdecydowanie gorzej […]

21 listopada 2019
Dialogi z drogi, czyli czy warto robić prawo jazdy po 30, będąc ślepym kretem

  Nigdy nie chciałam mieć prawa jazdy. To nie było moje marzenie. I nigdy brak prawka mi zbytnio nie przeszkadzał. Ani w mieście, ani na moim zadupiu. Żyłam sobie spokojnie i pewnie - bez prawa jazdy, poruszając się tylko na nogach i będąc pewna, że na nogach nie zrobię nikomu krzywdy, ewentualnie ktoś mi może […]

20 listopada 2019
Dwie książki o uczuciach, które koniecznie musisz mieć w domu

"Nauczenie malucha rozpoznawania, wyrażania i kontrolowania emocji należy niewątpliwie do najpiękniejszych prezentów, jakie możemy mu ofiarować." - napisała Marine Duvouldy, pedagog. I pięknie to brzmi, ale w praktyce ciężko rodziców szafujących tym prezentem, bo większość z nas nie była tego nigdy uczona. Uczeni byliśmy "być cicho i się słuchać". Mało kogo interesowało, czemu zachowujemy się, […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official