Jedna mała rzecz, dzięki której mniej kłócę się z dzieckiem [a mało kto na to wpada!]

Joanna Jaskółka
22 marca 2017

Udostępnij wpis

Znasz taką sytuację, kiedy jesteś czymś zajęta, bardzo silnie nad czymś myślisz, a nagle ktoś wdziera się w ten świat, zadając ci pytanie, które jednocześnie wybija cię z rytmu i kompletnie zapominasz nie tylko o tym, co robiłaś, ale nawet to, o czym myślałaś? Denerwujące, prawda? Jedna, dwie takie sytuacje - luz, pozbierasz się, ale kilka razy w ciągu dnia przez siedem dni w tygodniu sprawia, że zaczynasz reagować już porządną irytacją.

 

 

Bo to jest denerwująca - sama wiem o tym najlepiej, pisząc czasem coś z doskoku, poświęcając się temu w stu procentach na dosłownie 15-20 minut, myśląc o tym, analizując kolejne zdania, będąc w środku doskonałej puenty, a tu nagle wchodzi Chłop i wdziera się do tego mojego świata niby normalnym zdaniem:

 

- Chodź, coś zobaczysz!

 

albo:

 

- Jak myślisz, możemy kupić sobie to i to?

 

albo:

 

- Wiesz... spotkałem dzisiaj tego i tego i on powiedział coś o tym i o tym.

 

 

- Teraz piszę, za chwilę skończę i porozmawiamy - odpowiadam, ale pach! Minęło. Nie wiem już co piszę, nie wiem, co chciałam powiedzieć, wszystko odfrunęło, muszę od początku. 20 minut uciekło mi spod palców, nie pamiętam.

 

To, oczywiście, rzadko się tak kończy. Zazwyczaj mam już mniej więcej ułożone w głowie, co chcę napisać. Ale i tak wrócenie do przerwanej myśli chwilę mi zajmuje i trochę frustruje. To jest jeden z minusów pracy w domu - domownicy mają wrażenie, że non stop jesteś dostępna i rzadko kiedy naprawdę pracujesz. A wystarczy pomyśleć, że to tak, jakbyś siedziała w pracy, w biurze, i co chwilę odbierała telefon z domu. Pal licho, że szef by się wkurzył, ale czy byłabyś w stanie wykonywać swoje obowiązki non stop będąc myślami przy tym, co powiedział syn, czego chce drugi, o czym myśli partner? To w sumie niemożliwe, nie dałoby się tak spokojnie pracować.

 

Chłop zaczyna to łapać. Choć w najbardziej irytujący sposób, bo coraz częściej, nie chcąc mi przeszkadzać, pyta się po prostu, widząc, że stukam w klawiaturę:

 

- Piszesz?

 

No nie, kurde, tańczę w tym momencie, nie widzisz?

 

Kiedy odpowiem, że "Piszę", to już jestem w plecy, bo muszę przerwać myśli. Kiedy nie odpowiem, on zazwyczaj się obraża, bo jak to, nawet nie chcesz odpowiedzieć.

 

 

Ale opisując nasze drobne punkty zapalne mam pewien cel i pewnie domyślasz się, jaki. Bo dla mnie swego czasu to było odkrycie. W pewnym momencie, jakieś dwa lata temu, kiedy byłam w sumie na początku mojej drogi i wparowałam do pokoju dziecka mówiąc mu: Obiad na stole, chodź szybciutko, dziwiłam się, czemu on się wścieka. Czemu się wydziera? Przecież świat się nie kończy, zaraz wróci do swojej zabawy. I w pewnym momencie mnie olśniło: czym jego "praca" w pokoju różni się od mojej pracy? Jaka jest różnica, skoro on poświęca się w całości swojej czynności dokładnie tak samo jak ja? Przecież to absurd, jakby ktoś mi wlazł do pokoju, kiedy jestem w trakcie ważnego maila i powiedział:

 

- Hej, kończ już, natychmiast. Natychmiast! Przerwij i chodź!

 

albo mniej brutalnie, ale monotonnie:

 

- Kończysz? Kończysz? Już kończysz? Przyjdziesz? No przyjdziesz?

 

To bym normalnie się wściekła! A swojemu dziecku często fundowałam takie atrakcje. Nie wiem, jak on ze mną wytrzymał i że dopiero w wieku trzech lat zaczął reagować prawdziwą wściekłością. No w sumie to nic nadzwyczajnego - normalnie odkrycie. Kiedy przerywamy dzieciom jakąś czynność, zazwyczaj się wściekają. A my stoimy, bo nie wiemy, o co chodzi. Lub, gorzej, wściekamy się, że nasze dziecko znowu się wścieka.

 

Co zrobiłam, żeby tego uniknąć?

 

Uprzedzam. Począwszy od tego, że uprzedzam Chłopa, że będę pisać i żeby nie przeszkadzał, przez to, że uprzedzam starszaka, że będę pisać i przez 10-15 minut pokazanych na zegarze chcę mieć spokój, tak samo uprzedzam dziecko. Uprzedzam, że za 10 minut wychodzimy na przykład. Potem uprzedzam, że za pięć. Żeby nie wejść w ostatnim momencie, kiedy ja już koniecznie będę musiała wyjść, a on koniecznie musiałby coś skończyć i żeby nie wybuchła z tego powodu awanturka. To jest taka nasza przypadłość rodzica - oczekujemy, że dzieci będą gotowe wtedy, kiedy my będziemy gotowi. A przecież dzieci, tak jak my, muszą się - mentalnie - do wyjścia przygotować, zakończyć swoje sprawy itp.

Kiedy wchodzę do pokoju i widzę, że coś robi i jest zajęty - nie zawracam mu głowy, jeśli niczego nie potrzebuję Jeśli potrzebuję, pytam: 'Mogę?", a on kiwa albo kręci głową. Jeśli ma swój czas na gry na telefonie, uprzejmie uprzedzam, ile czasu mu zostało przed końcem. Czasem trzykrotnie, ale żeby nie było zaskoczenia. Uprzedzam, za ile czasu będzie musiał kończyć zabawę, uprzedzam, kiedy nadchodzi czas na kąpiel/kolacje/ubranie itp. Uprzedzam. Czasem po 10 razy. Bo jeśli chcę, żeby dziecko zrobiło coś, na czym mi zależy, to w moim interesie jest tego pilnować. I kropka.

 

 

W starszym tekście o tym, jak zapobiec histerii i jak sobie z nią radzić, ujęłam to tak:

 

Ostrzegaj i przygotowuj dziecko na zmiany, nawet najmniej dla ciebie istotne. Nikt nie lubi, kiedy się mu przerywa jakąś ważną czynność i każe robić coś innego. Z dzieckiem nie jest inaczej. Oczywiście, że maluch, zajęty układaniem klocków, gdy usłyszy, że ma już wstawać i się ubierać, wybuchnie płaczem. Oczywiście, że maluch, świetnie bawiący się w wannie, gdy usłyszy, że już wychodzimy, wybuchnie płaczem. Uprzedzaj. Informuj: „Dziś wychodzimy do cioci”, „Jak zbudujesz dwie wieże, to możesz biec założyć buty, bo idziemy dziś do cioci”, „Wskazówka jest na 2. O tej porze mieliśmy zacząć się ubierać, bo idziemy do cioci”. Starszym dzieciom pomagają pytania: „Ile czasu potrzebujesz, żeby wyszykować się do cioci? Zależy mi, żebyśmy wyszli o tej godzinie”. Na mojego syna działa postawienie sprawy jasno „Wychodzimy do cioci. Masz czas na jeszcze jedną rundę/jeden rysunek/jedną zabawę i po niej jest czas na zakładanie butów”.

 

 

Wychodzę jeszcze z kolejnego prostego założenia - dziecko nie ma zielonego pojęcia, co ja myślę, co planuję, a do tego ma ten mały defekt, że nie zdaje sobie sprawy z upływu czasu, który dla malucha płynie zupełnie inaczej niż dla nas. Po to ma nas - rodziców, żebyśmy mu o tym czasie i o naszych planach przypominali.

 

I kiedy twoje dziecko znowu "zapomni się" i pogra dłużej na komórce, dłużej poogląda bajki, albo nie przyjmie za pierwszym razem, że już teraz musicie wychodzić i jak nie wyjdziecie, to się spóźnicie, pomyśl tak zupełnie po ludzku - przecież czasem sama nie pamiętasz, co miałaś zrobić, sama czasem się zapomnisz. I mimo że masz kalendarz, przypominajkę w telefonie, aplikację zakupową, mail i masę powiadomień na fejsie, zdarzy się tak, że zapomnisz.

 

 

A dziecko ma tylko ciebie. To ty jesteś jego budzikiem. Czasem może warto ustawić go trochę wcześniej, żeby dać szansę się rozbudzić, przygotować. I włączyć jakiś znośniejszy budzik, żeby nie jazgotał tak przeraźliwie i natrętnie 🙂

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official