Są kobiety, które nie uwierzą, co zastałam w domu po powrocie z trzydniowego wyjazdu

Joanna Jaskółka
2 kwietnia 2017

Udostępnij wpis

 

 

Zrobiłam to. Wyjechałam. Musiałam wyjechać. Szczerze powiem, że jeszcze pięć lat temu w ogóle bym się nie wahała, ale pomocne grono mamuś przez te wszystkie lata zasiało we mnie ziarnko niepokoju... Bo przecież, kiedy facet zostaje w domu, to zawsze kobieta zastaje pogrom taki, że tylko napalm spuścić i uciekać. Facet nie umie zająć się dziećmi, powiedzmy sobie szczerze, Aśka, nie da rady, co ty robisz, kobieto. Nie bałaś się?

 

 

 

Prawdę mówiąc - zaczynałam. I mnie jakoś ten stereotyp, że mężczyzna sam w domu równa się pożoga i zaniedbane dzieci dotknął. I nawet kiedy już siedziałam w autobusie, dzwoniłam panicznie do Chłopa, czy na pewno wszystko w porządku.

 

Z drugiej strony - nie zrobiłam przed wyjazdem nic. Ani nie ugotowałam zupy na trzy dni, nie zapełniłam lodówki, nie zostawiłam błyszczącego domu, oprócz spakowania się do wyjazdu nie zrobiłam nic, co pomogło by tacie moich dzieci zająć się maluchami. A nie - pranie zrobiłam. Ale tylko dlatego, że chciałam nowy proszek wypróbować i spodobało mi się, jak pachnie. A przecież zazwyczaj dom zostawiałam przygotowany jak dla królowej. Uporządkowany, z zapasami jedzenia, z dokładnymi instrukcjami co, gdzie, jak i dlaczego. I zawsze zastawałam armagedon. A teraz - nic. Kompletnie nic.

 

Jechałam tym autobusem i myślałam, jak bardzo słowa innych wpływają na postrzeganie przez nas świata. Jak bardzo te wszystkie opowieści o koszmarnym stanie domu po powrocie kobiety z wyjazdu, wpływają teraz na mnie, trzęsącą się, czy wszystko pójdzie dobrze. Ale w końcu przestałam o tym myśleć. Weszłam do lobby hotelu Sofitel Warszawa, który ugościł mnie na czas trzech dni mojego wyjazdu, zachwyciłam się moim pięknym pokojem, skorzystałam z basenu, pochodziłam po Krakowskim Przedmieściu i zasnęłam wreszcie w ogromnym łóżku całkowicie spokojna. Następnego dnia znów nie miałam kiedy myśleć o sytuacji w domu. Rano występ w telewizji, potem zakupy z koleżanką. Szybkie odświeżenie się w hotelu i znów wywiad [efekt tegoż zobaczycie w czerwcu], potem kolejna koleżanka i szczerze mówiąc drugiego dnia z obtartymi nogami zasnęłam jak dziecko. Dosłownie jak dziecko, bo obudziłam się w środę w poprzek łóżka w pozycji rozgwiazdy. Czyli dokładniej takiej, w jakiej uwielbiają spać moi chłopcy.

 

 

 

 

 

W środę jeszcze delikatnie się denerwowałam, bo Chłop nie odbierał telefonu, ale w końcu odebrał i uspokoił mnie, że nic nie wybuchło, po prostu ładowarkę gdzieś zapodział. I ok. Zajęłam się moimi obowiązkami, o których co nieco już zdradziłam tutaj. Po wszystkim został mi tylko szaleńczy i brawurowy bieg do autobusu i po południu byłam już w domu. A dom? O matko święta...

 

 

 

 

Co zastałam w domu po powrocie z trzydniowego wyjazdu? 

 

Od kiedy wróciłam, dostałam sporo pytań w mailach, wiadomościach i na insta story o to, czy dużo mam po takim wyjeździe sprzątania. Albo dlaczego nie ma nowych tekstów - czy odgruzowuję dom? Otóż nie - absolutnie nie! Trzydniowy wyjazd, z którego każda minuta była dokładnie zaplanowana, wyczerpał mnie totalnie. Czas to przyznać: lubię ludzi, ale obcowanie z nimi szalenie mnie męczy. Koszmarnie. Nie mam nic przeciwko wyjazdom i kontaktom z większą liczbą osób, ale zawsze po takim wyjeździe czuję się na psychicznym kacu - jestem po prostu zmęczona. I stąd milczenie we wpisach - musiałam odtajać. Posłuchać ptaków, wyciszyć się. Dom, jak go zostawiłam, tak stał. I wyglądał nawet lepiej niż przed moim wyjazdem.

 

Serio.

 

Lepiej, bo Chłop miał wolne i był o tyle do przodu, że nie musiał pracować.

 

 

 

Drobna zmiana, którą wprowadziłam przed wyjazdem

 

 

Wiem, że niektóre kobiety mi nie uwierzą. Wiem to, bo często, i myślę, że za często, słyszę wymówki, że "nie mogę wyjść z domu sama, bo mąż czegoś tam nie zrobi". Albo coś źle zrobi. Albo zrobi coś nie tak i trzeba będzie poprawiać. Albo nie zrobi czegoś dokładnie. Albo jeszcze coś. Strach, strach, strach opanował część kobiet i jakaś taka wygórowana wyższość oraz przekonanie, że tylko my jesteśmy w stanie ciągnąć ten wóz tak jak się wozy powinno ciągnąć. Kobiety - największe konkurentki koni.

 

A ja nie zostawiłam żadnych żądań. Żadnych przykazań. Żadnych poleceń. Zostawiłam dom w średnim stanie i zamiast skupiać się na tym, co mój partner powinien zrobić, skupiłam się na tym, żeby napisać mu kiedy może coś zrobić. Adasio spać się kładzie koło 10.30, jeśli wstanie o szóstej. Koło 12, jeśli zaśpią na busik i obudzą się koło ósmej. Przed drzemką coś musi zjeść itp.

 

 

Bo tak realnie myśląc, kiedy patrzę, jakie błędy popełniałam w przeszłości, zazwyczaj polegało to na tym, że zostawiałam Chłopu listę rzeczy, jakie musi zrobić. A przecież, nawet jeśli on orientuje się mniej więcej w naszym planie dnia, to na pierwszy rzut oka nie widać, jakich tricków używam, żeby zrobić coś koniecznego. Skąd on ma wiedzieć, że kiedy Dasio układa puzzle, to trzeba przy nim siedzieć? On się tego dowie, ale po kilku próbach i kilkunastu rozpaczliwych wrzaskach dziecka, żeby tata nie odchodził. Wniosek wyciągnie akurat na mój powrót i na nic mu się zda, bo będzie już wracał do pracy. Skąd ma wiedzieć, że małe klocki lego brata zajmują Adasia na tyle, że spokojnie można zjeść śniadanie i nawet rozładować zmywarkę? I że sprzątanie tych klocków "żeby nie było śladu" jest fajną zabawą na kolejne 15 minut? Skąd ma wiedzieć, że po drzemce koniecznie trzeba wyjść natychmiast na dwór i te pierwsze 40 minut na dworze to wolna zabawa, w czasie której można ogarnąć podwórko, umyć okno albo wytrzepać dywaniki i kołdry? To są sprawdzone rzeczy, które wiem nie dlatego, że jestem mądra, ale dlatego, że przebywam z dzieckiem praktycznie non stop i trochę się go nauczyłam. Skąd pracujący tata ma to wiedzieć, skoro wraca do domu po południu?

 

Wcale się nie dziwię, że zazwyczaj dom był w armagedonie, bo zanim Chłop się zorientował, jak funkcjonują w ciągu dnia dzieci i zauważył w jakich sytuacjach może korzystać z wolnego czasu, ja już pędziłam z powrotem do domu. Więc tak  - nie "co ma zrobić". Ale "kiedy może coś zrobić". I brak wygórowanych oczekiwań. Powiedzmy sobie szczerze - taki wyjazd mamy z domu to nie okazja, żeby Chłop posprzątał kuchnię na błysk, ale chwila wolności i niekontrolowanego sam na sam z dziećmi. Niech używają!

 

 

I serio, dziewczyny, nie bójcie się zostawiać swoich mężów, chłopaków czy partnerów samych z dziećmi. Lepiej - im częściej będziecie to robić, tym sprawniej będą sobie radzić. A muszą sobie radzić. Bo przecież nie zawsze jesteście na każde zawołanie, prawda? Jeśli tak, to czas to zmienić. Spakować się, wyjechać, zostawić dom we władaniu taty, a żeby mu pomóc, darujmy sobie pouczenia, co ma zrobić, jak dobrze, jak dużo i w jakich parametrach. Powiedzcie, kiedy może to zrobić, żeby było mu zwyczajnie łatwiej to ogarnąć.

 

 

 

I cieszcie się wyjazdem, bo powiem wam, że w pracy czy nie, ale każda kobieta potrzebuje, wymaga, powinna mieć czas, w którym odpocznie trochę od dzieci 🙂

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official