Jedynie kochać

Joanna Jaskółka
7 września 2015

Udostępnij wpis

Jedyne, co musimy robić, to je kochać. To takie proste. Bez zakrętów. Przecież na takiej drodze nie można się zgubić, prawda?

 

A jednak, gdy budzi cię uporczywe szarpanie za włosy i ten przeklęty głosik proszący o bajki, pierwsze, co robisz, to wrzeszczysz. Wrzeszczysz tak, że sama zaczynasz się siebie bać, wrzeszczysz łyżeczką do kawy rozsypującą drobinki po podłodze, wrzeszczysz masłem, wrzeszczysz tą pajdą wyschniętego, choć wczoraj kupionego, chleba. Drzesz się kopniakiem w klocka, wydzierasz się zamaszystym ścieleniem łóżka. Małe lepkie rączki, systematycznie niszczące, klejące, brudzące zakamarki, te rączki, które kilka lat wcześniej całowałaś ze łzami w oczach, stają się szponami perfidnie niszczącymi twierdzę twoich zdrowych zmysłów.

 

 

Jedyne, co musimy robić, to je kochać. To takie proste. Bez zakrętów. Ale czasami nie mamy siły, żeby temu sprostać. Najmniejsza bzdura wyprowadza nas z równowagi i krzyczymy w te piękne, duże oczy, a to, że nie wyczytamy w nich naszego szaleństwa, wkurza nas najmocniej.

 

 

Czepiam się. Każdy źle postawiony przedmiot, zrzucony bibelot, niestarannie zrobiona rzecz zaczyna mnie irytować. Nerwy trzymam na wodzy, ale w środku  ryczę ze złości na tę jego nieporadność, nieumiejętność, gapiostwo.

 

Każdego ranka, każdego popołudnia będzie robił coś, co mnie zirytuje, zdenerwuje, coś, co nie będzie ani po mojej myśli, ani z jego wyrachowania. Wściekam się na niego, mam ochotę wytargać go za te śliczne włosy, wykrzyczeć mu całą moją złość, całą moją rozpacz, że jego cudownie delikatne rysy coraz bardziej się wyostrzają. Wkurza mnie każdy jego przemyślany ruch, każda jego doskonale obliczona odpowiedź. Czasem jeszcze złapię to dziecko, które  w nim tkwi, przytrzymam na chwilę, łakomie wywęszę ten dawny zapach, ale każdego dnia coraz rzadziej. Wszystko się zaciera. Więc wściekam się mocniej i mocniej.

 

A potem płaczę. Płaczę z tęsknoty za tymi piąstkami małymi jak orzeszki, za tymi pokracznymi nóżkami, które nie mogły ode mnie uciec, za tym uśmiechem skierowanym tylko do mnie, za tym wzrokiem tylko mi przeznaczonym, tylko u mnie poszukującym potwierdzenia, informacji, bezbrzeżnej miłości. Tyle czasu marzyłam o chwili, w której zacznie być samodzielny, a teraz jego jedyną wadą, która doprowadza mnie do szaleństwa, jest to, że... przestaje mnie już potrzebować.

 

To najwyższy szczebel miłości, pozwolić odejść komuś, kogo się kocha nad życie. Niewielu wychodzi z tego bez poobijanych kolan.

 

Krzyczę. Coraz głośniej. Cicho wypowiedziane "Nie gniewaj się mamusiu" doprowadza mnie do furii i kopię z całej siły ścianę. Nie czuję bólu, nie czuję niczego oprócz przeokrutnej złości na te jego oczy już rozumne, już świadome, na te jego ręce, które po każdym pocałunku skrupulatnie wycierają sobie policzek.

 

- Nie! Nie chcę cię przytulić! Idź do pokoju, jestem zła! Idź do pokoju! - histeryzuję, licząc perfidnie na to, że może skuli się w sobie, może zmaleje, może zmieni się znów w tego malutkiego, uzależnionego ode mnie brzdąca, dla którego byłam całym światem, wszechświatem, słońcem  i jedynym spokojnym snem w nocy.

 

Ale  nie. Schyla tylko głowę, jakby wiedział, jakby się domyślał i powoli kieruje się w stronę drzwi swojego pokoju. Robi mi się gorąco i zaczynam szybko oddychać. Już za późno. Trzaśnie tymi drzwiami i zmiażdży nasze pierwsze spojrzenie, pierwsze uściski, pierwsze wspólne słowa. Wszystko zniknie, trzeba będzie budować na nowo, trzeba będzie się przyzwyczaić... Czekam na ten koniec, ale nie nadchodzi. Podnoszę głowę i widzę jego wzrok.

 

- Zabierz te swoje łzy z podłogi, ale już! - warczę, żeby go pospieszyć, a gdy ostatecznie trzaska drzwiami, do kałuży na podłodze dokładam swoje, cieknące już po policzkach potoki.

 

 

W nocy siadam przy łóżku i patrzę się na jego spokojną twarzyczkę. Przez głowę przelatują mi setki myśli, czuję, że zaczynam się pocić. Ta piękna, spokojna twarz, na moich oczach rozwinięta z czerwonej, opuchniętej buzi noworodka ma już zęby, ma pierwsze blizny, na brudne uszy, których mycia nie dopilnowałam, bo przez pół godziny puszczaliśmy bańki pod prysznicem. Ta buzia ma wszystko, łącznie z nieświeżym oddechem rano, paskudnym symbolem wszechobecnego rozkładu. Jeszcze nie dorosły, a już nie dziecko, moje malutkie dziecko, które patrzyło się na mnie, pewnie i bez strachu, gdy pomagałam mu stawiać pierwsze kroki.

 

Kolejny krok należy do mnie. Tym razem to właśnie spokojny oddech syna stawia mnie na nogi. Całuję przymknięte powieki i pewna siebie decyduję się na radykalne posunięcie:

 

- Dobranoc kochanie. Miłej podróży.

 

- Dobranoc mamusiu. Do jutra. - szepcze przez sen, a ja z zadziwiającym spokojem godzę się z tym, że już dawno przestałam być dla niego całym światem. Że teraz możemy się już jedynie kochać. I jeszcze przez jakiś czas codziennie mówić sobie "Do jutra".

 

 

Wpis dedykuję wszystkim mamom, z którymi intensywnie wymieniałam się mailami

w czasie rozmów o samodzielności dzieci i tym, które bardzo przeżyły

powtórne symboliczne odcięcie pępowiny.  Powiem wam,  że złość, którą czasami odczuwacie,

to uczucie zupełnie normalne i całkowicie poprawna reakcja na to, że wasze dzieci 

dorastają.

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
20 lutego 2020
Dlaczego nie przyjmuję krytyki i jestem przewrażliwioną wariatką, czyli o #kursoksiążce Oli Budzyńskiej i moim poczuciu własnej wartości

Osiem lat temu pojawił się na moim blogu pierwszy wpis, a siedem i pół roku kolejny wpis obiegł pół ówczesnego internetu i spotkałam się z tym, w co dzisiaj internet bogaty. Z opiniami. I to było cięższe od porodu. Przez jeden, krótki tekst dowiedziałam się o sobie takich rzeczy, do których bym nie doszła przez […]

9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official