Kiedy okazuje się, że znana blogerka oraz Weranda Country bezczelnie cię oszukali

Joanna Jaskółka
13 maja 2018

Udostępnij wpis

Marzysz o spokoju, śnisz o poranku na osłonecznionej werandzie z kubkiem kawy i słuchania śpiewu ptaku zza oknem. Przeglądasz wnętrzarskie gazety i zachwycasz się tym, jak pięknie i stylowo można mieszkać na wsi. Jakie to sielskie życie cię czeka, jakie to szczęście będzie mieszkać wśród pól i łąk i nie patrzeć się na śmierdzące tramwaje i korki w poniedziałek.  Czytasz posty tej blogerki, która wychowuje dzieci na wsi i ma  w związku z tym różne przeboje i wreszcie decydujesz się na ten krok. Przeprowadzasz się na wieś. Szukasz ucieczki, wierzysz, że na wsi spełnią się twoje marzenia. Staniesz się innym człowiekiem.

 

I dostajesz prosto, niemalże jak butem w ryj.

 

Bo na wsi  śmierdzi. Nie zawsze, bo u koleżanki pachniało maciejką, ale u ciebie śmierdzi. Gnojówką, kurami, padliną zdechłego za płotem lisa. Po prostu śmierdzi.

Bo nie ma ludzi. Idziesz przez wieś i cisza. W oknach migają ekrany telewizorów, a ludzie wracają z pracy i przed dom wychodzą zapalić papierosa lub przegonić lisa, żeby pod twoim płotem zdechł, a nie pod ich.

Bo nie ma nic. Ani placu zabaw, ani sklepu, ani klubu mam, a galeria handlowa, gdzie w jednym miejscu kupisz wszystko, jest 100 kilometrów od domu.

Bo nie ma zasięgu. Więc siedzisz i łapiesz radio, choć marzyłaś o obejrzeniu ukochanego serialu, ale netflix nie ciągnie na radiowym necie, który nie łapie LTE.

Bo koleżanki prędzej pojadą do Paryża, niż zajadą w ten twój kawałek świata oddalony za bardzo od cywilizacji i cięższy w dojeździe od wyprawy na lotnisko.

Bo szkoła dzieci, ta lepsza, oczywiście, dalej niż bliżej. A ty, zamiast sadzić maciejkę i sprzątać zdechłego lisa, spędzasz w aucie więcej godzin niż w mieście, dowożąc jedno dziecko do jedynego dobrego przedszkola w jednym mieście,  drugie dziecko do jedynej dobrej szkoły w drugim mieście.

Bo jest głośno. A przecież to wieś! A rolnik, co się z pracą nie wyrobił, zapierdziela do późnej nocy traktorem, bo inaczej nie będzie miał co jeść, a pole się zmarnuje. A psy szczekają, bo to nocą łanie i jelenie żerują w twoim sadzie, więc okoliczne burki wyładowują na nich swoją wściekłość. A żurawie w dupie mają to, że ty wstajesz o siódmej, skoro one o piątej chcą drzeć się, jakby ktoś im pióra z tyłków wyrywał. A żaby? Cudowne w pierwszy wieczór, nostalgiczne w drugi, w trzecim tygodniu już tylko uśmiechałaś się, kiedy zobaczyłaś jakąś przejechaną mendę, co drze się po nocy i dziecko ci budzi. A przez świerszcza, to mało szafy nie rozwaliłaś, do dziś uchwyt od drzwiczek urwany.

Bo jest nudno. A każda wyprawa, nawet krótsza, to pół dnia z życia wyjęte przez dojazdy. Zwykły dentysta to cały dzień, nie mówiąc już o znalezieniu i dwóch dobrych specjalistów od czegokolwiek, którzy przyjmują przynajmniej w 50 kilometrowej odległości i można ich załatwić w jeden dzień, a nie w dwa lub trzy, jeśli się nie załapiesz.

Bo trzeba robić. Samemu. Pijaczki spod sklepu swój honor mają, jak mają za co pić, kasy nie potrzebują, a 500 plus zmniejszyło liczbę chcących zarobić. Paradoks wsi - jak mam na przeżycie, to marzenie jest spełnione, więcej nie trzeba. A jak kto ma marzenia, to pracuje tyle, że ciężko mu o wolny termin, żeby ci ogródek skopać albo drewno porąbać. Nie wszędzie, ale jednak to jest problem. Gdy roboty huk, a wszystko musisz zrobić sama.

Bo szambo nie przyjechało, więc nawet wody w kiblu nie możesz spuścić, bo wyleje.

Bo do chałupy znowu wlazł ci zaskroniec.

Bo miałaś być jak nimfa, jak rusałka, miałaś być leśną księżniczką, ale od roku nie byłaś nad jeziorem, bo komary tak gryzą w dupę, że ustać się nie da.

 

W ciągu ostatnich sześciu lat pisania bloga skarg i zażaleń na wiejskie życie dostałam setki. Rozczarowań, smutków, trosk i czasem rozpaczy. Ludzie uciekają na wieś, licząc, że ich życie się samo naprawi, samo się zmieni, że ta wiejskość wyprostuje wszystkie kłopoty. Że znikną wszystkie głupie problemy, że uciekną od beznadziejnych ludzi, że sami staną się ludźmi lepszymi. A może by tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady? Uwić sobie gniazdko, siedzieć spokojnie, wyszywać obrusy i oddychać zapachem maciejki?

 

A co potem?

 

A co, kiedy po raz piętnasty zabraknie prądu, znowu utną zasięg, podjazd ci trzy razy w ciągu dnia zasypie, a jelenie zeżrą kupione za ostatnie pieniądze jabłonki?

 

Oto twoje zmienione życie, które niby inne, a tak samo wkurza, jak wówczas, gdy mieszkałeś jeszcze w mieście.  Życie, które gdziekolwiek mieszkasz jest tak samo upierdliwe, złośliwe, nieprzewidywalne i wkurzające. Życie. Takie, jak każde inne. Czasem bardziej samotne, czasem bardziej lub mniej pracowite. Ale życie. Siadasz wściekła na tej swojej werandzie, pijesz tę wymarzoną kawę i z impetem stawiasz ją na stole obok najnowszego wydania Weranda Country. I przez chwilę tylko rozbłyska ci w głowie myśl. Czy to gazeta cię oszukała, czy sama się łudziłaś, że wystarczy zmienić adres, by znaleźć spokój i szczęście? Spokój i szczęście, którymi nigdy się nie nacieszysz, jeśli nie poszukasz ich w jedynym miejscu, gdzie mogą istnieć - w sobie.

 

Zdjęcie główne: Kasia Siwko

 


Zainstaluj sobie aplikację, dzięki której w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego na blogu!  Tu wersja na Android, a tu na IOS.    Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na facebooku [jeśli chcesz widzieć, co tam piszę],  zawsze też jestem na instagramie, więc tam możesz zerkać, co gadam na żywo ?  dziękuję! A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam [tutaj]. 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
6 sierpnia 2020
17 zabaw, które pomogą ci pracować bez problemu i zawracania gitary

No i jest. E-book o 150 darmowych zabawach dla dzieci już wylądował w sklepie i wzruszam się każdego dnia, gdy czytam pozytywne recenzje i podziękowania. Więc ja też chcę podziękować. Mój e-book by nie powstał, gdybym nie ogarnęła swojego domowego biura i gdyby dzieci skakały nade mną bez zajęcia. Zajęcie udało mi się znaleźć  - […]

29 lipca 2020
Ile tracą nasze dzieci, gdy przeprowadzamy się z miasta na wieś, na zad*pie? [podkast]

Pytań od rodzin, które rozważają opuszczenie miasta i przeniesienie się na wieś, dostaję miesięcznie kilka. Coraz więcej tych rodzin, których kierunek z miasta na wieś bardzo interesuje. Co ciekawe na Mazurach, do szkoły mojego dziecka, dołączy w przyszłym roku kilkoro dzieci, których rodzice schronili się przed pandemią w swoim letnim domku i postanowili zostać tu […]

22 lipca 2020
Do kogo krzyczą rodzice i czemu robię ludzi w ch*ja [podkast]

Otóż i jest. Pierwszy odcinek podkastu. Nigdy nie sądziłam, że zacznę znowu gadać do mikrofonu, ale od kiedy pogadałam  kilka razy z Kamilem Nowakiem, wspomnienia ze stażu w radiu wróciły i idea prowadzenia nowego kanału gdzieś indziej niż tylko na fejsie czy instagramie coraz bardziej mi się zaczęła podobać.  

3 czerwca 2020
7 zdań, które nie działają, a wciąż je dzieciom powtarzamy

Są takie zdania, które wypowiadamy z nadzieją, że w czymś one pomogą. Powtarzamy je, wierząc, że coś one przekażą. I faktycznie - przekazują. To, że nie działają albo to, że potrzebujemy zwyczajnie coś z siebie wyrzucić. Bo na tym polega magia części z tych powszechnych tekstów - służą temu, żebyśmy sami wyrzucili z siebie emocje. […]

1 czerwca 2020
Zobacz, jak ten kącik przemienił się w domowe biuro oraz jak wygląda moja praca z dziećmi w domu.

Osiem lat piszę tego bloga i piszę [a raczej pisałam] go zawsze na kolanie. Pamiętam, że kiedy otworzyłam firmę i postawiłam na internetową działalność, obiecywałam sobie, że za zarobione na blogu pieniądze zrobię sobie wreszcie prawdziwe biuro. Niestety, wszystkie zarobione na blogu pieniądze wydawałam zawsze na jakieś głupoty: jedzenie, rachunki albo drzwi do domu.  

24 maja 2020
Zostań w domu z przyjemnością i zrób z dziećmi kopytka

Kopytka to ulubione danie moich dzieci. I bywa tak, że zanim podam obiad, to chłopcy są już napełnieni po czubki uszu podjadaniem świeżo wyciąganych z wody kopytek. Tylko że... kopytka zawsze robi moja mama. Ja nigdy się nie odważyłam zrobić ich samodzielnie.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official