Mam znajomego. Fajny facet. Jakiś czas temu pojawiło się u nich dziecko, domek mają ładny, ogólnie sielanka. Lubimy się. Na tyle, że zgodził się, żebym opublikowała tę historię. Bo może ktoś pomyśli, może do kogoś trafi…

 

 

Rzadko mi się zwierza. Jak to facet. Ale któregoś dnia tak sama z siebie zapytałam, co u nich, a on nagle wyparował, że już nie może tego wszystkiego znieść. Że żona się zaniedbała. Że w dresie to nawet śpi, że włosy brudne, makijaż to tylko na wyjazdy sobie robi. Wkurza go to, że była taka ładna, taka śliczna, a teraz… Aż mu się nie chce do domu wracać.

 

Czy to przez dziecko? Czy przestało jej zależeć? Nie chce jej się dla mnie postarać?- zastanawiał się. Przecież ty masz wszędzie daleko, a zawsze jesteś ogarnięta, jak przyjeżdżamy. Miło popatrzeć, bo i w domu czysto i nigdy cię w dresach nie widziałem! A moja w nich non stop! Aż się rzygać chce! – wykrzyknął mocno już wkurzony.

 

Chrząknęłam, bo moje dresy wychodzone szczęśliwie trafiły do prania. Trudno też domu nie ogarnąć, kiedy się wie, że znajomi wpadną za 1,5 godziny. Ale nie mogłam się powstrzymać. Naprawdę, chciałam, ale nie umiałam.

 

– Słuchaj… – zaczęłam najdelikatniej, jak potrafiłam. – A ty?

 

– Co ja?

– A ty się starasz? Tobie zależy?

– No jasne! Przecież  z nią jestem!

– No to jej też zależy, przecież wciąż z tobą jest, jeszcze od ciebie nie uciekła

– No ale ona się strasznie zaniedbała, naprawdę! Przestało jej się chcieć chyba…

 

Spojrzałam się na jego zbyt długie paznokcie, na nieogoloną twarz [z niegolenia, a nie że specjalnie], na plamę na dresach [a jakże], na przydługie włosy i nie mogłam nie zadać tego pytania:

 

– A ty? A ty jesteś zadbany? A tobie się chce?

 

 

 

No bo – mój drogi mężczyzno. Powiedz mi, jak to jest – ona sobie odpuściła, a ty? A ty z innej gliny? Wciąż bóg seksu i marzenie kobiet? Wstajesz rano, a sąsiadki padają pokotem na sam twój widok? Nic kompletnie nic nie musisz z sobą robić, żeby być pociągającym? No i sorry, dla kogo ona ma się starać? Na co czekać? Czego się spodziewać? Palisz świece i zapraszasz ją na romantyczną kolację? Na masaż pod prysznicem? Zabierasz jej dzieci, żeby miała czas zająć się chwilę sobą i swoim ciałem? Kiedy z nią byłeś na zakupach, żeby kupiła sobie co innego niż dresy? Tak, wiem, sama może iść, ale kiedy? Jeśli do wyboru ma dzieci, sen albo sprzątanie, kiedy? Naprawdę tylko ona ma się starać, a ty?

 

I czemu ma jej zależeć, żeby dbać o siebie? Czemu ma stawać na rzęsach, kiedy widzi, że ty dla niej nawet zębów nie wyszorujesz porządnie? Tylko wiesz, dzieci podrosną, ona zacznie mieć więcej czasu i wróci do swoich dawnych zabiegów. Wypięknieje w oczach i zaczną się za nią oglądać mężczyźni, którzy używają więcej kosmetyków niż mydło w płynie i dezodorant. Nie, nie chcę straszyć. Nie takim sposobem chcę cię zachęcić do wzięcia się za siebie. Bo tak jak ona powinna to zrobić dla siebie, tak ty dla siebie powinieneś zadbać o podstawowe rzeczy. Ale jeśli jedno i drugie odpuszcza, to sorry, ktoś się wreszcie musi przełamać i poprowadzić ten karawan.

 

Chcesz mieć ponętną, pachnącą, dbającą o siebie kobietę, która oczu od ciebie nie może oderwać? Daj jej tę możliwość. Zaproś na kolację bez dzieci, weź te dzieci od niej na kilka godzin, nie wiem, zawieź do babci, spróbuj nie utopić ich w basenie, cokolwiek. Zrób obiad, posprzątaj łazienkę, przygotuj kąpiel, wypachnij się dla niej tymi perfumami, co ona je lubi, mimo że to nie Wigilia, ogól coś innego niż brodę, użyj kremu, wyrzuć podarte skarpety i kup sobie nowe gacie. Dla siebie. I dla niej.  Zaproś ją na wspólne bieganie, wspólny basen, na cokolwiek, co wspólnie was zmobilizuje do wzięcia na barki zakute w kanapę ciała. Szepnij jej coś do ucha, przytul szybko, kiedy mijasz ją w drzwiach, muśnij ustami, kiedy się nachyla. Też się postaraj, też powalcz, też się, kurde ogarnij, żeby aż ją ciarki przeszły, gdy cię zobaczy. Żeby chciało jej się na ciebie czekać. Żeby cały dzień myślała o tym, co będzie, kiedy wrócisz do domu.

 

Sorry, kochany, ale na dobry orgazm, to ty sobie musisz zapracować.

 

I powiem ci, że na pewno przeżyjecie go bez dresów.

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Ładnego wyglądu zwykło się oczekiwać od kobiet.
    A kobiety, to przecież wcale nie dla siebie tylko dla facetów się stroją. Nawet jeśli mówią inaczej 😛
    Starają się, malują bo chcą uwodzić, podrywać, zaczepiać.
    Fajnie się odstawić ale jak jest dla kogo.
    Jak facet nieogarnięty to nie ma bata – spada ochota na harce i koniec.
    Kobiety też są wzrokowcami !!!

  • blablablablaniewazneitakdisqus

    Ale bzdury : )

  • Karolina McIlroy

    Aż mi się łezka w oku zakręciła…

    • Agnieszka Adamska

      Mi tez

  • Może się mylę, ale zaniedbana kobieta ma trochę inne „minimum” niż facet. W sensie facet określany mianem zaniedbanego nawet zębów nie umyje i będzie chodzić w brudnych ciuchach. Kobieta mimo wszystko wykona podstawowe czynności higieniczne.Tak mi się wydaje. Oczywiście mówię o zaniedbaniu a nie o depresji.

  • Brak mi słów, ten tekst powinien przeczytać każdy mężczyzna! 🙂 Bardzo często słyszę narzekanie panów, że nie ma w ich związku seksu, że żona ma obniżone libido, że z nią jest coś nie tak… zapominają, że na ten seks trzeba zapracować, trzeba się kobietą zaopiekować 😉

  • Łukasz

    Oczywista oczywistość dla „normalnego” mężczyzny z jajami i charakterem… ale to moje zdanie.
    Zawsze, niezmiennie bawią mnie ludzie płci obojga, którzy narzekają bez uprzedniego spojrzenia w lustro i pokuszenia się o chwilę refleksji… i to niekoniecznie tylko nad swoim wyglądem.
    Prawdę powiedziawszy wciąż zadziwia mnie to w jakim stopniu co niektórzy faceci są prości i zarazem stereotypowi… choćby w kontekście tego: jak wyraża swoje uczucia i zaangażowanie? No jest z nią…
    Generalnie jestem zaprzysięgłym i śmiertelnym wrogiem kobiecego „domyśl się” no ale pewnych prostych kwestii dotyczących dbania o higienę i ogólną schludność a także pomagania szanownej małżonce w domu to domyśliłoby się dziecko… niestety wciąż istnieje dość liczna grupa facetów, która uważa że jedynym przejawem zaangażowania jest chodzenie do pracy i zarabianie pieniędzy (pewnie dlatego, że tak jest łatwiej)… tak jakby dbanie o związek i uwodzenie swojej wybranki skończyło się wraz z sakramentalnym „tak” albo porodem… śmiech na sali.

  • Kamila

    Czytalam z zaciekawieniem, przeczytałam i zaniemogłam 🙂 no bo jak to? wymagac od herosa nowozytnosci takiego przeżytku jak kapiel? z facebookiem za pan brat ale mydlo? szczotka do zebow? w domu nawet do dresa trudno przymusić bo najwygodniej jest przecież w podkoszulku szarym tu i owdzie ( bialy może kiedyś był ale sam nie pamieta ile lat go nosi), starych gaciach (od mamusi) i dziurawych skarpetkach ( przecież się nosi, używa wiec dziury normalna rzecza sa… ) a potem- a co Ci się stało? w ogole się mna nie interesujesz! oziebla jesteś! no po 40 to kobieta jest do niczego… etc. a ja się pytam – kiedy się ostatnio myles, demonie sexu? odpowiedz- no czepiasz się….
    Panowie, wielkie nieporozumienie jeżeli uważacie ze my musimy a Wy… możecie….

  • Marta Rusek-Cabaj

    Szałowy post! 🙂 Bardzo prawdziwy!

  • świetne!

  • Tom

    To
    jest jakaś stereotypowa sytuacja, dobrana tak, żeby można było wygłosić
    z góry założoną, a doprawdy mało odkrywczą tezę. Tymczasem wśród
    facetów są różne typy (zaryzykuję, że nawet większość), które nie
    podpadają pod to założenie: tacy, co nie dbają o siebie i nie narzekają, tacy, co
    dbają i narzekają, tacy, co dbają i nie narzekają, tacy, co dbają
    trochę i nie narzekają, tacy, co dbają trochę i trochę tylko narzekają etc. Facet, który dba o siebie, a narzeka, że żona nie dba, ma już prawo
    na nią narzekać, czy nie ma? Jaką odpowiedź znajdzie autorka na tę drobną komplikację założeń? Ten cały wywód odnosi się tylko do jakiegoś wybranego fragmentu
    rzeczywistości (z narzucającą się jednak sugestią, że dotyczy wszelkich mężczyzn w ogóle) i to na dodatek przy apriorycznym założeniu, że MUSI w
    ogóle istnieć jakaś konieczna współzależność między dbaniem o siebie
    kobiety a oczekiwaniami mężczyzny, czy też między owym dbaniem a jej
    oczekiwaniami wobec mężczyzny. A może są kobiety, które dbają o siebie
    tylko dla siebie, a nie dla partnera? I takoż faceci?
    Moja
    teza jest krótsza i nie wymaga ilustrowania historyjką o nieobciętych
    paznokciach, ani kołczingowego pouczania, stylizowanego na
    filozofię zen: facet, który sam od siebie nie wymaga, a narzeka na swoją
    kobietę, jest po prostu durnym palantem. I naprawdę, nie jest to
    oryginalne odkrycie, warte obwieszczania światu, jakby miało go oświecić i zbawić, i
    to w tekście aż tej długości, z niemal równie długim tytułem.

    • Aneta S

      Niestety dużo jest tych palantów. Może któregoś jednak oświeci. Ale to wszytko, co napisałeś, Tomie, to prawda.

  • Aneta S

    Świetny tekst. 🙂

  • salus salus

    Swietny tekst! I jaki prawdziwy.. bliski! Niech trafia do jak największej ilości – mężczyzn!! Ojców!! Mężów!! Partnerów!!

  • Kinia

    A według mnie jeszcze gorsi są ci, którzy właśnie o siebie dbają i narzekają, że żona też powinna. No bo mąż przychodzi z pracy, zmęczony (myślę, że to, co ona robiła w tym czasie każda mama wie – raczej nie znajdzie wtedy chwili na upiększające zabiegi). Oczekuje, że wspaniały obiad będzie już na niego czekał. Po posiłku zajmie się chwilkę dziećmi, żeby żona mogła posprzątać. Jak żona posprząta, to znów ona zajmuje się dziećmi. Wtedy on ma czas na to, żeby się wykąpać (nie prysznic, tylko pół godzinne leżenie w wannie), ogolić, obciąć paznokcie itd. Oczywiście przed kąpielą półgodzinna „posiadówka” na tronie z telefonem, bo trzeba wiedzieć co się w świecie dzieje. 🙂 Po kąpieli taty pora na kolację. Po kolacji trzeba posprzątać i ogarnąć dzieci do spania. Może nawet i robią to wspólnie, jeśli tak to chwała mu za to. No ale zanim się dzieci uśpi (jeśli się nie zaśnie razem z nimi), to robi się już godzina dość późna. I podziwiam matki (zwłaszcza jeśli mają w domu niemowlaka, który budzi się kilka razy w nocy, a rano muszą wstać o 6:00 zrobić mężowi śniadanie do pracy, a za chwilę ogarnąć starsze dziecię do przedszkola), które mają wtedy jeszcze siłę, żeby np. wydepilować nogi (zwłaszcza zimą, bo latem to już raczej konieczność). Prawda jest taka, że jeżeli oboje są w domu, to dziećmi raczej zajmuje się mama (chyba, że ma coś do posprzątania, to jest szansa, że tata na chwilę przejmie dzieciaki). Na błogie leżenie w wannie raczej nie ma czasu. No i faceci mają inne podejście do opiekowania się dziećmi. Wg nich wystarczy dziecko unieruchomić w jakimś bezpiecznym miejscu (np. kojcu) i niech się samo sobą zajmie. A jak płacze, to nic nie szkodzi. Popłacze troszkę i podda się (no bo przecież wymusza, tak go mamusia nauczyła, a potem narzeka, że przy dziecku nic zrobić nie może, a da się przecież!). Ehhh…. Całe szczęście dzieci rosną i rodzice mają coraz więcej czasu dla siebie. Jeśli facet jest mądry, to nie zostawi żony dlatego, że miała czasami zimą nieogolone nogi czy nie zawsze świeżo umyte włosy.

    • Kinia

      Oczywiście nie wszyscy faceci są tacy (bo tak zabrzmiało z mojego posta). Wiem, że da się inaczej. U nas po prostu tak jest, więc (trochę w emocjach) zgeneralizowałam tak jakby tyczyło się to wszystkich panów, za co przepraszam!

  • „Aż się rzygać chce!” – to zdanie naprawdę mną wstrząsnęło, co nie zdarza się zbyt często… Mam nadzieję, że nie powiedział jej tego w twarz i wyrzucił to tylko do Ciebie.

  • Katarzyna

    Jestem matka. Zalozylam swoja firme , pracujac w domu, gdy corka miala 3 miesiace. 3 w jednym, matka karmicielka, pomoc domowa i szef firmy. Maz wracal z pracy, musialo byc czysto, dziecko wyspacerowane na podworku, kolacja na stole. Co 3 godziny srednio budzilo w nocy….Padalm na twarz o 21….Malzenstwo sie rozpadlo, byly tylko klotnie, zlosc, zale i pretensje….I te oskarzenia czasmi..jak ty brzydko wygladasz…. Zachorowalam na niedoczynnosc tarczycy, zaczelam tyc od samego patrzenia na jedzenie….Nie mam zalu, juz nie, bo minelo 5 lat.. Nie mam wiecej czasu, firme prowadze, dziecko wychowuje sama, bez pomocy cioc czy babc, bo nikogo nie ma w poblizu…Ciagne ten wozek.. Wzielam psa do towarzystwa dziecka, uprawiam ogrodek eko w wolnym czasie….Staram sie byc zadbana dla siebie i dla niej….Nie cwicze, bo nie mam kiedy.. W dzien pracuje, wieczorem nie moge, bo nie zostawie dziecka samego w domu, ma 7 lat…Jest praca domowa, kolacja, kapiel, bajka, etc, etc…Tarczyca chora, poczatki artrozy, naderwane sciegno ramienia(od tobolow)..;I przepraszam bardzo, ze swoim wygladem narazam na niemile odczucia, Tak kiedys bylam 38-40 , teraz 42-44…..Jestem czlowiekiem, juz nadczlowiekiem.. Na silownie juz w moim grafiku nie ma czasu ani sily, zajadam wieczorem ciastka do herbatki z melisy….