Kim bym była, gdybym nie została wiejską blogerką?

Joanna Jaskółka
29 listopada 2017

Udostępnij wpis

A gdyby nie wszystko potoczyłoby się tak, jak się potoczyło? Gdybyś kiedyś nie zrobiła tego jednego kroku? Gdzie byś była? Jak wyglądałoby twoje życie? Byłabyś szczęśliwsza? Bardziej spełniona? Bogatsza? Czasem zastanawiam się, jakie konsekwencje mają dla nas drobne i wielkie decyzje. Moja decyzja o powrocie na Mazury... Moja decyzja, żeby pewnego styczniowego wieczoru opublikować pewien tekst pod tytułem "O samotności matek mówi się niewiele..."

 

 

Pamiętam taki moment, w 2013 roku, kiedy otworzyłam zakurzony komputer i napisałam jeden z pierwszych od dawna tekstów. Miałam już wtedy bloga, na blogspocie, którego założyłam, a jakże, z pojawieniem się pierwszej kreski na teście, ale porzuciłam jego pisanie. A potem wylądowałam na Mazurach, z małym dzieckiem, bez pracy, z 50 złotymi w kieszeni i bez pomysłu na życie. Wakacje jakoś minęły, nastała jesień, a ja czułam, że dłużej tej stagnacji nie wytrzymam. Odświeżyłam bloga. Chciałam, żeby był moim portfolio, czymś, czym mogłabym się pochwalić, gdy będę szukać pracy.

 

GAZETA

 

To był mój pomysł na życie. Chciałam pracować w gazecie, pisać teksty o Mazurach, o życiu tutaj, sytuacji społecznej, dawnych mieszkańcach. To miały być felietony, czasem zabawne, czasem poważne. I chciałam przed szukaniem zatrudnienia mieć co pokazać "szefowi", czym się pochwalić.  Podobno ostatnio blogi zakłada się, żeby zarobić. Ja jestem z okresu, gdzie bloga nie zakładało się z pasji ani dla zarobku. Blog miał być moim narzędziem do znalezienia pracy. Pracy, która miała pozwolić na życie jako...

 

WIECZNY STUDENT

 

Tak, bardzo mocno rozważałam rozpoczęcie studiów doktorskich. Miałam temat o języku polskim w kulturze mazurskiej, materiałów na lata badań, poszukiwań, publikacji naukowych. Byłam przekonana, że jak tylko starszak pójdzie do przedszkola, a ja będę miała więcej luzu, od razu zapiszę się na studia i skończę temat mojej magisterki, dopełnię go. Nie mogłam się doczekać tych godzin w Bibliotece Narodowej, które zawsze spędzałam z przyjemnością, mimo ciężkiej pracy umysłu. I nawet, kiedy wracałam skonana po 8 godzinach ślęczenia nad książkami, czułam taką fajną satysfakcję, to było takie miłe zmęczenie.

 

Zważając na to, zaczęłam pisanie bloga, mojego portfolio, mojego ćwiczenia dla utrzymania wprawy, mojej odskoczni od monotonni życia. Mieszkałam w środku puszczy, prawdziwej puszczy, nie jakiegoś podmiejskiego lasku, od jakiejkolwiek cywilizacji dzieliły mnie dziesiątki kilometrów, byłam jedyną mamą małego dziecka w okolicy i byłam sama. Co wieczór więc zasiadałam przed komputerem i stukałam swoje literki. Najpierw przez godzinę, potem przez dwie, wreszcie powstał tekst "Samotność w... matce" i odezwała się do mnie pierwsza gazeta. Nie, żeby dać mi pracę, ale żeby zrobić ze mną wywiad. Pierwszy, drugi, jakoś to poleciało. Blog stawał się coraz poczytniejszy, ja spędzałam nad nim już więcej niż  trzy lub cztery godziny dziennie i nadszedł czas decyzji, co dalej.

 

 

Bo coś, co dawało mi satysfakcję, nie dawało mi pieniędzy, z którymi było krucho. Mieszkaliśmy u rodziców, dom, do którego mieliśmy się wprowadzić, sypał się i nie było pieniędzy na remont. Zaczęłam rozważać różne propozycje pracy: na kasę w sklepie miałam za duże kwalifikacje [sic!], na pracę w hotelu za mało czasu, bo zimą jeszcze jakoś by się to ułożyło, ale od maja do września, gdy moja mama ma pełne ręce roboty,  totalnie nie miałabym komu zostawić synka na czas mojej pracy.

 

 

JAK MOŻE SOBIE DOROBIĆ MATKA MAŁEGO DZIECKA?

 

To jest problem odwieczny. Niby sporo czasu wolnego, ale każdy moment uzależniony tak naprawdę od dziecka. Niewielu w Polsce jest pracodawców witających matkę małych [czytaj: chorujących i upierdliwych] dzieci z otwartymi rękami. Bardzo mocno rozważałam propozycję zostania konsultantką Avon [tutaj masz fajną propozycję]. Zabawne? A wcale nie. Uważam, że to jeden z lepszych sposobów dorobienia na macierzyńskim czy wychowawczym.  Do tego doskonale pamiętam kilka moich koleżanek ze studiów, które bardzo dobrze sobie dorabiało, sprzedając kosmetyki z katalogu. Ja sama chętnie je kupowałam, bo znajoma Ania przynosiła mi je na uczelnię, było o czym porozmawiać na przerwach, powymieniać się uwagami pooddychać zapachami. Jeśli miałabym dorastającą córkę, myślę, że zaproponowałabym jej taki rodzaj zaoszczędzenia pieniędzy, chyba że młodszy syn nie zgubi po drodze swojej fascynacji moimi kosmetykami, to zaproponuję jemu.

 

 

A mi samej taka praca wydawała się idealna. Nie było wtedy opcji prowadzenia e-sklepu, jak teraz i sprzedaży online, ale i tak to mnie nie zniechęcało. Ja w ogóle bardzo lubię kosmetyki, nawet nie używać, a po prostu dotykać, układać, czyścić, podziwiać. Sama sobie takie rzeczy dawkuję, mam określoną liczbę produktów, które kupuję i które kupuję wtedy, gdy poprzednik jest na wykończeniu, ale dzięki temu z kolei kupuję je częściej. I częściej cieszę się z otwierania nowego opakowania. Niemniej - nie musiałabym mieć określonych godzin pracy, mogłabym pokazywać katalog gościom w pensjonacie rodziców, miałam sporo koleżanek w mazurskich miasteczkach, siostrę, ciocię, babcię i jej wszystkie znajome. Do tego tworząca się społeczność bloga. I kosmetyki prawie połowę taniej, dostęp do najnowszych produktów i możliwość dobrego dorobienia. Koleżanka opłacała sobie sprzedażą całe studia!

 

To był taki moment, w którym zrozumiałam, że najbardziej mi zależy na rozwoju, a prowadząc swoją sprzedaż kosmetyków, mogłam liczyć na darmową pomoc mądrzejszych ode mnie w prowadzeniu biznesu, bezpłatne kursy nie tylko sprzedażowe, ale i makijażowe i miałabym dalej sporo czasu na to, żeby rozwijać swoją pasję. Żeby pisać. To wtedy zrozumiałam, że ja po prostu chcę pisać i to jest mój cel. Z nadzieją, że może kiedyś książka? Albo te felietony.

 

 

 

CHWYTAJ OKAZJĘ, WSZYSTKO ZALEŻY OD CIEBIE

 

To głupi slogan motywacyjny, ale nawet w najgłupszych tkwi ziarnko prawdy. Gdybym została w Warszawie, moje życie wyglądałoby inaczej. Nie zdecydowałabym się na drugie dziecko i pewnie dalej dorabiałabym korektą, póki nie udałoby mi się wcisnąć Kosmyka do jakiegoś przedszkola i widzieć się z nim na godzinę przed snem. Gdybym przyjęła pracę w tym hotelu... Miałam kompetencje! System 24 na 24 nie do końca mi pasował, ale jakoś by to poszło. Miałabym pracę bez zastanawiania się, czy dam radę się utrzymać, bo dobrze płacili. Ale znów nie byłoby przy mnie tej drugiej małej głowy. Pewnie nie... Gdybym została tą konsultantką... pewnie nie musiałabym się tak męczyć przy każdym makijażu, pewnie lepiej ogarnęłabym biznes na blogu, była bardziej przekonująca, bardziej obeznana z tematem. I pewnie szybciej zaczęłabym zarabiać, nie musiałabym być aż tak zależna od reklamodawców jak na początku mojej drogi.

 

Pierwsza współpraca blogowa przyszła do mnie po roku pisania dzień w dzień. Nie miało to pisanie celu zarobkowego, po prostu chciałam być drugim Iwaszkiewiczem i codziennie szkolić sztukę tworzenia historii z codziennego życia. I kiedy przyszła, byłam zaskoczona  i skonfundowana. Nie wiedziałam, co robić, jak rozmawiać, nie wiedziałam nic, bo nie byłam na to przygotowana. Uczyłam się sama, krok po kroku, na własnych błędach i sukcesach,  na błędach i sukcesach koleżanek, czytałam po nocach, aktualizowałam wiedzę, dowiadywałam się i szkoliłam na własną rękę najtańszym kosztem. Masę czasu zajęło mi zrozumienie i wypracowanie, że na blogu mogę zarabiać pieniądze i nie muszę wcale kłamać ani zachwalać produktu pod niebiosa. Nie wiem, czy "masa" za dużo, czy za mało. Z perspektywy lat widzę, ile mogłam zrobić, żeby się jeszcze więcej nauczyć.

 

 

Przede wszystkim: nie bać się.

 

 

Nie bać się ryzykować. Nie bać się próbować. Taka konsultantka. Co mi szkodziło spróbować? Najwyżej bym przestała, jakby mi nie wychodziło i nie miałabym z tego powodu żadnych kłopotów, a czegoś bym się nauczyła. Jakąś wiedzę zdobyła. Ale strach... bo jak mi nie wyjdzie? To co?

 

 

To nic. Świat się nie zawali. Kiedy wyprowadzałam się z Warszawy, żeby zamieszkać w środku lasu, bałam się. Byłam przerażona. Kiedy rezygnowałam z pracy online, bo internet okazał się kiepski, myślałam, że nie dam rady. Kiedy zaczynałam pisać blog, słyszałam z każdej strony, że jest to głupie, bezwartościowe i beznadziejne. Dziś, ci, co mi tak mówili, chwalą się, że mnie znają i że to ja, ta blogerka od matki.

 

Strach jest dobry, kiedy staramy się go pokonać, a nie kiedy mu ulegamy. Bo naprawdę wszystko zależy od ciebie.

Myślałaś o tym, żeby zostać konsultantką Avon? Spróbuj.

Chciałaś kiedyś założyć blog? Spróbuj. Zacznij.

Myślałaś o tym, żeby coś zrobić, ale wciąż się boisz? Jeśli wciąż się będziesz bać, to zawsze będziesz mieć tylko marzenia.

 

 

 

 

Wpis powstał przy współpracy z Avon Cosmetics Polska

Zdjęcia: Siwko Family

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

16 stycznia 2020
Ile jest wart szczery, biały i radosny uśmiech bąbelka?

Uśmiech bąbelka wart jest podobno wszystkie pieniądze. Podobno można nim również płacić, choć waluta to niepewna, VATu się z niej się nie odliczy, a i nie wszędzie przyjmują takie rozliczenie. Postanowiłam więc sprawdzić, ile taki uśmiech jest wart. Bo, co jak co, ale piękne oczy nie wystarczą. Uśmiech musi mieć swoją cenę.  

13 stycznia 2020
Do czego służą słuchawki wygłuszające i jak dziwnie wyglądają w nich dzieci na ulicy?

Swego czasu wdałam się w dyskusję na pewnej grupie, w której matka pytała, co może zrobić, kiedy jej córkę denerwuje strasznie hałas w szkole. Że dzieci krzyczą na przerwach i to strasznie córkę męczy. Doradziłam, bo nie wiem, czemu nie trzymałam języka za zębami, żeby kupiła córce słuchawki wygłuszające. Wyszła z tego dyskusja na trzy […]

9 stycznia 2020
Marzenie, które jak cień za mną krąży, na które codziennie się patrzę i które kiedyś wreszcie się spełni

To był maj, pachniała... ulica Anielewicza w Warszawie, a ja podjęłam decyzję, że spadam z tego miasta i więcej tu nie wrócę. Po siedmiu, prawie ośmiu latach mieszkania w stolicy, bogatsza o dwa kierunki studiów i dziecko, pakowałam manatki, bo... w sumie nie miałam nic do stracenia. Po latach ludzie będą mówić, że ej, ale […]

5 stycznia 2020
15 pomysłów, co zrobić z choinką po świętach - spalić, wyrzucić czy oddać?

Co roku o tej porze, niektórzy nawet wcześniej, a niektórzy później, większość zastanawia się, co zrobić z choinką po świętach. Z tym aktualnie rozsypujących się już wrakiem drzewka, które jeszcze tydzień temu cieszyło barwami i blaskiem, teraz jest nieco gorzej, bo ileż można stać, jeśli się zostało uciętym lub totalnie w nie swoim klimacie i […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official