Kultura czy empatia?

Joanna Jaskółka
28 grudnia 2014

Udostępnij wpis

 

 

Świąteczny weekend dobiega końca, więc z czystym sumieniem mogłam zasiąść do dawno nie robionej internetowej prasówki. Już po pierwszym artykule stwierdziłam, że świąteczny klimat zdążył już opuścić granice naszego kraju, skończyły się pierniczki, serniczki, lukier i pyszne łakocie, a wróciliśmy do starej, tłustej i zupełnie normalnej kaszany ze smalcem. Smacznego!

 

 

Niedziela wieczór. Przeglądam internet i widzę list oburzonej kobiety [tutaj]. Otóż pani siedziała sobie w restauracji i niesamowicie zaczęły jej przeszkadzać dzieci, które jadły z rodzicami niedaleko. Ona chciała zjeść sobie obiad z przyjaciółmi, a dzieci się, gówniarze przebrzydłe, bawiły. A potem stało się najgorsze - gówno.

 

 

 

Siedzę przodem do tych maluchów i nagle widzę, że ta młodsza ląduje na kanapie. Matka zaczyna ją rozbierać, ściąga majtasy i zmienia małej pampersa. Reszta ich towarzystwa nie reaguje. Widać wymiana pampersa z niespodzianką to dla nich normalka, nawet w restauracji, na oczach obcych.

 

 

Tak na mój wiejski rozum staram się zrozumieć oburzenie pani Agnieszki, ale nie do końca potrafię. Z jednej strony i mnie oburza zmienianie kupy dziecka na środku knajpy, z drugiej... Pani Agnieszka sama przecież napisała, że w toalecie nie było przewijaka, ale napisała też:

 

 

 

Dziś nie jesteśmy już szczególnie wyczuleni na małe dzieci np. w restauracjach. Już się przyzwyczailiśmy, że rodzice ciągną je ze sobą wszędzie.

 

 

Jej intencje wyraźnie więc nie są tak czyste, jak chciałaby, żeby były. Rodzice ciągają swoje dzieci wszędzie, zamiast je zamknąć w piwnicy i czekać ukończenia przez nich osiemnastki - w sumie tak można odczytać jej słowa. A ja je czytam i staram się sobie przypomnieć nasze kilka wizyt w Kosmykiem w restauracji. Nie umiał się zachować. No nie umiał. Skąd miałby wiedzieć, jak się zachować, jeśli był w takim miejscu drugi lub trzeci raz w życiu? A pierwszego nie pamiętał, bo całą wizytę przespał w wózku? Sama też nie byłam lepsza, bo nie chcąc krzyczeć na dziecko na całą knajpę, pouczałam, instruowałam i rozmawiałam z synkiem - jak człowiek - po cichu. Nie wiem, czy pani Agnieszka usłyszałaby moje próby wytłumaczenia synkowi, jak się zachowujemy w takim miejscu. Bardzo starałabym się, żeby moja pogadanka nie była skierowana do uszu wszystkich, a sama przy tym usiłowałabym świecić przykładem. Na pierwszy rzut oka pani Agnieszki byłabym rodzicem, który "nie reaguje". A raczej reaguje inaczej niż chciałaby pani Agnieszka - spokojnie.

 

 

Bo jak mamy nauczyć nasze dziecko zachowania w danym miejscu, nie zabierając  go do tego miejsca? To jest jak z jazdą na rowerze, nie każdy wsiądzie i pojedzie - niektórzy potrzebują trzech, czterech, dziesięciu prób, żeby skumać czaczę. Możemy, oczywiście, spróbować przygotować dziecko na taką wizytę - wigilia była do tego świetną okazją [mam nadzieję, że ją wykorzystaliście!], możemy przecież przygotować uroczystą kolację albo zwyczajnie podobną wyglądem do tej restauracyjnej w domu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy raz na jakiś czas staram się zapoznać w ten sposób Kosmyka z zasadami etykiety, ale i tak nie wiem, jak on się zachowa, kiedy będziemy faktycznie w innym otoczeniu. Faktycznie, czyli nie na niby w domowych pieleszach. 

 

 

Podejrzewam, że jeśli pojadę sprawdzić efekty swojej pracy - zrobię to właśnie wtedy, kiedy przewidzę mały ruch w knajpach, tuż po świętach albo w jakichś takich nieobiadowych godzinach. Choć i pewnie wtedy spotkam jakąś panią Agnieszkę, która oburzy się, że ktoś miał czelność przyprowadzić dzieci do knajpy. I na dodatek przewinąć na kanapie.

 

 

A zbierając wszystko do kupy. Nie jestem osobą, która przeciera klamkę od toalety chusteczką przed otwarciem drzwi [tam podobno jest najwięcej zarazków!]. Nie mam też dziecka zbytnio uczulonego na różne toaletowe domestosowe wyziewy. Ale wracając do mojego chłopskiego rozumu - jeśli rok temu [teraz Kosmyk już pieluchy nie nosi] miałabym przebierać moje rozbrykane dziecko w kiblu bez przewijaka, czyli na stojąco, wiedząc, że ta kupa i tak mu wyleci na podłogę, a on w nią wejdzie, a ja będę musiała mu z tej kupy zmienianej na stojąco, wycierać spodnie, ręce i wszystko [no, przepraszam, mam nadruchliwca, każcie mu stać spokojnie w małym pomieszczeniu i nie kręcić nogami, to wam oko wybije], to wiecie co? Ja bym wolałam go jednak położyć na kanapce i w ciągu minuty sprawę załatwić.

 

 

 

 

Usiłując podsumować całą sytuację, bo te zarzuty wracają, wracają i może kiedyś już nie wrócą. Wiem, że są matki zbyt roszczeniowe. Tak samo, jak zdaję sobie sprawę, że są roszczeniowi bezdzietni, którzy sądzą, że da się wychować umiejące żyć w społeczeństwie dziecko w czterech ścianach. Albo że dziesięciometrowy spacer z popuszczającym trzylatkiem [chory pęcherz] w celu wysikania go, a potem dobicie tego pęcherza przez powrót z mokrym od fiutka w dół dzieckiem, jest możliwe. Wiem, że są tacy i tacy.

 

 

 

 

A jeśli komuś się to nie podoba... Hm... Właściciel restauracji, powinien wyjaśnić, czemu nie znalazł miejsca na kącik dla matek. Żyjemy w takim państwie, gdzie na wizyty w restauracjach i cotygodniowe obiadki w knajpie stać raptem 20-30 procent ludzi. Dla mnie samej obiad  na [tak zwanym] mieście to wydatek, na który nie zawsze mam fundusze. Ale to się powoli zmienia. Uczymy się wszyscy - i bezdzietni [którzy powinni zrozumieć, że dzieci w miejscu publicznym są dla dobra wszystkich, że ich obecność w miejscu publicznym jest konieczna, edukacyjna wręcz], i  rodzice [którzy też dopiero kształtują w sobie wiedzę, jak wprowadzać dziecko do społeczeństwa], i restauratorzy [którzy może już niedługo ogarną, że kącik dla matki z dzieckiem, a nawet osobny pokoik z zabawkami, żeby dzieci mogły się tam bawić, w czasie gdy rodzice kończą jeść, jest więcej niż obowiązkowy].

 

 

 

 

I żeby nasze zachłyśnięcie się kulturą nie było okupione totalnym zanikiem empatii.

 

 

 

Trzy świetne teksty będące odpowiedzią na list pani Agnieszki: Oczekując, Domowa, Szprotest.

 

 

 

List pani Agnieszki: tutaj.

Grafika: tutaj

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official