Mama kontra mama

Joanna Jaskółka
17 czerwca 2014

Udostępnij wpis

Dostałam mail. Zaproszenie do programu. Teoretycznie bym olała, bo jeśli program, to o mnie samej ewentualnie, ale skusiła mnie urokliwa niemalże retoryka oparta na niechlujstwie i pośpiechu... Kiedy już ogarnęłam, że tego nie pisała gimnazjalistka, a social media zaczęła zalewać informacja o programie, postanowiłam się wypowiedzieć, tym bardziej że padło kilka pytań od czytelników, czy chciałabym wystartować w nowym show TVN "Mama kontra mama".

 

Z jednej strony mi smutno, wiecie? W programie chodzi mniej więcej o to, co w "Ugotowanych". Cztery matki odwiedzają się wzajemnie w swoich domach i oceniają swoje sposoby wychowania. Ta, która zdobędzie najwięcej punktów od innych matek - wygrywa wycieczkę. Czyli uczestniczki będą mogły  zrobić z siebie wariatki przy 25 procentach szans wygrania odpoczynku na Ibizie czy innej Sycylii. 25 procent szans na to, że dostaną jakiekolwiek wynagrodzenie za kilka dni przed kamerą, świecenie swoją twarzą, szafowanie wizerunkiem i za ciężką pracę na rzecz stacji. Spoko, jeśli niczego innego, oprócz zabawy [jak na przykład Małe Dranie], nie oczekujesz. Gorzej, kiedy się na tę wycieczkę nastawisz...

Smutno mi za was, za siebie, za wszystkie matki, które kłócąc się, awanturując, przekrzykując swoje racje sprawiły, że stacja postanowiła wyemitować taki a nie inny program - zgodnie z naszymi potrzebami - oparty na wzajemnej rywalizacji, czyli na tym, w czym matki w internetach podobno wyszkolone są najlepiej. Program, który w panującej atmosferze "będę lepsza od tamtej małpy" z pewnością osiągnie całkiem dobrą oglądalność. Program oparty nie na wspieraniu, wymianie poglądów, poszerzaniu horyzontów, ale na zwykłej krytyce, której współczesne matki powinny mieć już przecież po dziurki w nosie. Wszak na każdym kroku jesteśmy oceniane - czy dobrze ubrałyśmy, nie za ciepło, nie za zimno, czy już odpieluchowane, czy odsmoczkowane, czy je zupki ze słoika, czy gotujesz, czy siedzisz z nim w domu, czy pracujesz. Na każdym kroku, każdy stara się dorzucić swoją cegiełkę i dać do zrozumienia, że nie wychowujesz dziecka tak, jak on, czyli dobrze. A teraz jeszcze taki program. Grrr.

Z drugiej strony, zauważcie, producenci w pierwszych swych krokach skierowali się do nikogo innego, ale właśnie do blogerek. Być może myśleli, że babki za wątpliwą promocję [nigdy nie wiesz, co pokażą w telewizji] wystąpią, to jeszcze ogarną darmowy rozgłos w internecie i podziękują za miłą zabawę. I nawet nie trzeba się starać, żeby napisać do nich w miarę POPRAWNEGO maila. I nie mam żalu wcale do producentów - ja też, gdybym szukała ujadającego psa, udałabym się do najgłośniejszej hodowli.

A może po prostu jesteśmy coraz bardziej interesujące dla mediów i społeczeństwa? Pocieszam się tym bardzo, chociaż nie wiem, dlaczego w "Ugotowanych" nie pojawili się żadni blogerzy kulinarni - nie chcieli, czy po prostu nikt ich nie zaprosił?

Smutno mi, że ja właśnie podsycam zainteresowanie tym programem, pisząc o nim, ale mój cel jest - prośba o zastanowienie się przed wysłaniem zgłoszenia. Wiecie, często nam, mamom blogującym, zarzuca się szafowanie wizerunkiem dziecka i podobne rzeczy. Ale my wrzucamy dokładnie to, co chcemy i uważamy za nieszkodliwe, dość sumiennie ważymy słowa, często stosujemy swoistą poetykę by pewne rzeczy wyolbrzymić lub zmniejszyć ich znaczenie, słowem: wiecie o nas tyle, ile my chcemy, żebyście wiedzieli.  Telewizja takich oporów mieć nie będzie. Może i zakryją twarze dzieci, ale waszych już nie. Każda sąsiadka, każde dziecko w szkole będzie wiedziało, że to u was był bałagan w przedpokoju i że to właśnie ty masz problem z tą czy inną pierdołą. Przemielą was, wytną co gorsze wpadki, skomentują i będzie wstyd do końca życia, bo zapewne stacja nie będzie się ograniczać do jednej powtórki. Pamiętacie "Jesteś najgorsza"? Do tej pory mnie ciarki przechodzą, jak sobie to przypomnę, a istnieje prawdopodobieństwo, że matce tej dziewczyny wcale nie o to chodziło...

Szczerze żałuję, że nie powstało show oparte na wspieraniu się matek, na wymianie poglądów, na porównaniu bez oceniania sposobów wychowania, co więcej, gdyby powstał program [to byłoby fajne!] pokazujący, jakie są  różnice w wychowaniu dziecka w dużym mieście, miasteczku czy na wsi  albo na kompletnym pustkowiu jak moje - popierałabym to całą sobą. Mogłabym nawet pokazać swój las i opowiedzieć o plusach i minusach [hej! Już to robiłam! Tu, tu, tu, i tu], ale kolejnej wojny matek, takiej, jaką opisała Marysia Górecka TUTAJ, a ja jakiś czas temu TUTAJ, oglądać zwyczajnie się boję. Mam nadzieję, że nie przybierze to formy zwykłej matczynej jatki, mam nadzieję, że znajdzie się tam pod ręką jakiś psycholog lub pedagog, a na koniec mam nadzieję, że nie powielimy stereotypu, wypowiedzianego już w tytule, że matki potrafią wyłącznie rywalizować ze sobą i się kłócić.

Mam dość kłótni, krytyki i ocen na własnym podwórku, a wy?

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
9 lutego 2020
Książki o ochronie środowiska dla dzieci - jedna fajna, jedna dziwna i jedna całkiem ok.

Kwestia ochrony środowiska jest w naszym domu poruszana rzadko. Zamiast mówić - robimy. I tym samym rzeczy, do których my z Chłopem musieliśmy się przyzwyczaić, są dla naszych dzieci naturalne. Oczywiste, że bierzemy swoje torby na zakupy albo wykorzystujemy kartony, które potem użyźniają ziemię. Oczywiste, że oszczędzamy wodę, ograniczamy plastik, kupując wielorazowe rzeczy, chociażby metalowe […]

6 lutego 2020
Jakim cudem zajarałam się zeszytem w kropki i pierwszy raz w życiu zostałam AMBASADORKĄ?

Pamiętam moją minę, kiedy przyszedł do mnie planer.  Nie kupowałam go z myślą, że on zmieni moje życie, ale jak zobaczyłam go tak ładnie zapakowanego, pomyślałam, że może on będzie rozwiązaniem.  Że go otworzę i wyleci z niego wszystko to, czego mi brakuje: motywacja, wiedza o zarządzaniu czasem, broń na prokrastynację i ogólnie rozumiana organizacja. […]

3 lutego 2020
7 niebezpiecznych rzeczy, na które pozwalałam, pozwalam i będę pozwalać moim dzieciom

Nasze dzieci nigdy w historii nie były tak chronione i bezpieczne jak obecnie. Nigdy w historii nie było aż tak szeroko rozwieszonego parasola ochronnego, który podtrzymywaliby nie tylko rodzice, ale i społeczeństwo: szkoła, policja, ochrona, kamery, aplikacje śledzące itp. A mimo wszystko i tak każdego dnia dochodzi do jakiegoś wypadku. Każdego dnia komuś coś się […]

27 stycznia 2020
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna - czego się bać, na co się przygotować i jak wygląda wizyta

Najeździłam się do tej poradni, kiedy starałam się o opinię dla moich dzieci. Najeździłam, kilka razy pokazałam na insta, że jeździłam, kilka razy zobaczyliście "Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna" na mojej liście zadań w planerze i padło pytanie - nie wstydzisz się, że musisz dzieci do Poradni zawozić? Ty, taka mądra i sobie nie radzisz? I tak sobie […]

23 stycznia 2020
Jak pracować z dzieckiem w domu - rzucić pracę, czy rzucić dziecko?

Od ponad siedmiu lat regularnie dodaję wpisy na blogu posiadając na stanie jedno albo dwójkę dzieci. Starszy, co prawda, chodzi już do szkoły, ale młodszy wciąż jest w domu i na przedszkole mówi zdecydowane "nie". Więc, chcąc nie chcąc, dostosowałam się do tego i wszystko, co robię, robię z uwagą, że nie jestem sama w […]

22 stycznia 2020
A twoje dziecko jest leniem, patałachem, niezdarą, nieśmiałkiem czy prymusem?

Ten post powstał pierwotnie jako emocjonalny wpis na mojej grupie Wiejskie Matki, na której na wpuszczenie znów czeka kolejka tysiąca osób. Mam ewidentny problem z podejmowaniem decyzji, kogo wybrać i kogo wpuścić, można nawet powiedzieć, że jestem leniwa w tym temacie. A im dłużej będziesz mi mówić, że jestem leniwa, tym bardziej będę w to […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official