Ostatnio w sieci krąży filmik, który gdzie się nie pojawi, wzbudza takie same silne emocje. No, prawie takie same. W kilku miejscach tylko zetknęłam się w normalnymi komentarzami, ale nawet kilka moich koleżanek blogerek rzuciło się na ten film jak mój pies na świeżo pokrojone mięso.

 

Bo i jest się na co rzucać. Widzimy matkę, która siedzi z nosem w komórce, a jej córeczka żałosnym głosikiem woła „Mamusiu! Mamusiu!”. `Dla wielu odbiorców ten widok jest rozbrajający i łamiący serce. Każdy z nas ma ochotę potrząsnąć tą matką, żeby się opamiętała i zwróciła uwagę na dziecko. Ty też? [ale weź, obejrzyj do końca]

 

 

 

Nie powiem. Byłam pod wrażeniem. Serio. Pod ogromnym wrażeniem, jak wiele gówna wcelowano w kobietę i dopiero wymiana komentarzy z kilkoma osobami uświadomiła mi, dlaczego to gówno wyleciało spod palców kilkunastu tysięcy ludzi.

 

ALE NAJPIERW WYOBRAŹ SOBIE JEDNĄ RZECZ…

 

Wyobraź sobie, że twoje dziecko budzi się o szóstej rano i od razu wskakuje ci na głowę. Zajmujesz się nim non stop, sikając z nim na kolanach i robiąc kanapki, usiłując zapobiec pocięciu się nożem, które dziecko non stop wyrywa ci z ręki. Telefon ci dzwoni, bo jesteś matką i „siedzisz” w domu, ale rachunki same się nie zapłacą, dodatkowo dorabiasz w jakiejś firmie, teściowa miała właśnie zawał, mąż jest na delegacji i potrzebuje pilnie peselu dziecka, koleżanka zawraca dupę, bo jej dziecko wylądowało w szpitalu, ale ty nie możesz zrobić nic, bo za każdym razem, gdy bierzesz do ręki telefon w celu załatwienia czegokolwiek, twoje dziecko jęczy „Mamo, mamo, weź mnie!”.  I bierzesz. Za każdym razem. Dajesz z siebie wszystko. Tak. Są takie dzieci. Mam jedno. Bywam na granicy szaleństwa przez to czasami. Dodatkowo musisz jeszcze z tym dzieckiem wyjść. Do lekarza czy gdzie tam. Twoje dziecko na chwilę się czymś zajmuje i łapiesz ten telefon, żeby skorzystać z okazji i wreszcie coś załatwić, bo fakap w pracy, bo coś tam. Wysyłasz pesele, sprawdzasz, co z teściową, płacisz rachunek, tłumaczysz szefowi, że jesteś z dzieckiem u lekarza i dlatego nie ma cię w pracy, cokolwiek. Skupiasz się na tym, bo jak się na chwilę rozproszysz, to dupa, zapomnisz. Nie skończysz. I ktoś w tym momencie właśnie cię nagrywa, filmik wrzuca do sieci, a wszyscy nazywają cię kurwą, szmatą, życzą śmierci i chcą odebrać ci dziecko. Dziecko, któremu przez ostatnie kilka godzin non stop dawałaś całą siebie. Nieważne. Bo 30 sekund poszatkowanego filmu, gdzie nie wiemy, co się dzieje w przerwach między klatkami, przekreśliło wszystkie twoje starania.

 

 

JA TEŻ JESTEM MATKĄ, KTÓRA SIĘ GAPI W TELEFON

 

Przez telefon płacę rachunki, piszę statusy, dodaję zdjęcia, rozmawiam z rodziną bliższą, dalszą, umawiam moje dzieci na spotkania z przyjaciółmi, rozmawiam z czytelniczkami, robię zdjęcia, w telefonie mam zapisane ważne informacje dotyczące dzieci, zdjęcia ich dokumentacji medycznej i wszystkie potrzebne rzeczy. Z wiekiem mam też coraz większe problemy z podzielnością uwagi, więc jeśli coś sprawdzam w telefonie i jest to ważna rzecz [jak na przykład umowa, na której podpisanie mam 30 minut i z dziećmi nie udało mi się tego zrobić do tej pory], to niestety, ale muszę się z życia na chwilę wyłączyć, skoncentrować, skupić. Wtedy załatwiam sprawę w minutę, odkładam telefon i znów jestem dostępna do życia. Jasne, zawsze staram się swoje sprawy załatwić tak, żeby dzieci nie cierpiały i nie skakały nade mną zniecierpliwione. Ale nie będę ci kłamać, że zawsze mi się to udaje. Ja nie jestem idealnym bytem z netu. Jestem matką. I nie jestem idealna. Ale wiem, że każdego dnia daję z siebie maksimum, na jakie mnie stać. I nie mam wyrzutów.

 

 

JEŚLI MASZ ZŁUDZENIA, TO SIĘ ICH POZBĄDŹ, TAK WŁAŚNIE WYGLĄDA WSPÓŁCZESNE MACIERZYŃSTWO 

 

W przeciwieństwie do większości internautów, ten filmik poruszył mnie nie ze względu na jego treść, ale właśnie na jego odbiór przez tak zwanych „porządnych” ludzi, którzy oburzają się, jakby sami nigdy nie popełnili żadnego błędu. Jakby sami nie mieli czasem dość.  „Bo ja to nigdy bym do tego nie dopuściła” – komentują matki, które owszem, może i by nigdy nie szukały czegoś w komórce, gdy ich dziecko chce się przytulić, ale pewnie potykają się na kilkudziesięciu innych rzeczach. Mają jednak tę przewagę, że ich nikt nigdy nie nagrał w tych wstydliwych sytuacjach. A one, podbudowując swoje ego, mogą się wyżyć i dowartościować upadkiem innej, zupełnie nie znanej im matki.

 

 

Tak, młoda mamo, tak właśnie wygląda współczesne macierzyństwo. I nie, nie chodzi o ten przeklęty telefon, na który jesteśmy skazane, bo ojciec może pójść do pracy sam, a ty, jak żłobka nie znajdziesz, to nawet nie wysrasz się w samotności. Nie mówiąc o jakiejkolwiek pracy. Jeśli stajesz na rzęsach, ale wyskoczy ci coś, przez co na chwilę nie zajmujesz się własnym dzieckiem, zostaniesz osądzona, skazana, łeb by ci ucięli, jakby mogli, bo nie możesz, słyszysz, nie możesz nawet na chwilę wyjść z roli najlepszej matki na świecie. 30 poszatkowanych sekund twojego życia stanie się twoim świadectwem i choćbyś potrafiła pierdami baloniki pół dnia dzieciom pompować, nic cię nie uratuje.

 

Stado równie złych jak ty rodziców wyda osąd i zwyczajnie będziesz miała przerąbane.

 

Tak, młoda mamo, wygląda współczesne macierzyństwo setek tysięcy kobiet, które nie mogą zrobić nic, żeby nie zostać odsądzonymi od czci i wiary. A te już odsądzone pracują, dorabiają, zajmują się domem, robią zakupy, zawożą dzieci do lekarza i załatwiają sprawy w urzędach wymagające czegoś więcej niż zwykłe „dzień dobry, do widzenia”. Chcesz robić coś ze swoim życiem, a masz dzieci? Przygotuj się – każde twoje zaangażowanie w cokolwiek będzie odpowiednio podsumowane. A czemu gotowałaś obiad, zamiast zająć się dzieckiem? Ania spadła z krzesła! A czemu rozwieszałaś pranie, a Rafałek rozlał wodę w kuchni? A czemu sprawdzałaś, jaki dziecko ma pesel? Nie masz go wydrukowanego na ręce? Juleczka się nudzi w poczekalni. Nieważne, czy masz na głowie dwójkę, trójkę czy piątkę dzieci, nieważne, czy oprócz dzieci masz pracę, którą robisz w domu i z której cię zwolnią, jeśli zawalisz, nieważne, czy dorabiasz, bo potrzebujesz na kredyt, czy na chleb dla dziecka. To wszystko nieważne, bo nigdy nie spełnisz wymagań społeczeństwa. Zawsze ktoś się znajdzie z kamerką czy komentarzem, kto ci powie, że nie, nie masz prawa nie chcieć w danej chwili dziecka przytulić, nie masz prawa załatwiać swojej sprawy od początku do końca, a nie z przerwami, nie masz prawa mieć dość chwilowo, bo jesteś z dzieckiem non stop sama i zaczynasz świrować. Nie. Nie masz.

 

Pamiętaj, współczesne macierzyństwo zawiera w sobie wszystko, ale nie bierze pod uwagę empatii. 

 

Żeby nie było, nie zamierzam bronić postawy i zachowania na tym filmiku. Zawsze i całym sercem będę dążyć do ideału matki, która reaguje na swoje dziecko. Ale wszystko to, co zadziało się w komentarzach pod tym filmikiem, również, co przyznaję ze smutkiem, na mojej grupie sprawia, że chce mi się rzygać. Bo jesteśmy ludźmi i co innego jest wyciągnąć z tego filmiku naukę na przyszłość, refleksję – hej, to naprawdę okropnie wygląda, może sama coś w sobie zmienię?  A co innego dowartościowywać się kosztem obcej kobiety, której historii nie znamy, oglądamy 30 sekund jej życia i to 30 sekund ewidentnie pociętych w „odpowiedni” przekaz i masturbować się jej upadkiem, bo może sami codziennie dajemy dupy, ale na szczęście jesteśmy  TROCHĘ LEPSI od tej zdziry, co sprawdzała coś w telefonie.

 

Piszemy, wtedy, co wiemy i z czystym sumieniem spełnienia swojej misji dopierdolenia komuś w internecie, uśmiechamy się do naszych własnych, niekoniecznie dopilnowanych w stu procentach dzieci.

 


Bardzo mi pomożesz, jeśli udostępnisz ten wpis na Facebooku. A jeśli jeszcze nie masz aplikacji blogowej, to koniecznie musisz sobie zainstalować. Dzięki niej w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, co nowego na blogu!  Tu wersja na Android, a tu na IOS.