Nasz spływ Krutynią [Zgon- Krutyń] i czadowe przezroczyste kajaki

Joanna Jaskółka
26 sierpnia 2019

Udostępnij wpis

Wybrać się z chłopcami na spływ Krutynią planowałam od dawna. Mieliśmy już na koncie mniejsze wycieczki po jeziorze i w górę rzeki [mieszkamy przy ujściu tej rzeki do jeziora Bełdany], ze starszym synem zaliczyliśmy najkrótszą trasę od Nowego Mostu [tu filmik], ale chcieliśmy pokazać chłopcom inny kawałek rzeki. I przypadkiem trafiłam na fejsie polecane przez znajomą przezroczyste kajaki.

 

 

Właściciel doradził nam trasę od Zgonu do Krutyni [chcieliśmy pierwotnie od Krutyni do Ukty, ale na tej trasie trzeba przenosić kajak i istniała obawa porysowania kajaka]. Chłop patrzył się na mnie z powątpiewaniem, czy  damy radę, ale w końcu zaryzykowaliśmy.

 

Czego się obawiać na trasie ZGON-KRUTYŃ?

 

Przede wszystkim tego, że to trasa głównie przez jezioro. Ogromne, trudne jezioro. Jak to mówią u nas: Jezioro Mokre, jest mokre. I my co prawda płynęliśmy w piękny, bezwietrzny dzień i jeszcze pokąpaliśmy się przy drugiej wyspie [druga wyspa to mniej więcej połowa trasy], ale ja sama kilka razy płynęłam przez Mokre przy wietrze i przeklinałam każdy cypel, każdą zatoczkę i każdy powiew wiatru. Już Bełdany, ze swoją wąskością, są lepsze, bo jest się gdzie schować, a na Mokrym nie ma gdzie za bardzo, więc jak wpłyniesz, to musisz z niego wypłynąć po prostu. To nie jest trasa, którą polecałabym dla początkujących. My z dzieciakami na szczęście początkującymi nie byliśmy i do tego, gdy wstawaliśmy rano przed spływem, byliśmy pewni dobrej pogody. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości - zrezygnowalibyśmy i popływali wyłącznie po krótkim odcinku w górę rzeki.

 

Na jeziorze zjedliśmy sobie przygotowane drugie śniadanie, pokąpaliśmy się na cudownym miejscu w połowie trasy, a kiedy popłynęliśmy dalej, chłopcy obserwowali przez dno kajaka, co też tam w wodzie się dzieje. Choć akurat Mokre bogate w roślinność wodną nie jest. Za to od kiedy pamiętam, kojarzę je z perkozami. Widzieliśmy ich kilkadziesiąt. Mamy z młodymi, całe rodziny, bawiliśmy się, w kto zgadnie, gdzie taki perkoz wypłynie. Zachwycaliśmy się odgłosami, jakie wydają. Gdyby reszta wycieczki była niewypałem, plusem byłoby to, że chłopcy do końca życia będą rozpoznawać perkozy. I łyski. Bo przy starcie naszej trasy podpłynęła cała rodzina z małymi. Kocham te ptaki, a na Bełdanach ciężko je spotkać.

 

Całe jezioro pokazywałam chłopcom cypel, za którym miała się zacząć Krutynia, rzeka. To był ich cel i nie mogli się doczekać aż wpłyną i będą mogli popatrzeć na wodorosty. Niestety, moja pamięć jest ulotna i zapomniałam, że za cyplem też jest kawał jeziora do przepłynięcia, zanim trafi się do małej śluzy oddzielającej Jezioro Mokre od Jeziora Krutyńskiego.  Śluzę łatwo pokonać - zbudowano tam specjalny mostek i łatwiej po nim przesunąć kajak - my nasze wolimy jednak przenieść, żeby nie porysować ich dna.

 

 

Na Jeziorze Krutyńskim jesteśmy w Rezerwacie Krajobrazowo-Leśnym Krutynia im. Melchiora Wańkowicza. Według mnie to najładniejszy odcinek Krutyni. Możemy tu zobaczyć grążele żółte [na instastory nazywałam je liliami i aż mnie dziwi, że nikt nie zwrócił mi uwagi na mój niepoprawny "skrót myślowy"], grzybienie białe i północne oraz rdestnice. W rezerwacie gniazduje też kilka rzadko spotykanych i podlegających w Polsce ochronie ptaków jak: orzeł bielik, orlik krzykliwy, rybołów, puchacz, zimorodek, derkacz. My widzimy czaple, tracza, nad kajakiem przelatuje nam kormoran. Widzimy wylegujące się na konarach zwalonych drzew tłuste kaczuchy, przez pół trasy towarzyszy nam rodzina łabędzie, ku mojej uldze chyba wyłącznie dla rozrywki, bo nie domagają się za bardzo jedzenia, czyli jest szansa, że zimę przeżyją.

 

SKĄD WZIĘLIŚMY TAKI FAJNY KAJAK? 

 

Dostałam mnóstwo pytań o tej treści i tak jak pisałam - mignął mi u znajomej na feedzie fejsa. Zamówiliśmy go jako osoby anonimowe [Chłop się umawiał] i zapłaciliśmy za niego jak wszyscy. Znajdziecie go tutaj. Obiecałam na stories, że powiem o swoich wrażeniach, więc proszę:

Moim zdaniem to idealny kajak na trasę Ukta-Nowy Most [jest tam cudna czysta, przejrzysta woda, zero przenosek i zero jezior, choć zdarzają się kamienie i trzeba uważać] lub w górę rzeki od Krutyni do Jeziora Krutyńskiego. Dlaczego? Bo trudno nim się pływa. Choć bierzcie poprawkę na to, że my wzięliśmy dwa i każde z dorosłych płynęło samodzielnie z dzieckiem z przodu, prawdopodobnie dorosły plus dorosły poradziłby sobie lepiej. Nam było ciężko, bo kajak odwraca się w chwili, gdy przestajesz wiosłować. Podobno pomogłoby odczepienie tych pomarańczowych pływaków, ale woleliśmy sami przy tym kajaku nie grzebać i po prostu pedałowaliśmy ile ramiona dały [wieczorem nie mogłam podnieść szklanki z wodą do ust : D ]

 

Niemniej uważam to za fantastyczną przygodę. Dość powiedzieć, że w trakcie sześciogodzinnego spływu mieliśmy tylko dwa przystanki. TYLKO. Moje nadruchliwe dzieci siedziały jak zaczarowane i miały oczy dookoła głowy. Pod koniec zaczęły się pytać, jak długo jeszcze, ale te pytania padały już na najciekawszym odcinku i czasami chłopcy nie kończyli tego pytania, bo a tu malutka kaczuszka, a tu duża kaczuszka, a tu stado rybek na dnie  i widać je przez podłogę.

 

Dla mnie, dziewczyny z Mazur, która trasę spływu Krutynią ma za sobą kilkadziesiąt razy, to też było przeżycie, pierwszy raz w takim kajaku. I może jest nim ciut ciężej w pojedynkę wiosłować i na pewno zawodów bym w nim nie wygrała, to warto sobie sprawić taką przyjemność. Na odpowiedniej trasie, oczywiście.

 

Jeśli płynęłaś Krutynią, który odcinek najbardziej ci się podobał?

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

10 października 2019
Jak w przyszłym roku założyć ogród, żeby nie spartaczyć wszystkiego i cieszyć się plonami?

Relacjonuję czasami moje ogrodnicze wpadki i wypadki, radość z obornika, przygody z korzeniem i euforię z samodzielnie zrobionych donic i z racji tego też dostaję pytania - jak zacząć, od czego, czy jest sens teraz, czy może później? A co jeśli mi nie wyjdzie, a co jeśli jest za późno, za wcześnie lub wręcz czas […]

20 września 2019
Osiem strasznych rzeczy, które spotkają twoje dziecko w lesie

Zazwyczaj na spacery wychodzę bez telefonu. Ale tym razem wzięłam i bezmyślnie nagrywałam instastory. Nagrywałam, pokazując, jak chłopaki biegają po lesie. Starszy wspinał się na drzewo, młodszy buszował pod drzewem, badając norę po jakimś zwierzu. Nagle zapikał mi telefon z wiadomością. Mechanicznie zerknęłam, co kto pisze i wtedy stało się to. To, co się dzieje […]

15 września 2019
Czy rodzicielstwo bliskości to bezstresowe wychowanie? 9 mitów o RB, w które wciąż wierzą ludzie

Oj, mam się ja z tym bezstresowym wychowaniem, mam się bardzo... źle. I źle reaguję na te słowa, działają na mnie jak płachta. Sam fakt, czy bezstresowe wychowanie istnieje, poruszałam już kiedyś, ale oprócz bezstresowego wychowania istnieje mnóstwo tez, które wprowadzają w błąd i nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.       Spis treści […]

12 września 2019
Drogie restauracje, miejcie jaja i zdecydujcie, czy chcecie przyjmować dzieci, czy nie

Ostatnio modne jest wśród restauracji, wrzucanie zdjęć z widokiem stolików po rodzinnym posiłku. Nie tylko stolików - ale też kącików zabaw, gdzieś tam mignęła mi również toaleta. Wrzucenie takiego zdjęcia ma prosty cel - głównie zasięg, bo wkurwianie się na rodziców z dziećmi również jest modne. Madka i Tateł to już przecież niemalże archetyp wszystkiego, […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official