W jaki sposób odpowiadać na trudne pytania dziecka, kiedy nie mamy pojęcia, co odpowiedzieć?

Joanna Jaskółka
22 sierpnia 2019

Udostępnij wpis

Jakiś czas temu czytelniczka z mojej grupy zadała nam trudne pytanie: po co żyjemy. To nie była jej osobista refleksja, to było pytanie zadane przez jej czteroletnią córkę, które wprawiło czytelniczkę z zakłopotanie. Bo co powiedzieć? Jak szybko znaleźć satysfakcjonujące wyjaśnienie? A jeśli na to konkretne pytanie znajdziemy replikę, co odpowiadać na inne, przychodzące zaraz po nim? Czy muchom marzną skrzydła? Czy kwiaty myślą? Czemu umieramy? Czemu pada deszcz?

 

 

Ja, matka dwóch synów, którzy mają zainteresowania całkiem różne od moich, jestem przygotowana w zasadzie na każdy rodzaj pytania. Nie boję się żadnego i z podniesionym czołem odpowiadam. Czemu odpowiadam? Bo zawsze odpowiadam na pytania dziecka. I nie do końca tak jak na głównym obrazku. Wychodzę z założenia, że jeśli dziecko chce mnie pytać, to znaczy, że jestem dla niego na tyle ważna, że liczy się z moją odpowiedzią. I jak teraz liczy się z moją odpowiedzią, jak powstaje dym z ogniska, tak za kilka lat rozważy moją odpowiedź na pytanie, czy narkotyki szkodzą albo czemu nie warto pić alkoholu. Proste.

 

Ale stosuję kilka zasad, które pomagają mi wybrnąć, szczególnie wtedy, gdy trudne pytania dziecka, przewyższają moje możliwości lub są zwyczajnie zbyt skomplikowane na jego lub mój poziom wiedzy:

 

  • Jeśli nie znam odpowiedzi na to pytanie - przyznaję, że nie znam. Bo mogę nie znać. To nic wstydliwego. Są też pytania, na które nawet filozofowie nie znają odpowiedzi. Benedykt XVI, kiedy dzieci zapytały go, czemu wydarzyła się taka tragedia, odpowiedział, że nie wie. Bo czasem nie wiemy. Zwyczajnie nie wiemy.

 

  • Pod pytaniem mojej czytelniczki "Po co żyjemy" wypowiedziała się inna czytelniczka, która napisała tak: "Jak jak nie wiem co odpowiedzieć, to zaczynam tak: To bardzo ważne pytanie. Co Ty sądzisz na ten temat? Wtedy dziecko odpowiadając, pokaże Ci na jakiej głębokości się poruszacie w rozmowie. I ta sama czytelniczka, której syn zadał podobne pytanie, spróbowała pomóc dziecku, doprecyzowując jego pytanie: "Czy chodzi Ci o to dlaczego rodzimy dzieci, czy bardziej o to jak mamy wykorzystać ten czas który mamy tu na ziemi?".I to, nawet jeśli ostatecznie nie będziemy w stanie odpowiedzieć na pytanie dziecka, jest moim zdaniem bardzo istotne - żeby pokazać dziecku zainteresowanie, chęć pomocy, pokazać mu, że nam zależy na tym, żeby znaleźć odpowiedź, zrozumieć, o co dziecku chodzi i pokazać mu, że jego pytanie wcale nie jest głupie.

 

  • Daj dziecku telefon. No już, już spokojnie, nie musi siedzieć w nim cały dzień. Jeśli jego pytanie jest konkretne, zamiast podawać mu pytanie na tacy, pokaż, jak sam może znaleźć odpowiedź i znajdź ją razem z nim. Odwieczne i niekończące się pytania mojego syna o to, ile jest miast w Polsce, ile wsi, jakie krainy geograficzne, a jakie województwa, kończą się na telefonie w dłoni i wpisywaniu fraz w google. Lawinę pytań, która zalewa nas często podczas podróży w samochodzie, kończy książeczka  z mapą, w którą syn zerka i mówi nam głośno, przez jaką miejscowość aktualnie jedziemy i jakie znajdują się obok [a wcześniej my musieliśmy odpowiadać na te pytania, teraz syn nas po prostu informuje]. Młodszy syn, który jest mniej geograficzny, a bardziej przyrodniczy, odpowiedzi na swoje niezliczone pytania o zwierzęta znajduje ze mną w książkach, w internecie lub w filmikach na youtubie [Czy chomiki jedzą rzodkiewki? Czy żaba długo żyje? Czy tylko u nas mieszkają padalce? Jak wygląda kangur, kiedy skacze?].

 

 

  • Mądrzej jest też mówić prawdę. Czy to, przyznając się do niewiedzy, czy to wyjaśniając dziecku podstawowe rzeczy, jak na przykład, czemu kobiecie raz w miesiącu leci krew. Kiedyś dziecko dowie się dlaczego i uświadomi sobie, jak został kiedyś oszukany.

 

Podsumowując - tak naprawdę najbardziej komfortową dla mnie sytuacją są właśnie te pytania, na które nie znam odpowiedzi. Bo nie znając jej, pokazuję synom, w jaki sposób szukam odpowiedzi, dopytuję, o co im chodzi, upewniam się, że dobrze zrozumiałam pytanie. Ostatnio starszy syn czytał na głos młodszemu i napotkał na jakieś dziwne słowo. Ja gotowałam w kuchni i słysząc, że zastanawiają się, co to słowo znaczy, odłożyłam łyżkę i stałam w oczekiwaniu, kiedy przybiegną do mnie  z pytaniem. Przybiegł. Ale starszy syn do pokoju obok po Słownik Wyrazów Obcych. Sprawdził, tak jak mu pokazywałam, i uszczęśliwiony pobiegł wyjaśnić bratu. Wystarczyło tylko raz lub dwa pokazać mu, jak sama szukam słowa, którego nie znam i zostawić ten słownik na widoku.

 

Nie bój się, więc, trudnych pytań dzieci. Nie musisz znać na wszystkie odpowiedzi, jeśli czujesz mętlik w głowie, zawsze możesz dopytać i dzięki temu zyskać na czasie i może nawet uzyskać bardziej konkretną odpowiedź? A przede wszystkim, pytania dzieci są często zabawne. A ich wnioski, które za tymi pytaniami się  ukrywają - często rozbrajające. Jak ten dialog z moim synem przeprowadzony kilka lat temu:

 

 

- Mamo, a mogę telefon?
- Wolę, żebyś pobawił się na dworze. 
- O nie. Cały dzień byłem na dworze. Mam taką ochotę popatrzeć się chwilę na moją bajkę na jutubie. Taką ochotę! Albo na telewizorze bajkę. Albo na tablecie. Albo na komputerze. Jakiś ekran na chwilę, bo mi się nudzi. 
- A wiesz, że jak mama z tatą byli mali, to nie mieli wcale komórek, ani tabletów, ani komputerów? 
- To co wy robiliście, jak się zaczynaliście nudzić? 
- Nie nudziliśmy się. Graliśmy w piłkę, biegaliśmy po lesie, po łące, karmiliśmy zwierzątka, bawiliśmy się w piasku, układaliśmy klocki, czytaliśmy książki, zbieraliśmy owoce z krzaka, różne rzeczy robiliśmy na dworze. 
- Ojej. To ja też to robię. Ale potem, co robiliście potem? Jak już zaczęliście mieszkać w domu jak ludzie?

 

 

 

Pamiętasz najbardziej dziwne pytania twojego dziecka? Pisz mi je koniecznie razem z tym, co odpowiedziałaś, a jeśli nie znasz odpowiedzi - postaramy się pomóc : )

 

 

PS. A jutro koniecznie obserwuj nasze Instastory - będziemy tam, gdzie jeszcze nas nie było [przynajmniej z dziećmi, bo ja byłam nie raz i szalenie się cieszę, że będę mogła im pokazać to miejsce]. Moje instastory się wyświetla, kiedy klikniesz moje zdjęcie w okrągłej ramce.

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
13 listopada 2019
Poszłam z dzieckiem do teatru i świat nam się zawalił [recenzja "Dzieci z Bullerbyn"].

Nie spodziewałam się tego. No, nie spodziewałam. Syn już był wcześniej w teatrze - zwykłym i lalkowym z przedszkolem. Podobało mu się średnio, głównie dlatego, że jest nadruchliwcem i ciężko mu było te dwa, trzy lata temu wysiedzieć. No, ale - myślałam sobie. Teraz jest już starszy. Wytrzyma.  

6 listopada 2019
Dlaczego nie musimy wychowywać geniuszy, ale wciąż możemy rozmawiać o fizyce kwantowej?

Jestem totalną nogą z fizyki i chemii. Wstyd powiedzieć, że często nawet ośmielam się powiedzieć, że jakieś kosmetyki mają w sobie chemiczne środki, mimo że wiem od lat, że wszystko jest chemią tak naprawdę, nawet to koszmarne H2O. Więc z przerażeniem oczekuję kolejnych lat edukacji mojego syna i tego momentu, w którym on zada mi […]

5 listopada 2019
Kiedy wszystko się wali i myślisz, że nad niczym nie panujesz

Na początku tego roku spadła na nas informacja, której się domyślaliśmy, która zawsze gdzieś tam z tyłu się plątała, ale która dopiero wtedy zyskała całkowite potwierdzenie. Byłam w trakcie otwierania sklepu na blogu, w trakcie planowania kampanii, w trakcie pisania książki, a kolejne potwierdzenia tego, że jest jak jest, sprawiały, że miałam ochotę położyć się […]

21 października 2019
Kubeczek menstruacyjny - byłam pierwsza w kolejce do wyśmiewania tego pomysłu

kubeczek menstruacyjny Wymysły eko wariatek - myślałam sobie, kiedy pierwszy raz na jakimś amerykańskim blogu przeczytałam o kubeczku menstruacyjnym. Serio? - dziwiłam się, kiedy widziałam, że kolejne osoby się nim zachwycają. Aż wreszcie pomyślałam - dobra, trzeba to sprawdzić, żeby wiedzieć na pewno, że to do kitu. I sprawdziłam. kubeczek menstruacy

17 października 2019
Ile czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie?

O ile planowanie posiłków lubię i daje mi to poczucie bezpieczeństwa, tak w wakacje przestałam to robić w ogóle i żyłam z dnia na dzień. Dzieci co i rusz gdzieś wyjeżdżały, my testowaliśmy mazurskie knajpy, które, żeby nie skłamać, najlepiej karmią właśnie w okresie wakacyjnym, bo w zimowym karmić nie ma kogo i  tak przebimbaliśmy […]

15 października 2019
Nasz permakulturowy ogród - jak powstał, jak go zaplanowałam, na czym polega?

Usłyszałam o tym na mojej grupie. Jak to, nie trzeba podlewać? Pielić? Samo rośnie? Nie wierzyłam. I nie uwierzyłabym, gdybym nie zaczęła drążyć w celu udowodnienia sobie samej, jakie to głupie. I wsiąkłam. I wcale nie przekonało mnie to, że wszyscy podkreślają, jak mało przy tym roboty - przekonała mnie ekologia.  

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official