Niezbędnik obserwatorów gwiazd. Recenzja

Joanna Jaskółka
9 grudnia 2013

Udostępnij wpis

matthew quick
To nie liczne chwalebne recenzje skłoniły mnie do napisania tego tekstu, ale raczej uprzejmość Agnieszki z bloga "Zielona Cytryna", która podesłała mi swój egzemplarz w ramach blogowej wymiany ubraniowo-książkowej. Zabierając się do czytania "Niezbędnika..." w pamięci miałam jedynie ostatnio obejrzany film zrealizowany na poprzedniej książce autora, w ręce trzymałam latarkę, bo znów nie było świata, a pod ręką miałam tabliczkę czekolady, która zawsze ratuje mnie w kryzysowych momentach książki. Zjadłam pół tabliczki. Co to znaczy?

Zacznijmy od tego, że przy "Pięćdziesięciu twarzach Greya" zjadłam od razu dwie całe Milki, a nie doszłam nawet do 10 strony....  A jako że "Niezbędnik..." plasuje się na mojej półce mniej więcej w kategorii "rozrywkowe", to pół tabliczki na całą książkę zdaje się być niezłym wynikiem.
Zazwyczaj jestem podejrzliwa, jeśli chodzi o książki uwielbiane i polecane przez wszystkich. Być może z lepszego gustu, najpewniej dzięki szerszej perspektywie i znajomości tematu. "Poradnika pozytywnego myślenia" nie przeczytałam. Odrzucał mnie ogromny bum na tę książkę i liczne cytaty, ale film obejrzałam prawie w całości i całkiem nieźle mi się na końcówce drzemało.
Być może dlatego, że nie dowiedziałam się z produkcji niczego, czego bym nie wiedziała, nie zostało mi opowiedziane nic, czego bym się nie domyśliła, a momenty, które miały wzruszać, doprowadzały mnie do paroksyzmu ziewów. Wolałam myśleć pozytywnie, zamiast kupować "Poradnik...".
Ale "Niezbędnik..."? Brzmi całkiem nieźle. Popieram Zieloną Cytrynę - ktoś wymyślił bardzo zgrabny i chwytliwy tytuł. Kiedy tylko orkan i śnieżna burza całkowicie odłączyła nas od świata, a śliczne oczęta Kosmyka przykryły już równie śliczne powieki, dorwałam się do latarki i zaczęłam sprawdzać, co też ten Quick nawymyślał, że jego książki sprzedają się jak promocja w Biedronce.
Moje pierwsze wrażenie? Szkoda, że nie przeczytałam tej pozycji, kiedy miałam 15, no może 16 lat. Zapamiętałabym ją na całe życie, tak jak pamiętam książki Jonathana Carrolla czy Whartona. Nie wracam do nich, ale gdy ktoś się mnie pyta, co kupić nastolatce, od razu je wymieniam. Teraz do tej listy dołączył "Niezbędnik..." i będę usilnie namawiać mamy znajomych nastolatków, żeby zakupiły tę książkę swoim dzieciom. Rewelacyjna lekcja empatii, miłości do sportu [a podobno nie lubimy ćwiczyć na wuefie!], miłości samej w sobie i prawdziwego koleżeństwa.
I w tej literaturze młodzieżowej tkwi meritum. Bo czegoś w tej książce, żeby zaspokoić potrzeby starszego czytelnika, mi osobiście brakuje. Mam wrażenie, że autor w ogromnym pośpiechu konstruował kolejne strony, a krótkie i proste zdania, krótkimi są nie celowo, jak to podobno było w zamyśle, a raczej sprawiają wrażenie kreślonych między zajrzeniem na Fejsa i przejrzeniem poczty. I to nie chodzi o to, że coś powinno być dopowiedziane, że wielu rzeczy musimy się domyślać. Moim zdaniem doszło do jakiejś strasznej pomyłki, której efektem jest traktowanie czytelnika jak wiejskiego głupka, co należy mu wyjaśniać całe "teraz", zostawiając niewyjaśnione "kiedyś". A na koniec, w prezencie, wyjaśnić pobieżnie "kiedyś" i liczyć, że czytelnik się nie zorientuje jak bardzo jest wystawiony w balona.
Tak, zabrakło mi mocnej końcówki. W całej bardzo konkretnej książce zabrakło mi konkretnego zakończenia. I w nosie mam, gdzie zamieszkali chłopak i jego dziewczyna. Według mnie cała historia mogła się skończyć w dniu otrzymania listu. Chodzi mi raczej o szersze wyjaśnienie, w jaki sposób bohater stał się takim, jakim prezentuje się w powieści. Co widział? Czego był świadkiem? Zakończenie nie daje pełnego obrazu, daje nam to, czego możemy się domyślić już w połowie książki, a co wcale nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem.
Być może moje oczekiwanie wiąże się z tym, że historia, jako taka, jest naszym dobrem narodowym, którym w każdej krajowej książce szafujemy dzielnie, usprawiedliwiając lub składając na jej karb wszelkie motywy zachowań. Być może oczekuję tego zarysu z racji mojego pochodzenia i średniego obeznania ze współczesną literaturą amerykańską... Wcale nie przeczę! Co nie zmienia faktu, że konstrukcja powieści, jej fabuła i przesłanie pasują mi li i jedynie na półkę z literaturą młodzieżową. Mam nadzieję, że żaden akademicki wykładowca polonistyki nie skala sobie rąk poruszaniem jej treści, z jednoczesną nadzieją, że licealni poloniści podsuną ją swoim uczniom.
Bo może ta książka pojęcia "działo literackie" na oczy nie widziała, ale nie zmienia to faktu, że jest całkiem dobrą rozrywką: gdy nie ma prądu, w poczekalni, tramwaju czy w kolejce u lekarza. Mózgu nią nie zmęczycie, a co wrażliwsze osoby nawet uronią na końcu kilka łez. Muszę też dodać, że trzymając w rękach egzemplarz korektorski, mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić: to będzie całkiem poprawne wydanie.
Jednym słowem: polecam. Młodzieży i ludziom, którzy bardzo często na coś czekają.
Recenzja u Zielonej Cytryny: KLIK
Tytuł oryginału: Boy 21
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte

Czytaliście już? Czytacie? Zamierzacie?

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
20 września 2019
Osiem strasznych rzeczy, które spotkają twoje dziecko w lesie

Zazwyczaj na spacery wychodzę bez telefonu. Ale tym razem wzięłam i bezmyślnie nagrywałam instastory. Nagrywałam, pokazując, jak chłopaki biegają po lesie. Starszy wspinał się na drzewo, młodszy buszował pod drzewem, badając norę po jakimś zwierzu. Nagle zapikał mi telefon z wiadomością. Mechanicznie zerknęłam, co kto pisze i wtedy stało się to. To, co się dzieje […]

15 września 2019
Czy rodzicielstwo bliskości to bezstresowe wychowanie? 9 mitów o RB, w które wciąż wierzą ludzie

Oj, mam się ja z tym bezstresowym wychowaniem, mam się bardzo... źle. I źle reaguję na te słowa, działają na mnie jak płachta. Sam fakt, czy bezstresowe wychowanie istnieje, poruszałam już kiedyś, ale oprócz bezstresowego wychowania istnieje mnóstwo tez, które wprowadzają w błąd i nie mają żadnego uzasadnienia w rzeczywistości.       Spis treści […]

12 września 2019
Drogie restauracje, miejcie jaja i zdecydujcie, czy chcecie przyjmować dzieci, czy nie

Ostatnio modne jest wśród restauracji, wrzucanie zdjęć z widokiem stolików po rodzinnym posiłku. Nie tylko stolików - ale też kącików zabaw, gdzieś tam mignęła mi również toaleta. Wrzucenie takiego zdjęcia ma prosty cel - głównie zasięg, bo wkurwianie się na rodziców z dziećmi również jest modne. Madka i Tateł to już przecież niemalże archetyp wszystkiego, […]

9 września 2019
Podatek od grzeczności - coś, co każdy rodzic kiedyś będzie musiał zapłacić

Kosztuje cię więcej niż ten dochodowy, wymaga więcej skupienia niż zeznanie podatkowe, trwa dłużej niż załatwienie sprawy w Zusie i każdy rodzic prędzej czy później, będzie musiał zapłacić - podatek od grzeczności.  

26 sierpnia 2019
Nasz spływ Krutynią [Zgon- Krutyń] i czadowe przezroczyste kajaki

Wybrać się z chłopcami na spływ Krutynią planowałam od dawna. Mieliśmy już na koncie mniejsze wycieczki po jeziorze i w górę rzeki [mieszkamy przy ujściu tej rzeki do jeziora Bełdany], ze starszym synem zaliczyliśmy najkrótszą trasę od Nowego Mostu [tu filmik], ale chcieliśmy pokazać chłopcom inny kawałek rzeki. I przypadkiem trafiłam na fejsie polecane przez […]

22 sierpnia 2019
W jaki sposób odpowiadać na trudne pytania dziecka, kiedy nie mamy pojęcia, co odpowiedzieć?

Jakiś czas temu czytelniczka z mojej grupy zadała nam trudne pytanie: po co żyjemy. To nie była jej osobista refleksja, to było pytanie zadane przez jej czteroletnią córkę, które wprawiło czytelniczkę z zakłopotanie. Bo co powiedzieć? Jak szybko znaleźć satysfakcjonujące wyjaśnienie? A jeśli na to konkretne pytanie znajdziemy replikę, co odpowiadać na inne, przychodzące zaraz […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official