O dziewczynie, która przewróciła oczami na widok mojego dziecka

Joanna Jaskółka
11 maja 2017

Udostępnij wpis

 

Staliśmy przed sklepem, do którego nie chciał wejść mój młodszy syn. Nie i już. Nalegałam, a w moim głosie już zaczynało pobrzmiewać poirytowanie, które dziecko świetnie wyczuwało i tym bardziej stawało okoniem. Starszak z kolei był coraz bardziej wściekły, bo on chciał wejść do sklepu i wybrać sobie jajko niespodziankę. Byłam dwie chwile od stracenia cierpliwości - ryk młodszego, że nie wejdzie i jęki starszego, że on już chce wejść. Stałam załamana pod sklepem, a ręce zaczynały mi się zaciskać w pięści, do tego obok nas zaczynali się kotłować ludzie.

 

Nie wiem, czemu się rozejrzałam. Chyba w poszukiwaniu pomocy. Mój wzrok trafił na przechodząca nieopodal dziewczynę. Znałam ją z widzenia, widziałam, że ma starsze dzieci, minęłyśmy się kilka razy w przedszkolu. Ona też na mnie spojrzała i chyba zobaczyła mój zrozpaczony wzrok. Podniosła oczy do nieba, pokręciła głową w niemym "Ja też tego nie mogłam wytrzymać" i podniosła kciuki w górę w moim kierunku. Mój wzrok przestał być zrozpaczony, na buzi rozkwitł delikatny uśmiech, który posłałam dziewczynie i kolejny raz uklękłam przy synku, tym razem spokojniej tłumacząc mu, czemu muszę wejść do sklepu i co tam będzie mógł zrobić. Ze starszakiem zrobiłam rzecz niewyobrażalną - po prostu pozwoliłam mu samemu wejść do sklepu. Młodszy, widząc wchodzącego brata, łatwiej dał się przekonać do wejścia i po 10 minutach wyszliśmy ze sklepu cali i zdrowi z jajkami, z żelkami i z lodami dla mnie - za odwagę.

 

I tylko w głowie kotłowała mi się myśl, jak mało czasem potrzeba, jak niewiele musimy z siebie dać, żeby umilić komuś dzień. Przepuszczenie w kolejce, podtrzymanie dziecka na placu, żeby jego matka nie musiała lecieć jak oparzona, uśmiech wysłany z drugiego końca ulicy, przynoszący ulgę i świadomość, że nie jesteś sama. Że nie tylko ty przez to przechodzisz.

 

Nie wiem, czemu z tego nie korzystamy. Jedna na drugą narzeka, że tamta to modyfikowane, inna daje komórkę, trzecia faszeruje słodyczami, a czwarta nie wie, co to karob i zamiast niego podaje dziecku zwykłe plebejskie kakao. Skupiamy się na naszych wadach, zamiast robić to, co robiły matki od wieków - wspierać się, bo wszystkie jedziemy na tym samym wózku. Każda z nas była nie raz ubabrana kupą, każda z nas nie dosypiała, każda przechodziła przez gorsze i lepsze okresy. A zamiast podchodzić do tego ze zrozumieniem, szczekamy na siebie jak psy w kojcach.

 

Taki drobny gest na chodniku, wsparcie drugiej mamy, która znalazła się w dziecięcym potrzasku. Taka drobna różnica - mówienie o swoich potrzebach, o swoich oczekiwaniach, zamiast standardowej przepychanki, kto robi dobrze, kto źle. Nie ma, kto robi źle. Czas skończyć z wytykaniem wad. Zacznijmy mówić o konkretach. A konkretem są twoje potrzeby. Czego ty oczekujesz, co tobie by pomogło, co sprawiłoby, że będzie ci łatwiej.

 

I mów o tym głośno, bo jak nie będziemy mówić głośno, to skąd się reszta ma dowiedzieć, czego chcemy? Ja chcę więcej mam na tych chodnikach podnoszących oczy w górę w geście wsparcia. Ja chcę, żeby ktoś ruszył cztery litery i ustąpił mi miejsca w kolejce w sklepie, bo może teraz moje dziecię jest spokojne, ale w każdej minucie może przestać być spokojnym.

 

Ostatnio podzieliłam się na fp pewnym dialogiem o wyjściu mojego syna do przedszkola. Pod statusem pojawił się oburzony wpis przedszkolanki, zbulwersowanej tym, że mój przedszkolak dojeżdża do placówki busikiem. Że to bezprawne, że nie ma takich przepisów, które by na to zezwalały. Przepisy są! W miejscach, gdzie odległość do placówki przekracza 3 kilometry, gmina ma obowiązek zapewnić dziecku i dojazd, i opiekę. Tylko to się wiąże z problemami, bo musi być kierowca, bo musi być opiekunka, bo ktoś musi dziecko z takiego busiku do przedszkola zaprowadzić. Mnóstwo problemów, prawda? Ale jednak, są w Polsce miejsca, gdzie taki dowóz dzieci jest organizowany i chwała takim placówkom, które kładą na to nacisk. Niemniej gdzieś tam zawsze pojawi się taka pani Ania czy Kasia, która powie, że to nie ma sensu, bo coś tam, bo coś innego, bo szkoda zachodu. I jedna osoba potrafi zablokować całą inicjatywę, która pomogłaby gronu rodziców w codziennym życiu i zdjęłaby ten obowiązek z ich barków.

 

Ale nas jest więcej. I rodziców zawsze będzie więcej niż takich pojedynczych jednostek. Tylko trzeba się zebrać, zorganizować, zrobić coś, żeby to nasze codzienne życie było łatwiejsze. Razem z Canpol Babies wspieramy ostatnio inicjatywę Związku Zawodowego Mam. Miejsca, w którym zbieramy postulaty rodziców. Ich żądania, prośby i oczekiwania. Na stronie Związku Zawodowego Mam możesz dodać również swoje żądania i wkrótce z waszych wszystkich komentarzy stworzymy nasz pełny manifest rodziców. Wszystkich rodziców.

 

A dziś, kiedy byłam na moich jazdach na prawo jazdy, w czasie przerwy na kawę zauważyłam matkę, pochyloną w rozpaczy nad pokładającym się na chodniku dwulatkiem. Stałam i czekałam, czy ona podniesie głowę. Kiedy zwróciła na mnie swój wzrok, przewróciłam oczami w geście "skąd ja to znam" i podniosłam kciuki w górę.

 

Dasz radę, dziewczyno.

 

Razem damy radę.

 

 

 

 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
Jestem Asia.
Piszę o tym, jak uciec z miasta i wychowywać dzieci na wsi, z dala od sklepów, ale bliżej siebie.

Naszą historię znajdziesz Tutaj

Ale ona wciąż się pisze, więc zostań ze mną w kontakcie:


    10 stycznia 2022
    Dni zniszczone przez siekierę dzieci, kartę do bankomatu oraz komunizm

    Już w poprzednią niedzielę przebierałam nóżkami, żeby wrócić do publikowania w social mediach. Niestety, wszystko wokół sprzysięgło się, żebym nie była gotowa na publikowanie czegokolwiek. To jest niby proste - napisać coś, kliknąć "publikuj" i z bańki. Tylko jeśli chce się, żeby to wszystko miało ręce i nogi, trzeba swoje przemyśleć. A ja mam plan […]

    16 grudnia 2021
    Jeszcze zdążysz kupić najładniejsze książeczki dla dzieci!

    Obiecałam pokazywać więcej książek dla dzieci i pokazuję książeczki dla dzieci 🙂 Jeszcze zdążysz je złapać przed świętami i obdarować jakieś dziecko, bo książki to zawsze najfajniejsze prezenty. Przynajmniej ja w tym wpisie pokażę takie, które najfajniejszymi prezentami będą. Gotowa? Jedziemy!  

    7 grudnia 2021
    Fidget toys - o co chodzi w tych małych pierdółkach, że dzieci tak ich chcą i potrzebują?

    Teoretycznie zabawki typu fidget toys towarzyszą nam od dawna. Są to między innymi długopisy, zakrętki, folia bąbelkowa, patyczki czy nawet nasze własne palce, którymi pstrykamy lub kręcimy nimi, gdy się stresujemy. Praktycznie nazwa fidget toys wypłynęła niedawno, choć pierwszą zabawkę tego typu i zaprojektowaną konkretnie w tym celu wymyślono dawno temu.  

    2 grudnia 2021
    Co będzie z naszymi dziećmi, które wolą grać w Minecraft niż bawić się klockami?

    Co będzie z naszymi dziećmi, które całe dnie siedzą na komórkach i komputerach? - zastanawiają się rodzice, a ja odpowiadam: nic nie będzie.  Ja, w wieku moich dzieci, oglądałam durne kreskówki na telewizorze [częstokroć odrabiając przy nich lekcje na kolanie]. Pamiętam dni w całości przesiedziane na graniu w gry komputerowe. Bardzo kiepskie i średnio edukacyjne. […]

    25 listopada 2021
    Nic tak nie poprawia świąt jak dobre morderstwo [najlepsze polskie książki kryminalne na święta]

    Okej. Nigdy nie lubiłam kryminałów. Bardziej mi wchodziła literatura piękna. Moim pierwszym spotkaniem z książką o zbrodni było zalecenie naszego wykładowcy z poetyki, żebyśmy przeczytali  Zabójstwo Rogera Ackroyda Agathy Christie. Przeczytałam. Zdziwiłam się, że fajne. I w wakacje pochłonęłam całą Christie. Na polskie książki kryminalne dość długo patrzyłam jednak podejrzliwie.     Nie wierzyłam, że […]

    15 listopada 2021
    Dlaczego kiedyś nie było spektrum autyzmu i czemu nagle wszyscy je mają?

    Nie rozumiem, kiedyś tego nie było, a teraz każdy mówi, że jest w spektrum autyzmu. Za moich czasów nie trzeba było robić z dziecka wariata. Kiedyś ludzie normalnie żyli, a teraz każdy zaburzony. Po co ci diagnoza? Babcia całe życie była dziwna i dała sobie radę. Teraz to każdy jakieś Aspargary czy inne autyzmy, jakby […]

    Obserwuj nas na Instagramie

    instagramfacebook-official