Pięć sposobów na oszczędzanie czasu, które każdy gorąco poleca, a u mnie, kurde, dały ciała!

Joanna Jaskółka
28 maja 2018

Udostępnij wpis

Ja mam niby łatwo, bo pracuję w domu, a moja praca głównie polega na czymś, co kocham, czyli na pisaniu. Mimo że wydaje się to bułką z masłem, w praktyce jest ciężej. Bo praca w domu to wybór między pracą a domem, to wybór między pracą a dzieckiem. To wreszcie wybór między pracą a przyjemnościami. Kiedy pracować, gdy kuchnia zaraz utonie w naczyniach, a dziecko płacze na kanapie, bo chce się z tobą bawić? Jak to pogodzić? Od sześciu lat szukam na to sposobów i jak na razie znalazłam pięć, które robią mi krecią robotę.

 

 

1. Usunięcie aplikacji Facebooka z telefonu. 

Mój najgorszy pomysł jak do tej pory. Dlaczego? A dlatego, że ja zazwyczaj rzadko siedzę na fejsie. Wchodzę ogarnąć newsy na mojej grupie Wiejskich Matek, na fp i na kilku innych grupach i jak się skończą, to wychodzę. Na komputerze praktycznie na fejsa nie wchodzę, głównie z powodu wkurzającego mnie laptopa i jego grafiki  [nie, jeszcze nie odebrałam MacBooka z naprawy]. Wyłączenie aplikacji na komórce sprawiło więc, że zamiast ogarnąć, co tam w social mediach i na moich kanałach słychać [a muszę to robić, nawet jak mi się nie chce :D] podczas wizyty u dentysty, w kolejce w sklepie czy u lekarza, marnowałam ten czas, a na fejsa wchodziłam wieczorem na komputerze i traciłam godzinę, bo wszystko na kompie ustawia się inaczej niż na komórce  i do tego komputer zamykałam wkurzona. Ale jasne, jeśli ktoś fejsa scrolluje godzinami i ma poczucie, że traci na niego czas, to szczerze polecam usunięcie aplikacji. Ja się uodporniłam i fejs mnie męczy, ale wiem, że innym zabiera to sporo czasu. Mi to utrudniło życie po prostu.

 

2. Słuchanie audiobooków. 

Śmieję się trochę, bo kiedyś polecałam audiobooki jako umilacz i oszczędzacz czasu i swoiste dwa w jednym [no dobra, dziś poleciłam go mojej siostrze, bo siedzi w lesie z malutką córeczką i też głupieje]. Ale w sobotę przyjechał tata chłopców i się nimi zajął, a ja od razu, mimo deszczu, włączyłam audiobook i zaczęłam pielić chwasty. Starszy to zobaczył i skomentował: "Oho, mama do wieczora się teraz nie oderwie!" I to prawda, bo audiobooki mnie tak wciągnęły, że włączam je niby po to, żeby milej mi się coś robiło, a w efekcie okazuje się, że robię coś tylko po to, żeby milej mi się słuchało. Tym samym nie potrafię się oderwać od audiobooka, póki się nie skończy. Plus taki, że mam ogród wypielony, ale wszystko, czego nie mogę robić, słuchając, kuleje. I każdą wolną chwilę, którą mogłabym poświęcić na pisanie albo zwyczajnie na siebie, poświęcam czynnościom, po których jestem piekielnie zmęczona. I niby ten audiobook jest dla przyjemności, ale w tej przyjemności w tę deszczową sobotę wypieliłam kawał, któremu facet by nie dał rady i wieczorem ledwo żyłam.

 

3. Sprzątanie "kiedy mam czas". 

 

Rozmawiałam z Kasią Płuską jakiś czas temu [naszą rozmowę udostępnię w formie podcastu w czerwcu] o tym, jak się pracuje w domu i ona mówiła mi, że jej sposobem jest praca, kiedy dziecka nie ma w domu. Jak dziecka nie ma w domu, ona normalnie pracuje, tylko, że nie musi nigdzie jechać a cały dom czeka aż dziecko wróci. I dopiero jak dziecko wróci, to ona kończy pracę i włącza jej się tryb "dom". I wiem, że ten sposób jest polecany wszystkim, którzy pracują w domu, ale konia z marchewką temu, kto robi też w ten sposób mają dwu lub trzylatka przy nodze, który nie chodzi do żłobka/przedszkola. Tak się nie da. Więc kilka dni popracowałam w ten sposób, nie patrząc, co robi mój wówczas dwulatek i przymykając oko, że tam rozlał, tam rozwalił, no luz, mam tekst do skończenia i maile, jak zacznę go upominać, to zapomnę, co chciałam pisać,  potem posprzątam, niech się bawi. A potem do późnej nocy odgruzowywałam to, co w ciągu dnia nabroiło dziecko. Albo poświęcałam temu cały, calutki weekend. U mnie rozwiązaniem stało się kompletnie coś innego - wyciszenie mojej działalności na blogu, notowanie pomysłów zamiast robienia z nich od razu notki i po prostu pilnowanie  dziecka i regularne po nim i razem z nim sprzątanie.

 

4. Drugie dziecko. 

 

Nie, wcale nie żartuję 😀 Mam mdłości, kiedy ktoś mi mówi, że trzeba zrobić sobie kolejne dziecko, żeby pierwsze miało się z kim bawić. I że wówczas będzie więcej czasu, bo dzieci się same zajmą. Nie no, wiem, że przy trójce, czy czwórce inaczej to wygląda, bo i dzieci są o wiele starsze. Ale nawet i moja dwójka świetnie się razem bawi i zajmuje się sobą. Choćby ostatnio, kiedy zawołałam po coś starszaka, a on odkrzyknął, że nie może, bo aktualnie dusi brata. [tajemnicę duszenia rozwiązałam tutaj]. No ale tak to wygląda, że im więcej, tym więcej zabawy, ale i więcej kłótni, więcej płaczu, więcej "Maaaaaamoooooo", więcej nieprzespanych nocy i mniej czasu dla siebie. Nie zrozum mnie źle, za nic bym tego nie zmieniła, ale kiedy szacuję swoje siły psychiczne, myśląc o kolejnym dziecku, mam ciarki na plecach. Ale to się pewnie zmieni, kiedy młodszy pójdzie do przedszkola i wtedy odetchnę na te kilka godzin.

 

5. Samochód. 

 

"Zrób prawko, zobaczysz, jak będzie ci prościej" mówili mi od wielu lat i w zeszłym roku ja to prawko zrobiłam. Ba, nawet auto kupiłam. I pluję sobie w brodę. Kurde, no! Jak nie miałam prawka, to wystarczył jeden telefon - do mamy, do taty, do Chłopa, hej, hej, kupcie mi to i to. Albo wyjazd raz w tygodniu do sklepu, zaopatrzenie i powrót. A teraz? Nie dość, że tracę ponad godzinę na sam dojazd do sklepu w obie strony, to jeszcze godzinę na zakupy i jak mi czegoś zabraknie, to zamiast kombinować, wsiadam i jadę, marnując czas, benzynę i powietrze. Nie zdarza się to często, bo się trzymam twardo z moim tygodniowym planem posiłków, ale za to coraz częściej jest: zawieź mnie, podrzuć mi, przywieź babcię, pojedź po coś. Aaaaaa! Prawko mi się bardzo przyda, kiedy starszak pójdzie do szkoły i trzeba będzie go wozić, ale aktualnie to zabieracz mojego czasu. Bardzo wygodnie było nie mieć prawka 😀 I ekonomicznie, bo jak chłopcy byli chorzy albo była inna potrzeba, Chłop brał wolne i jechał do lekarza lub załatwiał sprawy i inne rzeczy, a ja miałam wolne. Teraz jeżdżę sama. No i super, bo jestem samowystarczalna, ale czuję, ile wcześniej miałam czasu na pisanie i rozwijanie się, a teraz czuję, że doby brakuje, niestety.

 

 

 

W związku z dzisiejszym statusem postanowiłam zrezygnować i ograniczyć na jakiś czas wszystkie "wspomagacze czasu", które tylko mi plączą życie. Samochód zadziała mi dopiero w sobotę, hasła do płatności na audiotece jakoś zapomniałam, storytel i tak przesłuchane, sprzątam na bieżąco i jakoś nie specjalnie dokładnie, czas na gruntowny porządek jakoś sobie wyznaczę. Z drugim dzieckiem nie mam co robić na razie, ale jakoś sobie poradzę. Ale przede wszystkim zaczęłam kurs, na który wcześniej, notabene, "nie miałam czasu". Kurs Oli Budzyńskiej, znanej jako Pani Swojego Czasu.

 

 

Kurs Oli już kiedyś uratował mnie, kiedy nie mogłam sobie poradzić z organizacją moich wszystkich sociali, więc i tym razem wiem, że mnie kopnie w tyłek i pomoże zorganizować się w domu, żeby rozsądnie gospodarować czasem dla siebie i dla dzieci.

Jestem też mega szczęśliwa, bo w kursie znalazł się mój ebook - "Jak zachęcić dzieci do czytania książek? [żeby zajęło się sobą, a nie tylko tobą i tobą]. Przygotowałam go specjalnie dla was [stąd też wiem, że są tam same porządne informacje :D] i kupując kurs, możesz być pewna, że z pewnością ten ebook dostaniesz. Co, oprócz mojego ebooka, znajduje się w kursie? Jak planować życie rodzinne, jak wciągać do pomocy dzieci, jak ustalać priorytety, jak wybrać z rzeczy ważnych i ważniejszych oraz jak nauczyć dzieci zarządzania czasem. Wszystko to z filmami, nagraniami audio, checklistami, ćwiczeniami i plikami do przejrzenia [między innymi z moim ebookiem :D]. Zobacz sama:

 

Cały kurs zawiera osiem modułów pełnych wiedzy, pakiet premium  zawiera dodatkowe materiały: audiobook  „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet”, notatki wizualne, webinar wyłącznie dla kursantek i dodatkowe narzędzia Pozytywnej Dyscypliny. Ale Ola robi tak znakomite kursy, że pakiet standard z pewnością wystarczy, to naprawdę ogromna dawka wiedzy i motywacji.

Kurs Oli jest dla wszystkich mam, ale najbardziej dla tych, które jak ja stoją na rozdrożu i czasem same nie wiedzą, co robić dalej i z czego zrezygnować. Ola jasno i prosto mówi, jak odpuścić rzeczy dające się odpuścić i jak zadbać o rzeczy, o które chcesz zadbać.   W module "Bonusy" znajdziesz masę dodatkowych materiałów od Oli, mój ebook, bonusy od Magdy z Wymagające.pl o tym, jak zajmować się dzieckiem, które chce więcej niż przeciętne, bonus o tym, jak nakarmić niejadka i masę innych, ogromnie pożytecznych w tym zniżki do sklepów, i to dobre zniżki, nie jakieś ochłapy.

 

Dodatkowo, jeśli kupisz kurs z mojego polecenia, tuż po Dniu Dziecka prześlę ci moje własne notatki z 20 daniami, które robię dokładnie w 15 minut i które ratują mi tyłek, gdy nie mam zielonego pojęcia, co dać dzieciom do zjedzenia 🙂 Sprzedaż kursu trwa do 4 czerwca i jeśli zamówicie do tego czasu, prześlę wam moje notatki w formie ebooka 🙂

 

 

No to jedziemy z koksem dziewczyny? Napiszcie mi, co wam zajmuje najwięcej czasu? Dojazdy? Pranie? Sprzątanie? Jestem ciekawa!

 

 


Wszystkie linki do sklepu PSC są afiliacyjne, więc dostanę prowizję, jeśli kupisz kurs z mojego polecenia, co nie ma absolutnie wpływu na cenę, ale pomoże mi rozwijać blog. Dodatkowo twoje dane osobowe  zostaną wykorzystane wyłącznie do celu przesłania bonusowego ebooka ode mnie i nie wykorzystam ich w inny sposób.  Po przesłaniu materiałów trwale twoje dane usunę. 

Udostępnij wpis

A dla wiejskich [choć nie tylko] matek została też stworzona grupa, na którą serdecznie cię zapraszam TUTAJ
Obserwuj nas też na Instagramie
Możesz też udostępnić wpis i skomentować go na Facebooku
9 grudnia 2019
Kredki dla dzieci, które dopiero zaczynają rysować albo zwyczajnie tego nie lubią

Po starszym synu, który rysować uwielbia i każdego dnia poświęca temu godzinę, a nawet więcej, niechęć młodszego do rysowania trochę mnie zaskoczyła. Wszak on bardzo dużo rzeczy robi tak, jak starszy brat i akurat stawiałam wszystko na to, że kredki dla dzieci będą obszarem największym kłótni. I się przeliczyłam.  

5 grudnia 2019
KSIĄŻKI GEOGRAFICZNE: Z czego korzystał mój syn, gdy uczył się wszystkich flag, państw, stolic i wysp świata?

Któregoś razu powiedziałam przy znajomych, że syn interesuje się flagami. Znajomych to zaciekawiło. Zapytali starszaka, czy zna wszystkie państwa w Afryce. Syn zwrócił ku nim swoją wówczas jeszcze ciemno blond główkę i zapytał poważnie: - Od najmniejszego do największego czy odwrotnie? W wieku pięciu lat znał wszystkie państwa świata i potrafił dopasować do nich flagi. […]

2 grudnia 2019
Nie styrana matka-polka - jak ogarnąć chałupę, żeby nie zdychać ze zmęczenia w święta?

Nie obchodzę świąt. Ale lubię, kurde, bardzo lubię, kiedy wreszcie nadchodzi wolne i ja mogę się się rozkoszować czystym i ogarniętym mieszkaniem. To nawet nie chodzi o święta, bo podobny tryb sprzątania mam na wiosnę. I w wakacje też jeszcze porządkuję - zdarza mi się. Niemniej zimowe porządki to zazwyczaj świąteczne porządki, tak też je […]

28 listopada 2019
Czy naprawdę widzę w ciemności i nie oślepia mnie światło aut? [miesiąc w soczewkach Zeiss]

Kiedy zaczęłam prowadzić auto, nie stresowało mnie samo prowadzenie czy przepisy lub dostosowanie się do prędkości, ale w zasadzie... wyłącznie inni kierowcy. Nawet jeśli nie chcieli mnie denerwować, to denerwowali. I to ostro. Tak ostro, że Chłop załamywał ręce, kiedy na widok nadjeżdżającego na światłach z naprzeciwka samochodu zwalniałam dramatycznie do trzydziestu - zdecydowanie gorzej […]

21 listopada 2019
Dialogi z drogi, czyli czy warto robić prawo jazdy po 30, będąc ślepym kretem

  Nigdy nie chciałam mieć prawa jazdy. To nie było moje marzenie. I nigdy brak prawka mi zbytnio nie przeszkadzał. Ani w mieście, ani na moim zadupiu. Żyłam sobie spokojnie i pewnie - bez prawa jazdy, poruszając się tylko na nogach i będąc pewna, że na nogach nie zrobię nikomu krzywdy, ewentualnie ktoś mi może […]

20 listopada 2019
Dwie książki o uczuciach, które koniecznie musisz mieć w domu

"Nauczenie malucha rozpoznawania, wyrażania i kontrolowania emocji należy niewątpliwie do najpiękniejszych prezentów, jakie możemy mu ofiarować." - napisała Marine Duvouldy, pedagog. I pięknie to brzmi, ale w praktyce ciężko rodziców szafujących tym prezentem, bo większość z nas nie była tego nigdy uczona. Uczeni byliśmy "być cicho i się słuchać". Mało kogo interesowało, czemu zachowujemy się, […]

Obserwuj nas na Instagramie

instagramfacebook-official